Gorący romans z motywem grumpy & sunshine na australijskiej farmie.
Kiedy Noah spotyka Sky ― tak mógłby brzmieć tytuł komedii romantycznej. Albo pierwsze zdanie w książce o wielkiej miłości. Tymczasem, kiedy tych dwoje spotyka się po raz pierwszy, dziewczyna jest w desperacji. Dopiero co przeleciała przez pół świata, doświadczyła największego jetlaga w historii i przekonała się, że jej wielkie australijskie marzenie o fascynującej pracy na antypodach legło w gruzach, jest więc po prostu wściekła. A tu jeszcze przystojny koleś w drogim garniturze wrzuca jej do kubka po kawie dziesięć dolarów. Jak żebraczce. Litując się nad Sky, Noah nie ma pojęcia, że drobnym gestem dobrej woli prowokuje los. I wcale nie jest zadowolony, gdy zauważa obdarowaną pieniędzmi "żebraczkę" przed bramą swojej farmy...
Jaką tajemnicę skrywa Noah? Dlaczego jego serce jest całe w bliznach?
Co zrobi urocza Sky, kiedy się o tym dowie?
Czy tych dwoje będzie w stanie oprzeć się wzajemnej fascynacji?
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Wiedzieliście, że kangury, te słodkie zwierzątka z torbą na brzuszku mogą być szkodnikami i niszczyć ludziom płoty? Ja też nie, tak samo, jak Skylar, czyli główna bohaterka “Noah. Aussie Brothers” od Karoliny Zielińskiej. Kiedy dziewczyna trafia do gorącej Australii, jest przekonana, że rozpocznie spokojną pracę jako fotografka w dużym australijskim mieście. Los jednak jej nie sprzyja, bo okazuje się, że ogłoszenie, na które aplikowała, jest nieważne i z firmy odesłano ją z kwitkiem. Pochodząca z Portland Sky, oficjalnie została z niczym i to na drugim końcu świata. Postanawia jednak na szybko znaleźć prace w kraju kangurów, ale jedyną ofertą, jaką udaje jej się zdobyć, jest praca na farmie. Na prawdziwej farmie, takiej z owcami i końmi, na której pracodawca zapewnia nocleg i wyżywienie. Oferta idealna! Jaki jest więc problem? Skylar konia widziała raz w życiu jako dziecko, kiedy tata zabrał ją na festyn, a teraz ma się nimi zajmować. To jednak nie zapowiada się jedynym problemem dziewczyny, ponieważ okazuje się, że jej szefem ma zostać pewien gburowaty mężczyzna w ciemnoszarym garniturze, który tego samego dnia, wrzucił do jej kubka trzydzieści dolarów. Noah Harris, przystojny, sarkastyczny farmer z Wamuran przechodząc po mieście, uznał, że stojąca przy automacie dziewczyna, jest żałosną żebraczką, a teraz, o ironio, będzie jej płacił prawdziwe wynagrodzenie. Praca na farmie zapowiada się dla Sky niezłym wyzwaniem, chociaż jeszcze większym, okaże się ciągła obecność jej nowego szefa... Genialnie napisana książka z motywem grumpy and sunshine, slow burn i różnicą wieku. Jej bohaterowie, Skylar i Noah, są zupełnymi przeciwieństwami. Ona jest jak promyczek oświetlający radością wszystko wokół, trochę niezdarna i roztrzepana, a on niczym ciemne, burzowe chmury, jest powściągliwy, uparty i działa według ściśle określonych zasad. Wspólna praca na farmie daje im wiele możliwości na spędzanie razem czasu, co często kończy się pozornymi sprzeczkami. Ich ciągłe przegadywanie i sarkastyczne żarty, nie raz wywoływały u mnie niekontrolowaną salwę śmiechu. Humor zawarty w tej książce trafił w moje gusta idealnie. Bohaterowie świetnie posługiwali się sarkazmem z czego wychodziły naprawdę niezłe żarty. Do tego kwitnący między nimi gorący romans, aż palił moje serce. Powoli rozwijająca się, zakazana relacja, sprawiała, że kiedy już do czegoś doszło, miałam ochotę krzyczeć z radości. Jednak oprócz ciepłej, pełnej humoru historii romantycznej, książka porusza też ważny i ciężki temat PTSD. Noah, zanim osiadł na farmie służył w armii, biorąc udział w wojnie w Afganistanie. Wydarzenie, które mężczyzna przeżył znacząco odbiły się na jego zdrowiu psychicznym. Mimo terapii wciąż zmaga się z koszmarami i wspomnieniami z czasów wojny. Chociaż ta fizycznie dawno się już skończyła, Noah wciąż nie odzyskał pokoju. Nieustannie dąży do przywrócenia do służby, by pomścić wszystkich, którzy pod jego dowództwem zaznali cierpienia. Jednak czy podczas podejmowania decyzji o powrocie do wojska wygra wojnę z największą rywalką, z jaką przyszło mu się mierzyć? Czy chęć zemsty będzie silniejsza niż miłość pojawiająca się na horyzoncie? Naprawdę świetnie się bawiłam przy tym tytule. Dużo radości i śmiechu, ale też sporo wzruszenia i trochę smutku. Zdecydowanie po przeczytaniu tej książki stałam się fanką kowbojskich klimatów i Australii. Z niecierpliwością czekam, by poznać koleją historię napisaną z rąk autorki [współpraca recenzencka wydawnictwa Editiored]
Kolejne zaskoczenie tego roku - bardzo fajna książka! Niby fabuła dość banalna, ale niektóre wątki naprawdę poważne i fajnie, że autorka je poruszyła - dzięki temu się dowiedziałam czegoś więcej o PTSD.
Ponad rok temu po raz pierwszy zapoznałam się z twórczością Karoliny Zielińskiej. Miałam okazję recenzować jej książkę „Miłość ma Twoje imię”. Spodobał mi się wtedy styl autorki, kreacje bohaterów i tematy poruszone w powieść. Gdy zobaczyłam więc post z zapowiedzią kolejnej historii od Karoliny Zielińskiej, wiedziałam, że koniecznie muszę się z nią zapoznać. Tak oto w moje ręce trafił „Noah” – pierwszy tom serii romansów osadzonych w upalnej Australii.
W najnowszej książce autorki dostajemy takie motywy jak: „słoneczko i gburek” (ang. grumpy x sunshine), romans z szefem i powolnie rozwijające się uczucie (ang. slow burn). Muszę przyznać, że od początku byłam zaintrygowana tą mieszanką, jednak już w połowie książki miałam wobec niej mieszane uczucia. Nie polubiłam się z Noah i to niestety odbiło się na mojej sympatii do wątku romantycznego. Rozumiałam postępowanie bohatera i szorstkość jego charakteru, ale i tak niektóre rzeczy, które mówił, czy robił Sky sprawiały, że w mojej głowie zapalała się czerwona lampka. Noah jest skomplikowaną postacią z traumatyczną przeszłością, którą można pokochać, albo znienawidzić – nie ma nic pomiędzy. Na uwagę na pewno zasługują opisy wydarzeń z jego służby wojskowej. Nie miałam jeszcze okazji czytać romansu, w którym wspominanoby o zespole stresu pourazowego i jestem wdzięczna autorce, że dzięki niej mogłam choć trochę zapoznać się z tym tematem. A research w tej powieści to kolejny z jej plusów. Czytając „Noah”, można poczuć na swojej skórze ciepło australijskiego słońca i sporo dowiedzieć się o kraju kangurów. Dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam od książki, której akcja ma miejsce w Australii.
Drugą główną bohaterką „Noah” jest Sky, czyli amerykanka, która w pogoni za marzeniami zawędrowała aż na drugi koniec świata. Wraz z postępem fabuły obserwujemy jej przemianę – zdobywanie pewności siebie. Skylar jest postacią ze specyficznym charakterem, który nie każdemu przypadnie do gustu. Niektóre jej wewnętrzne monologi mnie bawiły, inne lekko irytowały.
