Szkoła imienia Flanagana Mallaroya straciła swoją beztroską atmosferę. Erin Lanford desperacko próbuje odkryć, dlaczego coraz więcej uczniów znika w niewyjaśnionych okolicznościach, jednocześnie wciąż ukrywając własne człowieczeństwo i udając, że nie czuje absolutnie nic do pewnego perfidnego wampira. Daleko za murami placówki, zmiennokształtnej Alei Lanford zaczyna brakować sił na szukanie prawdy wśród politycznych kłamstw. Kiedy kilka miesięcy wcześniej nastoletnie bliźniaczki zamieniły się miejscami, miało to być tylko na chwilę. Teraz znajdują się po przeciwnych stronach przerażającego konfliktu. Nim rok szkolny dobiegnie końca, złamane zostaną obietnice, serca i kości.
Nikt jeszcze nie odkrył słów, które mogłyby opisać, jak bardzo kocham tę książkę i jak wiele jej zawdzięczam, a ja chyba nie mam siły teraz bawić się w Dorę the Explorer.
Niech tymczasowym podsumowaniem moich wrażeń czytelniczych będą słowa Jaspera Flynna, doskonale oddające to, jak czuję się od 2017 roku, w którym to właściwie, przeczytawszy zakończenie ,,Mallaroy” po raz pierwszy, rozpoczęło się moje nieżycie.
,,No zabija mnie to, kochani. Raz już umarłem, a i tak mnie to zabija”.
Ta książka nie złamała, a pokruszyła moje serce. Wylałam przez nią mój pięcioletni zapas łez. Stresowałam się do granic możliwości. Dusiłam się ze śmiechu. Gryzłam dłoń, aby nie zacząć piszczeć. Czytajcie to Edit: jestem po już trzecim przeczytaniu całej trylogii i trzeci raz ryczałam czytając ostatni rozdział, może nawet bardziej niż przy pierwszym i drugim czytaniu. scena w samolocie nadal boli, ostatnie rozdziały nadal bolą i ostatnie zdanie nadal boli (kochana autorko, błagam, muszę przeczytać dzieci mallaroy 😭😭) Edit 2: boli jeszcze bardziej
Przeczytana w ciągu jednego dnia. Liczyłam na to co mieliśmy w pierwszych dwóch częściach: lekka fabuła, enemies to lovers i jakieś kolejne akcje. I dostałam to. ALE TA KOŃCÓWKA! NIE BYŁAM NA TO GOTOWA LIKE WHAT JUST HAPPEND???
Brakuje mi skali, żeby wyrazić jak wielką miłością darze tą książkę... Złamała mnie, przeorała, zmiotła z planszy, wbiła w ziemię i postawiła z dziurą zamiast serca... Ostatnie dwa rozdziały to było zbyt wiele i otwarcie zaczęłam już dusić się łzami i nie byłam sobie w stanie poradzić... Ten tom mnie oficjalnie pokonał, był świetny i tragiczny jednocześnie. Kocham i nienawidzę autorkę za tą serię bo to ile ja przeżyłam podczas czytania nie da się wyrazić w słowach.
Jeśli ktoś nadal myślał, że Mallaroy to kolejny "enemies to lovers" pomiędzy człowiekiem a wampirem, jak to sugeruje marketing to może się mocno rozczarować... XD
Książka wciągająca, trzymająca w napięciu - punkt kulminacyjny historii, której byliśmy świadkami przez ostatnie dwa tomy. Chociaż zaczyna się dosyć niewinnie, bo od turnieju sportowego, tak z każdym kolejnym rozdziałem coraz mocniej zagłębiam w politykę tego świata, by ostatecznie zobaczyć jak Wielkie Niebezpieczeństwo puka do drzwi Mallaroy.
To co kocham w tej serii to fakt, że nikt w sumie nic tutaj nie wie! Każda z postaci jest tutaj tylko i wyłącznie pionkiem wielkiej gry. Przy tym też - każda wierzy i ma ku temu powody by wierzyć, że jej strona ma rację. Nawet kiedy wszystko zaczyna się sypać. Cóż mogę powiedzieć, uwielbiam wątek wybrańca co jest tylko narzędziem - i nastolatków co są jednak postrzegani, traktowani i SĄ dziećmi, których to wszystko przerasta.
