Praca detektywa wymaga poświęceń i wyrzeczeń. Trzeba przemóc drżenie kolan i tropić złodziei także późną nocą. Ćwiczyć umiejętność dedukcji nawet podczas deseru. Przejrzeć czyjeś notatki jak poranną gazetę i nie przejmować się cieniem, który od tygodnia snuje się za nami, także po zmierzchu. Trójka przyjaciół spędza wakacje u cioci. Nie zamierzają się nudzić! Po wybudowaniu szałasu-bazy przystępują do tropienia okolicznych przestępców. Z zaskakującym skutkiem… Doskonała lektura dla wszystkich miłośników zagadek detektywistycznych! Książka wymieniona w wakacyjnym rankingu'08 "Dziennika" wsród 50 najlepszych polskich książek!
Znów poczułam się dzieckiem, które spędza wakacje u babci na wsi i wraz z całą ferajną włóczy się po lasach, polach i zagląda do zrujnowanego dworu. Przed oczami mam "czarno-bialych" bohaterów - oczywiście nie z charakteru tylko z filmu 😉 Zastanowaim się jak dzisiaj ta książka jest odbierana przez mlodzież, bo przecież w opowieści nie ma komórek, netu, dzieci puszczone samopas latają po lasach i jakiś podziemnych grotach śledząc przestępców. Ani słowa o możliwym porwaniu na organy, ani o kleszczach. Że o śmietanie do pierogów nie wspomnę😱
Książka przygodowa dla dzieci, jakich teraz bardzo mi brakuje. Wszędzie wampiry, barbie, emo, supermany i insze inszości. U Bahdaja przygoda to przygoda - taka, że każdy może ją przeżyć. Nieważne, ile ma się lat i czy ma się dużo kasy.
Kiedyś (pierwsze wydanie 1962 r.) była to zwykła książka o przygodzie, która mogła przydarzyć się każdej rezolutnej grupce dzieciaków. Dziś to świadectwo historii i być może inspiracja dla młodych czytelników do spróbowania innego sposobu na spędzanie wolnego czasu niż to przed ekranem telefonów, komputerów i telewizorów. Szkoda tylko, że tak niewielu rodziców i nauczycieli stara się zainspirować czymś swoich wychowanków 🤷🏻♂️
Pierwsza połowa była nudna, mimo tego że mali inspektorzy cały czas działali. Nie mogłam wciągnąć się w czytanie i myślałam nawet nad DNF. Jednak od połowy zrobiło się o wiele lepiej i śmiałam się wiele razy nad niektórymi dialogami dzieci.
"Wzruszyła ramionami. — Nie interesuję się sportem. Uwielbiam astronautykę. — To z ciebie kosmiczna dziewczyna — obrzucił ją jeszcze raz badawczym spojrzeniem, ocenił jej tuszę i dodał bez cienia złośliwości: — Ale do sputnika to byś się nie zmieściła. Linie masz opływowe".
Perełka ze swoimi przyjaciółmi Paragonem i Mandżaro wyjeżdżają na wakacje do leśniczówki, niedaleko której znajduje się zamek. Chłopcy postanawiają założyć Klub Młodych Detektywów (kto z nas nie miał podobnych pomysłów?) i natychmiast rozpocząć dedukcję. Do działania takiego klubu potrzebne są jednak tajemnice i zagadki do rozwiązania, a najlepiej jacyś przestępcy. Chwilowo w okolicy żadnych kryminalistów nie ma, ale za to pojawia się tajemnicze straszydło na zamku. Wyjaśnienie tej upiornej zagadki to będzie pierwsza sprawa naszych dzielnych młodocianych detektywów. Drżyjcie zjawy!
Strrrrrasznie miło było wrócić do tej historii, uśmiałam się jak za dzieciaka. "Wakacje z duchami" to książka, którą wspominam z dużym sentymentem i bardzo się cieszę, że pomimo lat nie straciła nic na uroku. 8/10
Czasem lubię powrócić do ulubionych książek z dzieciństwa, a tego lata nabrałam ochoty na odświeżenie sobie właśnie Wakacji z duchami. Jest to wciągająca lektura dla wszystkich młodych czytelników, którzy marzą o byciu detektywem, a dorosły znajdzie w niej ciekawą historię i humor.
Ponowna lektura, tym razem na głos z moim synem, nie była dla mnie zbyt satysfakcjonująca. Pierwsze dwa rozdziały były ciężkostrawne i trudno było się nam wdrożyć w narrację i zorientować kto jest kim. Dla mojego syna najtrudniejszy był język i realia końcówki lat 50. Powieść Bahdaja jest staroświecka i przez to niekoniecznie zrozumiała dla dziecka, a dla dziecka, które nigdy nie mieszkało w Polsce może nawet jeszcze bardziej. Choć nie wiem, czy przeciętny polski dziesięciolatek wie, co to furażerka, cyklistówka, tuleja, składak (chodzi o kajak), milicja, ciżba, sitowie, lampa naftowa czy fajans. Na szczęście etap roztrząsania znaczenia każdego słowa mamy już za nami, w przeciwnym wypadku do dziś bylibyśmy na pierwszym rozdziale.
Główni bohaterzy powieści to trzech chłopców z Warszawy, którzy spędzają wakacje nad jeziorem u cioci jednego z nich. Najrezolutniejszy Paragon to typowy urwis z Woli, który chętnie czaruje innych uszanowaniami i ukłonami (kolejna przeszkoda językowa). Mandżaro natomiast jest spokojny, chętnie oddaje się dedukcji i rozmyślaniom. Perełka jest z nich najdrobniejszy i najbardziej ugodowy, to właśnie jego wujostwo ma leśniczówkę, do której zaprosiło chłopców. W okolicy mieszczą się ruiny zamku, którego część ma ulec rozbiórce - nie pasuje to studentom historii sztuki, którzy wpadają na pomysł wygonienia robotników nocnymi symulacjami straszących duchów.