Uczucie między bohaterami rozwija się powoli. Książkę także czytało mi się wolno – ze względu na jej sporą objętość i czcionkę, która w żaden sposób nie ułatwia szybkiego czytania. Moim zdaniem powieść mogłaby być odrobinę krótsza.
„Noah” to niestety nie jest typ romansu, po który najczęściej sięgam. Jestem jednak przekonana, że powieść znajdzie swoich faworytów.
„Noah” czyli moje styczniowe odkrycie dawki genialnego humoru, słownych przepychanek i klimatycznej Australii!
No słuchajcie przepadłam. Dla mnie ta książka to takie wszystko to co kocham w romansach. Było przezabawnie (tutaj autorka totalnie trafiła w mój humor), był taki przyjemny cringe, ale w to wszystko zostały wplecione poważniejsze tematy.
Przede wszystkim książka opiera się na jednym z moich ulubionych motywów czyli grumpy&sunshine. No kocham! W „Noachu” macie australijskiego gbura, ze skłonnościami do bycia bucem (totalnym bucem😂), a po przeciwnej stronie kompletnie postrzeloną Amerykankę z Portland, której wewnętrzne monologi wygrywają wszystko.
No trochę się pozachwycam, ale ja się naprawdę tak GENIALNIE bawiłam, że zdecydowanie przeczytam ją kiedyś jeszcze raz.
Przede wszystkim jest to też mega fajna odskocznia od biurowych romansów, bo tutaj akcja wydarzeń rozgrywa się na australijskiej farmie, na którą trafiła totalnie przypadkowo i nieplanowanie, Sky. Sky niezbyt ogarnia pracę przy sianie i zwierzętach, a Noah totalnie ją musztruje.
No i poza genialnym humorem mamy tutaj zderzenie z wojenną rzeczywistością, a raczej powojenną, bo Noah jest weteranem. Był w armii Kapitanem i obecnie mierzy się ze stresem pourazowym i obsesyjną wręcz chęcią powrotu na front. A z kolei ze strony Sky pojawia się temat bycia tym „rozczarowującym dzieckiem porażką”, które musi na każdym kroku udowadniać, że jest czegoś warta, że jest tak samo świetna jak swoja siostra.
Świetnie połączona lekkość i zabawna część z takimi życiowymi tematami.
Ah i ten slow burn i smsowe randki przez okna. 🔥
Ja totalnie, TOTALNIE polecam i kocham. Czekam na drugi tom. 🥹
Spotkanie tych dwojga nie należy do najprzyjemniejszych. Śmiem twierdzić, że oboje woleliby raczej o nim zapomnieć. Sky przyleciała do Australii, miała dostać świetną pracę, zacząć życie od nowa. Jednak już na samym początku jej idealny plan legł w gruzach. Dowiedziała się, że oferta pracy na którą aplikowała i dzięki której znalazła się w tym miejscu była wynikiem błędu. Musi teraz szybko coś wykombinować. Nie może przecież wrócić z podkulonym ogonem i wysłuchiwać mądrości rodziców. Niespodziewanie na jej drodze pojawia się Noah... który nie pokazał się o najlepszej strony. Pochłonięty rozmową nie zwraca uwagi na otoczenie, przez co myli dziewczynę z żebraczką i wrzuca do jej pustego kubka po kawie dziesięć dolarów. Los jednak płata im figla. Noah nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek spotka dziewczynę, a już tymbardziej pod swoją bramą... Sky także myślała, że na jej drodze nie pojawi się już ten Zwierz, tymczasem okazuje się on jej nowym szefem... Jaką tajemnicę skrywa Noah? Dlaczego jego serce jest całe w bliznach? Czy tych dwoje będzie w stanie oprzeć się wzajemnej fascynacji?
Gdy pierwszy raz zobaczyłam zapowiedź do tej książki wiedziałam już, że muszę ją mieć. No bo jak mogłabym przejść obok motywu grupmy x sunshine i mojego ukochanego age gap? Odpowiedź nasuwa się jedna. Nie mogłam. Dodatkowo ten klimat australijski no i sam Noah, który mierzy się z demonami przeszłości. Nic więc dziwnego, że książka znalazła się na mojej półce. I wszystko byłoby super, gdyby nie czcionka, przez którą bardzo trudno było mi się wczytać w historię. No ale gdy już to zrobiłam i przestałam zwracać na to uwagę to płynęłam przez kartki i nim się obróciłam to czytałam ostatnie rozdziały, które trzymały mnie w napięciu do samego końca. Słowne przepychanki między Sky i Noah sprawiały, że nie mogłam przestać się uśmiechać. Uwielbiam, gdy bohaterowie się docierają najpierw na jednej płaszczyźnie zanim pojawią się głębsze uczucia. A z każdym rozdziałem chemia między bohaterami była coraz mocniejsza i już nie mogłam się doczekać, gdy znajdzie ujście. Nie zliczę ile razy miałam rumieńce na twarzy, a motylki w brzuchy podrywały się do lotu.
Spodziewałam się lekkiego, szybkiego romansu, opartego na konkretnych schematach, a dostałam historię, która ma głębsze przesłanie i skłania czytelnika do zatrzymania się i zastanowienia nad pewnymi sytuacjami. Nie zrozumcie mnie źle, to było cudowne. Mając tyle nowości na rynku, świetnie jest czuć się zaskoczonym. I świetnie jest odczuwać potrzebę czytania, dopóki nie dojdzie do końca historii.
Autorka zapewniała nas, że to będzie emocjonalny rollercoaster i szczerzę muszę przyznać, że miała rację.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Karoliny i na pewno nie ostatnie. Świetnie wykreowała bohaterów i cały świat dbając o najdrobniejsze szczegóły, więc nic dziwnego, że sama miałam wrażenie, jakbym znajdowała się na ich farmie i obserwowała jak z dnia na dzień mury, które Noah wokół siebie postawił zaczynają powoli pękać, a to za sprawą niepozornej Sky.
Nie mogę się doczekać kontynuacji tej serii, bo patrząc na #1 będziemy mieli kolejne tomy prawda?!
Rozpoczynając tę książkę miałam co do niej dosyć spore oczekiwania, które jak najbardziej zostały spełnione. Karolina wprowadziła nas w gorący australijski klimat, który na długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Dodatkowo pióro autorki jest bardzo przyjemne przez co naprawdę dobrze czytało mi się tę książkę.
Akcja rozpoczyna się w momencie, w którym Sky dowiaduje się, że ogłoszenie w sprawie rekrutacji do nowej pracy, jest pomyłką. Dziewczyna zostaje na nowym kontynencie bez pracy oraz z ograniczonym budżetem, więc aby nie wrócić do rodziny i jej nie rozczarować znajduje pracę na farmie. Razem ze Sky czytelnik przeżywa wspaniałe oraz te nieco gorsze chwile, dzięki którym może poznać wygląd życia w gospodarstwie.
Fabuła była naprawdę świetna, jednak rzeczą, która zdobyła moje serce, jest zdecydowanie kreacja bohaterów. Jestem pełna podziwu jak genialne postaci stworzyła autorka, a szczególnie postać Noah. Mężczyzna jest weteranem wojennym, który na wskutek PTSD (zespołu stresu pourazowego), postanowił zająć się farmerstwem. Wielokrotnie doświadczamy bardzo silnych emocji, które towarzyszą mu podczas nawrotu wspomnień z pola bitwy i rzeczywiście możemy odczuć jak ogromny wpływ mają na niego. Można powiedzieć, że chociaż Noah wyszedł z wojska, to wojsko nie wyszło z niego i dalej ma ogromny wpływ na jego życie codzienne. Dodatkowo mężczyzna dalej marzy o powrocie do wojska i za wszelką cenę nie chce odpuścić. Sky również jest świetnie wykreowaną bohaterką i pomimo, że praktycznie zawsze jest uśmiechnięta i radosna, to również ma swoje demony, które lubią ją nawiedzać. Początkowo trochę nie mogłam się do niej przekonać, bo była dla mnie nieco potocznie mówiąc „szurnięta”, ale później polubiłam ją i nawet pasowało mi, że jest taka, jaka jest.
