Wzruszająca i przywołująca wspomnienia opowieść ze Śląska.
Zima roku 1980. Baśka i Marylka są pielęgniarkami, pracują w szpitalu w Katowicach. Barbara ma męża milicjanta, eleganckie M-3. Chętnie chodzi do kina, spotyka się z koleżankami. Uważa się za nowoczesną kobietę. Marylka ma typową, dużą i zżytą ze sobą śląską rodzinę. Jej mąż pracuje w kopalni Wujek i działa w Solidarności. Gdy wybuchają strajki, te dwie zwykłe, a jednocześnie silne i niezależne kobiety stają przed życiowymi dylematami. Jak ochronić bliskich? Jak znaleźć w tym wirze historii i codzienności miejsce na miłość i bliskość?
Sztuczny miód to świetnie napisana i poruszająca opowieść o tym, jak żyło się u schyłku PRL-u, gdy czasy były niepewne i czuło się wiszące w powietrzu napięcie, ale ludzie nie skąpili sobie życzliwości.
Jak opowiedzieć o codziennym życiu w niecodzienny sposób? Jak przekazać z pasją i lekkością historię trudnych, pełnych sprzeczności i podziałów czasów, które są zarówno bliskie, jak i odległe? Jak wpleść opowieść o blaskach i cieniach z życia zwykłych ludzi w historię kraju? To wszystko udało się Sabinie Waszut w powieści "Sztuczny miód". W tej zwykłości - niezwykłości to dla mnie powieść niemal idealna. Autorka zdołała mnie przenieść w czasie i przestrzeni, pozwalając spojrzeć na polską rzeczywistość początków lat 80, XX wieku oczami moich dziadków i rodziców.
Akcja powieści rozgrywa się na Śląsku pomiędzy grudniem 1980, a grudniem 1981. Czytelnik, towarzysząc codziennemu życiu Basi i Marylki, poznaje wydarzenia, które mają miejsce w Polsce Ludowej na progu przemian. Basia i Marylka to matki, żony i pielęgniarki. Basia, jak na tamte czasy, to kobieta nowoczesna, tuż po 40. Ma w miarę dobre i stabilne życie, męża milicjanta, dorastającą córkę, całkiem przyzwoite mieszkanie i wakacje co roku. Tylko, czegoś w tym wszystkim zaczyna jej brakować. Jej małżeństwo przechodzi kryzys, a praca męża przysparza problemów. Gdy otoczenie przystępuje do Solidarności, Basia musi dokonać wyboru między przekonaniami a lojalnością wobec męża. Dodatkowo na horyzoncie pojawia się przystojny rehabilitant. Natomiast rodzina Marylki to typowa śląska rodzina, gdzie mąż pracuje jako górnik w kopalni Wujek i również przystępuje do związków zawodowych. Walka o godne życie, wolność i prawo do wrażania własnych poglądów wydają się oczywiste ale, co jeśli grożą im represje? Marylka jest empatyczną kobietą, pełną troski i serca względem innych, z czasem zmuszona jest działać za plecami ukochanego męża.
Obie rodziny mają nastoletnie dzieci, które wkraczają w dorosłość, niekoniecznie taką, jaką dla nich wymarzyli sobie dorośli. Córka Basi, Maja, wpatrzona w ojca, zderza się z brutalną rzeczywistością, a jej ideały zostają wystawione na próbę. Tomek, syn Marylki, młody buntownik i sabotażysta, cóż, że walczy w słusznej sprawie, kiedy serce matki drży ze strachu o niego. W powieści podobało mi się wplecenie głosu młodych dorosłych i ten obraz młodzieży, która musi podejmować trudne decyzje, z którymi nawet dorośli nie zawsze sobie radzą. Jak obecni nastolatkowie poradziliby sobie w podobnych sytuacjach? Czy w czasach podziałów ludzie są w stanie dostrzec to, co ich łączy, zamiast dzielić?
"Sztuczny miód" to historia zwykłego życia, które splata się z wydarzeniami zapisanymi nie tylko w historii (narodziny "Solidarności", strajki, represje i stan wojenny), ale także w pamięci naszych dziadków i rodziców.
