Dwójka przyjaciół z dzieciństwa i miłość, która spadła na nich jak grom z jasnego nieba - czy Bee i Noah odnajdą się w związku na odległość i nie zatracą kruchej, intymnej bliskości, która znów ich połączyła?
Minęły dwa lata, odkąd Noah wyjechał z Kalifornii.
Beztroskie wakacje dobiegły końca, a w życiu Bee i Noah zmieniło się wszystko: miasto, praca, studia… Już teraz mogłoby się wydawać, że przeszłość jest tylko niezbyt przyjemnym wspomnieniem. Jednak to nie takie proste. Strata bliskiej osoby jest bolesna i potrafi zszargać nawet najbardziej stalowe serca. Na dodatek Bee już nie jest tą samą dziewczyną co kiedyś.
I chociaż razem z Noah zawsze byli niezniszczalni, pytanie brzmi, czy miłość wystarczy, aby zapomnieć o przeszłości?
Skończyłam jakiś czas temu drugą część historii o miłości i to takiej życiowej mówiącej o tym, że czasem kochanie drugiej osoby to za mało. Bardzo ciężko czytało mi się tą końcówkę ale ta dwójka zasługiwała na szczęście i autorka to im dała. Bardzo ciężko było mi się rozstać z tą historia dlatego od trzech dni zbieram sie do zrobienia postu i napisania recenzji bo to u mnie oznacza definitywny koniec historii. Czytając tą część i podróżując między Nowym Jorkiem a Chicago towarzyszyło mi wiele emocji, wiele razy się wzruszyłam i miałam ochotę rzucić książka bo byłam bardzo zdenerwowana na bohaterów mimo wszystko przez te dwie części bardzo się do nich przywiązałam i napewno kiedyś będę chciała wrócić do moich ulubionych fragmentów tej historii. Książka która jak najbardziej zasługuje na 5 gwiazdek 🥺❤️
Czuję ulgę odkładając tę książkę na półkę. Była niesamowicie męcząca. Wszystko tak właściwie dążyło do niczego w dodatku powtarzając się w kółko. Kłótnie były cały czas o tym samym tworząc toksyczną otoczkę która mi się nie podobała. Pszczoła była strasznie głupia i egoistyczna cały czas to Noah się starał a ona nawet palcem nie kiwnęła. On spieprzył ja rozumiem ale on również zrozumiał swój błąd I STARAL SIE GO NAPRAIWC. A ona nic. Ciągle potrzebowała zapewnienia że on ja kocha jest dla niego najważniejsza NO ALE GIRL ILEZ MOZNA GDY SAMA NIX NIE ROBISZ. No starzenie mnie irytowała.
Naprawdę ciężko czytało mi się Let me love you. Cały czas wolałam robić wszystko oprócz czytania jej. Na szczęście pomogła mi muzyka i jeśli już decydujecie się czytać tę książkę i nie macie problemu czytać z muzyką to zróbcie tak bo inaczej nie przetrwacie🙏 Zakończenie jest TRAGICZNE.
❗❗SPOILER❗❗ Przecież oni się tak kochali przez całą książkę. Chcieli założyć ze sobą rodzinę żyć itd. a teraz gówno Pszczoła ma chłopa KTOREGO NAWET NIE ZNAMY ON PO PROSTU TAK O SIE POJAWIŁ żyją kuźwa w wielkiej przyjaźni jakby te uczucia romantycznie nigdy nie istniały. Oni tak sobie je zapewniali a kończą osobno W PRZYJAZNI. No dla mnie to się kupy nie trzyma a cała dylogia powoduje sprzeczne uczucia. ❗❗KONIEC SPOILERUX❗❗
Niesamowicie uczuciowa, komfortowa i rozczulająca – utkana nicią rozkosznej uszczypliwości. Let Me Love You to poruszająca konfrontacja z nieznaną wcześniej przeszłością, to także próba odbudowania tego, co zostało mocno nadszarpnięte w pierwszym tomie. Zuzanna Wólczyńska ponownie utrwala codzienność bohaterów powieści Let Me Know, wdziera się w ich stęsknione wrażliwości, zauważalnie chce pomóc w przetrawieniu najtrudniejszych emocji. To historia pełna refleksyjnych epizodów, niepozbawiona kłótni i kąśliwych rozczarowań, przepełniona także zrozumiałą wewnętrzną złością, ale przede wszystkim to książka kameralna i niezwykle romantyczna, dopełniająca ważne wątki, jednocześnie otwierająca zamysł na odrębną powieść o kreacjach drugoplanowych.
WAR IS OVER nawet nie będę komentować tego, jak długo zajęło mi przeczytanie tej dylogii i jak bardzo miałam jej już dość cieszę się, że to już koniec jeszcze nie wiem co o niej sądzę było git
2.5 🌹„Let me love you" to kontynuacja losów Będę i Noah oraz zakończenie ich historii. Szczerze, pierwszy tom mi się bardzo podobał i był idealny na rozluźnienie ale tutaj... jest lekko gorzej. 📖 Zacznę od największego minusa (głównie przez to jest taka ocena) jakim jest zachowanie bohaterów. Przez tę książkę pokłócili się przynajmniej 3 razy i za każdym razem już na następnej stronie obiecywali sobie miłość i zapewniali o swoich uczuciach. Myślałam, że bohaterowie po tym czasie lekko dorosną ale mam wrażenie, że tak się nie stało. Niby umieli porozmawiać ale Bee nadal miała zarzuty do Noaha, które były bardzo odczuwalne. I zawsze zamiast rozmowy na pierwszym miejscu była kłótnia i oskarżenia a potem rozmowa lub dyskusja. Totalnie denerwowało mnie to i przez to chemia, która odczuwałam wcześniej pomiędzy nimi malała, aż w końcu nie wyobrażałam sobie ich w związku. 🏮 Z ogromnych plusów jest humor tej książki (zwłaszcza na początku) bo dosłownie parskałam ze śmiechu. Uwielbiam docinki Pszczółki i Noah. Dodatkowo te urocze sceny z Małym Księciem mnie rozczuliły. Jeszcze sceny, gdzie Noah odnajdywał szczęście w czynnościach które kiedyś wykonywał były prześwietne opisane i byłam dumna z Noaha. ✈️ Pióro autorki jest bardzo przyjemne, może nie stanie się moim ulubionym ale oczarowało mnie (i wielu innych czytelników też) ⚽ Zakończenie mnie zaskoczyło!! Totalnie się go nie spodziewałam - głównie przez to jak wyglądały inne tego pokroju romanse i ich zakończenia. Ale to zwieńczenie ich historii pasuje do Noah i Bee. Na początku nie wiedziałam co się stało i musiałam 3 razy przeczytać by je zrozumieć ale jestem szczęśliwa z tego jakie decyzje podjęli bohaterowie.
