CO, DO CHOLERY, STAŁO SIĘ TE DZIEWIĘĆ LAT TEMU?!
Amamiya jest jaki jest – potrafi być uroczy i sympatyczny (aczkolwiek również wredny i nie przegapi okazji, aby komuś dogryźć), ale gdy trzeba staje się zimny i wyrachowany, zamieniając się w prawdziwego potwora. Wrogom nie okazuje żadnej litości, nawet gdy się poddają.
No właśnie – wrogom. Dlaczego więc z zimną krwią zabił ojca Gunji’ego…? Czy to, że w tym tomie wspomniano o pasożytniczej odmianie obcych ma z tym jakiś związek? I co z tym wszystkim ma wspólnego matka Akiry? I kim ona w ogóle była?!
TYLE PYTAŃ!
A zamiast odpowiedzi dostajemy uroczego Natsukiego.
Natsuki przez przypadek spotyka przyjaciółkę z dzieciństwa i odżywają w nim dawne uczucia. Poza tym, że staje się obiektem żartów Reiji’ego, który teraz to mu żyć nie daje, Natsuki na chwilę spuszcza z tonu i porzuca sztywną i profesjonalną maskę… no, może nie na rzecz rumienienia się, ale faktycznie pojawia się w nim coś ciepłego, gdy myśli o Chizu. Tylko czy będzie im dane nacieszyć się sobą?
Niestety wzmianka o pasożytniczych obcych nie pojawiła się na darmo…