Poznajcie kapitana Spratta i jego załogę! Niestraszne im potwory ani Czarnobrody, przed którym trzęsą portkami nawet najznamienitsze wilki morskie! Opanowany żądzą zemsty Spratt chce wybić piratów co do ostatniego. Jednak w swej zapalczywości nie zatraca człowieczeństwa, przez co zyskuje szacunek nie tylko towarzyszy swoich wypraw. A ci to dopiero materiał na niezłą opowieść! Ciekaw historii swego wyjątkowego wuja jest Theo. Poszukując dawnych kompanów słynnego krewnego, przeżywa przygody nie mniej szalone niż te, których doświadczył Spratt. Kotwica w górę! Udajcie się w literacką podróż przez morza i oceany. Dotrzyjcie do Nowego Świata!
Przygody morskich złoczyńców to zdecydowanie wdzięczny temat, który od lat z powodzeniem wykorzystują reżyserzy, jak i pisarze. Osobiście przepadam za podobnymi historiami i z lubością wynajduję kolejne twory, które przeniosą mnie do owianego tajemnicą świata piratów. W ostatnim czasie miałam właśnie okazję zapoznać się z powieścią autorstwa Stefanii Mosk, gdzie wraz z załogą wyruszamy w ekscytujacą, acz niebezpieczna podróż przez morza i oceany. Książka ukazuje nam dwie perspektywy czasowe – historię kapitana Spratta, który w zemście poprzysięga zabić wszystkich piratów, a także Theo, szukającego dzienników swojego znakomitego wuja, by móc napisać o nim książkę.
Brzmi zachęcająco i wierzę, że wielu z was będzie się świetnie bawić podczas lektury „Historii zagubionych wśród fal”, jednak mnie ten tytuł rozczarował. Głównie na niekorzyść historii działa jej ubogi język, w którym królują liczne powtórzenia, niepotrzebne przekleństwa i sztywne dialogi. Czuć, że jest to debiut autorki, która musi jeszcze popracować nad swoim warsztatem pisarskim.
Kolejnym zgrzytem były same postacie, które zostały tak słabo rozwinięte, że ciężko mi było je od siebie odróżnić. Brakowało im jakiejkolwiek głębi i autentycznosci, które sprawiłaby, że mógłabym z nimi sympatyzować.
Niemniej jednak z pewnością nie będziecie nudzić się podczas tej lektury, gdyż dzieje się tam naprawdę dużo. Wraz z załogą doświadczamy wielu przygód – od potyczek z piratami, po bitwy z morskimi potworami, lecz jeśli mam być szczera, to taki natłok akcji jest dla mnie zaletą, jak i wadą. Przez wiele scen przelatujemy w ekspresowym tempie i równie szybko o nich zapominamy, z uwagi na fakt, iż mają one znikomy wpływ na ogół fabuły.
Mnie omawiana książka nie przypadła do gustu, aczkolwiek uważam, że z powodzeniem mogą po nią sięgnąć osoby szukające lekkich i niezobowiązujących powieści lub lubujacym się w wątkach pirackich.
Uwielbiam książki przygodowe, historyczne jak akcja ciągnie kolejną akcję i dzieje się różnie, bo jest i śmiech i łzy i szybkie bicie serca. A jeszcze historia oparta o piratach, gdzie wychowałam się na Piratach z Karaibów, to dla mnie taka książka to piracki skarb.
I tutaj dokładnie dostajemy przygodę, która wciąga nas w wir swoich fal, oprócz tego poznajemy wielu bohaterów (może troszeczkę ich było za dużo i do końca nie poznaliśmy wszystkich tak jakbyśmy chcieli),ale razem z nimi odkrywamy Nowy Świat Pirackiej Przygody, który okazuje się niebezpieczny, ale również przyjemny co i zaskakujący.
Czuć, że to jest debiut Pani Stefanii, ale wcale to nie ujmuje książce, owszem pojawiają się czasem niepotrzebne powtórzenia lub zdanie jest sformułowane w taki sposób prostolinijny, ale ten kunszt można poprawić i jestem pewna, że kolejna książka będzie o wiele lepsza, bo ta jest i tak dobra.
Myślę, że to dopiero początek wielkiej przygody, bo wiele wątków nie zostało rozwiązanych i czytelnik zostaje z takim wielkim znakiem zapytania. Dlatego wierzę, że jeszcze otrzymamy kolejną część, która ponownie zabierze w nas cudowny piracki rejs.
(Recenzja dostępna także na sztukater.pl) Spójrzcie tylko na tę okładkę! Jeden rzut oka wystarczył, żebym przeniosła się w czasie do moich nastoletnich lat, kiedy to tęsknie wzdychałam do plakatów „Piratów z Karaibów”. To właśnie wtedy pojawiła się we mnie szczera miłość do pirackich opowieści, do wolności, którą czuli stojąc na rufie statku. Marzyłam o przygodach - o zobaczeniu Krakena, o oglądaniu syren w blasku księżyca i odkrywaniu nikomu nieznanych lądów. Wtedy zupełnie nie interesowały mnie bójki, łupy i grabienie statków handlowych, ale po prostu przymykałam oko na tą część pirackiego życia. Widok okładki „Historii zaginionych wśród fal” sprawił, że nagle poczułam znowu tęsknotę i widziałam, że muszę to przeczytać.