"Let me love you" jest książką, która poruszyła moim sercem już od pierwszych stron. Gdy czytałam jej pierwszą część od razu się zakochałam. Styl pisania Zuzi strasznie mi się spodobał i do tego wspaniale zbudowała bohaterów, których uwielbiam. Historia Bee i Noah w pewnym stopniu mnie uratowała. Dała mi nadzieję na lepsze jutro oraz zmotywowała do dalszego walczenia o siebie. Klimat Nowego Jorku bardzo mnie wciągnął i teraz marzę, aby tam pojechać i nagrać filmy do LMLY!! Gdy dostałam propozycję patronacką nad tym tytułem dosłownie od razu wzięłam się za czytanie, ponieważ pierwsza część zakończyła się w bardzo zastanawiający sposób i byłam strasznie ciekawa co stanie się dalej. Zakończenie... cóż może lepiej zostawmy ten temat. Kocham wątek romantyczny w tej powieści, jest bardzo realistyczny, słodki ale i bolesny. Nadal nie mogę uwierzyć, że mam możliwość patronowania jednej z najważniejszych dla mnie książek i ogromnie dziękuję za tę szansę! [Patronat medialny]
Ta seria przywracania mi wspomnienie o nastoletnich czasach. W tym tomie robi się już dużo poważniej. Jest sporo o zdrowiu psychicznym, radzeniu sobie z własnymi demonami i stawianiu im czoła.
Na wstępie dziękuję wydawnictwu za zaufanie I powierzenie mi do recenzji drugi tom LMK🥹🩷 [Współpraca reklamowa] ... Po skończeniu pierwszej części MUSIAŁAM wręcz wiedzieć co dalej. Do tego zachęcał mnie fakt, że jest to patronat mojej Misi. Szczerze wam powiem, że na początku szło mi trochę opornie (ale w tym przypadku zwalam to na szkołę oraz natłok wszystkiego), lecz jak już, miałam więcej czasu to, wciągnęłam się bezpowrotnie i ponownie zakochałam się w historii Noah oraz jego pszczółki. Pomimo wszystkich kłótni, uważam go za słodziaka🥹🥹jakby, przeczytał i ZAADNOTOWAŁ dla niej małego księcia. Takiego to tylko ze świecą szukać.
Mam też wrażenie, że styl pisania Zuzi się zmienił, o wiele polepszył oraz widać tę dojrzałość bohaterów z perspektywy lat (nieraz jest tak, że pomimo czasowego zachowują się oni jakby nadal byli nastolatkami, a właśnie w LMLY widać, po kilku latachdojrzeli oni do wielu spraw).
!MOŻLIWE SPOJLERY!
Na sam koniec chciałabym wypowiedzieć się na temat zakończenia, które większości się nie podobało. MOIM zdaniem to był happy end, na jaki zasługiwali, bo myślę, że inaczej nadal by się męczyli. Staram się także spojrzeć na to okiem autorki. Chciała po prostu napisać realne zakończenie, które nie będzie na zasadzie, że nagle wszyscy się zmieniają, a potem, żyli długo i szczęśliwe. Myślę, że w prawdziwym życiu, wydarzyło, by się podobnie jak właśnie Zuzia to opisała. ... ocenka: ♾️/5☆
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jesteście typem czytelnika, który mocno przeżywa wszystko to, co dzieje się w danej książce, czy raczej podchodzicie do fikcji literackiej ze zdrowym dystansem?
Ja jestem ogólnie bardzo emocjonalna. Wiele rzeczy mnie wzrusza i potrafię rozczulić się w mgnieniu oka, ale również tyle samo czasu zajmuje mi zdenerwowanie się i wyrzucenie swojej frustracji. Nie inaczej jest w przypadku książek. Im więcej emocji wywołuje we mnie dana publikacja, tym najczęściej bardziej mi się podoba. A jak było w przypadku drugiej części dylogii "Let me know" autorstwa Zuzanny Wólczyńskiej? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Akcja "Let me love you" rozgrywa się dwa lata po tym, jak Noah wyjechał z Kalifornii. Przez ten czas zarówno jego życie, jak i to, które wiedzie Bee, uległo znacznej zmianie. Oboje zamieszkali w zupełnie innych miastach, podjęli pracę oraz rozpoczęli studia. Mogłoby się wydawać, że żadne z nich nie rozpamiętuje ostatnich wspólnych wakacji, ale czy aby na pewno?
Jedno jest pewne. Odnowienie kontaktów będzie dla nich albo czymś, co ostatecznie ich zniszczy, albo impulsem, który połączy ich aż do śmierci. Czy związek na odległość w ogóle ma szansę przetrwać? Czy skrzętnie skrywane tajemnice dokonają spustoszenia w ich światach? Czy miłość okaże się wystarczająca, by pozostawić przeszłość za sobą? Po odpowiedzi na te pytania odsyłam Was do lektury.
Muszę przyznać, że po przeczytaniu pierwszej części czułam ogromny niedosyt, dlatego miałam ogromną nadzieję, że autorka jednak zdecyduje się na napisanie kontynuacji losów Noaha i Bee. Ich historia chociaż piękna, była niewątpliwie bardzo skomplikowana, więc wcale nie dziwi mnie fakt, że w tej materii w drugiej części nic się nie zmieniło, a wręcz mam wrażenie, że w "Let me love you" los nie był dla nich ani trochę łaskawszy.