Tamten ustrój to czasy, które dla młodego pokolenia są odległe i nie zawsze zrozumiałe. Sama byłam wtedy małą dziewczynką, a dzięki moim rodzicom wspominam swoje dzieciństwo beztrosko i radośnie. Jestem im wdzięczna za to, że mimo ich strachu i niepewności chronili mnie otaczając kokonem bezpieczeństwa i miłości. Współczesne dzieci wkraczają zbyt szybko w świat dorosłych. Autorka nieraz ożywiała obrazki z PRL, gdzieś ukryte w odmentach mojej pamięci, jak ten z nieszczęsnym karpiem pływającym w wannie przed świętami. Brudna robota zawsze spadała na mojego tatę, który chyba w końcu się zbuntował, bo jakoś tradycja z pływającą rybą nie rozgościła się na długo w mojej rodzinie. Pamiętam długie kolejki po produkty, kartki na mięso i słodycze. Kiedyś tata zgubił kartki, a znajomi złożyli się, abyśmy mieli co jeść - te drobne gesty dobroci ponad podziałami wzmacniają ludzi. Pamiętam rodzinne wycieczki, watę cukrową i kolorowe lizaki. I to było dobre. Dopiero później poznałam realia, w jakich moim rodzicom przyszło żyć. Z czym się mierzyli i o co walczyli.
Dziś mam poczucie, że znów nadchodzą podłe czasy, znów stawia się ograniczenia, choć na zupełnie innych zasadach, i znów społeczeństwo się dzieli, stając po różnych stronach barykady. Zastanawiam się jaką historię opowiemy naszym dzieciom i wnukom? Czy będą chcieli nas słuchać, czy będą chcieli nas zrozumieć?
"Sztuczny miód" to mądra, dojrzała i wartościowa lektura. Warto sięgnąć po posłowie, gdzie autorka opowiada krótko o genezie powstania powieści. Zapisuję sobie jedno mądre stwierdzenie: "Historia wciąż pokazuje nam, że nawet najszlachetniejsi ludzie robią czasem złe rzeczy, a ci z pozoru źli potrafią postąpić przyzwoicie." To jest prawda na wczoraj, na dziś i na jutro.
Poruszająca i napisana z wielkim szacunkiem dla prawdy historycznej opowieść o dylematach, wątpliwościach i wyborach, przed którymi stawali ludzie w trudnych czasach 80. w Polsce. Sabina Waszut nie ocenia swoich bohaterów. Dba, by ukazywać rzeczywistość z różnych perspektyw. Głównymi bohaterkami powieści są dwie pielęgniarki pracujące w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Katowicach. Jedna z nich ma męża milicjanta, druga górnika, pracującego w kopalni Wujek. Są postaci zaangażowane w Solidarność i takie, które współpracują z bezpieką. Zwykli ludzie, wplątani w komunistyczny system. Wykreowani z dbałością o psychologiczne prawdopodobieństwo, barwni, niejednoznaczni, po prostu ludzcy. To właśnie ich oczami patrzymy na smutną, szarą rzeczywistość wczesnych lat 80. W sklepach puste półki, w szpitalach brak leków, w mediach propaganda, w kopalniach strajki, a w ludziach lęk o najbliższych i o przyszłość. Ale jest także nadzieja i jakiś rodzaj pocieszenia, które ludzie czerpali z pontyfikatu Jana Pawła II (wówczas wizerunek papieża był jeszcze nieskażony skandalami pedofilskimi). Sabina Waszut opisuje codzienność lat 80. ze wielką starannością. Elementów tej rzeczywistości, takie jak trabant, kawiarnie Hortexu, radiowy serial Matysiakowie, czy długie kolejki, nie traktuje jak rekwizyty, dekoracje czy gadżety. Nie wpycha ich nachalnie czytelnikom przed oczy, by uprawdopodobnić fabułę (co czasami się zdarza w książkach o lata 80 i 90). Stanowią one spójny z innymi warstwami powieści obraz świata, w którym żyją bohaterowie. Bardzo cenię u Sabiny Waszut tę pieczołowitość, sięgając po jej książki, wiem, że w fabule nie będzie żadnych rys czy pęknięć, że wszystkie puzzle będą siebie pasować.
