Florka wraz z zespołem magicznego gabinetu weterynaryjnego powraca i musi stawić czoła nowym niecodziennym wyzwaniom.
Jesień w Zrębkach jest deszczowa i nieco ponura, a okoliczności natury magicznej i zwierzęcej tylko pogłębiają niewesoły nastrój. Jakaś tajemnicza istota rozkopuje groby, cioci Teresce ukazuje się zły omen, ktoś postrzelił ptaka zwiastującego szczęście.
Brakuje tylko opętania…
Na drodze bohaterów ponownie staje wiele magicznych stworzeń, nawet w niespodziewanych miejscach i podczas urlopu – w tym rozkoszny psianiołek Puder, królik Tapczan i tajemnicza ilomba. Teraz jednak, u progu Halloween, gdy zasłona między światami staje się cieńsza, do gabinetu weterynaryjnego doktor Izabeli Pokot i na spokojne wiejskie uliczki trafiają istoty, które w naszej rzeczywistości raczej kryją się w cieniu. Trudno w takich warunkach zachować zimną krew. I prawdziwą radość z życia.
A do tego Florkę kusi, by pracę techniczki weterynaryjnej o coś uzupełnić, odkrywa bowiem w sobie niespodziewany talent. Jesteście ciekawi, dokąd ją to doprowadzi?
Autorka nominowanej do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla powieści Bóg Maszyna. Studiowała twórcze pisanie na Uniwersytecie Łódzkim i szlifowała warsztat ponad dwie dekady, by móc kiedyś podzielić się owocami swojej wyobraźni. Zagubiona w fantastycznych światach, czy to z książek, filmów, gier fabularnych, czy też własnych. Z zawodu technik weterynarii, nie wyobraża sobie życia bez tworzenia, herbaty i co najmniej trzech gatunków zwierząt w domu.
2,5 ⭐️ Zmęczyła mnie ta książka i na tym tomie kończę przygodę z Necrovetem. To, co było dla mnie urokliwie w tomie pierwszym (proste dialogi brzmiące bardzo przaśnie, a dzięki temu realistycznie), w trzecim już jest irytujące. Ludzie jednak zachowują w codziennej rozmowie jakąś kulturę i nie rzucają non stop „gównem” na prawo i lewo.
Plusy tego tomu: ➕Florka przestała non stop chichotać, zaczęła się zamiast tego czasami śmiać ➕Wątek zdrowia psychicznego
Minusy tego tomu: ➖Scena erotyczna pasująca do tej serii jak pięść do nosa ➖Zachowanie Bastiana i Florki, jakby mieli po 15 lat ➖Scena z wypędzaniem demona (WTF) ➖To, że w sumie nie wiadomo, dokąd fabuła w tym tomie (i całej serii) zmierza, a przez to książka ciągnie się jak flaki z olejem.
Ta seria to taka nieskomplikowana rozrywka, która idealnie do mnie trafia. Zwierzaki, magiczne i zupełnie zwyczajne, Florka i Bastian, a także nekromantko-weterynarka Iza i ich przygody stały się już trochę moim comfort readem. Przymykam oko na głupotki i płynę z prądem.
Może to kwestia tego, że minęło dość sporo czasu od momentu, gdy czytałam poprzedni tom, ale ta część podobała mi się dużo bardziej. Podobnie jak pierwsza wniosła sporo świeżości i lekkości do mojego czytelniczego życia. Balans między warstwa obyczajową, a przygodami z różnego rodzaju stworzeniami został według mnie zachowany. Florka w dalszym ciągu jest irytująca, a chwilami nawet dość głupiutka, ale rekompensują mi to inne postacie. Galeria magicznych bohaterów wciąż się powiększa, co bardzo mi się podoba.
Miałam odrobinę obaw, sięgając po tę książkę akurat teraz, ale na szczęście jakoś przebolałam scenę uśpienia zwierzaka i obyło się nawet bez wodospadu łez. Trzeba się z tematem oswajać, również w taki sposób.
Recenzja nawiązuje do poprzednich tomów. Przyszedł czas na kolejny trzeci już tom bohaterów kliniki weterynaryjno-nekromantycznej Izabeli Pokot.
Muszę przyznać, że z tomu na tom mój entuzjazm do tej serii trochę gaśnie i raczej wpadła ona na średni poziom ok, ale bez szału. Słucha się jej dobrze i miło spędza się z nią czas podczas czytania, ale niewiele poza tym.