Nie wiem co jeszcze mogę napisać... Książkę oceniam na 4,5 - wciągająca fabuła, rozbudowane postacie, emocjonujące zakończenie i też złote teksty i cytaty jakie napewno na długo ze mną pozostaną.
Mam też jednak wielką nadzieję, że Anty uda się też wydać kolejną część serii: "Dzieci Mallaroy". (po tej zamianie Keitha z Lucasem - muszę się po prostu dowiedzie co się będzie dziać dalej!!!)
This entire review has been hidden because of spoilers.
Gdy tylko poznałam świat Mallaroy, Erin oraz całą paczkę jej przyjaciół to byłam niesamowicie ciekawa rozwoju akcji. Trzeci tom zapewnił mi niesamowite wrażenia, był idealną kontynuacją wydarzeń, a zarazem pewną nowością w tej serii.
Erin desperacko próbuje odkryć, co dzieje się w szkole. Każdą jej akcje czytałam z zapartym tchem. Ta dziewczyna jest nie do powstrzymania, a kłopoty to jej drugie imię. Pchała się dosłownie wszędzie, gdzie nie powinna i doprowadzało mnie to do skrajnych emocji. Uwielbiam jej ambicje i temperament, który nieraz wyprowadził z równowagi pewnego wampira.
Właśnie…wampir! Michael w tym tomie to mój ulubiony bohater. Wciąż jest oschły i wredny, ale jednocześnie coś się w nim zmienia. Z uśmiechem na ustach czytałam moje upragnione fragmenty o jego relacji z pewną osobą…
Uwielbiam ich duet, to jak działają sobie na nerwy, kłócą się, a jednocześnie starają ukryć emocje. To napięcie budowane przez dwa tomy w końcu wybucha i pozostawia po sobie ogromny niedosyt.
Oczywiście nie zabrakło całej paczki Erin, którzy dostarczyli masy humoru i uśmiechu do całości. Sami też wielokrotnie brali udział w pomysłach dziewczyny, co prowadziło do kłopotów, ale nie mogli jej zostawić. Ich przyjaźń to było coś pięknego i do teraz, gdy o nich myślę, mam uśmiech na twarzy.
W tym samym czasie prawdziwa Alea Lanford starała się odkryć, co tak naprawdę, dzieje się w tym świecie. Wciąż jest ona obiektem badań i sama nie ma pojęcia kto mówi prawdę. Obie bliźniaczki działają w innych miejscach, ale ich odkrycia napawają je niepokojem. Podobnie jak i mnie. Do samego końca nie wiedziałam co się wydarzy, a to wbiło mnie w fotel.
Autorka przygotowała dla nas naprawdę wielką bombę emocjonalna. Raz śmiałam się i uśmiechałam jak głupia, a zaraz potem z niepokojem czytałam kolejne strony. Uwielbiam gdy książka jest nieprzewidywalna, a ta właśnie taka jest. Zwroty akcji idealnie tu pasują, każde element został dopracowany, a wszystkie relacje opisane w świetny sposób. Kreacja bohaterów jest cudowna, po prostu uwielbiam to jak zostali stworzeni, każdy ma w sobie coś co intryguje, a ich połączenie może doprowadzić do tragedii.
Styl pisania jest bardzo przyjemny, mimo długich rozdziałów pochłonęłam całość bardzo szybko. Wiele się tu dzieje i nigdy nie wiadomo, co zaskoczy nas na kolejnej stronie. Poznajemy historię z perspektywy trzecioosobowej, dzięki czemu mamy wgląd dosłownie w całą akcję i myśli wszystkich bohaterów, co bardzo mi się podobało. Nie ukrywam, że dużo bardziej podobał mi się wątek Erin i całej magiczej szkoły, poniewaz to własnie tam działy się cuda. Jestem w szoku jak autorka wymyśliła i stworzyła ten świat i mam ogromna nadzieję, że jeszcze wrócimy do Mallaroy, bo tak nie kończy się książek!