"Sztuczny miód" to opowieść o tym, że nawet w takich okropnych czasach warto wybaczać, warto szukać porozumienia i odbudowywać zniszczone międzyludzkie relacje. Człowiek stojący po drugiej strony barykady ma swoją opowieść, ma swoje powody, ma ludzi, których kocha. Czasami wystarczy jedno spojrzenie w oczy, jeden gest, jedno słowo.
Po książkę Sabiny Waszut sięgnęłam skuszona jej warstwą historyczną. O latach 80. w Polsce mówi się dużo, ale zazwyczaj z perspektywy zbiorowości. Chciałam więc przeczytać pozycję, która ukaże ten czas z punktu widzenia jednostkowych historii. I uważam, że wyszło to autorce naprawdę dobrze.
Przemiany historyczne śledzimy w tym przypadku oczami dwóch bohaterek: Basi i Marylki. Łączy je wspólna praca w jednym z najbardziej poważanych szpitali na Śląsku, a dzieli trochę charakter, a trochę zawód męża. Ta pierwsza wyszła bowiem za milicjanta, a druga za górnika. Dzięki ich historiom obserwujemy nastroje społeczne w roku 1980 i 1981, rosnące poparcie dla Solidarności, ale też próbę lawirowania między codziennością a wzniosłymi ideami.
Autorka przedstawiła tło historyczne z naprawdę dużą dokładnością, podobnie jak górniczy klimat Śląska. Ten drugi element szczególnie przypadł mi do gustu, bo te rejony są mi obce, a dzięki książce zaczęłam choć trochę lepiej rozumieć tamtejsze nastroje. Jednocześnie obie wykreowane bohaterki są kobietami silnymi i wzbudzającymi sympatię. Co prawda nie każdą z ich decyzji popierałam, ale byłam w stanie zrozumieć ich dylematy i trudności.
Książka opisuje codzienność, ale jednocześnie cały czas czuć w powietrzu zbliżającą się zmianę i niebezpieczeństwo. Jako czytelniczka oczywiście wiedziałam, do czego zmierzają polityczne zmiany, ale bohaterki cały czas żyły w zawieszeniu. Sabina ukazuje też portret społeczeństwa tamtych czasów bez wybielania. Opisuje przykłady dobroci, która występuje nawet w najtrudniejszych czasach, ale też podziały społeczne i kłótnie ludzi, zmuszonych do stania w niekończących się kolejkach i stojących po dwóch stronach politycznej barykady. Nie gloryfikuje żadnej ze stron, co bardzo doceniam. Pokazuje, jak ważna jest jedność i zwyczajna ludzka życzliwość.
Mimo że dostrzegam w książce wiele pozytywnych aspektów, a tematyka wydaje mi się naprawdę interesująca, miejscami czegoś mi w niej brakowało. I nawet ciężko jednoznacznie określić mi czego, ale nie czułam tak dużego zaangażowania w fabułę jak się spodziewałam i gdy odkładałam książkę, nie zawsze chciałam do niej wracać. Nie zmienia to jednak faktu, że "Sztuczny miód" to naprawdę wyjątkowa historia, którą polecam wszystkim zafascynowanym historią Śląska, portretami psychologicznymi i czasami schyłku PRLu. Opowieść zostaje w pamięci, skłania do refleksji i ukazuje przede wszystkim radości i cierpienia zwykłych ludzi, z którymi łatwo się utożsamić.
“Sztuczny miód” Sabiny Waszut to drugie spotkanie Kamila z tą autorką po rewelacyjnych “Rozdrożach”. Bardzo lubimy takie piękne historie rodzinne, a tutaj dodatkowym atutem jest miejsce akcji, która rozgrywa się na Śląsku. My z tym regionem jesteśmy mocno związani, zwłaszcza Kamil, który stamtąd pochodzi, więc tym chętniej sięgnęliśmy po tę książkę.