Bardzo podobał mi się też rozwój relacji głównych bohaterów. Początkowy etap ich więzi trzymał mnie w ogromnym napięciu i wyraźnie było czuć występujące pożądanie. I kiedy Noah i Sky przestali się w końcu hamować miałam ochotę po prostu skakać ze szczęścia, ponieważ w pewnym momencie te napięcie było nie do wytrzymania.
I chociaż książka w głównej mierze opowiada o życiu na farmie i rzeczami z tym związanymi, wbrew pozorom wcale nie jest lekka. A to dlatego, jak już wcześniej wspomniałam, m.in. przez wspomnienia Noah. Przebłyski wydarzeń z wojny są bez wątpienia dokładnie opisane oraz są naprawdę brutalne i niejednokrotnie bardzo krwawe. Dlatego raczej odradzam czytanie, jeżeli ktoś jest wrażliwy na takie rzeczy jak np. śmierć, śmierć dzieci, rozlew krwi, brutalne traktowanie.
„Noah. Aussie Brothers” to naprawdę świetna książka, na której bawiłam się znakomicie i na pewno jeszcze przez długi czas będę ją miło wspominać. Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę, jednak najpierw upewnijcie się, czy będzie ona dla was odpowiednia i nie przeszkadzają wam takie rzeczy, jak np. te które wymieniłam wyżej.
Sky marzyła o pracy na antypodach, lecz jej marzenie legło w gruzach, nie pomaga w tym facet, który wrzuca do kubka po jej kawie dziesięć dolarów , gest który miał być symbolem dobrej woli prowokuje los...
Chyba pierwszy raz w życiu przeczytałam książkę w której akcja rozgrywa się na farmie, było to niesamowitym doświadczeniem i już teraz wiem, że napewno sięgnę po książki o podobnej tematyce. Zacznę od tego, że wspomniane miejsce jest przedstawione w przepiękny sposób, aż sama momentami chciałam się do niego przenieść.
Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny i świetnie łączy w sobie różną galerię scen, przez co podczas czytania nie da się nudzić, a wręcz z niecierpilowością wyczekuje się momentu, aby ponownie zagłębić się w ten świat.
Relacja bohaterów rozwijała się stopniowo, od początku nie widziałam w niej żadnych wymuszonych i niezgranych elementów, wydawała się bardzo autentyczna, a w połączeniu z age gap i grumpy and sunshine byłam nią wręcz oczarowana. Serce Noah jest pokryte wieloma bliznami, przez co więź postaci wydawała mi się bardziej emocjonalna.
Mogło by się wydawać, że książka jest idealnym wyborem na rozluźnienie i odpoczynek, porusza ona nataomiast ciężkie tematy, które choć są świetnie przeplatane z tymi napawącymi serce miłością, potrafią niejednokrotnie wywołać w czytelniku wiele negatywnych emocji, gdyż wspomnienia Noaha z wojny nie są łatwą sprawą do przyswojenia nawet wtedy, gdy tylko o tym czytamy.
"Noah" jest powieścią, która zabierze was w pełną emocji drogę, gdzie spędzicie niezapomniane chwilę na pięknej australijskiej farmie z równie niesamowicie wykreowanymi postaciami, pokazującymi, że miłość potrafi człowieka uratować i pokazać świat w pełni jego barw.
Od pierwszych stron wciągnęłam się w historię Sky i wiedziałam już, że będzie to dobra książka. Trafiamy do Australii gdzie spotykamy dwudziestoparoletnią dziewczynę, pochodzącą z Portland. Deszczowe, zimne dni zamieniła na ciepłe zimy i bardzo gorące wiosny. Przez dziwne zrządzenie losu okazuje się, że firma do której przyjechała pracować wcale nie szuka nowego pracownika, przez co zostaje na lodzie, tysiące kilometrów od domu.
Bez dachu nad głową, pracy i pieniędzy ląduje na farmie pewnego gbura. Już przed bramą dochodzi u tej dwójki do ostrej wymiany zdań i natychmiastowego spięcia. Gdyby nie szybka reakcja Grace (swoją drogą-złota kobieta) Sky zostałaby odesłana z kwitkiem. Od tego momentu mieszka na farmie i próbuje wdrożyć się we wszystkie procedury. Przepięknie utrzymany jest tutaj sielski klimat, wśród licznych zwierząt gospodarskich i rozległych terenów.
Uwielbiałam utarczki słowne pomiędzy Sky i Noah, przysięgam, że nigdy aż tyle razy nie śmiałam się na żadnej książce. Dosłownie w randomowych momentach wybuchałam śmiechem. W późniejszych rozdziałach było już tego trochę mniej, nad czym lekko ubolewałam, jednak wczułam się wtedy bardziej we wnętrza głównych bohaterów. Każde z nich posiada swoje własne demony i tajemnice, z którymi wspólnie zamierzali się zmierzyć. Beztroskie dni zaczęły przybierać poważniejszy obrót, a nasi bohaterowie zaczęli bardziej się poznawać i zbliżać do siebie.
Przeurocza, zabawna i miejscami pikantna książka, która skradła moje serce od samego początku. Pokochałam naturę Noah, jego skrywaną głęboko wrażliwość, wielką odwagę oraz poświęcenie. Mocno chwyciła mnie za serce historia tej dwójki i liczę na więcej.
W książce Karoliny Zielińskiej pierwszy raz w życiu poczułam, że osoba, która ma być grumpy jest naprawdę grumpy. W końcu nie czułam, że jest to trochę naciągany/udawany motyw. Noah na początku jest SERIO zrzędą– takim, że aż go nie lubiłam.
Historia Sky i Noaha jest bardzo wciągająca. Kreacja bohaterów oraz relacje rodzinne bardzo przypominają mi moje ukochane "Bez skazy". Tempo akcji nie było szalone, co dodawało tej historii autentyczności – w końcu dzieje się na przestrzeni kilku miesięcy.
Niejednokrotnie mnie wzruszyła i pięknie przekazywała budowanie relacji, przysłowiowe stawanie na nogi, uniezależnianie się czy walkę z własnymi słabościami.
Powoli rozwijające się uczucie, trudne relacje, trauma z przeszłości, poświęcenie i humor – to wszystko znajdziecie w tej powieści.
Kowbojów nie ma tu za dużo (zresztą w Australii nie ma przecież kowbojów!!!), ale klimat farmy jest wspaniały! Kocham takie motywy i pani Karolina idealnie trafiła w mój gust. Z kolei pojawia się tutaj też motyw wojska i służby, co było dla mnie zaskoczeniem – jednak w zeszłym roku książka z takim motywem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i szukam teraz tego motywu w literaturze (tak dla urozmaicenia od kowbojów).
"Noah. Aussie Brothers" nie zostanie co prawda moim ukochanym romansem – zabrakło mu tego CZEGOŚ – jednak bez wyrzutów sumienia mogę uplasować go w górnej półce wyróżnień. Z pewnością długo będę wracać myślami do historii tej dwójki i z niecierpliwością będę wyglądać drugiego tomu.
Gdy Sky leciała z Ameryki do Australii, nie spodziewała się, że czeka ją rok, który zmieni wszystko w jej życiu. Była pewna, że dostanie wymarzoną pracę i rozpocznie nowe życie z dala od rodziny, którą kochała i jednocześnie nie potrafiła być z nimi blisko. Całe życie czuła się niedoceniania, jakby była porażką, zawodem, wielkim rozczarowaniem. Szczególnie w porównaniu z siostrą, którą rodzice uznawali za doskonałą, idealną. Była przykładem tego złotego dziecka, które spełnia każde z wymagań. Sky niestety nawet nie mogła o tym marzyć, jakby od urodzenia została skazana, na bycie tą gorszą w oczach ojca i matki.