Chociaż od ostatniego spotkania głównych bohaterów minęły dwa lata, miałam trochę wrażenie, że ten czas nie pozwolił im dorosnąć. Jakiś rodzaj zmian dokonał się w ich organizmach. Zmienili się fizycznie oraz przewartościowali swoje priorytety, ale niektóre sceny z ich udziałem, a w szczególności część bezsensownych kłótni, utwierdziło mnie w przekonaniu, że mentalnie nadal są tymi samymi dzieciakami, których poznałam przy okazji czytania poprzedniego tomu. Zdecydowanie zabrakło mi takiej konkretnej szczerej rozmowy między nimi i to znacznie wcześniej niż ta, która odbyła się przed epilogiem.
Bardzo podobało mi się za to, że autorka w niektórych rozdziałach postanowiła wrócić do wcześniejszych wydarzeń, dzięki czemu pokazała jaką ogromną pracę musiał wykonać Noah, aby poradzić sobie z uzależnieniem.
Myślę, że na uwagę zasługuje również część humorystyczna. Wszystkie docinki, jakimi Noah i Bee wzajemnie się darzyli, za każdym razem rozbawiały mnie do łez.
Jeśli chodzi natomiast o samo zakończenie tej historii, to cóż... Myślę, że znajdzie się zarówno tyle samo przeciwników, co zwolenników takiego zwieńczenia losów Noaha i Bee. I przyznaje, że podczas czytania kilkukrotnie przeszło mi przez myśl, że wszystko zakończy się dokładnie w ten sposób, ale jednak nie jest to to, czego oczekiwałam i na co ostatecznie liczyłam. Chociaż oczywiście przeczytałam wyjaśnienia autorki i przyjęłam je do wiadomości.
Niemniej jednak pomimo iż nie wszystkie momenty tej książki przypadły mi do gustu, serdecznie zachęcam Was do zapoznania się z dylogią "Let me know", ponieważ historia Bee i Noaha, porusza wiele ważnych i trudnych tematów oraz problemy, z którymi mierzy się bardzo duży odsetek społeczeństwa, pokazując, iż jeżeli się chce i przede wszystkim, jeżeli ma się odpowiednie wsparcie, można sobie z nimi poradzić.
Ta książka to przede wszystkim emocje, emocje i jeszcze raz… EMOCJE.
Los postanawia na nowo połączyć drogi Bee i Noah. Ale ani ona ani on nie są już tymi samymi dzieciakami jakimi byli jeszcze zaledwie kilka lat temu w Kalifornii.
„Let me love you” to przejażdżka od tych najbardziej pozytywnych przeżyć, aż do tych, które wzruszają a nawet smucą.
Co do samej fabuły, uważam, że była ona naprawdę dobrze przemyślana przez autorkę od samego początku do samego końca. Mam wrażenie, że każda sytuacja, każdy najmniejszy wątek i szczegół odgrywał swoją własną ważną rolę, a które składały się na jedną konkretną całość. Wchodząc w nieco w szczegóły – randki organizowane przez Noah, jego prezenty (nie będę spolerować!) – wierzcie mi, każda z nas chciałaby takiego Noah w swoim życiu choćby przez chwilę.
Mamy do czynienia nie tylko z bólem, z którym zmagają się główni bohaterowie. Zarówno ich przyjaciele a nawet i rodzice zostali często nawet nie lekko „poturbowani” przez życie. Na nich również życie odcisnęło swoje piętno.
„LMLY” to tego typu książka, w której kibicuje się każdemu z bohaterów, aby pokonał swoje wewnętrzne demony. Każdy z nich musi zmierzyć się z trudnościami, raz mniejszymi, raz większymi, które życie postanowiło postawić na ich drodze, aby w konsekwencji stali się jeszcze silniejsi.
W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak bardzo denerwuje mnie zachowanie głównych bohaterów. Doszłam jednak do wniosku, że po takich doświadczeniach, z jakimi przyszło mierzyć się tym młodym ludziom, zaszły w nich nieodwracalne zmiany. Nie staram się na się tutaj na siłę szukać usprawiedliwienia dla ich, momentami nieracjonalnego zachowania, ale staram się zrozumieć jakie emocje kierowały wówczas bohaterami.
Bee i Noah pomimo wszelkich podobieństw, które niegdyś złączyły ich drogi, tak naprawdę bardzo się od siebie różnią. Oboje swoim zachowaniem ranią siebie nawzajem pomimo, że zranienie tej drugiej osoby nie jest ich zamierzonym celem. Szczególnie Noah jest strasznie złamany, nie może sobie poradzić z przeszłością, widmem powrotu do nałogu a na dodatek przytłaczają go problemy innych. Bee pomimo wszelkich starań, nadal żywi do Noah urazę, ciągle boi się, że ten znów zniknie i zostawi ją, a jeśli to się stanie, ta twierdzi, że już nigdy się nie pozbiera. Przemawia przez nią swego rodzaju zaborczość i zazdrość.
Kiedy w końcu udaje im się posklejać swoje serca i odnaleźć szczęście, za chwilę wszystko co dotychczas zdołali naprawić, szczególnie zaufanie, jakie powoli udawało im się odbudowywać, burzy się jak domek z kart.
Ale czy prawdziwa miłość zawsze jest tylko radosna i piękna? Czy miłość często nie przyjmuje postaci róży, która pomimo swojego piękna posiada kolce, na które trzeba uważać by się nie skaleczyć? Czy Bee i Noah pozostaną prawdziwymi przyjaciółmi?
Wybaczcie, że nie wiele w mojej recenzji słów o fabule, ale to właśnie emocje podczas poznawania dalszych losów Bee i Noah grały główne skrzypce. O ile pierwszy tom również był emocjonalny, tak tutaj mamy ich dosłowny wulkan. Jeżeli jeszcze nie poznaliście „Let me love you” bądź w ogóle nie macie pojęcia o historii Bee i Noah to serdecznie zachęcam do przeczytania tej dylogii.