W “Sztucznym miodzie” autorka odchodzi od swojego ulubionego okresu historycznego do umiejscawiania akcji, czyli II WŚ, i tym razem tłem są siermiężne lata osiemdziesiąte w peerelowskiej Polsce. Basia i Marylka to przyjaciółki, które codziennie po ciężkiej zmianie pielęgniarskiej w szpitalu walczą o każdy produkt, którym mogłyby jakoś urozmaicić nie tylko kuchnię, ale i codzienne życie w czasach kryzysu. W tle rodzi się “Solidarność”, a coraz częstsze strajki robotnicze przetaczają się przez kraj. Nie wiadomo już, komu ufać, a ściany mają uszy. Przyjaciółki stoją przed dylematem: okazywać poparcie dla związkowców, czy lepiej nie wychylać się i nie ryzykować, zwłaszcza że górnicy w socjalistycznym państwie to uprzywilejowana grupa. Mąż Marylki pracuje w kopalni, a Basi - w milicji, co naturalnie czyni ich wrogami, a przynajmniej tak się wydaje. Tragiczne wydarzenia historyczne powodują, że ich losy przecinają się w trudnych okolicznościach.
Waszut doskonale obrazuje rzeczywistość tego okresu, z ogromnym przywiązaniem do szczegółów oddaje to, jak funkcjonowały zakłady pracy, koneksje czy reglamentacja. To jest coś, co cenimy najbardziej w powieściach, których akcja nie dzieje się współcześnie - wiarygodność i rzetelność historyczną. Do tego mamy tutaj ciekawe postaci, których losy śledzimy z ogromną ciekawością. W nas powieść wzbudziła wiele emocji, bo jej bohaterowie są ludzcy, zwyczajni, tacy jak my, a to powoduje, że łatwo się z nimi identyfikujemy, a do tego możemy dowiedzieć się czegoś o czasach, które znamy z opowieści rodziców. My już na stałe dopisaliśmy Sabinę Waszut do listy ulubionych autorów.
Przyszła pora na życiową książkę, która opowiada o czasach PRL na Śląsku.
Miłość, zdrada, wojny domowe, kartki na żywność...
Mnie jeszcze szczęśliwie nie było w tych czasach, bom urodziła się dopiero w 1991.
Ale oczywiście wiele słyszałam o tym jak się wtedy żyło. Były pieniądze, nie było na co wydawać. Cytując klasyka "ocet na półkach i pusta lada".
W książce Sabiny Waszut mamy relacje niejako z pierwszej ręki, bo mimo, że postaci są fikcyjne to wydarzenia w nich zawarte są prawdziwe, są zlepkiem wielu historii prawdziwych ludzi.
Przyznam, że książkę czytałam z przyjemnością pomimo tego, że akcja nie była jakoś bardzo dynamiczna. Raczej płynęła sobie swoim rytmem, powoli, jednostajnie aczkolwiek bez grama znużenia.
Z jednej strony mamy MO, z drugiej Solidarność. A w środku wszystkiego kobiety i dzieci...
Głównie skupiamy się na dwóch paniach, po dwóch stronach barykady jednakże każda z nich przeżywa swoje własne dramaty, rozterki, wyzwania.
Zmagają się z trudną codziennością jak i wieloma innymi problemami.
Dodatkowym plusem oprócz poznania rzeczywistości w Polsce Ludowej, jest oczywiście kochany Śląsk. I chociaż osobiście jestem z tego Dolnego, prosto ze stolicy - Wrocławia, to na Górnym mam ogrom familii.
Również w Chorzowie Batorym, Katowicach, Rudzie Śląskiej etc.
I wspominana nie raz nie dwa kopalnia Wujek jest mi bliska, wszak moi wujowie w niej pracowali, strajkowali, przeżyli wybuchy lub cudem ich uniknęli mając inną zmianę czy też wolne.
Miło było przyjrzeć się temu trudnemu okresowi w dziejach naszego kraju i polecam serdecznie, gdyż faktu rzeczywistości mamy przedstawione w formie powieści obyczajowej, więc są łatwe do przyswojenia, takie wplecione w fabułę a nie głowę fakty.
„Sztuczny miód” autorstwa Sabiny Waszut przenosi nas w czasy PRL-u, które dla wielu Polaków były przełomowe, trudne i pełne nadziei. To właśnie tutaj na Śląsku poznajemy Baśkę i Marylkę, które są pielęgniarkami w Centralny Szpitalu Klinicznym w Katowicach. Baśka ma męża milicjanta, natomiast Marylka ma typową śląską rodzinę z mężem górnikiem działającym w Solidarności. Są to silne, niezależne i odważne kobiece postacie, ale także pełne wątpliwości, lęków i tęsknot. Ich losy splatają się z historią Śląska, regionu bogatego w tradycje, kulturę i język, ale także napięcia, konflikty i podziały.
