Trudne wybory, walka o przetrwanie i poszukiwanie miłości w skomplikowanej atmosferze Dolnego Śląska na początku XX wieku.
Mada w swoim krótkim życiu widziała już wiele zła, zaznała głodu i nędzy. Pomiatano nią, kiedy pracowała jako służąca, a później psuła wzrok w podrzędnym zakładzie krawieckim. Wybawieniem dla niej zdaje się być propozycja zamożnego Andreasa Schwietza.
Dziewczyna rozpoczyna służbę w jego domu, zbudowanym na jednej z wysp Jeziora Sławskiego. Odcięta od świata całymi dniami sprząta, gotuje i znosi dokuczliwe zainteresowanie pracodawcy. Uświadamia sobie, że została sam na sam z człowiekiem, który nie ma wobec niej dobrych zamiarów.
Pewnego dnia na wyspę przybywa nowy ogrodnik, Johann. Andreas jest zazdrosny i jego obsesja na tle Mady zaczyna się pogłębiać. Tragedia wisi w powietrzu. Czy da się jej uniknąć? Czy Madzie uda się uciec z ponurej wyspy? Czy Johann będzie jej oparciem w walce z przeciwnościami losu? Czy w trudnym życiu dziewczyny jest w ogóle miejsce na miłość?
Medea z Wyspy Wisielców to opowieść, w której grecki mit o Medei ożywa na nowo.
Mit o Medei z Kolchidy, czarodziejce, która z miłości zabiła swojego brata, by i tak porzucił ją ukochany Jazon, a potem znów zawiedli kolejni… Dzieciobójczyni, której tragiczne dzieje, kolejne zdrady i zbrodnie działają na wyobraźnię po dziś dzień. Dokonała najtrudniejszych wyborów, największych poświęceń, przeżyła morze bólu. W końcu bogowie zlitowali się nad nią i dali to, czego pragnęła najbardziej. To właśnie duch Medei prowadzi bohaterkę powieści „Medea z Wyspy Wisielców” Magdy Knedler. Tu ożywa jej postać, jej wspomnienie,jej dramatyczne dzieje, ale czy również litość opatrzności?
Dolny Śląsk, początek XX wieku. Wyspa Wisielców na Jeziorze Sławskim. To tam, przed laty, doszło do tragicznych wydarzeń. To tam wciąż mieszkają ci, którzy przeżyli tamtą zbrodnię. Ojciec i syn, właściciele majątku na przeklętej ziemi. Mada jest ich jedyną służącą. Zaradną, silną młodą kobietą, która przeżyła już wiele złego. Los nie oszczędzał jej – była zabawką dla cudzych rozkoszy, popychadłem, nic ponadto. Na Wyspie Wisielców nie jest idealnie, ale jest ciepło, ma dach nad głową, jedzenie i dobrą pracę. Nawet za cenę umizgów swojego pracodawcy. Pewnego dnia na wyspie pojawia się nowy ogrodnik Johann i pokazuje Madzie, że istnieją inni mężczyźni, inne możliwe życie u ich boku. Ale nic nie trwa wiecznie…
Rozdzierająca. Magda Knedler opierając historię swojej Medei na micie i na tragedii Eurypidesa stworzyła opowieść, która zabiera czytelników w ciemność kobiecego istnienia. Mada to kobieta, której istotę stłamszono w zarodku. Odebrano radość i beztroskę, siłą wepchnięto w dorosłość. I nic się nie zmienia, chociaż ona robi wszystko, by wyjść z tego zwycięsko. Uczy się, interesuje światem, odkłada pieniądze, ale co z tego? Jest sama, jedna, bez rodziny, bez koneksji, bez wsparcia. Jej historia to tragedia grecka w pełnej krasie, w której trudno o upragnione katharsis. Jeden z najlepszych i najdojrzalszych retellingów, jakie czytałam!
Och. OCH. Nigdy autorka mnie nie interesowała, ale zaryzykowałam skuszona nawiązaniem do Medei i uważam to za dobrą decyzję. To opowieść o ludziach, którzy robili wszystko, by przetrwać i kobietach, które jako jedyne ponosiły odpowiedzialność za decyzje.