Dwa lata. Bee i Noah ostatni raz widzieli się dwa lata temu. Życie obojga bardzo się zmieniło. Ona żyje w NY, on w Chicago. Ona studiuje, on próbuje naprostować swoje życie. Są świadomi swojej miłości, ale czy to wystarczy, żeby wybaczyć i zapomnieć o przeszłości?
"Miałem najlepszą przyjaciółkę na świecie, dopóki nie zraniłem jej tyle razy, że zaczęła mieć tego wszystkiego dosyć. Zaczęła mieć dosyć mnie."
Bee i Noah pokochałam już w poprzednim tomie, więc teraz z wielką przyjemnością wróciłam do ich historii. A właściwie do dalszych losów tej dwójki.
Czy jest w tej książce coś, co mi się nie spodobało? Nie, nie potrafię przyczepić się do niczego. Nie mogę znaleźć nawet malutkiego minusa. W pierwszym tomie doskwierał mi brak dialogu, tutaj było go bardzo dużo. Poprzednio brakowało mi perspektywy Noah. W tym tomie mamy #dualpov a nawet więcej Noah.
W tym tomie mamy okazję lepiej poznać przeszłość Noah. Możemy także zobaczyć z czym, w ciągu ostatnich dwóch lat, musiał się mierzyć. Chłopak potrzebował pomocy, ale nie zawsze umiał o nią prosić.
W wielu przypadkach Noah towarzyszyła niepewność. Chciał być chłopakiem, jakim był w przeszłości. Jednak żadne z nich nie jest dzieckiem. Dorośli i zmienili podejście do wielu aspektów, przewartościowali wiele rzeczy. Mieli obawy związanych z odnowieniem ich kontaktu. Oboje za sobą tęsknili, ale nie byli pewni czy w ich życiu jest miejsce dla tego drugiego. Bee bała się kolejny raz zaufać przyjacielowi, chciała chronić siebie i swoje serce. Noah starał się obudować to, co zniszczył wyjeżdżając i zostawiając Bee.
Tę dwójkę łączy coś wyjątkowego, coś, co nie jest tak łatwo zniszczyć. W ich relacji podobało się to, że Noah zaczął otwarcie mówić co czuje. Dzięki terapii wiedział, że powinien głośno mówić o swoich uczuciach. Otworzył się przed Bee, a ona wspierała go najlepiej jak umiała. Nie chciała, żeby chłopak kolejny raz się od niej odciął.
Autorka przedstawiła emocje bohaterów w najlepszy możliwy sposób. Pokazała walkę z nałogami, z depresją, z brakiem wiary w siebie. Bohaterowie mierzą się w wieloma problemami, które w żaden sposób nie zostały pominięte czy umniejszone w fabule.
Słodko gorzkie zakończenie. Powiem szczerze, że przeczuwałam taki koniec, a właściwie gorszy. Myślę, że mimo wszystko jest to szczęśliwe zakończenie. Coś, co ta dwójka miała jest rzadkością i cieszę się, że udało im się w jakimś stopniu pokonać wiele trudności nie tracąc przy tym więzi jaka ich łączyła.
Co mogę powiedzieć o tej książce? "Let me love you" jest niesamowicie dojrzała. Jest cudowna. Myślę, że jedzie to jedna z najlepszych książek, jakie przeczyta w tym roku. Chciałabym więcej takich młodzieżówek. Zdecydowanie, całym sercem polecam💜
"Zawsze będę w ciebie wierzyć. Bo jesteśmy przyjaciółmi. A przyjaciół się nie zostawia, gdy tylko się potkną. Pomagę ci wstać tyle razy, ile będzie trzeba, i nie musisz mi za to dziękować. Jesteśmy drużyną, kochanie."
📚📚📚📚📚📚📚📚📚📚📚📚📚
"Let me love you" to kontynuacja "Let me know" autorstwa Zuzanny Wółczyńskiej. Poznajemy dalsze losy Bee I Noah.
Mijają dwa lata.
Ona - studiuje w Nowym Jorku. Jego życie toczy się w Chicago. Czy to da się pogodzić? Czy związek na odległość ma sens??
Im więcej myślę o tej książce, tym bardziej nie mogę przeboleć jak to się wszystko potoczyło. Jak mnie ta Bee denerwowała. Jej problemy z zaufaniem i ciągle pretensje. Zupełnie nie umiała sobie poradzić z sytuacja. I ten tekst, żeby Noah ją nigdy więcej nie opuszczał. Taki wentyl bezpieczeństwa. Niezależnie co zrobię, jak cię zranię, masz być przy mnie. No jak tak można. Niby wydoroślała, zaczęła myśleć o sobie, ale czy nie za bardzo? Czy w nie za bardzo egoistyczny sposób?
Jeżeli chodzi o Noah, to uwielbiam go. Ma problemy, walczy z nałogiem i depresją, ale stara się, bo ma dla kogo. Rozumiem jego decyzje o wyjeździ, nie chciał swoich problemów zwalać na Bee, nie był pewien czy sobie z nimi poradzi i moim zdaniem dobrze zrobił. Ona była za bardzo dziecinna i chowana pod kloszem, by dać sobie radę z sytuacją. Chronił ją przed brzydotą tego świata i równocześnie chciał, żeby miała swoje życie, żeby nauczyła się sama dawać sobie radę. Zawsze myślał o niej i tylko o niej.
Ich związek był słodki i uroczy, ale to tylko jak byli razem. Odległość źle na niego wpływała. Bee zupełnie nie umiała sobie poradzić z sytuacja. Jej brak zaufania, ciągle czekanie na jakieś potknięcie Noah, tak jakby od razy zakładała, że ją okłamie. Nabijała sobie głowę obawami, zamiast korzystać z życia i cieszyć się z związku. Czy tak wygląda zdrowy związek?