Autorka z wielką pasją i szacunkiem oddaje klimat tamtych lat, pokazując jego blaski i cienie. Jej powieść to nie tylko warstwa historyczna, ale przede wszystkim poruszająca i uniwersalna historia o ludziach, którzy musieli zmierzyć się z własnymi uczuciami, wartościami i wyborami w obliczu wielkich zmian. Jej bohaterki do postacie nakreślone z wyczuciem, pokazując łącząca je przyjaźń z jednoczesnym zwróceniem uwagi na dzielące je aspekty, takie jak światopogląd czy status społeczny.
„Sztuczny miód” to powieść-wspomnienie, czasów PRL-u i wydarzeń, które wtedy miały miejsce. Jednocześnie przy tym zmusza do refleksji nad wartościami takimi jak miłość, przyjaźń, rodzina, które są ponadczasowe i ponadpodziałowe. To historia, która zachwyci szczególnie tych, którzy lubią dobrze napisaną, mądrą i ukazującą wiernie realia literaturę obyczajową 🌼.
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @wydawnictwo_wab, a Autorce @sabinawaszut za wspaniałą lekturę (współpraca reklamowa) 🩷.
Urodziłam się w 2001 roku. PRL znam tylko z opowieści rodziców i dziadków. Jest dla mnie historią. Ważnymi kartkami z kalendarza, które ukształtowały współczesną Polskę. Jednak, jak wtedy żyli ludzie?
Książka „Sztuczny miód” @sabinawaszut sprawia, że możemy zajrzeć do domów zwykłych ludzi żujących w 1981 roku. I co mnie zadziwiło - pozwala się z nimi mocno utożsamić. Pokazać, że mamy podobne problemy, rozterki, przemyślenia. Ta książka jest ponadczasowa. Bo od tego czasu w Polsce zmieniło się wiele, ale pewne rzeczy pozostały takie same.
👉🏾„Nienawidzę tego kraju. (…) Nienawidzę ich wszystkich, po obu stronach tego pieprz****o muru, który nam wybudowali” 👉🏾 „Nikogo nie można potępić za to, że nie jest bohaterem. Mało kto nim jest. Nie można też nikogo do tego bohaterstwa zmuszać” Te cytaty mocno mną potrząsnęły. Bo przez chwilę miałam wrażenie, że mówi je osoba żyjąca w dzisiejszych czasach.
Mnie, czytelniczkę pokolenia Z, ta książka przybliżyła do PRL. Na początku byłam do niej sceptycznie nastawiona, bo przecież tyle się o tych czasach słyszało w szkole i w domu. Ale „Sztuczny miód” opowiada tę historię w nowy, świeży, niespotykany dla mnie wcześniej sposób. I mam nadzieję, że będzie takich pozycji więcej - bo bardzo bym chciała się dowiedzieć, jak wyglądała rzeczywistość podczas tego ważnego kawałka historii.
Obok Magdaleny Majcher to właśnie Sabina Waszut należy do grona moich ulubionych śląskich pisarek powieści obyczajowych. "Sztuczny miód" to najnowsza książka tej autorki opowiadająca o Śląsku lat osiemdziesiątych.
Basia i Marylka są pielęgniarkami w szpitalu w Katowicach. Pierwsza to żona milicjanta żyjąca na dość wysokiej, jak na ówczesne czasy stopie, druga ma męża górnika i dużą zżytą ze sobą rodzinę. W kopalni Wujek wybucha strajk, a mężom obu koleżanek przyjedzie stanąć po dwóch stronach barykady.
Na przykładzie naszych bohaterek autorka z dużą wrażliwością i wyczuciem oddaje szarą rzeczywistość Polski z początku lat osiemdziesiątych. Niezwykle obrazowo opowiada o tamtych miejscach i minionym czasie. Jej bohaterki są autentyczne i budzą sympatię, a ich historie wciągają i angażują. Ich codziennie życie pełne radości i smutków oraz wewnętrznego rozdarcia, na tle przełomowych dla naszego kraju wydarzeń. Mimo wielu różnic w pooglądach, statusie materialnym czy podejmowanych wyborach, kobiety mogą liczyć na swoją przyjaźń i wspierać się w najbardziej traumatycznych momentach.