Dlatego wyjechała ze swojego kraju, mając nadzieję, że gdzieś indziej będzie w stanie odnaleźć siebie. Marzyła, że w końcu będzie szczęśliwa. Nie wiedziała jednak, że los szykuje dla niej jeszcze wiele przeszkód, z którymi będzie musiała sobie poradzić, zanim pozwoli jej na szczęście. Przeleciała pół świata tylko po to, by dowiedzieć się, że nie otrzymała stanowiska, na które aplikowała. Jakby tego było mało, to gdy załamana zastanawiała się co robić, to została potraktowana jak żebraczka. Niezwykle przystojny mężczyzna wrzucił do jej kubeczka 30$ i odszedł, nie przejmując się jej protestami. Poczuła się wtedy okropnie.
Wiedziała jednak, że nie może się tak łatwo poddać. Nie wróci do domu, nie pozwoli rodzinie zobaczyć jej porażki. Musiała jak najszybciej znaleźć pracę. Byle co, aby tylko jak najszybciej zacząć. I tak wyglądała na farmie oddalonej o 7 km od najbliższego miasta. A jej szefem został mężczyzna, którego spotkała wcześniej. Gdy wrzucił jej pieniądze do kubeczka.
Najgorsze jednak jest to, że nie jest on wyrozumiałym, miłym człowiekiem, a jego zachowanie wobec pracownicy przekracza wszelkie granice. Sky, mimo że bardzo się stara, to nie potrafi go zrozumieć. Dlaczego jest tak okropny wobec niej? Tak zimny, tak ostry? Dlaczego każdego dnia jego słowa tną jak brzytwa?
Noah, przeżył ogrom bólu i cierpienia, to człowiek twardy, uparty, niezwykle ostry i szorstki. Nawet Sky z natury pogodna i entuzjastyczna nie jest w stanie poradzić sobie z takim traktowaniem. Bardzo szybko ma serdecznie dosyć pracy na farmie, jednocześnie zaczyna zauważać w swoim szefie przebłyski. A jej serce z każdym kolejnym dniem bije coraz szybciej na jego widok. Między nimi pojawia się ogniste pożądanie, płoną nocą, a w ciągu dnia mężczyzna ją gasi.
Ich relacja jest trudna, ale jednocześnie okrutnie uzależniająca. I choć nie raz byłam oburzona zachowaniem Noah, to z każdym kolejnym przebłyskiem jego przeszłości, coraz bardziej go rozumiałam. To, co on przeżył, było okrutne. I bez odpowiedniego leczenia, bez lat pracy nad sobą nie da się opanować tych wszystkich okropnych uczuć. PTSD, które dosłownie zżera Noah od środka, nie pozwala mu prawdziwie cieszyć się życiem. Ogrom bólu i cierpienia, z którym każdego dnia musi się zmagać, rozrywa serce.
To nie jest jeden z tych toksycznych mężczyzn, który jest taki, bo tak, bez żadnej sensownej przyczyny. Tak, to okropny gbur, cham, byłam pewna, że nie będę w stanie go polubić, że jego zachowanie skutecznie mnie odstraszy. Ale myliłam się. Gdy tylko dowiedziałam się, dlaczego taki jest, to moje myślenie obróciło się o 180 stopni. Z każdą kolejną stroną, gdy dostrzegałam, jak stopniowo kruszy się mur, który wokół siebie zbudował, odkryłam, że coraz cieplej o nim myślę.
Noah przeżył i widział rzeczy, które wyryły się na jego psychice. Wspomnienia dręczą go każdej nocy, nie pozwalając mu spać. Ma koszmary, które mrożą krew w żyłach, które rozdzierają go na nowo, znów i znów. Bez ustanku. Nie potrafi zapomnieć. Nie chce zapomnieć. Ukrywa to, co tak naprawdę kryje się w jego sercu. Musi być silny. Musi być twardy.
Nawet przed samym sobą nie jest w stanie przyznać, jak bardzo potrzebuje pomocy.
Dopiero gdy poznaje on drobną, pełną energii Sky to w ich relacji odnajduje ukojenie. Nie od razu, nie natychmiastowo, ale stopniowo poprzez złość i gniew, które szarpią jego sercem, odnajduje spokój, iskry ciepła, budzi się w nim ogromne pożądanie.
Choć większość rozdziałów pisane jest z perspektywy Sky, to mamy tutaj również rozdziały Noah, co jest doskonałym zabiegiem, bo świetnie pokazuje, co każde z nich odczuwa. Podczas lektury nie sposób jest się nie zaangażować, książkę czyta się wręcz z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać każdego momentu, gdy ze strony mężczyzny pojawi się iskra ciepła. Oczywiście historia opiera się głównie na burzliwej relacji bohaterów i dręczących ich demonach, ale nie jest to jedyny wątek. Poznamy tutaj także kawałek Australii, niewielki, ale jakże urokliwy, życie na australijskiej farmie, a także mieszkającą na niej kochaną Grace, której przeszłość łamie serce.
Nie spodziewałam się, że "Aussie Brothers" będzie książką, która da mi tak wiele. To nie tak, że nie wierzę w umiejętności polskich autorów. Po prostu po opisie spodziewałam się czegoś innego, nie myślałam nawet, jak wiele bólu skrywa się między kartami powieści. Zaskoczyła mnie bardziej, niż jestem skłonna przyznać 🫢 To była świetna lektura, która pochłonęła mnie bez reszty! Zachwyciło mnie nie tylko to, jak dobrze jest napisana ta książka, jak świetnie poprowadzony został wątek miłosny, a także to, że mamy tutaj coś więcej, nie tylko romans.
Styl autorki jest świetny, doskonale wyważony w zależności od momentu w fabule. Jest pełen humoru, nie zabraknie również momentów, gdy ból dosłownie wylewa się z każdego słowa. Książka jest naprawdę dopracowana, co widać już od pierwszej strony. Czuć ten klimat, łatwo jest wyobrazić sobie to miejsce, tych bohaterów, uczucia, które pojawiły się między nimi. Nie zabraknie odniesień do australijskiej kultury, a także smaczków, które świetnie wzbogacają treść.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Karoliny, ale na pewno nie ostatnie. Totalnie ujęła mnie tą historią, swoim piórem, wartościami, które przekazała na kartach powieści. Poruszyła niezwykle trudny temat, z którym mało osób chciałoby się mierzyć. Na początku zastanawiałam się, czy sobie z nim poradzi, każdy kolejny fragment uświadamiał mi, że dołożyła ona wszelkich starań, aby oddać go jak najlepiej. Włożyła mnóstwo wysiłku w reasearch, dzięki czemu „Aussie Brothers. Noah” to książka niezwykle dopracowana, dopieszczona, wiarygodna. Myślę, że jest wielu autorów, którzy powinni wziąć z niej przykład.
Karolina stworzyła silnie angażującą historię, która wzbudziła we mnie mnóstwo emocji. Od śmiechu, poprzez gniew, do smutku i radości. Wręcz z wypiekami na twarzy poznawałam kolejne tajemnice bohaterów, ekscytowałam się wzrastającym między nimi napięciem, a gdy się do siebie zbliżyli, to uśmiechałam się jak głupi do sera. Mimo że nie jestem fanką romansów, to ten był dla mnie czystą przyjemnością. Pokochałam farmę, Noah, Skylar, Grace, Tracera, pokochałam ten fragment Australii.
Jedynym minusem, który skutecznie utrudniał mi czytanie, jest maleńka czcionka, od której aż piekły mnie oczy. Tylko to, nic więcej. Otrzymałam tutaj wszystko, czego spodziewam się po książkach z tego gatunku, a może nawet i więcej? Wciągający romans, tajemnice i bolesną przeszłość, która pozostawiła po sobie ropiejące rany na sercu, ciepło, które je goi, genialny klimat pełen australijskiej flory i fauny. Szczypta humoru, trochę słońca, trochę mroku. Połączenie wręcz idealne, uzależniające jak milo. Aye!