Nie myślcie tylko, że mi się to nie podobało. Wręcz przeciwnie. Książka jest świetna, tylko po prostu nie przepadam za Bee, wkurzała mnie. Milion emocji towarzyszyło mi w trakcie czytanie. Czułam się wzruszona, rozczulona, a czasami tak zdenerwowana, że miałam ochotę wyrzucić książkę za okno. Znowu brakuje mi tutaj rozdziałów. Zakończenie mnie zupełnie nie usatysfakcjonowało. To nie tak miało być. Zgłaszam reklamację. Jeżeli jeszcze nie znać historii Bee i Noah polecam poznać. Piękna i bolesna historia o pierwszej miłości. Polecam😊
bo czasem miłość nie wystarcza” • • Pierwsza cześć książki kończy się bolesnym wyjazdem Noah. Ich przyjaźń, miłość, wspólne wakacje.. czy to wszystko pójdzie w zapomnienie? • Wydawać by się mogło, że tak. Bee i Noah nie maja kontaktu od dwóch lat - każdy z nich ułożył sobie swoje życie. Przewartościował cele i priorytety, którymi kierują się w życiu. Jednak czy faktycznie o sobie zapomnieli? • Jedna wiadomość. Jeden gest jest w stanie sprawić, że Noah wrócił. Wrócił do miłości swojego życia. Wrócił do istoty bez której nie był w stanie funkcjonować. Ale po takim czasie nie są oni już tymi samymi nastolatkami, którzy siedzieli wtedy na plaży. Czy jest jeszcze co ratować? • Nawet nie wiecie jak nie mogłam się doczekac drugiej części. Miałam do niej ogromne oczekiwania - czy się rozczarowałam? Nie, niezupełnie. • Zacznę od tego, że ciekawie czytało się książkę w której to główna bohaterka ma silniejszy charakter. Bee uświadomiła sobie swoją wartość i nie pozwala już na to, żeby ktoś ją wykorzystywał. Twardo stąpa po ziemi i wie czego chce. Z kolei Noah.. jest zagubiony, walczy z demonami przeszłości i próbuje nie wpaść znowu w bagno, które zniszczyło mu życie. • Podobało mi się bardzo, że Noah przez te dwa lata był „wierny” Bee. • Jednak mówiąc szczerze momentami irytowała mnie Bee. Miałam wrażenie, że bawi się ona uczuciami Noah i nie traktuje go w pełni poważnie. Wiem, że czuła się oszukana i zdradzona, mimo wszystko chłopak wykazywał ogromne starania, żeby zasłuży�� na jej miłość i odbudować relacje. • Podobało mi się, że uzależnienie Noah było pokazane naturalistycznie. Miał on lepsze i gorsze momenty, ale mimo wszystko walczył. Miał cel. • Jednak w przeciwieństwie do pierwszej części miałam wrażenie, że mało było samych Bee i Noah. W sensie ich rozmowy były dosyć powierzchowne i opierające się na samouwielbieniu. Nie umiałam wyczuć głębi pomiędzy nimi. A może ten zabieg był zamierzony? •
Moje serce skradła scena w której Noah wydrukował i narysował okładkę do jednego egzemplarza książki Bee. Tak by mogła podziwiać swoje dzieło. • Totalnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Nie powiem czuje niedosyt? Nie chce spojlerować, ale wydaje mi się, że pomiędzy bohaterami zabrakło naprawdę szczerej rozmowy. A epilog sprawił, że było mi naprawdę przykro, bo wszystkie marzenia Noah… no właśnie. Co się z nimi stało? • Daje książce 3,5/5, właśnie z tego powodu, że czegoś mi tam brakowało.
🌅Patrzę w nocne niebo rozświetlone tysiącami wznoszących się lampionów z ukrytymi życzeniami, marzeniami, pragnieniami. Patrzę w gwieździste nocne niebo miasteczka, w którym wszystko rozpoczęło się i w którym wszystko kończy się. Patrzę w oczy swojego najlepszego przyjaciela i uśmiecham się promiennie. Wtulam się w jego ciepłe ramiona i zaciągam się znajomym zapachem. Wiem, że teraz wszystko się ułoży. Wiem, że teraz wszystko będzie dobrze. Nasza przyjaźń przetrwała. Podobnie jak my. Ale czy aby na pewno?
Jaka książka wpłynęła na Ciebie tak emocjonalnie, że wciąż nosisz jej cząstkę w swoim sercu?
Zachwycająca i wzruszająca od pierwszej strony. Drogocenna, piękna i szepcząca, przenikająca wprost do duszy. Sprawiająca, że każda sekunda, minuta, godzina staje się innym wymiarem rzeczywistości, w którym się zatracam, doświadczam, przeżywam. Pozostawiająca po sobie głęboki ślad.
„Let me love you” jest właśnie taką książką - książką, o której pragnę mówić głośno i wyraźnie, z uwielbieniem i z czułością; książką, którą pragnę tulić do siebie i trzymać blisko serca; książką, która zawładnęła moimi uczuciami, myślami, emocjami.
Ta historia jest jak szept dla wszystkich zabłąkanych dusz. Szept dla wszystkich poszukujących zrozumienia i akceptacji. Szept dla wszystkich zmagających się z żałobą, depresją, poczuciem osamotnienia. Szept dla wszystkich, którzy pragną wyruszyć w świat przeplatany dzieciństwem, nastoletnimi i studenckimi losami; w świat cierpienia, bólu i demonów przeszłości; w świat pragnień, miłości, nadziei, ciepła, zaufania. Szept dla wszystkich poszukujących dojrzałej, trudnej, emocjonalnej i poruszającej najczulsze struny świadomości opowieści o najpiękniejszej przyjaźni, której nie jest w stanie złamać nawet czas.
Jak pięknie mówić o książce, która zakradła się do zakamarków mojego serca? Jak pięknie mówić o książce, która sprawiła, że cząstka mojej duszy pozostała wraz z bohaterami w pewnym kalifornijskim miasteczku? Z błąkającym się uśmiechem na ustach, z gorącymi łzami spływającymi po policzkach, ze ściśniętym sercem i gardłem, z nostalgią i rozchodzącym się po ciele ciepłem, szeptam cicho i nieśmiało: sięgajcie, czytajcie, przeżywajcie i pokochajcie historię Bee oraz Noah równie mocno jak ja.🤍
|We współpracy reklamowej z Wydawnictwem Jaguar. Opieka medialna|
Za „Let me love you” zabrałam się tylko dlatego, że nadeszły wakacje, a pierwszy tom miał super vibe. Tutaj letniego klimatu w ogóle nie było, jednak Nowy Jork troszkę nadrobił, gdyż mam ogromną słabość do książek, których akcja rozgrywa się w tym mieście. Dosłownie zawsze zawyża to ocenę, którą daję książce.
