W swojej drugiej powieści Mateusz Pakuła ponownie sięga do rodzinnej historii. Przenosimy się z nim do epicentrum stalinizmu, początku lat 50., gdy jego dziadek za szczeniacki wybryk zostaje osadzony w kieleckiej katowni. Ten, który go uratuje, rzuci światło zarówno na mroczną przeszłość miasta, splecioną z wojną, pogromem kieleckim i Holocaustem, jak i na przyszłość nowego pokolenia.
Jak na nas leżą, dziurawe niczym pamięć, skóry po dziadkach? Czy historia, którą pamiętamy, jest również historią, którą chcemy pamiętać? Czy nadaje się na tożsamościowy mit?
Mateusz Pakuła always resonates with me in his stories. This time, it was his reflections and thoughts on the Kielce Pogrom (a series of attacks on the Jewish population, largely survivors of the Holocaust, in a Polish city after World War II in July 1946). And as always, he hit me in the heart.
Byłam zachwycona pierwszą książką autora, ale tą już nie. O ojcu poszło dobrze, to teraz podczepimy trudne powojenne przejścia dziadka pod zawsze nośną tematykę pogromu kieleckiego, doprawimy urywkami dramatu, odrobiną poezji, cytatami z akt procesowych i odczytaniem w pogromowym kontekście Pana Kleksa. Nie przepraszam, że mnie to zupełnie nie przekonuje.
chyba po prostu nie trafia do mnie pisanie Pakuły chciałoby się pogłębienia treści, rozbudowy. czuję, że wątki losowo wpadają i wypadają i koniec końców wychodzi się z niczym. wydmuszka
Są we wszechświecie ciemności których nic nie rozświetla i nigdy nie rozświetli. Jest bezsens którego nic nie zasypie. Rozpacz której nie da się zaradzić. Nicość nie istnieje.
genialna proza Pakuły, w której autor znowu miesza tematy, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego (nie wiem, czy bardziej zaskoczył mnie dramat o Lemie i Dicku w książce o ojcu, czy esej o Akademii Pana Kleksa w książce o dziadku). z tego wszystkiego tworzy się zadziwiająco spójna opowieść o tym, jak złudna jest pamięć, również ta zbiorowa. „Skóra po dziadku” to świetna rzecz.
Zamysł dosyć czytelny, ale wciąż bardzo chaotyczna. Forma luźnych wspomnień i przemyśleń dosyć uciążliwa, bo nie spina całości. Widzę podobnie analogie zachowań ludzkich w różnych czasach, nienawiść, która tak łatwo ludziom przychodzi, brakowało mi jednak odczucia że tak książka stanowi jakąś całość.
3,25☆ Nie jest to zła książka, ale po przeczytaniu niesamowitej "Jak nie zabiłem swojego ojca..." miałam naprawdę duże oczekiwania. Nie pomagał fakt tej dziwnej, poplątanej narracji, która niestety zupełnie wybijała mnie z rytmu.
"Skóra po dziadku" to książka, niełatwa do zaklasyfikowania – literacki esej, osobiste wyznanie, refleksja nad życiem, śmiercią i pamięcią. Pakuła eksplorując temat, który jest bliski wielu ludziom: proces żałoby i próby zrozumienia, co pozostaje po ukochanej osobie, gdy ta odchodzi, pokazuje, jak wiele tematów związanych z wojną, poprzednimi pokoleniami jest wciąż nieprzepracowanych.
Książka jest osobistą opowieścią o relacji autora z jego dziadkiem, którego historia i doświadczenia stają się punktem wyjścia do szerszej refleksji nad dziedzictwem rodzinnym, międzypokoleniowymi traumami, a także o tym, co z tych relacji zostaje zapisane w naszych ciałach i pamięci. Tytułowa kurtka staje się metaforą dziedziczenia, które nie jest tylko przekazywaniem wartości materialnych, ale też emocji, lęków, wspomnień, a nawet cech charakteru.
Pakuła pisze w sposób czasem wręcz brutalnie szczery, nie bojąc się poruszać tematów trudnych, bolesnych, jednocześnie w mistrzowski sposób uniwersalizując je. Jego narracja jest swobodna, pełna dygresji i skojarzeń, co nadaje książce charakter eseju literackiego, są również wpływy literatury autobiograficznej, sztuk teatralnych co sprawia, że tekst ma dynamiczny rytm, momentami przypominający monolog sceniczny.
Książka jest pełna obrazów, które zapadają w pamięć – od nostalgicznych wspomnień, przez opisy traumatycznych sytuacji, aż po refleksje nad przypadkowością, nieoczywistością biegu życia.