"Staram się nie pokazywać, jak bardzo ucieszyła mnie ta odpowiedź, ale kiedy widzę jego roziskrzone spojrzenie, moje usta same zaczynają się rozciągać w szerokim uśmiechu."
Co powiecie na książkę pełną cudownych motywów takich jak: slow burn, age gap, a do tego jeszcze grumpy and sunshine? Dodajmy do tego jeszcze troszkę trudnych tematów, emocjonalnych retrospekcji i słoneczną Australię... Czy to tylko dla mnie brzmi idealnie? Jeśli jesteście ciekawi cóż to za pozycja, może zawierać tyle cudowności, to nie lećcie jeszcze spać i dajcie mi chwilę, aby zachęcić was do najnowszej pozycji od Karoliny Zielińskiej.
Zanim jednak zacznę... Karola, raz jeszcze dziękuję ci za możliwość, jaką mi zaoferowałaś. Za oddanie w opiekę medialną książki, którą pokochałam całym sercem. Za zaufanie i przede wszystkim... Za niego. Za naszego Kapitana. Ty już doskonale wiesz, jak wdzięczna ci za to wszystko jestem.
W moim obowiązku jest, aby zaznaczyć, że "NOAH" to pozycja dla czytelników pełnoletnich i bardzo was proszę, moi drodzy, trzymajmy się tej ustalonej kategorii wiekowej, bo nie znalazła się ona tutaj bez powodów.
Karolina słynie z bezproblemowego łączenia wątków romantycznych z trudnymi tematami. Myślę, że śmiało mogę rzec, że to taki jej znak rozpoznawczy. Nie zdziwiło mnie zatem to, że również fabuła opowiadająca "NOAH" takie zawiera. Doświadczenie sprzed lat, trauma, z jaką mierzy się główny bohater, a także PTSD, przekładają się na jego zachowanie. Agresja, którą obdarza większość osób, jest w głównej mierze wynikiem jego bolesnych i traumatycznych doświadczeń, ale w żadnym wypadku go nie definiuje. Noah naprawdę bywa słodkim gburkiem, a już z całą pewnością skrywa w sobie wiele opiekuńczości i troski. To, co zasługuję na ogromne wyróżnienie, to sposób, w jaki autorka przedstawiła nam jego przemianę. Nie była ona nagła, następowała stopniowo wraz z otwarciem się przed Sky i dopuszczeniem jej nie tylko blisko siebie, ale również do swojego serca. Uwielbiam tego typu zabiegi w książce.
Natomiast jeśli chodzi o Sky, to dziewczyna, która pomimo trudnych życiowych momentów, walczy o siebie dalej. To typowe słoneczko wpuszczające do całej pozycji świeżości i ogromnej dawki humoru oraz radości. Sky pomimo swojego radosnego usposobienia, również mierzy się ze swoimi wewnętrznymi demonami, które próbują wypłynąć na wierzch, a trudne relacje z rodziną niczego jej nie ułatwiają. Ich relacja z początku nie należy do tych, którymi chciałoby się żyć całą dobę. Noah nastawiony jest do niej negatywnie, choć Sky, prawdę mówiąc, niczym nie zawiniła. Nic więc dziwnego, że motyw grumpy and susnhine odgrywa tu tak ogromne znaczenie, a hate-love idealnie go uzupełnia. To, co tworzy się pomiędzy nimi, następuje małymi kroczkami, co rusz zaskakując czytelnika nowościami. Burzliwe dialogi, cięte riposty i przezwiska, które roztapiają serce, to tylko część z tego, co może otrzymać w tej barwniejszej części książki.
Nie mogę również nie wspomnieć o retrospekcjach głównego bohatera. To całą pewnościa jedne z najmocniejszych i najbardziej emocjonalnych fragmentów tej pozycji. Trudno mi było przez nie przebrnąć, przyznaje z ręką na sercu. Jednak nie jest to spowodowane tym, że coś zostało źle napisane,a wręcz przeciwnie. Karolina zadbała o to, aby nie tylko przedstawić nam jego wspomnienia, które są znaczące w catej tej historii, a porwać nas całkowicie i stać się tego częścią Opisy, choć drastyczne są niezwykle rzeczywiste, a to przekłada się na wylanie litrów łez i zagryzania pięści, gdy wręcz ma się wrażenie, że ból głównego bohatera staję się Twoim. Z jednej strony nienawidzę tego typu fragmentów - cóż, jestem bardzo wrażliwa - a z drugiej znów wstrząsają mną do takiego stopnia, że nie potrafię przestać ich analizować To w jak fenomenalny sposób zostało to tu ujęte, zrozumie tylko ten, który to przeczyta.
"NOAH" To w głównej mierze gorący romans oparty na fantastycznych motywach. To cudownie i powolnie rozkręcająca się historia mitosna w przepięknym australijskim klimacie. To klasyczny slow burn, który wraz z postępem czytania zamianie się w coś niezwykłego. Jednak nie można zapominać o tym, że to również opowieść o bólu, tęsknocie, wyrzutach sumienia. Historia, w której PTSD nosi twoje drugie imię, a traumatyczna przeszłość wciąż się za tobą ciągnie. To książka łącząca doskonały Research, Australijskie ciepło i odrobinę okropnego robactwa. Ah, zapomniałabym... to również kilka kangurów, słodkich zwierzątek żyjących na farmie i nadziei, która umiera ostatnia. A to wszystko pisane piórem tak lekkim i przyjemnie się czytającym, że gdy sięgniesz po tę pozycję, nie zechcesz odłożyć jej, póki nie skończysz jej czytać.
Ja pokochałam tę książkę od pierwszych stron i objęcie jej patronatem medialnym to było spełnienie moich marzeń. Aye, Łobuzy
Noah miał potencjał na naprawdę dobry małomiasteczkowy i farmerski romans. Pomysł na fabułę może i mało odkrywczy, ale już osadzenie akcji w Australii było obiecujące i wyróżniające się. Jak wyszło?
Ta książka ma zasadniczo dwa duże problemy. Pierwszy to główna bohaterka. To klasyczny przykład zakompleksionej damy w opałach, która ciągle narzeka jak to jej zawsze pod górkę i ma niską samoocenę (co potem zmienia się dzięki głównemu bohaterowi, no klasyk). Drugi to brak porządnej redakcji, gdzie ktoś by usiadł i wyciął połowę narracji. Pierwsze 150-200 stron można było śmiało skrócić do 30-50 i wiedzielibyśmy tyle samo. Autorka ma przegadany styl, Noah ma mnóstwo zbędnych opisów, które absolutnie niczego nie wnoszą do fabuły. Co więcej, przez zdecydowaną część książki ta fabuła opiera się na... opisach pracy na farmie. Zamiast budować porządnie postać Sky czy podkręcać chemię między nią a Noah, dostajemy mnóstwo opisów o niczym.
Relacje między bohaterami są tutaj mocno absurdalne. Sky boi się Noah, ciągle go irytuje, nie potrafią się dogadać, ale gdy tylko on podgląda ją z okna i każe sobie wysyłać seksowne selfie, to robi to bez chwili zastanowienia, nawet jeśli chwilę wcześniej myślała, że to jej szef i muszą trzymać dystans. Nie kupuję tego. Wątek Rosie i jej niechęć do ich związku i potrzeba ukrywania się przed nią - wyszło bardzo niefajnie.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam! Przejdźmy do tego, co mi się podobało. Noah jest byłym żołnierzem z PTSD. Ten wątek był ciekawy, jego spojrzenie na wojnę, jego poczucie winy w związku z wydarzeniami z frontu. Żałuję, że autorka nie rozwinęła tego bardziej. Mimo to jest to jeden z lepszych aspektów tej książki.
