To miała być wspaniała zimowa noc na Mazurach. Zmieniła się jednak w koszmar.
Amelia cudem ocalała z tragedii, która rozegrała się w 2002 roku na wyspie Czarci Ostrów. W domu letniskowym zamożnych rodziców jej znajomej panował szampański nastrój imprezy karnawałowej – do czasu, aż w trzcinach nad lodowatymi Śniardwami znaleziono ciało. Śmierć gwałtownie pochłaniała kolejne ofiary, a odcięci od świata młodzi ludzie nie mieli szans na ratunek. Za oknami migała tylko czarno-biała maska oprawcy.
Dwie dekady później upiory powracają. Pewnego dnia Amelia dostaje list z zaskakującą zawartością, który w jednej chwili zmienia wszystko. Od tej pory musi walczyć o swoje życie – tak jak przed laty. Bo dla kogoś czarci karnawał wciąż trwa.
początek był świetny i naprawdę myślałam, że pozytywnie się zaskoczę. ale im dalej w las, tym gorzej. rozwiązanie zagadki było absurdalne, a sama końcówka przeciągnięta. 2 gwiazdki za dobry styl pisania i stopniowe budowanie napięcia. poprawny thriller, nic poza tym.
aghhhh czuję taką frustrację…. początkowa część była naprawdę świetna, bardzo dynamiczna i wciągająca, ale to rozwiązanie akcji?! totalnie nie jestem fanką takiego zakończenia… stwierdzę chyba nawet, że się zawiodłam😫😫
Niestety… było bardzo dobrze, dopóki nie okazało się kto jest mordercą. Nie cierpię tego motywu dlatego nie moge dać wyższej oceny. Spodziewałam się niestety tego plot twistu, choć miałam nadzieję, że będzie inaczej
Książka opowiada historię w dwóch perspektywach i w dwóch okresach czasowych. Przeszłość przedstawia zdarzenia, które wydarzyły się w czasie Karnawału 20 lat temu i zostawiły za sobą krwawy ślad. Teraźniejszość pokazuje jak radzą sobie z normalnym życiem osoby, które brały udział w tej „zabawie”. Mimo upływu 20 lat dla Amelii i Roberta ta noc zawsze pozostała w pamięci. Z powodu braku znalezienia sprawcy zawsze oglądali się za siebie. Okazuje się, że przeszłość dogania teraźniejszość, a dawne koszmary powracają, aby dokończyć swojego dzieła. Wszyscy są podejrzliwi i Amelia nie wie już, co jest zwykłym przypadkiem, a co zaplanowaną czynnoscią.
„Karnawał” jest to książka, którą trzyma w napięciu. Autorka z pełną świadomością nim steruje, dzięki temu z każdą stroną zaangażowanie czytelnika wzrasta. To, co najbardziej mi się podobało to bohaterowie, którzy naciągają granicę moralności. Z jednej strony im kibicujemy, wiemy czym się kierują w życiu. Z drugiej ich podejście się zmienia i nie do końca wiemy, czy to popieramy, czy nie. Rozumiemy ich wybory, ale wiemy, że nie są do końca dobre. To oscylowanie na granicy dobra i zła jest tak intrygujące, że myślimy o nim po zakończeniu książki.
To co nie przypadło mi do gustu - i nie jest to źle, czy dobre, po prostu mi się już przejadło - to typowa dla tego gatunku budowa powieści. Jako osoba, która przeczytała ich wiele nie robią na mnie wrażenia zaskakujące zakończenia rozdziałów po których rozpoczyna się inny wątek - powiedziałabym, że mnie to nawet męczy.
„Karnawał” to książka, która mnie zaciekawiła. Nie mogę napisać, że jestem nią zachwycona, jednak intrygujące naciąganie moralności naprawdę mnie przyciąga i dla mnie jest to najlepszy aspekt tej pozycji.
Oceniłam ją na 3,5/5, po czasie uważam, że zasługuje nawet na 3,7-3,8/5 Jestem ciekawa innych książek Autorki.
Dwie linie czasowe, dwie różne perspektywy i dwie różne historie, które wreszcie coś zaczyna łączyć. Przeszłość i tamtą noc obserwujemy z perspektywy niejakiego Roberta, któremu marzyła się kariera pisarza. Dwadzieścia lat później tamten koszmar po latach przeżywamy u boku Amelii, niedoszłej ofiary mordercy. Historia karnawałowej imprezy to majstersztyk sam w sobie – trochę jak „Krzyk” Wesa Cravena, gdzie goście wchodzą i wychodzą, mieszają się, znikają, s każdy jest podejrzany. Jedno jest pewne, ludzie zaczynają ginąć i szybko przestaje być wesoło. Prosta sprawa, krótka piłka, rzeź na młodych dorosłych, która od razu działa na wyobraźnię. To, co dzieje się po latach jest już bardziej skomplikowane. W sprawę bowiem zamieszana jest nie tylko Amelia, ale wszyscy ci, którzy nagle stają się podejrzani, począwszy od jej byłego męża, przez sąsiadów po klientów jej małej firmy.
U Alicji Sinickiej nie ma odpowiedzi podanych na tacy – historia toczy się własnym torem, ma swoje zakręty, meandry i wiry. „Karnawał” to zagadka, której samemu nie zdołamy raczej poskładać w jedno. Powieść jest tak skonstruowana, by poprowadzić nas prosto w ciemność, a tam czai się ten ostatni wielki zakręt. I tam jest odpowiedź. Dla jednych będzie szokująca, dla innych może wydać się absurdalna. Według mnie, to filmowy czy wręcz serialowy finał. Bardzo spontaniczny, nic bowiem nas w tym kierunku nie prowadzi. Ale to zaskoczenie, które napotykamy na końcu jest szczere i satysfakcjonujące, jeśli poddamy mu się bez zbędnych pytań. To w końcu jest prawdziwy karnawał emocji, maski, tajemnice, postacie wirujące w tańcu. Dobra zabawa? Gwarantowana!
do 75% mi się podobało, potem ukazał się punkt kulminacyjny wprost z tureckiego serialu (albo z „dni naszego życia” w którym grał Joey i słowa brzmiały jakby wypowiadał je drake ramoray XD)
imo zaczęło się naprawdę fajnie, wyczekiwałam rozwiązania zagadki, ale jak już je dostałam to srednio mi się podobało😭 ale mimo to dobrze spędziłam czas z tym tytułem!
Ale to było poryte. Mega plus za dwie perspektywy, które świetnie się uzupełniały w idealnych momentach i nadawały dynamicznego tempa całej historii. Widać, że ten zabieg był bardzo dobrze przemyślany przez autorkę. Bardzoo niepokojąca i creepy historia, momentami aż za bardzo, co trochę odbierało jej realistyczności, ale tak się wciągnęłam, że wybaczam.
mam duży problem z ta książką. sam początek nie był zachęcający, jednak potem jak już zaczęła się rozkręcać historia to naprawdę byłem zaangażowany. jednak nienawidze, naprawdę nienawidze tego rozwiazania kto był zabojca i o co tak naprawde tam chodziło. autorka w ksiazce podrzucila pomysl, ktory o wiele bardziej mi sie podobal, ale sie na niego nie zdecydowala - a szkoda, bo to byloby cos swietnego. jednak samo zakończenie (mam na myśli to co zostaje nam przedstawione w epilogu) jest satysfakcjonujące.
Było ok. O wiele bardziej podobała mi się „Uśpiona” od tej autorki. „Karnawał” jest serio dobrze i przyjemnie napisany. Chociaż miałam wrażenie, że trochę byłam przymulona podczas czytania. Ale rozwiązanie całej sprawy - absurd - nie kupuję tego. Autorka nawet nie dała nam kropek do połączenia, tylko ni z tego i owego uznała „a dobra, to napisze se to tak”. Nope.
KURDE WKURZYLAM SIE BO MIALO POTENCJAL NA 4,5/5⭐️ A ROZWIAZANIE AKCJI BYLO DLA MNIE JAKIES NIESATYSFAKCJONUJĄCE I TA DRUGA POLOWA ZDECYDOWANIE MNIEJ MI SIE PODOBALA KURCZE!!!!
Fabuła dotyczy tajemniczych morderstw w zimową noc na mazurskiej wyspie, których sprawca charakteryzował się wyjątkowym rekwizytem - karnawałową maską. Po 20 latach ocalała z wyspy Amelia zaczyna doświadczać sytuacji, które zdają się przypominać o zdarzeniach i traumie sprzed lat.
Początek jak i rozwinięcie książki wywołały u mnie zachwyt. Morderstwo sprzed lat powraca i dwie linie czasowe świetnie się tu sprawdziły. Narracja mimo że z różnych lat była uporządkowana w logiczny sposób pozytywnie wpływając na ogólny odbiór książki.
Krótkie zdania nadały dynamiki i sprawiły, że szybko i lekko czyta się ten tytuł. Kilka nietypowych motywów skutecznie wpłynęło na moje zaangażowanie w lekturę.
Niestety pod sam koniec książki mój entuzjazm osłabł.Ilość nowych wątków mnie tu przytłoczyła, dodatkowo pojawił się taki, który w tym gatunku mocno mi się przejadł.
Pomysł bardzo dobry i historia angażująco poprowadzona, książka mi się podobała. Niestety z czysto subiektywnego względu, że motyw ujawniony w finale jest tym, którego nie lubię jedynie zakończemie wpływa tu na nieznaczne obniżenie oceny ogólnych wrażeń.
Fajne to! Słuchałam w audiobooku, dobrze się słuchało, akcja trzymała w napięciu. Spotkałam się z opiniami że zakończenie mało prawdopodobne, ale mnie nie podobało. Opisana sytuacja jest możliwa 😅😅 Polecam!
Do 300 strony byłam bardzo wciągnięta i podobało mi się to, po czym nagle stał się taki zwrot akcji jak w Trudnych Sprawach.
Nie chcę spojlerować, ale Trudne Sprawy na kanale Duszki na Dzikim Zachodzie są o wiele lepsze niż to co tu się wydarzyło, ale można je porównać do siebie.
Był to tani zwrot akcji, gdzie mordercą okazała się być osoba, która przez 300 stron nie pojawiła się ani razu na kartach książki - czego ja bardzo nie lubię.
Nie patrząc na zakończenie, to nie jest zła książka, bo czyta się ją szybko, ale no naprawdę? Już wolałam swoją prostą teorię, bo nie miałam dużych oczekiwań co do tej książki, że dwójka bohaterów znajdująca się na wyspie jest po prostu za to odpowiedzialna.
„Jedyne ocalałe” spotykają się z „Muchomorami w cukrze” i tak powstaje „Karnawał” Alicji Sinickiej. Powieść genialna i angażująca od pierwszych stron, a właściwie minut, bo słuchałem jej w audio. Na codzień nie zaczytuję się w thrillerach i nie mam rozpracowanych schematów typowych dla tego gatunku, dlatego każdy zwrot akcji wprawiał mnie w osłupienie. Totalnie klimatyczna i przewrotna historia, w której wersję papierową muszę się jak najszybciej zaopatrzyć!