"Skóra po dziadku" to książka, która prowokuje do myślenia, pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami, dotyka uniwersalnych tematów, ale robi to w sposób głęboko osobisty, jednocześnie poruszając serce i umysł.
Mam wreszcie poczucie, że przeczytałem ważną książkę. Jestem rówieśnikiem autora, i myślę teraz, że trochę nas łączy. Znam tę niemal obsesję z szukaniem żydowskich przodków i fantazjowanie o nich. Bliskie mi refleksje autora o bezsensie i nicości. Bardzo poruszył mnie wątek "wyjebanego" do śmietnika dziecięcego wózka: ten długi cień zagłady. Rozumiem te pragnienie, by mieć w rodzinie "sprawiedliwego".
Gratuluję i dziękuję Autorowi (czy autorzy czytają wpisy na temat swoich książek na goodreads?) odwagi i szczerości: to przemawia do mnie, rezonuje.
Sceny z majorem Plamą, z młodzieżą żydowską, z Heniem, co bał się dostać od ojca, bo przepadł na trzy dni, historia ciężarówek, którymi więziono trumny Żydów zamordowanych w kieleckim pogromie, wyprawa z ćwiartkami cielaka do pułkownika w Warszawie po ratunek...
Ps. Doskonały audiobook! Dużo słucham i potrafię docenić.
Tak sobie patrzę na te moje oceny i widzę, że są wysokie, ale jeśli ktoś nie da maksa tej książce, to po prostu będzie nikczemny i się nieznający.
Nie wiedziałam, że ta książka jest o pogromie kieleckim, mimo że czytam wszystko „o Żydach” a zwłaszcza o Zagładzie, to po prostu nie sprawdziłam. Może lepiej, bo po lekturze Tokarskiej-Bakir uważałam, że mocniej i bardziej się nie da. I pewnie tak jest, ale też to zupełnie inna książka.
Pakula wspaniale operuje słowem, może dlatego jego powieści są tak krótkie, że są gęste, a wyrzucenie jednego zdania, sprawiłoby, że książka wiele by straciła. Zaczyna się rzeczywiście od „skóry po dziadku” czyli od płaszcza. Potem najistotniejszym wątkiem staje się pogrom, choć jest on też tłem całej historii. Trudno być z Kielc i nie mieć z nim niczego wspólnego.
Traf chciał, że jest to kolejna książka z rzędu oparta w jakiś sposób o relację wnuki-dziadkowie, ale tym razem mamy tu kawał historii w tle, która nie jest opowiedziana dla samej historii, a dla pokazania tego, ile w ludziach tkwi bestialstwa i jak trudno jest się im wyrwać z tego błędnego koła. Nie poniosła mnie ta książka jakoś okrutnie mocno, może ze względu na formę wzięcia tej historii na klatę, ale mimo wszystko uważam, że to lektura warta przeczytania (lub wysłuchania). Bardzo lubię jej tytuł i symbolikę, cenię na pewno dużą pracę autora nad pozyskaniem wielu informacji, które nadały książce jeszcze głębszego sensu, podoba mi się urywana często narracja. Myślę, że jest szansa, że kiedyś przeczytam tę książkę swoimi oczami.
Według mnie to nie jest powieść, a raczej fabularyzowane wspomnienia o dziadku, który przeszedł przez kieleckie więzienie stalinowskie, był katowany, głodzony. Jest to też punkt wyjścia do ogólniejszej historii pogromów w Kielcach. O przemocy wobec Żydów przed wojną, w jej trakcie i po niej. O tym, że historia nie jest czarno-biała. Są tu dobrzy ludzie, którzy robią złe rzeczy, i źli, którzy czasem ratują innych. Pakuła nie moralizuje, raczej pokazuje złożoność – pamięć, wstyd, próbę zrozumienia. Dużo tu materiału źródłowego: dokumenty, protokoły, opisy z procesów. Co ciekawe, książka dobrze koresponduje z esejem Baldwina Następnym razem pożar, który czytałam dosłownie przed chwilą. To też refleksja o tym, że ludzie powinni być traktowani równo – niezależnie od rasy, wyznania, poglądów czy koloru skóry.
W Kielcach mieszkam od dwóch lat. Książkę polecił mi mój tata, rodowity krakowianin. Nie żałuję, że ją przeczytałam. Czytanie tej książki jest jak słuchanie opowieści osoby, która się tu wychowała i jej korzenie są w tym mieście. Autor porusza trudną historię pogromu kielckiego z 1946 roku, ale kto jest bardziej do tego uprawniony niż osoba, która stąd pochodzi? Szczególnie, że jako czytelnicy mamy wgląd w jego rozmyślania i historię jego rodziny? Pierwszej książki autora nie czytałam, ale kiedyś znajdę czas i przeczytam.