Mamy tu bardzo ciekawe przypadki weterynaryjne, autorka, co tom zaskakuje nas nowymi magicznymi gatunkami i ich schorzeniami. Kolejni klienci kliniki są wyzwaniem dla naszych techników i wprowadzają do fabuły element zaskoczenia. Jestem pewna, że mój królik ma taką samą dolegliwość jak Puchacz.
W tym tomie podobało mi się również pogłębienie relacji Florki z Izabelą. Nawiązanie próby zrozumienia szefowej i zaprzyjaźnienia się z nią. Co trochę wiąże się dla postaci, jaką jest Florka, z wyjściem poza strefę komfortu i dotychczasowe doświadczenia z pracodawcami.
Ciekawe było także wprowadzenie wątku kościoła i wiary, oraz tego jak duchowny i jego przekonania, wpływają na wspólnotę i jej członków. I do czego brak zrozumienia innych może doprowadzić. Chociaż ten wątek urwał się tak w sumie nieoczekiwanie, a trochę szkoda.
Kontynuujemy również motyw związany ze zdrowiem psychicznym i wydaje mi się, że ta tematyka została tutaj za bardzo spłycona. Poruszane choroby jak Depresja czy Choroba afektywna dwubiegunowa według mnie nie zostały tu przedstawione w wyczerpujący sposób. Rozumiem, że tego typu tematyka miała dodać ciężkości do historii i problemów dla bohaterów, gryzie się to jednak z nurtem cosy fantasy, w którego duchu jest pisana ta seria.
Jeżeli chodzi o postaci, to bardzo bym chciała dowiedzieć się więcej o Izabeli. Główne postaci Florka i Bastian oraz ich relacja, w moim odczuciu nie są wiarygodne. Ta relacja sprawia, że gorzej odbieram tą historię. Wszystkie ich interakcje wydają mi się nienaturalne. Doszłam jednak do wniosku, że to głównie postać Bastiana mnie denerwuje najbardziej, jego teksty są często żenujące i trochę prostackie. Faun psuł dla mnie większość scen, w których się pojawiał i nie można tego zrzucić na problemy, z którymi się borykał. Natomiast Florka jest trochę naiwna i nie spodobało mi się jej zachowanie w mieszkaniu Izy. Motyw z problemem cioci Florki, też był trochę bez sensu i nie do końca było wiadomo, o co jej chodzi.
Niestety są to takie elementy, które osłabiają dla mnie tą historię. Autorka bierze się za ciężko kalibrowe tematy, a potem są one niepogłębiane. Jeszcze nie wiem czy będę kontynuować serię, możliwe, że tak, bo to lekka lektura. Na ten moment wydaje mi się, że trochę seria straciła w moich oczach w porównaniu z tomem 1.
Ale się cieszę, że nie porzuciłam tej serii! To był dla mnie najlepszy tom, ujęło mnie zwłaszcza jak lekko i naturalnie poprzeplatał też poważniejsze problemy naszych bohaterów, autorka potraktowała je z odpowiednią dozą wrażliwości i delikatności. Mając osobiście poniekąd z takimi rzeczami styczność, tym bardziej doceniam. Podoba mi się też jak się rozwija relacja naszych bohaterów - dla mnie są całkiem uroczy i jestem w stanie w nich uwierzyć. Jednocześnie historia nadal toczy się wokół tego co najważniejsze - czyli magicznych zwierzaków, o których ciągle przyjemnie mi się czyta. Od tej serii oczekuje tylko komfortu i dokładnie to mi daje , więc czworeczka właśnie w tym gatunku ❤️
Bardzo przyjemna i przytulna książka ❤️ Trochę mnie główni bohaterowie irytowali swoim niedojrzałym zachowaniem (zejście ze szlaku w górach itp), ale niech pierwszy rzuci kamieniem, kto jest zupełnie bez winy ;)
Nadal trwa irytujący wątek romantyczny, ale na szczęście wróciło to, co tygryski lubią najbardziej - duzio zabiegów weterynaryjnych ukazanych w sposób zrozumiały dla laików (czyli mnie) i duzio magicznych stworów przestawionych w sposób... zrozumiały dla laików (czyli znów mnie).