Tak dosadnie dramatyczna i jednocześnie mocno wstrząsająca, a przy tym absolutnie piękna i fascynująca – historia spowita okrutną niesprawiedliwością. Magda Knedler ponownie zachwyca subtelnością dobranego słowa, emocjonalnie natomiast obiera scenariusz poruszający najczulsze struny – naznaczony poniewieraną latami kobiecością młodej służącej, potraktowany miłością i porywającymi aktami namiętności, przesiąknięty brutalną krzywdą, biedą, zdradą i upokorzeniem, pełen brudnych kłamstw i życiowych niejasności, niezaprzeczalnie intrygujący w aspekcie fabularnym. Medea z Wyspy Wisielców to nie tylko dobitna interpretacja mitycznej tragedii, to także początek wyjątkowej trylogii – powieść niesamowicie absorbująca.
Mocne zaskoczenie. Nie spodziewałam się tak poruszającego i treściwego retellingu zamkniętego w 272 stronach. Trudno ocenić jednoznacznie tą pozycję, bo mimo wszystko zrozumiałabym zarówno niższe jak i wyższe oceny, w zależności na czym się skupimy. Z mitem Medei nie miałam za bardzo styczności, więc te nawiązania były dla mnie nowością. To bardzo smutna historia, pełna dramatycznych wydarzeń, niesprawiedliwosci , ludzkiej krzywdy, pod tym kątem czytało się boleśnie. Tym bardziej to smutne, bo mimo fikcyjności historii możemy niestety odnaleźć podobne przykłady biednych dziewczyn, gdzie różnice klasowe , napotykane trudności niszczyły szanse na dobrą przyszłość. Można je znaleźć w głośnych chłopkach chociażby.Jednocześnie tłem jest Breslau w początkach XX wieku, więc też bliskie mi rejony a fabuła bardzo dobrze została wpleciona w ten okres historyczny. Mieszane mam uczucia co do prawdopodobienstwa niektórych sytuacji a uzasadnienia z jednej strony nie są dla mnie do końca satysfakcjonujące, ale z drugiej strony faktycznie nie raz ludzie okazują się całkiem inni niż myślimy, może nie do aż takiego stopnia, ale wiadomo tyle wiemy o sobie i innych ile nas sprawdzono.
I książka i główna bohaterka są wyjątkowe i irytujące. Nie wierzę w ten totalny brak sprawiedliwości. Madea jest skrajna i trudno jest ją zrozumieć, a tym bardziej polubić. Jedyne co czułam wobec niej to taką litość.
Na Johannesa nie mam słów. Jak można być takim człowiekiem? Jak można się tak zmienić w 3 sekundy?
Kocham opisy Dolnego Śląska, Breslau, polskich zamków. Pomysł na umieszczenie tej historii właśnie tam był świetny.
Kompletnie nie moja książka 🤷🏼♀️ podejrzewam, że za tydzień już nic nie będę z niej kojarzyć. Okej, niby dosyć ciekawa koncepcja retellingu, ale mam wrażenie, że jednak była za bardzo przegadana.
Myślałam, że początkowa akcja książki będzie rozwiązywać się aż do jej końca, a tu tak szybko poszło, że się nie spodziewałam. Później wściekłość i brak sprawiedliwości pchały mnie w tą historię, tylko że zdrowego rozsądku, nie zarwałam dla niej nocy. Ale teraz migiem sięgam po drugi tom by dowiedzieć się co będzie dalej!
4.5 🌟 A fast-paced, plot-driven book with so much happening, my jaw dropped. It's not my typical fare - it felt like a bit of a thriller sometimes (though I never read thrillers, so how would I know?) with the emotional tension of dangers looming over the heroine's head.
The book is set in Breslau (now Wroclaw) right before WWI. The heroine is a young woman, an orphan of indeterminate ethnicity (suspected to be a Jew, a Gypsy, Italian, or Greek), a poor servant who does everything in her power to educate herself and break out of her circumstances. But she has no support system and no means; there's nothing to shield her from a man's world where a lower-class woman is assumed to sell her body, and upper-class men think nothing of casual rape.
This is a historical setting with no romanticization. There's dirt, and there's danger. The modern feminist outlook isn't focused on an aristocratic woman whose plight is being pressured into marriage. It's focused on trying to survive and get out of the slums, holding on to your morals and values when you can't afford any, trying to avoid both rape and starvation, to avoid extra attention, but still find and keep a job that can feed you. Still, it's not lecturing or moralistic in tone; it reads like bingeable genre fiction. The only thing I disliked was that there were some explicit scenes that, in my opinion, didn't fit the tone of the book (I'd be fine with it if it were a romance book).