Sporo w Noah było humoru - choć trochę nierównego. Z jednej strony głupie rozkminy Sky bardzo mi się nie podobały, a z drugiej docinki i sarkazm Noah naprawdę mnie bawiły. Jego warknięcia, złośliwości i suchy, mroczny humor to było to, co podobało mi się w Noah najbardziej. Myślę też, że jego przemiana jako bohatera wyszła nieźle. Od uprzedzonego i wrednego szefa przeszedł do kogoś, na kim można polegać. To było urocze jak na swój niekonwencjonalny sposób dbał o Sky.
Obsadzenie akcji w Australii okazało się tutaj naprawdę dobrym zabiegiem. Moja wiedza na temat Australii ogranicza się jedynie do 5 Seconds of Summer i świadomości, że żyją tam ogromne pająki i jaszczurki. A, no i mają kangury. Nie wiem, czy autorka pisała z doświadczenia czy zwyczajnie pasjonuje się ich kulturą, ale sprawiła, że uwierzyłam w absolutnie wszystko, co opisywała w związku z Australią i zwyczajami tam. To były jedyne opisy, które nie drażniły mnie swoją długością. W tym aspekcie pozytywne zaskoczenie.
Czuć w tej książce jej pierwotne miejsce - Wattpad. Gdyby porządnie ją skrócić i usunąć to co zbędne (opisy, głupie rozkminy Sky na temat koloru odchodów itp.), mielibyśmy o połowę krótszą historię (niech was ilość stron nie zwiedzie, czcionka jest mikro, przy normalnym foncie wyszłoby pewnie z 700 stron), co znacząco wpłynęłoby na jej jakość.
Poza bohaterką, której nie dało się lubić, to była zabawna historia z grumpy szefem i pracownicą z australijską farmą w tle. Nie mogę powiedzieć, że bawiłam się źle. Było lekko, było zabawnie, spędziłam z nią całkiem miło dwa wieczory, ale liczyłam na coś lepszego. Być może sporą rolę odgrywało tu moje nastawienie, bo po zachwalających recenzjach nastawiłam się na coś dobrego, co na pewno mi się spodoba, a niestety trochę Noah minął się z moimi oczekiwaniami.
Przed autorką nadal długa droga, bo za mocno trzyma się typowych dla wattpada zabiegów i zwyczajów. Gdybym nie wiedziała, że jest inaczej, to byłabym przekonana, że Noah jest debiutem.
Polecam czy nie polecam? Sama nie wiem. Książka jest nierówna, sporo mi się podobało, ale równie dużo nie. To jeden z tych tytułów, który musicie sprawdzić sami, by wyrobić sobie zdanie. Ale nie nastawiajcie się na fajerwerki.
"Powoli uchylam powieki i zatapiam wzrok w hipnotyzującej zieleni. O rany, te oczy są jak narkotyk. Nie mogę przestać się na nie gapić."
Sky pojawia się w Australii aby pracować w pracy marzeń. Jednak jej bańka radości szybko znika, gdy okazuję się, że nic z tego. W wyniku błędu doszło do ogromnej pomyłki. Dziewczyna jest zdenerwowana, ale nie zamierza wracać do swojego kraju. Jest zderminowna by pokazać swojej matce, która w nią nie wierzy, że świetnie sobie poradzi i nie wróci z podkulonym ogonem i smakiem porażki na języku. Przez przypadek trafia na farmę. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie Noah, który nie jest zbytnio zadowolony z tej sytuacji. Uważa on, że dziewczyna się do tej pracy nie nadaje i nie potrzebują nikogo nowego.
Jestem oczarowana tym w jaki, sposób autorka wykreowała głównych bohaterów. Sky jest promykiem słońca tam gdzie się nie pojawia emanuje radością. Mimo sytuacji w jakiej się znalazła nie traci swojej własnej iskry. Czasem ma słabsze momenty, ale każdy z nas je ma i to przecież normalne, że nie zawsze jest idealne. Nie zamierza się poddawać i pokazać Noah, że to co o niej sadzi i myśli ją boli. Chcę mu udowodnić, że się myli co do oceny jej samej.
Noah to totalny gbur. I możecie sądzić, że go nie polubicie, ale nic bardziej mylnego. Skrywa pewney sekret, który sprawia,, że jest taki a nie inny. Jednak dla bliskich sobie osób jest w stanie zrobić naprawdę wiele. I czasem demony pewnych sytuacji nie daje o sobie zapomnieć nie ważne jak bardzo chcemy z nimi walczyć. Pewnych rzeczy nie da się od tak zapomnieć i już zawsze pozostawią w naszym sercu i w pamięci trwały ślad. Jednak to od nas samych zależy jak pewne sprawy się potoczą i jaki będzie ich koniec. Bardzo go polubiłam.
To napięcie pomiędzy głównymi bohaterami i wzajemne przyciąganie mimo wzajemnej niechęci było czymś przegenialnym. Nie było to coś sztucznego i wymuszonego. Coś ich do siebie ciągnęło, ale probówali z tym walczyć. Jednak czasem niektóre walki od samego początku są skazane na porażkę. Czy tak było w ich przypadku? Ich relacja była przeprowadzona z wyczuciem. To jak on dbał o Sky i starał się robić wszystko by czuła się w jego obecności komfortowo mnie rozczulało. To jak powoli otwierali się na siebie, jak spędzali ze sobą coraz więcej czasu. Jak mogli na siebie liczyć.
Relacja tej dwójki. była czymś pięknym. To co ich połączyło było czymś niespodziewanym. Nikt się jej spodziewał, że połączy ich jakiekolwiek uczucie. Jednak nie wszystko jest tak kolorowe nam się wydaje i czasem stajemy postawieni przed ciężkimi wyborami i tylko od nas samych zależy jaki będzie ich koniec.
Czasem boimy się postawić na jedną kartę. Bo boimy się tego co nieznane. Nie lubimy jako ludzi iść na głęboką wodę i dowiedzieć się czy to co postanowiliśmy przyniesie nam w przyszłości ten upragniony szczęśliwy koniec. Nasi główni bohaterowie również z takimi rozterkami się zmierzali.
Ta historia od pierwszych stron skradła moje serce. Pokochałam głównych bohaterów, cały klimat Australii. Pracy na farmie, różnicy wieku oraz motywu grumpy x sunshine. Nie brakowało w niej poruszanych trochę cięższych tematów. Do których autorka podeszła z należytą starannością i nie zbagatelizowała tematu. Postacie drugoplanowe również zrobiły genialną robotę.
Zachęcam Was do przeczytania tej historii. Jestem przekonana, że przypadnie ona Wam do gustu. Pamiętajcie tylko, że ta książka jest przeznaczona dla czytelników 18+.