"Sztuczny miód" to napisana prostym i płynnym językiem opowieść, która bawi i wzrusza, ale także uczy i zmusza do refleksji.
Jaki był Wasz ulubiony przedmiot w szkole? Moimi były przede wszystkim języki, zarówno nasz ojczysty, jak i obce. Jednak przy książce, o której Wam dzisiaj opowiem, przypomniała mi się historia. I szczerze mówiąc, nie wspominam tych lekcji zbyt dobrze. Nauka na pamięć dat, opisywanie wydarzeń, jakbym słuchała streszczenia podręcznika, żadnych dodatkowych form, które pozwoliłyby na przyswojenie tych ważnych informacji... Jednym słowem - nuda.
Na szczęście są takie książki, jak „Sztuczny miód". Oczywiście nie jest to książka, z której będziemy się uczyć o historii naszego kraju, ale książka, która wzbudzi zainteresowanie, co pewnie dla ludzi zrażonych nudnymi lekcjami historii nie jest łatwe, tematem Śląska, Solidarności i czasach, gdzie rządziła komuna. I chociaż miałam podstawową wiedzę o tym, co działo się, w zasadzie jeszcze tak niedawno, to właśnie dopiero po lekturze tej książki poczułam chęć, by dowiedzieć się czegoś więcej, sięgnąć głębiej.
„Sztuczny miód" to nie tylko opowieść o trudach życia codziennego. To przede wszystkim opowieść o relacjach łączących ludzi. Pokazuje, jak ważne jest wsparcie rodziny i jak silna jest prawdziwa przyjaźń. Pokazuje temat, który jest aktualny po dziś dzień, czyli jak manipulacja wpływa na rozłam społeczeństwa. Jak sprawia, że sąsiad, z którym żyjemy tyle lat pod jednym dachem, staje się wrogiem, bo stoi po przeciwnej stronie barykady.
Ta książka ma w sobie wiele emocji. Narastające napięcie, „prawdziwi" bohaterowie i ważna część naszej historii. To wszystko sprawia, że książka momentami wzrusza, a momentami wywołuje złość. I chociaż wydawało mi się z początku, że nie znajdę w niej nic zaskakującego, to z każdą kolejną stroną wyciągałam się w świat Basi i Maryli i nie chciałam się z nimi rozstawać. A już zupełnie nie spodziewałam się tego, że pod koniec kompletnie się rozkleję. Czytajcie, bo nie zajmie Wam to dużo czasu, a książka jest naprawdę wartościowa.
Książkę otrzymałam dzięki współpracy z Wydawnictwem W.A.B.
"Sztuczny miód" zachwyca realizmem i przenikliwym wglądem w ludzkie zmagania i dylematy. Sabina Waszut wspaniale ożywiła literacko ważne, burzliwe czasy – postaci, emocje i zwykłą codzienność. Historia Baśki i Marylki silnie zakorzeniona jest w śląskich, peerelowskich realiach. Dbałość o detale i plastyczna proza Sabiny Waszut przenoszą czytelnika w czasie i przestrzeni – na szpitalne korytarze Centralnego Szpitala Klinicznego, katowickie ulice osiedla Tysiąclecia i Wincentego Pola, do kopalni "Wujek", do mieszkań, zatłoczonych autobusów, kin i kawiarni. To powieść, która pozwala poczuć ciężar kobiecych zmagań – lęk i pragnienie ochrony bliskich, łączenie życia zawodowego z troską o dom i rodzinę. Sabina Waszut z wrażliwością podejmuje kwestie dotyczące miłości, zdrady, zaufania i lojalności. I wspaniale ukazuje niuanse, przeróżne odcienie życia i uczuć.
Poruszająca, wartościowa literatura obyczajowa. Opowieść o sile rodzinnych więzi, przyjaźni, odwadze i trudnych wyborach. O ludzkiej solidarności i życzliwości ponad podziałami. Pięknie napisana. Takie powieści czyta się jednym tchem i poleca z przyjemnością.
Książka przedstawia obraz Polski z początku lat 80’. Autorka w świetny sposób stworzyła kreacje dwóch głównych bohaterek - Marioli i Baśki, które prowadzą narrację. Ważna, potrzebna książka, postaci nie są jednowymiarowe. Nowe, świeże spojrzenie na Polskę u schyłku PRL-u.
