Recenzja nawiązuje do poprzednich tomów.
Przyszedł czas na kolejny trzeci już tom bohaterów kliniki weterynaryjno-nekromantycznej Izabeli Pokot.
Muszę przyznać, że z tomu na tom mój entuzjazm do tej serii trochę gaśnie i raczej wpadła ona na średni poziom ok, ale bez szału. Słucha się jej dobrze i miło spędza się z nią czas podczas czytania, ale niewiele poza tym.
Mamy tu bardzo ciekawe przypadki weterynaryjne, autorka, co tom zaskakuje nas nowymi magicznymi gatunkami i ich schorzeniami. Kolejni klienci kliniki są wyzwaniem dla naszych techników i wprowadzają do fabuły element zaskoczenia. Jestem pewna, że mój królik ma taką samą dolegliwość jak Puchacz.
W tym tomie podobało mi się również pogłębienie relacji Florki z Izabelą. Nawiązanie próby zrozumienia szefowej i zaprzyjaźnienia się z nią. Co trochę wiąże się dla postaci, jaką jest Florka, z wyjściem poza strefę komfortu i dotychczasowe doświadczenia z pracodawcami.
Ciekawe było także wprowadzenie wątku kościoła i wiary, oraz tego jak duchowny i jego przekonania, wpływają na wspólnotę i jej członków. I do czego brak zrozumienia innych może doprowadzić. Chociaż ten wątek urwał się tak w sumie nieoczekiwanie, a trochę szkoda.
Kontynuujemy również motyw związany ze zdrowiem psychicznym i wydaje mi się, że ta tematyka została tutaj za bardzo spłycona. Poruszane choroby jak Depresja czy Choroba afektywna dwubiegunowa według mnie nie zostały tu przedstawione w wyczerpujący sposób. Rozumiem, że tego typu tematyka miała dodać ciężkości do historii i problemów dla bohaterów, gryzie się to jednak z nurtem cosy fantasy, w którego duchu jest pisana ta seria.
Jeżeli chodzi o postaci, to bardzo bym chciała dowiedzieć się więcej o Izabeli. Główne postaci Florka i Bastian oraz ich relacja, w moim odczuciu nie są wiarygodne. Ta relacja sprawia, że gorzej odbieram tą historię. Wszystkie ich interakcje wydają mi się nienaturalne. Doszłam jednak do wniosku, że to głównie postać Bastiana mnie denerwuje najbardziej, jego teksty są często żenujące i trochę prostackie. Faun psuł dla mnie większość scen, w których się pojawiał i nie można tego zrzucić na problemy, z którymi się borykał. Natomiast Florka jest trochę naiwna i nie spodobało mi się jej zachowanie w mieszkaniu Izy. Motyw z problemem cioci Florki, też był trochę bez sensu i nie do końca było wiadomo, o co jej chodzi.
Niestety są to takie elementy, które osłabiają dla mnie tą historię. Autorka bierze się za ciężko kalibrowe tematy, a potem są one niepogłębiane. Jeszcze nie wiem czy będę kontynuować serię, możliwe, że tak, bo to lekka lektura. Na ten moment wydaje mi się, że trochę seria straciła w moich oczach w porównaniu z tomem 1.