Wstrząsająca opowieść o powikłanych losach polsko-niemieckiej rodziny.
Marzena opowiada historię swojej rodziny, która jest fragmentem historii narodu polskiego, białoruskiego i niemieckiego. Przed wojną na Kresach służąca polskich rolników rodzi na strychu dziecko i umiera. Od tego momentu rodzinie towarzyszy demon, z którym zmierzyć się muszą kolejne pokolenia. Zimą roku 1939 uboga rodzina niemiecka, matka z trójką dzieci, nakazem Hitlera opuszcza Galicję i przesiedla się nad Wartę. W styczniu 1945 roku w trzaskający mróz ponownie pakuje manatki na furmankę i uciekając przed Armią Czerwoną wraca do Rzeszy. Marzena mieszka w Berlinie i rozplątuje skomplikowane losy swojej rodziny…
3.5/5. Podobała mi się ta powieść, jest bardzo "szczecińska" (a ja jestem ze Szczecina właśnie, choć nie mieszkałam tam zbyt długo), ale zakończenie wydało mi się trochę za bardzo przyspieszone i przez to mam poczucie pewnej niekompletności. Mimo to była to udana lektura, w dużej mierze dlatego, że temat pogmatwanych losów rodziny przesiedlonej na Ziemie Odzyskane jest mi bliski ze względu na moją historię rodzinną.
Saga rodzinna z historią Polski w tle. Opis splątanych korzeni wieloetnicznych i różnorodoność tradycji komplikuje obecnie promowaną, jednowymiarową tożsamość "polską". Co to znaczy być Niemcem? Co to znaczy być Polakiem? Parokrotnie stawia pytanie narratorka.