„Let me know” średnio mi się podobało i jak widać po ocenie, z drugą częścią było podobnie.
Tak samo jak w pierwszym tomie, było okropnie nudno. Nic się nie działo oprócz kłótni między Noah a Bee, która swoją drogą niemiłosiernie mnie denerwowała. Przez całą książkę czekałam na jakiś zwrot akcji, niestety na próżno, bo nie stało się nic ciekawego, nawet w zakończeniu.
Jeśli chodzi o Bee, to uważam że zupełnie nie zasługuje na Noah. On był dla niej zdecydowanie za dobry, a ona strasznie niewdzięczna, zazdrosna i wyolbrzymiała każdy najmniejszy błąd, który chłopak popełnił.
Jak w LMK relacja między bohaterami mi się nie podobała, tutaj też nie jestem jej fanką. Nadal uważam że nie są sobie pisani i najzwyczajniej w świecie do siebie nie pasują.
Z plusów, zdarzyło mi się zaśmiać, jednak przeważały teksty, które były bardzo cringowe. Szczególnie te, które Noah kierował do swojej dziewczyny. Mimo jego żenujących momentów, polubiłam go napewno bardziej niż w pierwszym tomie, bo te słodkie czy wzruszające też się zdarzały.
Rzecz, która najbardziej umilała mi czytanie, to styl pisania Zuzi, znany mi już od dawna. Jak zawsze był on lekki i przyjemny, dzięki czemu przeczytałam tą cegiełkę naprawdę szybko. Pierwsze 150 stron naprawdę mi się podobało, bawiłam się świetnie, niestety strona za stroną było coraz gorzej.
Tak jak główny wątek był nieciekawy, nawet te poboczne nie nadrobiły. Przez całe 460 stron, nie wydarzyło się nic nowego czy interesującego. Czytając byłam znużona i tylko odliczałam do końca.
Zbliżając się do końca, czas na zakończenie. W ogóle mnie ono nie zaskoczyło i tak jak w pierwszym tomie, mam wrażenie że zatoczyliśmy błędne koło. Nie wywołało we mnie żadnych emocji, mimo że tego oczekiwałam.
Podsumowując, z ogromnym bólem serca nie mogę wam polecić tej historii. Jak Ocean Straconych Nadziei UWIELBIAM, tutaj mocno się zawiodłam. Nie przeczytałabym jej drugi raz bo chyba zanudziłabym się na śmierć.
Let me know zostawiło mnie z otwartym zakończeniem historii Bee i Noaha, nie podobało mi się ale powstała druga część i w końcu autorka zamknęła tę dylogię.
Znowu wracamy do Bee i Noaha, i mimo że oboje już nie są tacy sami to jednak ich miłość i przyjaźń jest na tyle silna, że mają ochotę postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować. Na stronach książki możemy zaobserwować jak z każdym kolejnym rozdziałem ta dwójka walczy o miłość, przyjaźń, zaufanie, zdrowie psychiczne. Jak im to wyszło i czy miłość jest wystarczająca? Musicie się przekonać.
Ta książka sprawiła że czułam się niepewnie, byłam zachwycona historią ale nie wiedziałam w jakim kierunku autorka pójdzie. Czytałam z zapartym tchem i gdybym nie chodziła do pracy to przeczytałabym to w jeden dzień, przysięgam. Historia Bee i Noaha jest pełna wzlotów i upadków, gdzie tych drugich zdecydowanie było więcej. Trzymałam za nich kciuki by w ich życiach w końcu pojawiło się szczęście i spokój.
Książka ta pokazuje jak ciężko odbudować raz stracone zaufanie, że osoby które zawiodły nas a chcą powrócić do naszego życia mają ciężką drogę próbując wszystko naprawić. Dodatkowo uświadamia że nie zawsze nasze szczęście jest uzależnione od jeden osoby, że możemy być szczęśliwi przy każdym, kto na to zasługuje.
Płakałam czytając tę powieść. Serio! Policzki miałam mokre a chusteczki działały jak wycieraczki w autach. Autorka złamała moje serce i końcówka nie do końca je posklejała, ale słowo od autorki już tak.
Ta historia na pewno długo zostanie w moim sercu, cieszę się że miałam okazję poznać Bee i Noaha oraz obserwować ich walkę o samych siebie i ich przyjaźń. Cieszę się że oboje są najlepszymi wersjami siebie. Cieszę się że w końcu jakaś książka wycisnęła ze mnie łzy.
Jedyne czego mi brakuje w tej książce to wyjaśnienia co wydarzyło się z Maxem i Sophie ale mimo tego to moje 11/10. Kocham tę dylogię i zawsze będę ją polecać. Dziękuję autorce za tę historię.
Historia, w której mrok miesza się z urokiem. Porozmawiajmy.
[materiał reklamowy we współpracy barterowej z @wydawnictwojaguar]
Czekałam! Bardzo chciałam dowiedzieć się, jak zakończy się historia Bee i Noah.
Ich relacja to przede wszystkim przyjaźń. „Zawsze będę w ciebie wierzyć. (…) Pomogę ci wstać tyle razy, ile będzie trzeba, i nie musisz mi za to dziękować.” Bardzo piękna przyjaźń, poddana ogromnej próbie, walczącą i rozumiejąca.
A poza tym…
Czy spodziewałam się takiej sinusoidy emocji? Zupełnie nie. Niezwykłym było jej doświadczyć. Tyle tu uczuć i lekkości. Uśmiech wielokrotnie pojawiał się na mojej twarzy. Rozdział z adnotacjami? Wspaniały. A ten z meczem? Przezabawny i rozczulający. No i ostatni. Nie wiem, czy moje serce zostało złamane, czy posklejane.