"Noah" czyli pierwszy tom serii Aussie Brothers oraz książka, która zabierze nas do upalnej i pięknej Australii, kraju w którym jak to się mówi, wszystko chce nas zabić... 🤣❤️ Przede wszystkim jesteśmy pod ogromnym wrażeniem tego jak niesamowity klimat autorce udało się stworzyć. Podczas czytania nie miałyśmy problemu aby wyobrazić sobie wszystkie te sceny, które właśnie się działy przy czym stale przez głowę przewijały nam się australijskie obrazy, które znamy ze zdjęć oraz filmów dokumentalnych. Widać, że Karolina Zielińska przed zabraniem czytelników w tę podróż przyłożyła się do reaserchu dzięki czemu w powieści dostrzeżecie także pewne drobne ciekawostki dotyczące tego jakże odległego kraju 😍 bohaterowie również będą postaciami barwnymi, które zapewnią Wam stałą rozrywkę w głównej mierze swoimi przekomarzaniami ale także przygodami jakie będą ich spotykać 😎 Będąc już po lekturze możemy śmiało stwierdzić, że powyższy tytuł będzie piekielnie gorącym romansem z motywem grumpy & sunshine rozgrywającym się na australijskiej farmie 😈 Wg. Nas książka ta zaliczy się do najlepiej napisanych powieści slow burn jakie kiedykolwiek miałyśmy przyjemność trzymać w rękach! Relacja bohaterów rozwija się stopniowo jednakże czuć jak z biegiem historii nawiązuje się pomiędzy nimi nić porozumienia i z czasem przekształca w coś dużo intensywniejszego. Przy okazji chciałybyśmy zaznaczyć, że z naszego Noaha jest nie tylko gbur ale i kawał złośliwej bestii, która uwielbiała być przy tym wredna dla Sky i robić jej różnego rodzaju psikusy jak np. podtykanie pająków wiedząc, że dziewczyna ich nienawidzi 🤣🫣 Sky natomiast jest dobrą, wrażliwą ale i nieco roztrzepaną dziewczyną, która od zawsze traktowana była jako czarna owca rodziny. Przyjeżdżając do Australii chciała swoim bliskim coś udowodnić jednak stała się pewna rzecz, która całkowicie pokrzyżowała jej plany. Co dokładnie przytrafiło się Sky? I jakim sposobem natrafiła na Noaha? O tym przekonajcie się sami, gdyż wg. Nas obok tej historii absolutnie nie można przejść obojętnie 😍 Poza świetnym humorem, który udzieli się również i Wam wprawiając w doskonały nastrój a także poza niegrzecznymi scenami, które Was rozpalą jednak będą napisane nie wulgarnie a ze smakiem poruszone też będą bardzo istotne tematy. Jednym z nich będzie niedocenianie przez otoczenie a także próba sprostowania cudzym wymaganiom. Musimy pamiętać, że najistotniejsze dla nas powinno być własne szczęście oraz zadowolenie z tego kim jesteśmy i co robimy bo jeżeli komuś na nas zależy to zaakceptuje wszystko co nas będzie uszczęśliwiać. Drugim tematem jest PTSD oraz to co je wywołało. Ponieważ nie chcemy Wam spoilerować książki nie powiemy o co chodzi lecz musicie uwierzyć nam na słowo, że autorka dołożyła wszelkich starań abyście mogli się wczuć w pewne zdarzenia i przeżyć to samo co nasz bohater. "Noah" to doskonała lektura, którą polecimy absolutnie każdemu czytelnikowi ceniącemu sobie bardzo dobrze napisane lektury łączące w sobie lekkość pióra autora oraz wysoką jakość oddanego czytelnikowi tekstu ze świetną i nieszablonową fabułą. Oprócz tego otrzymacie perfekcyjne połączenie kapitalnego poczucia humoru z ciężkimi, bardzo życiowymi tematami oraz spicy scenami. My jesteśmy zachwycone! ❤️ Polecamy ogromnie 😍 #musthave #mustread
[współpraca reklamowa] Wydawnictwo EditioRed Prawdę mówiąc już dawno żadna książka nie sprawiła, że nie mogłam się zdecydować czy mi się ona podoba czy nie. „Noah. Aussie brothers” wywołała we mnie skrajne co do niej odczucia.
Sama fabuła była naprawdę okej. Młoda kobieta, wyrusza do odległej Australii, by tam podjąć pracę w renomowanej firmie. Sky chce tym samym pokazać swojej rodzinie, że potrafi sobie radzić w dorosłym życiu , pragnie by rodzice wreszcie dostrzegli, że jest dobrym człowiekiem i zasługuje na ich uznanie i miłość.
Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Ogłoszenie o pracę w AusMedia okazuje się być bujdą, a na dodatek pewien Australijczyk (swoją drogą całkiem przystojny, ale kto by zwracał na to uwagę) wrzuca jej do pustego kubka po kawie kilka dolców. Jak żebraczce.
Zważając na okoliczności, Sky postanawia udać się do agencji pracy. Ma nadzieję na jakąś dobrą pracę, jako fotograf – w końcu przecież o tym właśnie marzyła, wylatując tyle kilometrów do obcej ziemi, zupełnie sama. No dobra, ale przecież wiadomo – wszechświat zawsze ma inne plany i nie byłby sobą, gdyby na jej drodze nie postawił… Noah. Tak dokładnie tego samego kolesia, który wziął ją za pannę lekkich obyczajów. Okazuje się bowiem, że… Sky ma rozpocząć pracę na jego farmie.
Co wyniknie z tej nieoczekiwanej znajomości? Czy Sky podoła wszelkim trudnościom? Do czego doprowadzi wzajemnie pożądanie?
Prawdę mówiąc nadal nie wiem co do końca myślę o tej historii. Przyznam, że o ile mniej więcej do połowy książki nieco się wynudziłam, to wraz z rozwojem relacji bohaterów, coraz bardziej angażowałam się w akcję.
Bohaterzy to w tym przypadku prawdziwi bohaterzy. Mam tutaj oczywiście Noah, który jest byłym żołnierzem. Retrospekcje z wydarzeń, których Noah był nie tylko świadkiem, ale których sam doświadczył na własnej skórze są dowodem na ludzką tragedię. Serce łamie się na myśl do czego w akcie nienawiści są zdolni ludzie. Na wyrządzanie krzywdy nawet tym, którzy niczym, zupełnie niczym nie zawinili. Noah pomimo, że już nie jest aktywnym wojskowym, nadal trzyma w szafie spakowany plecak i stara się wrócić do armii. Pragnie zemsty, na tych, przez których życie i zdrowie stracili jego żołnierze. Jako ich kapitan czuje się winny i w obowiązku, by „wyrównać” wojenne porachunki.
Noah zmaga się naprawdę z wielką traumą, nie jest w stanie poradzić sobie ze wspomnieniami, jakie na co dzień go dręczą. Wojna odcisnęła na nim takie piętno, że staje się on momentami (często nawet nieświadomie) bardzo agresywny i traci panowanie nad sobą.
Sky swoją zaciętością pokazuje, że nie jest tylko pustą lalunią. Dowodzi, że jest młodą silną kobietą, która dopiero odkrywa, czego tak naprawdę oczekuje od życia.
Relacja tej dwójki jest na pewno nietuzinkowa. Początkowa niechęć, przeradzająca się we wzajemną fascynację i pożądanie. On jest tym ponurakiem, który najchętniej wróciłby znów na front, ale czy Sky nie stanie się jego promykiem, który rozświetli jego dotychczasowe życie? Czy ich relacja na pewno będzie na tyle silna by przetrwać?
Na duży plus mogę również zaliczyć tutaj przedstawienie przez autorkę obrazu Australii. Naprawdę sporo szczegółów zostało zawarte w tek książce, dzięki czemu mamy możliwość poznać bliżej tamtejszy klimat.
Styl pisania autorki jest całkiem przystępny i przyjemny w czytaniu, więc całą historię (szczególnie od połowy) czytało mi się całkiem szybko. A końcówka.. powiem tylko tak: dla tej końcówki warto chwycić za ten tytuł.
Mam bardzo mieszane uczucia, co do tej książki. Ale zacznijmy może od początku.
Początek zrobił na mnie BARDZO złe wrażenie. Bardzo mam na myśli naprawdę złe i poważnie zastanawiałam się nad daniem „Noah” DNF. Jednak po kilku dobrych opiniach zdecydowałam się dać jej szansę i ostatecznie cieszę się, że to zrobiłam. Dałam sobie 100 stron na jej być albo nie być, i kolejne 100 na wciągnięcie się w akcję.
Co się wydarzyło przez pierwsze 100 stron? Znienawidziłam głównych bohaterów 😂 Sky i jej gadanie do siebie mnie przerażały, i to nie zmieniło się do końca książki. Jej wewnętrzne monologi były dziwne i zdecydowanie nie zaprzyjaźniłybyśmy się. A Noah? Koszmar… Takiego wieśniaka jeszcze nie widziałam w książce, więc jak mam go polubić i pokochać? No… nie. Do tego sposób w jaki traktował Sky był KARYGODNY. Ona była jego pracownicą, a jego zachowanie to zdecydowanie był mobbing. Czasem miałam wrażenie, że traktuje ją jak niewolnika. Nieważne, jakie przyświecały mu cele, o czym dowiedziałam się później. Te zachowania pojawiały się do końca książki i szczerze? Żadne wytłumaczenie go nie usprawiedliwia. Nie zmienię zdania.