I really sympathised with the heroine. The stakes were high and her predicaments believable. I was compelled to read on. Definitely want to pick up book 2 of this trilogy and maybe other books by this author!
My main motivation for buying this was to improve my Polish, and the fact that it had sprayed edges. But I'm happy I discovered it! It's not quite a 5-star for me, though, hard to pinpoint why.
"Świat nie może być dobrym miejscem tylko dla wybrańców. Powinien być dobrym miejscem dla wszystkich."
Greckie mity w początkach XX na Ślasku ? To może być to i tak to było to.
Zaczniemy jednak od początku. Śledzimy losy pewnej dziewczyny o imieniu Mada, która była dosłownie wszystkim po: praczką, pomywaczką, służącą, krawcową... Jednak jej los pewnego dnia się zmienia za pomocą pewnego wysoko urodzonego mężczyzny (chyba każdy wie o co może chodzić patrząc na lata rozgrywające się historii)
Od tego momentu zaczyna mieszkać na pewnej wyspie która nie dawno nosi imię Wyspa wysielców, nie było tak zawsze ale imię to jest idealne dla tego miejsca.
Czy akcja rozgrywa się tylko tam, niezbyt po pewnych sytuacjach Mada musi wyjechać i ułożyć sobie życie gdzie indziej.
Powiem wam, że sposób w jakim autorka wykreowała postacie jest niesamowita, wydawało mi się że żyłam razem z nimi i czułam ich ból to było niesamowite. Po ostatnich stronach książki czułam tyle gniewu i smutku jak mało kiedy Już chcę wiedzieć co będzie dalej.
Historia kobiety, która całe życie musi walczyć o przetrwanie. Medea naprawdę miała coś w sobie, że razem z nią przeżywałam wszystko. Dosłownie czułam rozpacz i beznadzieję, które ją ogarniały. Chyba jeszcze nie czułam takiej złości, czytając książkę, trochę z zaskoczenia mnie wzięło 😭
Może nawet więcej niż 4. Ale dużo skoków w fabule! Zaskoczyłam się, myślałam, że początek historii to będzie główne miejsce akcji, a tu tyle się dzieje. No i plusik za częściowo prawdziwe miejsca, postacie. Krzywdząca historia, brak sprawiedliwości i powolne szaleństwo - ciekawe co będzie dalej.
Czuję się zmanipulowana emocjonalnie przez tę książkę. Kusi mnie, żeby przeczytać kolejne części, ale podejrzewam, w jakim kierunku zmierza fabuła i chyba nie chcę dalej czytać o kolejnych traumach głównej bohaterki. Serio, dawno nie czytałam nic tak triggerującego. Znęcanie psychiczne, fizyczne, seksualne – znajdziecie tu wszystko. Ale to ponad moje siły.
chyba ta książka miała w sobie za dużo cierpienia i niesprawiedliwości, niż byłam w stanie znieść; 1,75 🌟 pominęłam kilka ostatanich rozdziałów i przeszłam do ostatniego 🤧
✯✯✯✯✯ Dawno nie przeczytałam tak pięknej i dramatycznej powieści obyczajowej. Nie mogę doczekać się kolejnej części, mam nadzieję że przeczytam z taką samą przyjemnością.
Tragiczna opowieść z motywem mitu o Medei. Tytułowa Medea, zwana również Madą nie ma łatwego życia jako sierota i służąca. Gdy już wydaje się, że los się do niej uśmiecha jej przeszłość sprowadza ja ciągle na dno. Jej sytuacja jest całkowicie beznadziejna. Zupełnie jak bohaterowie greckich tragedii może robić wszystko w swojej mocy, a to nadal będzie za mało...
Podobało mi się przedstawienie przez autorkę sytuacji kobiet na przełomie XIX i XX wieku i w ogóle sięgnięcie po motyw klas społecznych, braku reprezentacji kobiet w nauce oraz dyskryminacji.
Doczytałam też, że powstała już kontynuacja tej książki i nie mogę się doczekać, kiedy po nią sięgnę!
Wreszcie nie wyrafinowana historia. Opowieść o trudnych czasach dla kobiet bez złudzeń i jakiegoś głupiego happyendu. Podoba mi się nawiązywanie do prawdziwych miejsc na Dolnym Śląsku i traktowanie mitu. Zaskoczyła mnie ta książka. Cieszy się że skusiło mnie te kolorowe cięcie.