Nie obyło się bez łez. To, w jaki sposób Noah mówił o miłości, łamało serce i naklejało na nie plasterek. W tym samym momencie! Niebywałe.
Dowiadujemy się też, co działo się z Noah podczas jego nieobecności w życiu bliskich. Niestety nie są to dobre wspomnienia. Jest w nich wiele zagubienia, smutku i prób uzyskania wybaczenia. Te rozdziały wiele wnoszą do całej fabuły. Pozwalają zrozumieć i tłumaczą mrok, który tak bardzo przeraża chłopaka. Mrok, który nieustannie czai się za rogiem.
Uważam, że autorka świetnie ograła temat rozwijającego się związku. Kłótnie o błahostki, zazdrość, zatajenia, niedopowiedzenia i uczenie się życia ze sobą. Wszytko było naturalne, niewyidealizowane i zwyczajnie ludzkie.
W tej dylogii lubię przede wszystkim klimat. Ma w sobie coś, co cofa mnie w czasie i przypomina o życiu kilka lat temu. Budzi wspomnienia nastoletnich związków, problemów i emocji. Ciekawe to. I fajne.
Let me know you rozkochało mnie w sobie w zeszłym roku. Zuza stworzyła Bee i Noah, którzy musieli zmierzyć się z utraconą przyjaźnią, z problemami dorastania i mówienia sobie prawy. By mogli dojrzeć do miłości, która ich łączy. Jednak zakończenie 1 tomu złamało mi serce, bo Noah i Bee nie mogli zostać razem. A ja to przeżyłam. Długim płaczem. Liczyłam na ich szczęście.
„Let me love you” był jak promyczek słońca. Minęło 2 lata od kiedy Noah i Bee widzieli się w Santa Monica. On wyjechał do Chicago żeby rozprawić się ze swoimi demonami, a ona wyjechała do Nowego Jorku żeby studiować i spełniać marzenia. Teraz dają sobie drugą szansę w miłości i przyjaźni. Jednak życie nie jest usłane różami, a odległość między nimi jest tylko utrudnieniem.
Kocham let me love you. Kocham ją chyba bardziej niż 1 tom. Perspektywa Noah wprowadza tutaj inne emocje. Czy widzimy, że to co się dzieje w jego życiu jest dużo bardziej skomplikowane niż mogło nam się wydawać. Bee też dorosła, ułożyła swoje życie i priorytety i naprawdę to wszystko wychodzi jest cudnie. Kolejny raz dała radę, mimo przeciwności.
Przez zakończenie tej książki płacze. Wczoraj ją skończyłam i mogliście zobaczyć na stories jak bardzo ją przeżyłam. Gdy zrozumiałam, że ten rodzaj zakończenia właściwie też jest szczęśliwy - rozpłakałam się jeszcze bardziej. Bee, stała się panią własnego życia i nie mogę być z niej bardziej dumna niż teraz. To jest coś co życzyłabym każdemu człowiekowi na świecie żeby zawsze wybierał swoje szczęście. Mój Boże ja nawet płaczę pisząc tę recenzję.
Czytajcie „Let me love you” poznajcie zakończenie historii Noah i Bee. Zakochujcie się w niej.
➡️ Życie naszej (mojej na pewno) ukochanej dwójki bardzo się zmienia. Codzienne sprawy - praca, studia - pochłaniają ich czas. Czy związek na odległość ma jakąś przyszłość?
➡️ Bee i Noah na końcu pierwszej części rozstają się - ich życia idą w innym kierunku i mija właśnie dwa lata od tego momentu. Ich codzienność jest zupełnie inna, dzieli ich setki kilometrów, inne miasta, inne otoczenie. Każdy ma swoje priorytety i poświęca się swoim celom. I wówczas dzieje się coś, przez co Noah wraca - jak wygląda ich spotkanie? Czy ich uczucie odżyje, czy może nigdy nie umarło?
➡️ To co najbardziej podoba mi się w książce, to przemiana bohaterów, którą serwuje nam autorka. Z zagubionych momentami nastolatków, stają się świadomymi osobami, które mają wspaniałe charaktery. Bee przykładowo zyskuje dużo na pewności siebie, na tym że zna swoją wartość i nie pozwala sobie na brak szacunku. Noah za to świadomie podchodzi do swojego problemu (tutaj autorka naprawdę dobrze porusza tą sprawę), dodatkowo szanuje wartość Bee, każdego dnia starając się zasłużyć sobie na jej uczucie. Ilość nieporozumień i niewyjaśnionych spraw ciąży nad nimi, i to czuć. Jednak starają się, ich perypetie czytamy dosłownie na jednym tchu, starania Noah dosłownie otulają moje serce.
➡️ Zuzanna serwuje nam zakończenie godne podziwu. W trakcie książki kilka razy uroniłam łzę, na zakończeniu płakałam. Czy się z nim zgadzam? Cóż, myślę że po wyjaśnieniach tak - to prawda, że mimo kilku rozczarowań i niepowodzeń możemy być szczęśliwi. Czy właśnie to spotka Bee i Noah? Cóż, koniecznie się przekonajcie, bo warto.
Niestety, “Let me love you” Zuzanny Wólczyńskiej okazała się dla mnie lekkim rozczarowaniem. Mimo obiecującego początku i intrygującego opisu, książka nie spełniła moich oczekiwań.
Fabuła skupia się na relacji dwójki przyjaciół z dzieciństwa, Bee i Noah, którzy po dwóch latach rozłąki muszą zmierzyć się z odległością. Choć temat ten ma potencjał, to niestety wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Już po pierwszych rozdziałach zaczęłam odczuwać brak głębi w charakterach bohaterów. Zwłaszcza postać Bee wydaje się być nieco dziecinna, co sprawiło, że trudno było mi się z nią utożsamić i wspierać w wyborach.
