Na farmie Flegamina Olsena położonej na jednym z krańców niewielkiego Powiatu najważniejszego Kraju w Regionie przychodzi na świat bezgłowy kurczak. Jego los wydaje się przesądzony. Jednak zamiast trafić do garnka staje się lokalną atrakcją. Do momentu, aż na świat nie przyjdzie bezgłowe cielę, a potem bezgłowy wieprz. Mieszkańcy Powiatu zaniepokojeni anomaliami uznają to za znak końca świata…
Nie wiem, czy tego się spodziewałem i nie wiem, czy ktokolwiek mógłby. „Bezgłowy kurczak i wyczekiwana apokalipsa” okazała się czytelniczą jazdą bez trzymanki, bo czegokolwiek próbowałem się złapać, umykało w najmniej spodziewanej chwili. Opiszę doświadczenia, pytanie tylko, czy jesteście na nie gotowi… 😂
Oto w nieokreślonym miejscu na dysku świata – choć wiele wskazuje na jakąś alternatywę Szwecji (?) - przychodzi na świat bezgłowy kurczak. Ten niecodzienny fakt rozpoczyna lawinę wydarzeń, wskutek których razem z bohaterami przemierzamy czas, przestrzeń i inne wymiary, próbując uratować świat przed końcem. Pod ręką mamy istoty ludzkie, astralne, a nawet boskie.
Miłosz Horodyski pokusił się o książkę zwariowaną, zarówno w fabule, jak i konstrukcji. Mamy tekst podzielony na dość krótkie fragmenty, a koniec jednego za pomocą gry słów nawiązuje do początku następnego, co daje ciekawy efekt ciągłości, pomimo przeskoku akcji na innych bohaterów. Samej gry słowem jest w „Bezgłowym kurczaku…” naprawdę mnóstwo, a wszystko to okraszone humorem, który bardzo trafia w moje gusta, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że nie zadowoli każdego. Tym, co może przeszkadzać, są wszechobecne porównania, służące zobrazowaniu sytuacji i emocji. W większości jednak trafne i tchnięte intelektem.
„Bezgłowy kurczak i wyczekiwana apokalipsa” jest książką, przy której można odetchnąć i dobrze się bawić, zachowując tyle czujności, by wyłapywać puszczane do czytelników oko. A jeżeli Miłosz Horodyski pośród swoich wielu pasji i talentów znajdzie czas na napisanie kolejnej powieści, na pewno nie zamierzam jej przegapić 🔥
Szczerze powiedziawszy książka ta nie wywołała we mnie efektu „wow, co za fenomenalna książka”. Na pewno liczyłam zupełnie na coś innego. I z całą pewnością nie była to fantastyczna opowieść, bardziej męcząca. Była to powieść nijaka. Książka po prostu przeczytana, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że po przeczytaniu nie wiedziałam o czym ta powieść była. A to ogromnie źle. Bohaterów było zbyt wielu, do tego żadna postać nie wyróżniała się zbytnio. Akcja może i coś się działo, ale było zbyt chaotycznie. Czas spędzony z nią był przeciętny. Niestety póki co to najgorsza pozycja tego roku.
Gdyby nie polskie nazwy i imiona to gdyby ktoś mi podsunął tą książkę i powiedział że to Terry Pratchett to na 70% bym uwierzyła. Początek niesamowicie mi się podobał, później już trochę straciło z humoru. Nie rozumiem dlaczego ta książka jest aż tak niepopularna...
Książka, którą kupiłem ze względu na jej tytuł i opis. Dawno już nie miałem okazji przeczytać czegoś zwariowanego, pełnego humoru, dystansu do otaczającego świata a do tego w konwencji fantastyki. Czy pozycja spełniła te moje oczekiwania?
Tak i nie. Otóż na pewno jest to powieść pełna inteligentnego humoru, do pewnego stopnia ciekawa fabularnie i nietuzinkowa. Moim skromnym zdaniem fabuła jest jednak przekombinowana, tak jakby autor chciał umieścić w niej zbyt dużą ilość nawiązań, heheszków i gagów. Niestety nie wychodzi to ostatecznie na dobre. Miesza się tu zbyt wiele fantastycznych wątków, postaci i scen tak, że w pewnym momencie się w tym wszystkim pogubiłem.
Podsumowując - na pewno są osoby, którym ta książka spodoba się bardziej niż mi. Jeżeli do tej pory nie mieliście kontaktu z fantastyką to na pewno nie jest powieść dla Was. Natomiast jak lubicie takie zwariowane klimaty całkiem możliwe, że może przypaść Wam do gustu, pewności co do tego jednak niestety nie mam.
wtf is that puscilam sobie rano zeby cos lecialo jak gotowalam obiad, a mialo ladna okladke, ale jezu slodki autor zdecydowanie ma ogromne zamilowanie do porownan, w kazdym zdaniu po jednym musi byc chociaz
zaczęło się świetnie, zaskakując formą oraz Demiurgiem, ale z czasem stało się mało przejrzystą paplaniną, w której powtarza się nie tylko ciągłe stosowanie porównań, ale nawet ich treść