4,5⭐ Z historią bliźniaczek Lanford znam się już ładnych parę lat kiedy to "Dzieci Mallaroy" istniały jeszcze w powijakach (patrząc na ówczesną ilość rozdziałów i porównując z efektem końcowym). W między czasie przybyło mi parę lat, ale miłość do historii i bohaterów pozostała. Ciężko mi oceniać poszczególne tomy, gdyż historię poznawałam ciągiem, jednak tom 3 jest moim zdaniem najlepszy, historia w końcu wchodzi w ostatni zakręt i tak samo łamie mi serce na samym końcu. Do minusów całości (bo jak we wszystkim się jakieś znajdą), które bardziej wybijały się i mnie drażniły, zaliczyć możemy postaci. I tak, chociaż całym sercem kocham Nicka, Keitha, Lucasa i Lizzy, czasem ciężko było mi zobaczyć jakąś większą ich złożoność. Jak w przypadku Tatiany, u której odnoszę wrażenie, że cechy charakteru zostały nam czytelnikom bardziej podane niż faktycznie przedstawione w czynach i zachowaniu dziewczyny. I Erin, oj Erin, po latach drażniła mnie bardziej. Ta jej narwaność i skłonności do skakania głową w dół dziury by sprawdzić jak głęboka jest, sprawiały że chciałam krzyczeć: weź siądź jak masz na czym i pomyśl na spokojnie. Już lepiej wypadła Alea, bo choć przyznaje, to co zrobiła było głupie ale potrzebne do popchnięcia fabuły, to można było sympatyzować z jej późniejszym poczuciem zagubienia. Czy polecam? Tak, dosyć przyjemna młodzieżówka, porównując z innymi wattpadówkami,nawet perełka, która na sam koniec zadaje dosyć ciekawe pytania. Yorick, Castalaw i Jasper to moje ukochane trio, ich nigdy nie mam dość.
,,Wszyscy zostali nagle sierotami, bo wszyscy byli dziećmi Mallaroy.”
to nie tak, że siędzę właśnie cała zapłakana. Mam się świetnie serio. Serio, serio, poważnie serio 😃
XD nie no tak naprawdę to płaczę, ALE wszystkim się zdarza.
❤️🩹 boli 🥲
,,Wczoraj byli tylko tym - przyjaciółmi. Dziś stali się jej światem, bo ten dawny płonął właśnie razem z ich szkołą. Nadeszła rewolucja. Nic już nigdy nie będzie takie jak dawniej.”
💔,,Życie jest konstelacją wyborów i nie wszystkie należą do nas. Jesteśmy pojedyńczymi nutami w galaktycznej symfonii, którą Kosmos nusi sobie czasem pod nosem, gdy mu się nudzi.”💔
MAM DOSC Czemu zdecydowalam sie byc ksiazkara? Moje zdrowie psychiczne przez to nie istnieje CO TO MIAL BYC ZA KONIEC?! Nie widzialam szczesliwego zakonczenia przez to jak autorka to pogmatwala ale TO?! ON NIE MUSIAL GINAC MICHEAL MIAL ZYC JESZCZE JA NIE WIEM CZY BEDZIE KOLEJNY TOM ALE CHYBA BEDZIE Pomijajac to beznadziejne zakonczenie to w koncu dostalismy pocalunek JUPI Ta ich relacja to złoto Pobil goscia bo byl o nia zazdrosny i musial znalezc sie w wiezieniu bo ona go poprosila a gosciu o ktorego byl zazdrosny okazal sie gejem Ona ukradla mu autko♡ Yorick aka demon a nie krolik nadal w formie Jasper najwiekszy shipper Ta ksiazka ma za soba tez fajny przekaz Zostali sierotami bo wszyszczy byli dziecmi Mallaroy💔
This entire review has been hidden because of spoilers.
Boże co to było, jaki rolerkoster emocjonalny, a to zakończenie... Ja nie wierzę że to jest koniec. Strasznie przywiązałam się do bohaterów i będę za nimi tęsknić, nie wierzę że to już jest koniec
Zakochałam się w tej serii od pierwszego tomu i czytałam jak oczarowana. Świat zewnętrzny nie miał dla mnie kompletnego znaczenia bo w tamtym momencie przemierzałam korytarze mallaroy. Humor tej historii był tak dobry, że nie raz zaśmiałam się w głos (mój pies, który patrzył się na mnie jak na dziwoląga może potwierdzić). Pokochałam te książkę tak mocno, że na 100% kiedyś do niej powrócę a nie zwykłam do robienia rereadow.