Stefania Mosk zabiera nas w piracką przygodę - taką w „starym stylu”. Przedstawia nam historię z dwóch punktów widzenia. Pierwszy to dzieje kapitana Spratta - człowieka, który uwolniony z pirackiej niewoli postanawia walczyć z piratami w imieniu brytyjskiej korony. W ten sposób zdobywa sławę jako człowiek skuteczny, ale też nieprzekupny i sprawiedliwy. Poznajemy jego losy, patrzymy jak zbiera załogę, jak (mimo trudnych przeżyć) nie traci człowieczeństwa i wrażliwości na drugiego człowieka. Jak to się dzieje, że sam zostaje korsarzem? Drugi punkt widzenia to historia Theo - siostrzeńca Spratta. Theo jest młodym mężczyzną, dziennikarzem, który chce napisać książkę o życiu swojego wuja. Aby to zrobić musi zdobyć dzienniki pokładowe, które kapitan Spratt prowadził i które będą uzupełnieniem treści listów wysyłanych przez niego do siostrzeńca. Theo postanawia odnaleźć starych członków załogi wuja i z ich pomocą zdobyć brakujące materiały.
To tyle o fabule, teraz o odczuciach. Cudownie było wrócić do przygodówki, która jest napisana tak barwnie i jednocześnie tak prosto. Historie załogi Spratta i Theo są pełne niesamowitych przygód - morskich potworów, bezwzględnych piratów, zatopionych statków i politycznych manipulacji prosto z Nowego Świata. Są bitwy, są awantury, jest pijaństwo, zabawa, tajemnica. Czego w takim razie brakuje? Dla mnie ta książka jest przede wszystkim za krótka. Chciałabym więcej, chciałabym kolejne tomy. Zwłaszcza, że zakończenie pozostawia ogromny niedosyt.
Bohaterowie są barwni i mimo że jest ich tutaj wielu, to każdy ma swój charakterystyczny rys. Śmiałam się z ich żartów i płakałam po ich stracie. Zaangażowali mnie emocjonalnie, choć są odrobinie wyidealizowani. Cały czas czekałam, aż Autorka pokaże nam jakieś prawdziwie niecne działanie, szukałam zdrady - jakieś rysy na wizerunku tej idealnej drużyny. Nie znalazłam jej, ale i tak Autorce udało się jednym momentem złamać moje serce. Podoba mi się sposób w jaki sportretowane są kobiety w „Historiach (…)”. Są niesamowicie różnorodne, od szlachcianek wysoko urodzonych z nienagannymi manierami, przez służące i damy do towarzystwa niestroniące od alkoholu, aż po niezależne piratki, które sieją postrach na morzach. I dla każdej z nich znalazło się miejsce, żadna nie jest gorsza, żadna nie jest lepsza. Po prostu są i pomagają sobie nawzajem. Naprawdę piękny obraz kobiecego siostrzeństwa w książce, która mimo wszystko jest raczej o mężczyznach. Urzekły mnie słowa z ostatnich stron książki i pozwolę je sobie zacytować: „Oni w przeciwieństwie do tamtych, nie udają kogoś, kim nie są. Mówią wprost, kim są, czego chcą, i biorą to, nie ukrywając się z pozorami. Powiedziałbym, że to wszyscy inni są szaleni. Spójrz jeszcze raz, czy aby na pewno ludzie dookoła ciebie są szaleni?”
To może i nie jest wybitna książka, która ma zmienić Wasze życie, ale jeśli tylko kochacie piracką wolność to warto ją poznać. Dla jej klimatu, bohaterów i przypomnienia, że morze wita każdego z otwartymi ramionami. Dziękuję, że mogłam ją przeczytać. Sic parvis magna, moi drodzy. E.A.W.
Dla niektórych film z dzieciństwa to na przykład “Akademia Pana Kleksa”, bajka jak “Kubuś Puchatek”, czy “Muminki”. Tymczasem ja wychowałam się na “Piratach z Karaibów” i powiem wam, że znam te filmy na pamięć, a po latach nadal oglądam je z wielką przyjemnością. Kiedy tylko została mi przedstawiona książka "Historie zaginione wśród fal", w której mogłam odnaleźć piracki klimat, to możecie sobie tylko wyobrazić moje podekscytowanie!
Charyzmatyczni bohaterowie, mnóstwo przygód i nawet postać Czarnobrodego!! Jest to mała książeczka pełna akcji, która pisana jest z dwóch perspektyw, co dodatkowo urozmaica czytelnikowi wrażenia z czytania. Ja bawiłam się świetnie zarówno przy czytaniu historii kapitana Spratta, jak i w perspektywie której podążaliśmy razem z jego bratankiem śladami kapitana. Jest to ten typ książek, którego mam wrażenie. że bardzo brakuje na rynku, przynajmniej ja nie spotkałam się z dużą ilością książek na temat takiej właśnie fantastyki. Jeśli macie do polecenia coś co obraca się w klimatach morsko-pirackich, to koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! Bardzo podoba mi się w tej powieści to, iż tam nie skupiamy się na jednym bohaterze, czy zgłębiamy się w psychologię którejś z postaci, a poznamy każdego po trochę. Niektóre postaci są dość tajemnicze i samemu można domyślać się co taka osoba ma za uszami, co w mojej opinii bardzo temu rodzajowi powieści służy. Jest to typowa powieść przygodowo-akcyjna, w której wydarzenia dominują nad rozwojem postaci, co ma swoje plusy i minusy. Jeśli już o tym mniej pozytywnych rzeczach, to rozczarowała mnie końcówka, bo nie było w niej żadnych fajerwerków, a samo napięcie raczej opadło. Fajna zabawa, ale mocno jednorazowa. Podsumowując, ja cieszę się, że miałam możliwość przeczytać historię stworzoną przez Panią Mosk. Jeśli lubicie tego typu opowieści, to zainteresujcie się Historiami, ale myślę, że nie jest to książka uniwersalna, dla każdego.