„Sztuczny miód” to pierwsza książka autorki, którą miałam przyjemność przeczytać i już wiem, że nie ostatnia. Została napisana z niesamowitą lekkością, mimo że porusza tematy, które dzielą ludzi.
Dzięki autorce wkroczyłam do świata, który do tej pory znany był mi tylko z opowieści moich bliskich. A za pomocą historii Baśki i Marylki mogłam przyjrzeć mu się o wiele bliżej. Doświadczyć dylematów i trudnych decyzji podejmowanych przez bohaterki w świecie, w którym nic nie jest pewne, a kraj jest podzielony. Mimo że opowieść ta niesie ze sobą wiele bólu i smutku, daje też duże pokłady nadziei. Pokazuje się, ludzie mimu wielu trudnych doświadczeń potrafią też być ponad podziałami i podać sobie pomocną dłoń. Mimo życia w odmienny sposób potrafią w najtrudniejszych chwilach się zjednoczyć i pokazać swoją siłę w walce o życie w swojej ojczyźnie.
„Sztuczny miód” to książka, którą powinien przeczytać każdy. Zmusza do refleksji i przemyśleń nad własnym życiem. Czy rzeczywiście jesteśmy dobrymi ludźmi? Czy jesteśmy dość tolerancyjni i w trudnych sytuacjach potrafimy podać drugiemu człowiekowi pomocną dłoń? Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla najbliższych?
Bardzo dziękuję Wydawnictwu i autorce za możliwość poznania tej historii. Czytam właśnie dla takich książek, które jednocześnie łamią serce, ale też nie zostawiają bez nadziei na lepsze.
Dlatego proszę Was z całego serducha - przeczytajcie „Sztuczny miód”. Jestem pewna, że długo będziecie o tej książce pamiętać i polecicie ją innym. Naprawdę warto!
Niezwykła opowieść ze Śląska, zabiera nas do Katowic na Górnym Śląsku, do wczesnych lat 80.
Poznajemy losy dwóch pielęgniarek Marylki i Baśki, które, choć pracują w tym samym szpitalu, to prowadzą zupełnie odmienne życia. Basia jest nowoczesną kobietą, lubi elegancko wyglądać, mieszka w pięknym M3, spotyka się z koleżankami i chadza do kina. Marylka natomiast jest typową Ślązaczką, z dużą zżytą rodziną i świętami tradycjami i zasadami, których nie można łamać.
To nie jedyna różnica między kobietami, Basia jest żoną milicjanta, a Marylka należącego do Solidarności górnika. Ich światy są politycznie podzielone niewidzialnym murem, jednak one są ponadto i darzą się wzajemnym szacunkiem.
Początek lat 80-tych to bardzo burzliwy okres na Górnym Śląsku i nie tylko. Obie kobiety, choć skrajnie różne zmagają się z dylematami życiowymi, lękiem przed niepewną przyszłością i strachem o dzieci.
Książka w mistrzowski sposób ukazuje nastroje i podziały panujące wśród ludzi w tym okresie. Za pomocą barwnie wykreowanych postaci autorka przybliża nam sytuację przez pryzmat zwykłych ludzi i codziennego życia. Kobiety mimo panujących strajków, bojkotów i zamieszek chodzą do pracy, dbają o rodzinę, wystają godzinami w kolejkach po zakupy. Każda z nich ma inny pomysł na życie i radzi sobie inaczej.
Okraszona wspomnieniami o panierowanej mortadeli i wstawkami ze śląskiej gwary ta powieść to podróż do zupełnie innych, choć wcale nie tak odległych czasów. Czasów trudnych i wymagających poświęceń, które zapisały się na kartach historii. Czasów, o których powinno się pamiętać.
Wyjątkowa, sentymentalna i napawająca dumą powieść. Obyczajowa historia opowiedziana na tle prawdziwych wydarzeń i jak sama autorka mówi w epilogu „upleciona z czyichś wspomnień”.
Polecam ją wszystkim, nie tylko tym, którzy pamiętają te czasy.
To jedna z tych książek, która na zawsze pozostanie w moim sercu.