Sięgnęłam po „Gościnne występy” w odruchu żałoby i poczucia straty. Żeby trochę się oszukać, że ta straszna rzecz się nie stała. Żeby pogrzać się w dowcipnej inteligencji i celnych diagnozach Marcina Wichy. Oczywiście wszystko to dostałam, tylko mój smutek wcale nie stał się mniejszy, wręcz przeciwnie.
Teksty, jak to w zbiorze przedruków z miejsc najróżniejszych, są mniej i bardziej ciekawe, klasyczne i artystyczne. Mnie szczególnie uwodzą te adresowane do studentów, w których widać jaką otwartość, ciepło i uważność Marcin Wicha w sobie nosił. Nie będę pisać recenzji, ani analizować, tym bardziej oceniać. Daję 5* z miłości. I zostawiam tu po prostu kilka wyimków.
*
Właściwie to wszystko, co mam do powiedzenia o designie. Tak to działa. Designerzy rozdają zabawki, a potem idą debatować o innych projektach i pić napoje alkoholowe. Władza w mundurze (albo nie w mundurze) pilnuje, czy właściwie się bawimy. A na końcu i tak nasze dzieci będą musiały to wszystko posprzątać.
*
Wykrzyknik oznacza zdumienie, krzyk, protest. Mamy dzisiaj mnóstwo okazji, żeby go używać. Mamy powody, żeby krzyczeć.
Krzyczeć, żeby ktoś nas usłyszał. Krzyczeć na znak niezgody. Krzyczeć na znak protestu. Krzyczeć ze strachu i bólu. Krzyczeć, żeby zwrócić uwagę na to, czego inni nie dostrzegają. Krzyczeć w imieniu tych, którzy nie mogą krzyczeć. Którym odebrano głos.
*
W szkole mówili nam: „powiedz to własnymi słowami”. Czyli jak mianowicie? Słów nie mamy na własność. Prywatyzacja jakoś je ominęła. Słowa są wspólne. Dzielimy ich zasób z innymi użytkownikami języka. A jednocześnie próbujemy coś powiedzieć po swojemu. Wyrazić własne doświadczenie, myśli czy poglądy. Ułożyć słowa w taki sposób, żeby inni przez chwilę byli nami. Albo jeszcze kimś innym, albo czymś innym, czymś trzecim, czwartym lub piątym. Osobą, istotą, rzeczą.
*
„…Załączam fakrurę”.
– Naprawdę tak napisałeś? „Fakrurę”?
– Tak. To gorsze niż „pizdrawiam”.
– To gorsze niż „posramy się zdążyć”. To najgorsze ze wszystkiego.
– Może nie zauważą. Pójdę po kawę.
*
Przykro odkryć, że nasze poglądy mają termin przydatności. Że to, co uważaliśmy za normę, wcale nie musi być normalne. Usłyszeć, że nasze opinie i aspiracje zostały zdeterminowane przez przynależność do grupy, klasy lub pokolenia. Że ktoś nam poukładał w głowach. Czujemy się tym upokorzeni.
*
Nazywanie też jest formą projektowania.
Śmieci to nieczyste sumienie designu.
*
Ziemia ma rozum. Swoje wspomnienia zapisane w glebie. Trzeba jej oddać głos i znaleźć nową architekturę. Nową równowagę między kontrolą i przystosowaniem. Między przekształcaniem świata i próbą jego zrozumienia.
*
Lwy na widoku i ukryte żółwie. To miejsce stanowiło ilustrację podstawowych zagadnień projektowania, architektury i designu. Przypominało, że budynki mają za zadanie eksponować, ale też ukrywać. Projektowanie jest wytyczaniem granicy widzialności. Kształtowaniem naszej wiedzy. Ustalaniem, czego wolno nam się dowiedzieć. Kto ma prawo się schować.
*
Związki między architekturą i językiem bywają trudne. Architektura pracuje z przestrzenią. Słowa potrafią najwyżej tuszować błędy projektanta. Uzasadniać, objaśniać i łatać. Narzucać arbitralne programy.
*
W ciągu roku siedemset tysięcy ludzi odwiedza ogród – i tutaj musi się pojawić socjoprzecinek, może nawet średnik rozwarstwienia, wtrącenie o społecznych bańkach i wojnach kulturowych – być może zoo bije rekordy popularności, choć w zoo się nie bywa. To znaczy: nasze „się” nie bywa. Nasze „się”unika zoo, nasze „się” się wstydzi. Chyba że akurat ma dzieci. Ale nawet wtedy: kto wrzuci do internetu fotografię swojego berbecia na tle żyraf, może być pewien, że wkrótce wrażliwi znajomi pospieszą z zastrzeżeniami natury moralnej.