Wow! To było zdecydowanie lepsze niż pierwszy tom, więc musze przyznać, że miło mnie to zaskoczyło.
Przede wszystkim poznajemy tutaj nowego bohatera, którym jest Caldo. Na początku byłam do niego negatywnie nastawiona, bo wiadomo Alessandro zapadł mi w pamięci, a poza tym agent FBI i boss mafii? A jednak. Czym dalej tym coraz bardziej go lubiłam i coraz bardziej skradał moje serce, aż w końcu go pokochałam. Był takim słońcem w całej tej historii (hehe). Tajemniczy, zdystansowany i przystojny agent FBI, ale też opiekuńczy, troskliwy i wrażliwy mężczyzna. Jak tu go nie pokochać? Chociaż moje serce w całości skradł tym jak traktował Isabelle, ale do tego wrócę później.
A co do Isabelle to trochę się u niej zmieniło. Dziesięć lat, w których jej jedynym celem było przeżycie w tym mrocznym świecie i zemsta na matce zrobiły swoje. Nadal silna i niezależna, niedająca sobie w kasze dmuchać kobieta, ale nikt nie wie, że to tylko pozory, w środku cala płonie i nie wie, jak zatrzymać ten pożar. Podobało mi się jak zostały ukazane jej uczucia i przemyślenia, to było naprawdę dobre, tak samo jak pokazanie jej problemu z alkoholem i koszmarami. Zwróciłam też uwagę na to, że nazwy ostatnich rozdziałów idealnie odnosiły się do jej stanu psychicznego. Fajnie to wszystko było przemyślane i zrobione.
A teraz przejdę do tego co skradło moje serce doszczętnie, czyli ich relacja. Ciężko to opisać słowami, ale oni idealnie się uzupełniali, mimo że pochodzili z dwóch różnych światów, a może właśnie dzięki temu. Podobało mi się to, że ich relacja opierała na rozmowie i szczerości, a nie tylko na pożądaniu jak to miało miejsce w pierwszym tomie. Tutaj tak naprawdę dostałam wszystko czego właśnie we wcześniejszej relacji mi brakowało. Czułam to uczucie i szczerość. Bardzo podobały mi się sceny między nimi, a chyba najbardziej te momenty, gdzie czuli się przy sobie beztrosko i po prostu rozmawiali, siedząc i patrząc na wschód słońca. Isabelle zaznała to czego nigdy wcześniej nie miała okazji, czyli czułość i troska od drugiej osoby. Do tego na przestrzeni czasu mogliśmy zauważyć jak na siebie wpływali i jakie zmiany w nich przez to zachodziły.
Mam wrażenie, że co bym nie napisała to i tak nie odda to tej relacji, więc chyba jesteście zmuszeni przeczytać i sami się przekonać co mam na myśli. I musze przyznać, że pod koniec miałam niezły dylemat kogo wybrać. Alessandro czy Caldo? Bo jednak sentyment do tego pierwszego gdzieś tam pozostał, ale myślę, że koniec końców bardzo dobrze wybrała.
Skoro przy pierwszym tomie odniosłam się do scen erotycznych to tutaj też to zrobię. Nadal nie było ich dużo, ale jak już ją dostaliśmy to była ona naprawdę fajna i mam wrażenie, że lepsza niż poprzednio. Była bardzo zmysłowa i miała swój klimat, a scena po niej sprawiła, że aż zrobiło mi się cieplej na sercu.
Jeżeli chodzi o cale tło i akcje to miałam poczucie, że było to bardziej ciekawe i profesjonalne, może też dlatego, że Caldo właśnie taki był – profesjonalny do bólu (no chyba, że w grę wchodzi pewna czarnowłosa piękność). Do tego trochę więcej się działo, z czego bardzo się cieszę. Chociaż tak samo jak w pierwszym tomie znowu bardziej skupialiśmy się na ich dwójce, a ta akcja w tle gdzieś tam była i tak samo jak w pierwszym tomie wszystko powoli się rozgrywało. No i tutaj jest jedna rzecz, do której mogę się przyczepić. Stało się dokładnie to samo co w pierwszym tomie. Uważam, że ta końcówka bez sensu przyspieszyła, co wyszło dosyć nienaturalnie, bo wszystko przez większość książki działo się raczej wolno, a tutaj bum plot twist i lecimy szybko z zakończeniem. Moim zdaniem mogło to zostać trochę rozciągnięte i wydłużone, bo pewnie przyniosłoby to więcej emocji i większe zaskoczenie. No szkoda, ale na szczęście reszta wynagradza.
Na koniec mam jeszcze jedno spostrzeżenie dotyczące Alessandro, a dokładnie tego jak został przedstawiony w tym tomie, ale nie chce tutaj za bardzo spojlerowć. Zaczęłam się też zastanawiać czy relacja miedzy nim a Isabelle specjalnie potoczyła się w taki sposób i została tak dziwnie poprowadzona, żebyśmy docenili tą miedzy Isabelle i Caldo, przez co ucierpiał trochę pierwszy tom czy może jednak nie był to zamirzeony efekt, kto to wie…
Tak czy siak było to naprawdę o wiele lepsze niż pierwszy tom, chyba po prostu dostałam tutaj to, czego zabrakło mi w poprzednim. A to, że dedykacja idealnie odnosi się do ostatniego zdania tej historii wprawia mnie w jeszcze większy zachwyt.
4,5/5