Käisin hiljuti Poolas ja mõtlesin, et pole eriti poola kirjandust lugenud. Meelde tulid vaid "Marek Pieguse seiklused" ja "Pan Kleksi akadeemia". Kahjuks Poolas raamatupoodi ei jõudnud, mistõttu ei saanud ka mõnda ingliskeelset poola raamatut osta. Kui FB lugemisväljakutse teemaks pakuti raamat vaheajast, siis kohe mõtlesin sellele raamatule. Üllatusega avastasin, et autor on poolakas. :) Raamat räägib peamiselt kolmest Varssav poisist, kes lähevad vaheajaks Perelka tädi juurde külla. Nad ehitavad onni ja otsustavad, et asutavad Väikesete Detektiivide Klubi. Kui algul tundus, et kurjategijaid pole kuskilt võtta, siis hiljem oli kahtlusaluseid rohkem kui küll. Vanades lossivaremetes hakkab järsku kummitama ja sealt noorte detektiivide uurimistöö pihta hakkabki. Raamat on kirjutatud 1966. aastal ja eesti keelde tõlgitud 1985. Raamatus on soovitus "keskmisele koolieale", kuid tegelikult oli see põnev ka täiskasvanuna lugedes.
4/5 ⭐️ Serial uwielbiałam, pamiętam, że gdy byłam w podstawówce, to często leciał w telewizji, gdy szykowałam się do szkoły. Książka też mnie tak niesamowicie wciągnęła. Cudowny jest klimat tej historii, uwielbiam tego typu starsze książki, które ukazują jakąś przygodę dzieci, ale taką, którą każdy z nas mógłby przeżyć. Nie ma tu nowoczesnej technologii czy nadnaturalnych stworzeń lub zdarzeń, a przez to mamy wrażenie, że wystarczy wyłączyć telefon, wyjść z domu z innymi dziećmi, a przygoda sama nam się przytrafi.
Üks lapsepõlve lemmikraamatuid. Kodus meil seda polnud, nii et võtsin nii umbes tosin korda raamatukogust ja ikka hilinesin tagastamisega - mitte et ei jõudnud läbi, vaid lugesin lõiguti üle ja üle ning ei tahtnud loobuda!
Właśnie skończyłem czytać dziecku i jest dokładnie tak samo wciągająca, jak kiedy czytał mi ją tata(cały czas ta samą kopia, którą tata dostał na koloniach). Zachwyca humorem i niczym nie ustępuje skandynawskim kryminałom.
4.25 🌟 Bardzo fajna książka, idealna na oderwanie się od książek, które wymagają 100% skupienia. Dobrze się bawiłam, a wygadanie Paragona zrobiło mi dzień ^^
Im Prinzip eine ziemlich spannende Geschichte und ein gutes Kinderbuch, aber ich empfand die Charaktere, allen voran die Jungs des Klubs Junger Detektive und ihre ewigen Streitereien und Angebereien, als extrem nervig. Das hat das Lesen doch ziemlich anstrengend gemacht.
Lasteraamat, mis räägib sellest, kuidas koolipoisid suvevaheajal lossis toimuvaid salapäraseid juhtumeid uurivad. Parajalt põnev, kuigi veidi liiga pikk raamat. Sobib ilmselt nii umbes 12-13-aastastele poistele hästi.
3,5 Książka interesująca i nie schematyczna, ale czuć, że jest ona przeznaczona dla młodszych czytelników. Bardzo przywiązałam się do bohaterów i z chęcią obejrze serial :)
Recenzja „Wakacje z duchami” – powrót do dzieciństwa w najlepszym wydaniu
Niektóre książki to coś więcej niż tylko opowieści – to kapsuły czasu, wehikuły, które przenoszą nas do okresu dzieciństwa, do tych lat, kiedy świat był prostszy, a wakacje trwały wiecznie. Wakacje z duchami Adama Bahdaja to dla mnie właśnie taka książka.
Historia jest prosta – grupka chłopaków spędza wakacje u babci i oczywiście, jak to w wieku młodzieńczym bywa, zamiast po prostu odpoczywać, szuka przygód. Mamy tajemnicę, mamy “duchy”, mamy dziecięcą detektywistyczną intrygę – czyli wszystko to, co w młodości rozbudzało wyobraźnię i sprawiało, że wieczory z książką były czymś magicznym. Nie jest to literatura, która zmienia życie czy prowokuje do głębokich analiz – ale właśnie w tym tkwi jej siła. To książka lekka, przyjemna, a jednocześnie pełna uroku i klimatu dawnych lat.
Czytając ją teraz, po latach, uderza coś, co dawniej się nie rzucało w oczy – język. Slang tamtych czasów, określenia, które dziś już prawie nie funkcjonują, sprawiają, że całość ma niepowtarzalny klimat. Klawa to była książka – i faktycznie, wdechę się ją czytało!
Podsumowując – nie ma tu wielkich przesłań, nie ma moralnych dylematów, ale jest cudowna nostalgia. Jeśli ktoś wychował się na tej książce lub jej ekranizacji, to powrót do niej po latach jest jak odnalezienie starego pamiętnika z dzieciństwa – znajome, ciepłe i pełne wspomnień. Dla mnie to był idealny powrót do dawnych lat i chętnie sięgnę po kolejne książki z tamtych czasów, żeby jeszcze chwilę pobyć w tym beztroskim świecie.