Dialogi pomiędzy bohaterami zdają się być naciągane, a żarty wydają się wymuszone. Denerwujące były wieczne kłótnie, niedopowiedzenia i infantylne podteksty, które sprawiały, że relacja między głównymi postaciami przypominała niekiedy bardziej szkolne rozgrywki niż dorosłe uczucia. W pewnym momencie trudno było mi zanegować wrażenie, że czytam o relacjach gimnazjalnych, a nie osób dorosłych.
Mimo obiecującej pierwszej części oraz obiecującego początku drugiego tomu, tempo i dynamika akcji zdawały się zanikać im dalej w lekturę. Niektóre fragmenty mogłyby zostać znacznie skrócone, co wpłynęłoby korzystnie na ogólną jakość powieści.
Choć “Let me love you” mnie nie przekonała, mam nadzieję, że Zuzanna Wólczyńska skorzysta z tego doświadczenia i w przyszłości dostarczy czytelnikom bardziej dojrzałą i przemyślaną opowieść. Trzymam kciuki za rozwój autorki i mam nadzieję, że jej kolejne dzieła będą coraz lepsze 🥰
Historia Bee i Noah jest dla mnie szczególnie ważna. Pierwszy tom ich przygód przeczytałam w czerwcu a już pod koniec stycznia druga część jest dostępna w księgarniach z moim logo na skrzydełku ❤️🩹💞 Od pierwszych stron pokochałam losy głównych bohaterów. W drugim tomie tej dylogii znajdziemy wątki takie jak związek na odległość, childhood friends to lovers i podejmowanie trudnych decyzji. Główny bohater zmaga się również z problemami psychicznymi a w drugiej części poznajemy bardziej jego perspektywę i punk widzenia 🫶🏻 Jeżeli chodzi o Noah to on jest totalnym słodzikiem 🥹 Uwielbiam go ❤️🩹 Podejmuje on bardzo duzo złych i nie odpowiednich decyzji w swoim zyciu ale jego relacja z Bee jest cudowna ❤️ W tym tomie dochodzi nam kilku bohaterów, którzy skradli moje serce. Elijah>>> Bardzo utożsamiam się z wieloma fragmentami i jestem wdzięczna, że mogę wspierać medialnie tą wspaniałą książkę 💓 Kocham nawiązania do ,,Małego Księcia" oraz to jak Noah dał Bee zaadnotowany egzemplarz tej książki i UWAGA SPOJLER: sam później czytał fragmenty tej książki jej córeczce jak układała się do snu 👑🥹 Książka jest pisana cudownym językiem, rozdziały są dość krótkie i każdą stronę pochłaniam z ochotą poznania jeszcze bardziej historia Bee i Noah 💋 Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło 😱 Bałam się, że będzie sad end ale powiedziałabym, że końcówka mnie bardzo wzruszyła i się jej nie spodziewałam. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie inaczej zakończyć tej historii 💞Czytałam to w PDF'ie i wtedy zdałam sobie sprawę, że to juz koniec z historią Bee i Noah 💔
Mijają dwa lata odkąd Noah i Bee nie mieli ze sobą kontaktu. I tak jeden SMS doprowadza do tego, że ta dwójka postanawia się spotkać. Wspólnie spędzony tydzień rozbudza w nich nadzieję i wspomnienia. Postanawiają dać sobie szansę. Czy im się uda?
Los nie jest dla nich łaskawy. Noah mierzy się ze swoim nałogiem oraz z przeszłością, która nie daje mu o sobie zapomnieć. Bee ma problem z zaufaniem, bo przecież Noah już dwa razy złamał jej serce. Nie pomaga im także odległość. Ona jest w Nowym Jorku, on w Chicago. Na domiar złego przed chłopakiem pojawiają się dawne pokusy. Czy będą w stanie poradzić sobie z tymi trudnościami i mają szansę na wspólną przyszłość?
Cieszę się, że mogłam wrócić do historii Noah i Bee. Już po pierwszym tomie bardzo ich polubiłam. Tutaj autorka ich nie oszczędza. Przygotowała dla nich prawdziwy rollercoaster emocji. Sama kilka razy byłam zaskoczona zwrotem akcji. Przyjemnie mi się ją czytało, bo autorka ma świetny styl. Nie mogłam oderwać się od lektury. To książka z cyklu takich, które mogłabym czytać bez końca. Aż przykro było mi rozstać się z jej bohaterami. Także z tymi drugoplanowymi, bo oni też dużo wnoszą do tej historii. Muszę przyznać, że już czekam na kolejną książkę Zuzanny Wólczyńskiej. Sięgnę po nią bez zastanowienia. Wam polecam oba tomy tej niesamowitej historii.
[Współpraca reklamowa z wydawnictwem Jaguar] Książka jest kontynuacją losów Noah i Bee. Nie widzieli się od dwóch lat. Ona żyje w Nowym Jorku, on w Chicago. Czy tak mocna relacja może przetrwać rozłąkę? Ponad tysiąc kilometrów. Dla niektórych to dużo, dla innych już nie. Lecz nie każda relacja potrafi przetrwać tak dużąodległości. Przyjaźń z dzieciństwa zamienia się w poważniejszą relację i w coś wiecęj niż tylko przyjaźń. Książka napisana jest bardzo delikatny stylem i podpasuje on większości. Należy raczej do słodkich młodzieżówek, które jedni kochają, drudzy nie nawidzą. Nic pomiędzy. Polecam przeczytać ją na rozluźnienie lub w czasie przerwy między cięższymi książkami. Jej okładka idealnie współgra z pierwszym tomem, które swoją drogą są cudowne. Brakuję mi tylko wyklejki. Zakładka, którą załaczono do książki idelnie do niej pasuje. Zakończenie jej zmiotło mnie z planszy. Niby jest dobre, ale nie dokońca. Natomiast jestem ogromną fanką takich zakończeń. Im bardziej raniące tym lepsze. Może nie udało im się skończyć razem, ale byli szczęśliwi. A czy to nie jest najważniejsze?
Z całego serca polecam jeśli ktoś zastanawia się nad kupnem. Oczywiście najpierw sięgnijcie po pierwszą część.