RECENZJA | untangle me — ludka skrzydlewska
[ współpraca reklamowa z @wydawnictwo.beya ]
ocena: ✩✩✩ / 5
Na samym początku byłam bardzo dobrze nastawiona i bardzo chciałam, aby 𝙐𝙣𝙩𝙖𝙣𝙜𝙡𝙚 𝙢𝙚 mi się spodobało, bo opis brzmiał bardzo w porządku, jednak w głowie wyrobiłam sobie niemal od razu pewien obraz tej historii i właściwie się nie pomyliłam. Gdy dostałam tę książkę w swoje ręce byłam podekscytowana, ale im dłużej pozwoliłam leżeć jej na półce tym więcej obaw się we mnie zbierało. Końcowo, zostawiłam sobie czytanie tego tytułu niemal na ostatnią chwilę.
Krótko przed sięgnięciem po drugi tom przeczytałam pierwszy, aby wszystko dobrze zrozumieć. Cieszę się, że postanowiłam to zrobić, bo 𝙐𝙣𝙗𝙧𝙚𝙖𝙠 𝙢𝙚 okazało się być dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Świetnie się bawiłam, czytając, była ciepła, urocza i komfortowa, więc po niej od razu sięgnęłam po kontynuację. Jednak, hm, druga część okazała się być odrobinę gorsza od poprzedniczki.
Arizonę zdążyłam poznać już w 𝙐𝙣𝙗𝙧𝙚𝙖𝙠 𝙢𝙚 i bardzo ją polubiłam, bo okazała się być silną bohaterką, która ma gadane i raczej sprawiała wrażenie osoby, z którą w prawdziwym życiu fajnie by się rozmawiało. Natomiast, gdy już weszłam do jej głowy to wrażenie błyskawicznie zniknęło. Zdaję sobie sprawę, że ona także przeżyła traumę i sytuacja z jej byłym chłopakiem musiała być bardzo trudna, ale biorąc pod uwagę River z pierwszej części, która przeżyła wszystko na własnej skórze i to ona powinna przeżywać wszystko bardziej, a to Arizona zachowywała się, jakby była najbardziej pokrzywdzona w całej tej okropnej sprawie.
Mam na myśli, że okropnie się nad sobą użalała. Nie było już śladu po tej fajnej dziewczynie z pierwszej części, a zastąpiła ją ta zraniona, niepewna siebie. Ciągle myślała o sobie źle, gadała jak to ona jest nieważna, że nie zasługuje na Devona i powinna z nim zerwać, bo na pewno znajdzie lepszą. I to by było okej, gdyby takie teksty pojawiły się dwa, trzy razy, ale mam wrażenie, że cała książka była nimi wypełniona i zamiast współczuć głównej bohaterce to zaczęłam przewracać oczami, bo stało się to nie do zniesienia.
Jednym z motywów tej książki to enemies to lovers, które niestety absolutnie nie wybrzmiewa. W pierwszym tomie jest wspomniane, że Arizona i Devon ze sobą rywalizują o pierwsze miejsce na uczelni i że za sobą nie przepadają. I taką postawę utrzymują na samym początku, ale bardzo szybko rezygnują z tego, przez co nie potrafiłam uwierzyć, że naprawdę kiedykolwiek się nie lubili. Ari bardzo szybko się poddaje i ulega, więc tej nienawiści nie było mi dane poczuć. Szkoda, że autorka nie zdecydowała się odrobinę dłużej pociągnąć tą nienawiść. I gdybym nie wiedziała, że taki motyw miał występować w 𝙐𝙣𝙩𝙖𝙣𝙜𝙡𝙚 𝙢𝙚 to bym się do tego nie czepiała, bo bym nawet tego nie zauważyła. To taki idealny przykład, że często podawane motywy do książki same potrafią podkopać już na początku.
Z Devonem mam pewną zagwostkę. Patrząc z jego perspektywy — na początku nienawidzi Ari i absolutnie nie chce jej pomagać, a końcowo decyduje się na to ze względu tylko na własne korzyści. I nagle bez żadnego wyraźnego powodu proponuje jej udawany związek. To dla mnie było strasznie niezrozumiane, bo byłam pewna, że chciał odbębnić swoje i się jej pozbyć, a on sobie stwierdził, że jednak ona mu się podoba i zaczeka na nią aż będzie gotowa, aby być z nim naprawdę. Skąd mu się to wzięło? Zabrakło mi chyba po prostu więcej jego perspektyw, w której jego myśli z negatywnych zmieniały się powoli na pozytywne w stosunku do Arizony. A tego nie było i przez to jego uczucia były dla mnie trochę bez sensu.
Mam wrażenie, że to przejście z udawanego związku na prawdziwy było takie nie płynne. W sensie, w jednej chwili byli w wyraźniej fazie udawania, a zaraz Devon jednak stwierdził, że wyzna swoje prawdziwe uczucia. Bez jakichś większych wcześniejszych sygnałów tylko strzelił tak z zaskoczenia. Końcowo, chodzi mi o to, że książka mogłaby być dłuższa i wszystkie poszczególne etapy tej relacji trochę bardziej rozwinięte. A tak to wydawało mi się bardzo pospieszone.
Ale oprócz tych kilku minusów, które wymieniłam, uważam, że 𝙐𝙣𝙩𝙖𝙣𝙜𝙡𝙚 𝙢𝙚 to naprawdę dobra książka. Była urocza, komfortowa i ogólnie idealna dla fanów takich właśnie romansów. Mimo że ja raczej nie jestem zwolenniczką takich to i tak jestem w stanie powiedzieć, że dobrze się na tej pozycji bawiłam. Po prostu troszkę spadła w moich oczach przez oczekiwania, które miałam. O części pierwszej nie wiedziałam zupełnie nic i może dlatego oceniłam ją o jedną gwiazdkę więcej. Z czystym sercem polecam wam obie te książki.