W tej części cyklu tempo powieści nieznacznie spadło. Można to zrzucić na karb tego, że akcja książki dzieje się jesienią i mimo wszystko bohaterowie nie mogą oprzeć się typowej dla tego okresu chandrze i melancholii. Na szczęście na jesienne klimaty podatne są także różnego rodzaju zjawy i demony, co znacznie ubarwia historię. Ba, finalnie autorka odważyła się pójść w stronę, która bardzo mi się podoba. Zapowiedź kolejnego tomu daje pewną nadzieję, że może być nieco bardziej mrocznie, a Florka wreszcie będzie potrafiła dookreślić, czego właściwie chce, a nawet po to sięgnąć.
Czekam na czwartą część, ale nie przebieram jakoś specjalnie szkitkami. Przebierałabym, gdyby udało się jakoś łagodnie wyjść z tego wątku romantycznego. Obawiam się, że zostanie on zachowany tylko po to, żeby Florka w jakimś niebezpiecznym starciu miała słaby punkt albo żeby równoważyć cięższe sceny przekomarzaniem się dwójki głównych bohaterów.
Poziom porównywalny z drugim tomem. Ten bradziej akcentuje relacje głównej bohaterki, niż jej niezwykle przygody - i to akurat na minus, bo od "madrosci" Flory głowa może zaboleć 😉 Pozostało lekkie pióro autorki i książkę czyta się bardzo szybko.
Najsłabszy ze wszystkich dotychczasowych tomów, ale nadal bardzo przyjemna, lekka historia 🥰 W jakiejś recenzji przeczytałam, że Florka z tomu na tom staje się coraz bardziej infantylna i niestety się z tym zgadzam, w niektórych momentach naprawdę mocno było to tutaj czuć 🙈
Druga część już była o wiele słabsza niż pierwsza ale dałam szanse kolejnej i znowu się zawiodłam. Bohaterowie płytcy, zero głębi tak jak w pierwszej części dało się to wybaczyć bo miało to swój oryginalny urok jako debiutu to i takiej historii wcześniej też nie było na rynku, tak w 3 części robi się to już męczące. Autorka bardzo skupia się na przypadkach chorych zwierząt i zabiegom weterynaryjnym niż na samych bohaterach. Florka potrafi przyznać, że mobbing w poprzedniej pracy to była trauma i w każdej części o tym wspomina ale to, że straciła oko zbywa machnięciem ręki bo przecież każdy w jakimś momencie życia traci oko. Ciocię z którymi żyje nic o nich nie wiemy oprócz tego, że są lesbijkami tak samo o reszcie rodziny głównej bohaterki ( zresztą ich reakcje, że Florka traci oko też nie jest lepsza ). Relacjom jak i bohaterom nie poświęca się uwagi ale żeby wspomnieć o słodkich króliczkach już któryś raz z rzędu zawsze znajdzie się czas. Mam tylko nadzieję, że autorka w pewnym momencie poświęci więcej czasu na zgłębienie się w bohaterów kosztem jakiegoś zabiegu
Choć nadal jestem pod urokiem wszystkich pojawiających się w tej serii zwierzaków, to jednak każdy następny tom przekonuje mnie bardziej, że nie jestem docelowym odbiorącą tych książek.
3.5 ⭐ // Jak zobaczyłam audiobook, kliknęłam "przesłuchaj" szybciej, niż zdążyłam przyswoić fakt jego istnienia, ale musze przyznać, że nie podobał mi się tak bardzo, jak poprzednie dwie. Wydała mi się wolniejsza, nie tak wciągająca jak poprzednie, ale to może być też kwestia tego, że chyba już mnie nic nie zaskoczy i zabrakło tego efektu zaskoczenia. Mimo to - jak dobrze było znów spotkać Florkę! <3 Ta seria to jest taki totalny komforcik i chyba nieważne, co by się działo, ja będę się szczerzyć jak głupi do sera, poza tym okładki mają moją totalną miłość i gdyby zależało mi na fizycznych kopiach - chciałabym mieć ją na półce! A teraz pozostaje tylko czekać na kolejny tom, ech.