Sam wątek szkoły magii przewijał się w kulturze książkowej od wielu lat, a jednak to co odnalazłam tutaj zupełnie mnie zaskoczyło. Bo nie raz czytałam o magicznych istotach w szkole magii, ale czy kiedykolwiek czytałam o człowieku w tymże miejscu? Odpowiedź brzmi nie!🏹
Pytanie teraz to stałych fanów-czy będzie kontynuacji tego odo przecudownego dzieła?🍃🍂
Po dłuższą recenzję zapraszam na instagrama Zaaczytana_books
To był najlepszy tom z całej serii, w końcu zadziało się więcej niż okazjonalne zmienienie w kota i publiczne kłótnie Erin z Michaelem (i tak było tego sporo). Główni bohaterowie zyskali trochę osobowości a Erin z kolei jej ubyło. WTF LASKA CO TY ODWALIŁAŚ NA TEJ KOŃCÓWCE, NIE WYBACZĘ CI.
Nick, they could never make me hate you. Pojawia się nowa postać - Nick, pierwsza, o ktorej mogę szczerze powiedzieć, że ją lubię a nawet uwielbiam. Erin dopadła dwubiegunówka i to ostra a Alea stała się postacią drugoplanową, której losy szczerze przestały mnie interesować w połowie...znów nudne polityczne blah blah blah. Gdyby było to lepiej poprowadzone pewnie poświęciłabym temu wątkowi więcej czasu.
Relacja Lanford x Castalaw excuse me. Co to do jasnego enemies to lovers but we hate - kiss eachother jest. ZA TO JASPER, BOŻE ICONIC.
Pogubiłam się w fabule kiedy na pierwszy plan wysunął się KRATER i wątek tego...drzewa? O co z tym chodzi nadal nie wiem i mam nadzieję, że więcej odpowiedzi uzyskam w czwartym tomie. Tak, przeczytam go bo "Mallaroy III" akurat naprawdę mnie wciągnęło i przeczytałam większość na jednym posiedzeniu T-T
NO WŁAŚNIE. TO ZAKOŃCZENIE. Złapałam się za głowę, odłożyłam książkę, przeszłam się na spacer. TAK SIĘ NIE ROBI, JEZU NO Nie spodziewałam się, że tak się zaangażuję w tę serię, którą od początku postrzegałam jako po części stratę czasu i głupiutki odmóżdżacz.
Odsyłam do recenzji poprzednich tomów po ocenę stylu pisarskiego autorki, który nadal mnie uwiera.
Teraz z czystym sumieniem mogę polecać te książki.
Trzeci tom "Mallaroy" zdecydowanie mnie zaskoczył. Z jednej strony fabularnie - zarówno pozytywnie (teraz jest już pewne, że to naprawdę dobrze zaplanowana historia, z umiejętnie wykorzystanymi wątkami), jak i "negatywnie" (nie raz powtarzające się w moich myślach pytanie: dlaczego?! [to nie tak, że coś się fabularnie nie kleiło, to po prostu brak gotowości na bardziej niepozytywne wydarzenia niż kłótnia na szkolnym korytarzu]), a z drugiej strony niezwykle sprawnym przejściem od beztroski, zakłócanej wyłącznie podejrzanymi pomysłami i ich konsekwencjami, do bezlitośnie dającej o sobie znać rzeczywistości pełnej politycznych układów, nieczystych zagrań i nadchodzącego zagrożenia. Nie wiadomo kiedy z lekkiej, zabawnej opowieści o grupie senturalnych [+człowiek, +królik] przyjaciół [i wrogów] trafiamy w sam środek poważnej, dramatycznej wręcz historii, która ukazuje jak krzywdzące są podziały, jak beznadziejna w skutkach może okazać się niechęć przed nieznanym i jak niesprawiedliwie trudne jest dążenie do sprawiedliwości. Mimo "magicznej" otoczki przedstawione są tu realne problemy, ważne relacje i prawdziwe emocje. Dosłownie jedyna rzecz, do której mogłabym się przyczepić - nie wszystkie wydarzenia były wystarczająco umotywowane i nad niektórymi wątpliwymi kwestiami zbyt łatwo przechodzono do porządku dziennego. Koniec narzekania. Nie brakuje oczywiście tego wszystkiego, co możemy znaleźć w poprzednich tomach, a więc wspaniałej kreacji bohaterów oraz świetnego stylu, który zapewnia zarówno swobodne, dynamiczne dialogi, działające na wyobraźnię opisy, jak i garść niezbędnych refleksji. Mimo częściowo złamanego serca (liczę na ciebie, kolejny tomie!) bardzo polecam trzeci tom "Mallaroy" (jednak najlepiej zacząć czytać od pierwszego, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście).