W czasach zamętu wielu z nas pyta, gdzie szukać ukojenia. Wojciech Bonowicz, autor nominowany do Nagrody Literackiej Nike, inspiruje, zaprasza do refleksji i poszukiwania źródeł pocieszenia i radości. Przeprowadza nas przez trudy dzisiejszego świata – wieczny brak czasu, kryzysy i epidemię samotności. Z życzliwością i niepodrabialnym humorem pokazuje, jak odnajdować równowagę i pełnię. Radzi, by zaufać nadziei, z której wyrasta każda szansa na lepsze.
Przeczytałam ją dziś w pociągu. To moja pierwsza przygoda z twórczością autora i nie skłamię jeśli powiem, że natychmiast stał się jednym z moich ulubionych polskich pisarzy. Dlaczego? A no dlatego, że potrafi oddać głęboką filozoficzną myśl w prostych słowach, które trafią nawet do najtwardszych kwadratowych głów, a przynajmniej taką mam nadzieję.
Czasem myślę sobie, że gdyby ludzie czytali książki - takie książki zamiast krwawych thrillerów czy opowieści o seryjnych mordercach świat byłby piękniejszy, a społeczeństwo milsze, bardziej wyrozumiałe. Bonowicz daje nam tu rozgrzeszenie dla spraw, których może się wstydzimy, może potajemnie je ukrywamy przed światem i przed sobą. Pokazuje, że warto strzec swoich granic intelektualnych i intymności, daje pole do przemyśleń na temat otaczającego świata.
Zachwyciłam się tą książka, trudno to ukryć, przyniosła ze sobą wiosnę, może dlatego. Polecam
"Dziennik Pocieszenia" Wojciecha Bonowicza, nominowanego do Nagrody Literackiej Nike, jest literacką oazą spokoju w gąszczu codziennych zmartwień i niepokoju. Autor zabiera nas w podróż po krajobrazie współczesnych wyzwań: nieustannym braku czasu, wszechobecnych kryzysach oraz rosnącej epidemii samotności.
Dawno nie czytałam książki, która po prostu pokazuje jak wygląda nasz współczesny świat, płynnie puentując wszelkie absurdy.
Mamy nie tylko diagnozę problemów dzisiejszej rzeczywistości, ale przede wszystkim dostajemy antidotum. Autor proponuje nie ucieczkę od rzeczywistości, a raczej zachęca nas do świadomego i refleksyjnego życia, a także życzliwości i uśmiechu.
Książka ta jest swoistym przewodnikiem duchowym, który podpowiada, jak w codziennych trudnościach nie tracić nadziei i jak zaufać, że każdy kryzys może być źródłem nowych możliwości.
Jest to lektura dla wszystkich, którzy szukają światła w ciemności oraz dla tych, którzy pragną odnaleźć głębszy sens w zawirowaniach codzienności. Mogę ją polecić każdemu, kto poszukuje pocieszenia i spokoju w niepewnych czasach.
„Piszę ten dziennik pocieszenia, bo wiem, że Ci smutno” - no więc nie było mi smutno. Sięgnąłem po najnowszą książkę Wojciecha Bonowicza ze względu na wspaniałą rozmowę w podkaście Agaty Kasprolewicz „Raport o książkach”. Tą optymistyczną mądrość płynąca z tamtej rozmowy odnalazłem także w tej książce. Choć czytelnik nie znajdzie tu niezawodnych recept na szczęście (a istnieją takie?) to spojrzenie autora na świat przynosi pewne ukojenie. Spokój, umiejętność dostrzeżenia piękna w najprostszych rzeczach i chwilach - o tym dla mnie jest ta książka. Delikatnym minusem jest brak spójności między poszczególnymi rozdziałami. W trakcie czytania zastanawiałem się dlaczego tak jest, a dopiero z posłowia dowiedziałem się, że jest to przeredagowany zbiór esejów. Jest to jednak delikatna rysa na szkle. Całość warta przeczytania, zmuszająca do zastanowienia nad zdawałoby się oczywistościami.
Bardzo polecam zatrzymać się na chwilę i pobyć z tą książką, a później ze sobą, z książką i ze sobą, i tak na zmianę. Powtórz. Na mnie ta terapia podziałała doskonale, więc dlaczego u innych miało być inaczej. Idealnie nada się na wiosenne spacery po parku i wieczory pod kocem z herbatą, we własnym towarzystwie, no oprócz towarzystwa autora i jego kota. Sporo tu aktualności, sporo zwyczajności, dużo czasu na oddech, na nurzanie się w chwili, na obserwacje i poznawanie literautry z czyjejś perspektywy. Ten dziennik bardzo zainspirował mnie do tworzenia, pisania i myślenia - głębiej, częściej, lepiej.
Podeszłam do tej książki z dużą rezerwą, bo felietony (jeśli już) czytam w gazetach, a nie w książkach. Książki są od literatury, no ale... Dla Dziennika zrobiłam wyjątek i było warto. Bonowicz zupełnie odwrócił mój felietonowy pogląd i uzmysłowił, że logicznie zebrane, podrasowane i zredagowane mogą być doskonałą literacką rozrywką. Od dawna już wiem, że autor piórem włada sprawnie i potrafi zaskoczyć mnie swoją błyskotliwością, lecz w tej pozycji przerósł samego siebie. Czyta się to jakby jechało się rowerem po leśnej ścieżce i rozmyśla o tej książce z prawdziwą przyjemnością. Polecam z głębi mojego sceptycznego serduszka.
Niby książka pozszywana z gazetowych felietonów, ale o „ładunku mądrościowym” solidnego zbioru esejów. Lekka i przyjemna, ale do czytania powoli. Nie ma nic wspólnego z książkami z kategorii „poradników życiowych”, choć tytuł mógłby sugerować co innego. Szczerze polecam
Duże, pozytywne zaskoczenie. Takie niepozorne książki rzadko są dla mnie aż taką niespodzianką. Autor wielokrotnie trafił prosto do mojego serduszka. To jak opowiada o życiu, nawołuje do bycia dla siebie i innych dobrym, trafnie opisuje globalne zjawiska, które dotyczą każdego z nas... Z jego felietonów wynika, że jest świetnym, mądrym facetem, który umie bacznie obserwować i bystro opisywać otaczający go świat. Naprawdę miło mądrego poczytać.