W tym tomie było za dużo "dziewczyna warknęła". Plus fabularne zrywy były takie jakieś po co I ten wątek romantyczny trwający ile max 4 miechy? A oni już umierają za siebie
Długo powstrzymywałam się przed opuszczeniem oceny do 2* tylko dlatego, że część tego, co mnie zirytowało, to kwestia znajomości Karkonoskiego Parku Narodowego (od strony Sobieszowa nie da się przypadkiem wejść po godzinach; wstęp kosztuje 8 zł od osoby i tym faktem jako pierwszym zainteresowałby się krasnolud strażnik; poza tym być w Karkonoszach, i nie tylko nie wspomnieć o Liczyrzepie, ale spotkać jedno z niewielu stworzeń, które nie miałoby szans się tam zjawić?), oraz pracy konsultanta infolinii Inpostu (nie, nie mają magicznego guziczka do otwierania paczkomatu, mogą najwyżej wysłać na miejsce techników). Trzymam się mocno, starając się pamiętać, że nie każdy musi znać się na wszystkim, o czym pisze. Ale fakt faktem, dawno nie wywracałam oczami tyle, co przy tej książce. Edit: ostatecznie ocena opuszczona przez mój nadmiar wiedzy z dziedziny taksydermii.
W trzecim tomie Necroveta Autorka stara się udowodnić, że potrafi napisać też coś mroczniejszego niż puchate cozy fantasy. Szkoda tylko, że im bardziej się stara, tym słabsze efekty. Gdyby tylko skupiła się na jednym bohaterze, bądź jednym wątku, mogłabym naprawdę się przejąć tym, co czytam. Niestety, kiedy epizod depresyjny przechodzą absolutnie wszyscy na raz, przestaje to być komentarzem na temat szukania pomocy i udzielania jej bliskim, a paradoksalnie staje się płytkim wzruszeniem ramionami na zasadzie: "wszyscy mają problemy i jakoś nikt od tego nie umiera", które zdecydowanie nie pomaga.
A skoro już przy tym "nieumieraniu" jesteśmy, jednym z wyraźnych motywów przewodnich wydaje się bardzo mądre spostrzeżenie, że nie zawsze można zwierzę uratować, a czasem podtrzymywanie życia za wszelką cenę więcej krzywdzi niż pomaga i trzeba umieć się pożegnać. Piszę "wydaje się", ponieważ pod koniec najwyraźniej Autorce zrobiło się za smutno przy pisaniu o śmierci i postanowiła wyrzucić morał do kosza, serwując nam zupełnie idiotyczną końcówkę. Zwierzątko cudownie uratowane jest? Jest! Znów możemy zamknąć książkę podniesieni na duchu i wypełnieni ciepełkiem jak zwykle! Tyle że nie.
Tu może kiedyś być dłuższy rant na temat: jak nie zachowywać się przy chorym na ChAD (przede wszystkim: nie pytać o powody, bo powód zawsze jest ten sam - chemia w mózgu; na lekach i bez leków epizody będą, na to się nic nie poradzi i serio trzeba po prostu przeczekać), tudzież jak nie reagować na atak paniki (w pierwszym rzędzie - nie podchodzić do tego na zasadzie: co JA mam teraz zrobić; nie chodzi o ciebie, chodzi o nawiązanie kontaktu i zakotwiczenie tej drugiej osoby z powrotem w "tu i teraz"). Nie próbuję nawet dociekać, czy Florka miała być totalną kretynką żeby nauczyć czegoś czytelników, czy jej reakcje miały podkreślić dramatyzm sytuacji. Grunt, że wkurzyła mnie za bardzo, żeby przejąć się tym bohaterem, na którym w obu scenach powinnam była się skupić.
Z dodatkowych powodów do irytacji, w recenzji pierwszego tomu chwaliłam to, że bohaterowie mogą być religijni lub nie i jest to potraktowane jako część tła, a nie podstawa do wątku dramatycznego. No i wykrakałam. Żeby jeszcze ten wątek dramatyczny był czymś lepszym niż mega klisza: Zły Duchowny kontra Dobra Florka, Jedyna Sprawiedliwa. Chyba jestem winna Maksowi Czornyjowi gorące przeprosiny. Najwyraźniej nie ma i nie będzie we współczesnej literaturze postaci cieszącej się większą wolnością wyznania rozbieżnego z uczuciami autora niż Allegra Szmit.
Ogólnie tendencja zniżkowa. Nawet tytuły rozdziałów mniej pomysłowe niż poprzednio. Następnego tomu na pewno nie wyczekuję z zapartym tchem; mam nadzieję, że Autorka da sobie trochę czasu na refleksję, co daje się napisać jej stylem, a co nie ma szans wyjść dobrze (mała sugestia: sceny erotyczne nie wypadają w nim dobrze, zwłaszcza kiedy spora część jest infantylnym zachwytem nad faunim ogonkiem).