Po 100 stronie akcja całkiem mnie wkręciła. Po 200 nawet bardzo i chciałam skończyć tę książkę. Kiedy relacja między bohaterami zaczęła się zmieniać, a oni sobie ufać - czytało się to dużo przyjemniej. Do tego pov Noah był bardzo fajny i otworzył mnie na jego osobę. Do teraz mam mętlik w głowie z powodu jego postaci, bo jednocześnie go lubię, ale i nie lubię 🫣 (ta druga opcja przeważa). Jego zachowanie po prostu jest jedną wielką czerwoną flagą. Taką, która jakoś nieszczególnie mnie podnieca i nazwałabym go po prostu toksykiem. Do tego w czasie, kiedy już obojgu zaczyna na sobie zależeć - on w nerwach nazywa ją idiotką. Zawsze zwracam uwagę na takie rzeczy i nigdy nie będę na to wyrozumiała.
Dialogi były bardzo słabe. Jest to dla mnie jedna z ważniejszych rzeczy w akcji książki i zdecydowanie zaniżyły moją ocenę. Emocje między bohaterami były, ale kiepsko opisane, stąd często miałam po prostu „mind fuck”. Nie wczuwałam się. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć.
Fabularnie czas bardzo pędził i nie widziałam jego upływu (?) Myślałam, że minęły dwa tygodnie - a tu nagle 4 miesiące. Kiedy to się wydarzyło? Nie wiem. Być może to mały minus, ale jednak.
Z kwestii technicznych - oceniam gotowy produkt. Czcionka była tragiczna. Dlaczego zostało to tak wydane? Kto się na to zgodził 😩 Literki były tak malutkie… Mało brakowało, a potrzebowałabym lupy, aby się doczytać. A umówmy się - nie czyta się przyjemnie tak małej czcionki.
Dobra dobra. Ola, ale ty cały czas narzekasz, a jednak coś ci się podobało. O CO CHODZI. Sama nie umiem tego wytłumaczyć. „Noah” jest po prostu książką, która szybko nie wypadnie mi z głowy. Może to właśnie przez te emocje, na których mi grała. On nienawiści do rozczulenia, a nawet przerażenia i smutku. SMUTne sceny też były całkiem w porządku, chociaż ich akurat wolę nie pamiętać 😆 No i pomysł na fabułę jest świetny. Nie widziałam tego w żadnej innej książce i szkoda, że z takim potencjałem - była po prostu słabo napisana.
Zaczynałam tę pozycję bez żadnych oczekiwań i muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyła.
Noah to ciekawy i złożony bohater. Oschły, szorstki gbur, a nawet bym powiedziała, że dupek do kwadratu. Na samym początku mnie bardzo denerwował, ale im dalej tym większą sympatię do niego czułam, choć niektóre teksty w moim odczuciu mógłby sobie darować. Jego zachowanie ma jednak swoje podłoże, które naprawdę we mnie uderzyło, a czytanie o tym przez co przeszedł bolało. W głębi to naprawdę cudowny mężczyzna o złotym sercu i prawdziwy bohater.
Sky to taki promyczek tej historii. Odważna, szalona przebojowa dziewczyna. Choć także pogubiona i niepewna siebie. Uwielbiam jej temperamenty charakterek. To typ osoby, który po prostu emanuje swoją obecnością i jest wszędzie. Przykro się czytało tym jak przez zachowanie swojej rodziny nie wierzy w siebie, w swój talent i czuje się gorsza.
Motyw grumpy x sunshine został znakomicie poprowadzony. Uwielbia starcia słowne Zwierza i Małej Pchły. Ta dwójka to mieszanka wybuchowa. Ich relacja buduje się w bardzo wolnym tempie, choć iskrzy między nimi od samego początku. Noah i Sky to pochodzące z dwóch odległych światów zupełne przeciwieństwa, które przyciągają się jak dwa magnesy. Szef i jego pracownica, którzy na każdym kroku stawiają się sobie. Ich relacja jest trudna. Pełna namiętności i pożądania, ale także uczuć i wzajemnego zrozumienia. Ta dwójka potrzebowała siebie. Noah pomógł Sky uwierzyć w to, że jest wyjątkowa, a ona pomogła mu przestać żyć przeszłością.
Ta historia wzbudziła we mnie wiele skrajnych emocji. Nie brakowało zabawnych momentów i śmiechu, ale także dużego wzruszenia, smutku i bólu. Szczególnie bolesne były wspomnienia Noah z czasów wojny. Ale także rozmyślania Sky na swój temat. Pełne humoru przepychanki słowne głównych bohaterów przeplatają się tu z bardzo gorącymi scenami oraz trudnymi tematami, takimi jak odrzucenie przez rodzinę i nieprzepracowane traumy.
Przypadł mi do gustu styl pisania autorki. Jest bardzo przyjemny i lekki. Jest to moja pierwsza styczność z jej piórem i na pewno nie ostatnia. Jestem zakochana w tym jak świetnie został ukazany klimat australijskiej farmy. Czytając czułam jakbym sama się tam przeniosła. Widać, że został wykonany tutaj świetny research. Kocham także to jak została przedstawiona relacja człowieka ze zwierzętami. Ta historia naprawdę od pierwszych stron mnie wciągnęła i gdyby nie taka malutka czcionka, która męczyła przy czytaniu, myślę, że pochłonęłabym ją jeszcze szybciej.
„Noah” to naprawdę super książka. Zabawna, pikantna, poruszająca. Pełna emocji. Niosąca ważne przesłanie. Pokazująca, że nie można żyć przeszłością. Że powinno się żyć przede wszystkim dla siebie, a nie dla innych. Jeśli lubicie takie motywy jak age gap, slow burn, grumpy x sunshine to jest to zdecydowanie historia dla Was. Ja bardzo polecam.
„W tej chwili zgodziłabym się na wszystko, o co tylko by poprosił”.
[ współpraca reklamowa: @editio.red ]
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
W australijskim klimacie, gdzie słońce świeci goręcej niż gdziekolwiek indziej, rozgrywa się historia Sky i Noaha, jakby wzięta prosto z filmu. "Noah" to nie tylko opowieść o miłości, ale także o zaskakujących zakrętach losu, trudnych wyborach i sekretach, które kształtują nasze życie.
Sky Evans, pełna energii i radości, przybywa do Australii z marzeniem o fascynującej pracy na antypodach. Jednak los rzuca jej wyzwanie, a jej australijski sen zamienia się w koszmar. Wtedy pojawia się Noah Harris, tajemniczy gbur o sercu w bliznach, którego drobny gest dobrej woli prowokuje los do działań, których żadne z nich nie przewidziało.
Opis australijskiej farmy, na której rozgrywa się większość historii, dostarcza nie tylko wspaniałych obrazów, ale także oddychającego klimatu. To tam, między żarzącym słońcem a zielonymi pastwiskami, rozwija się napięcie między Sky a Noahem. Wzajemne przeciwności bohaterów są ukazane z subtelnym wyczuciem, bez sztuczności czy wymuszenia. Uczucie między nimi buduje się stopniowo, a walka z własnymi demonami dostarcza nam niezapomnianych emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Różnica wieku, motyw grumpy & sunshine, oraz fascynujący kontekst miejsca sprawiają, że zostajemy wciągnięci w emocjonalny wir od którego trudno się oderwać.
Sky to promyk słońca, emanuje radością nawet w najtrudniejszych chwilach. Jej determinacja w walce z trudnościami, niezłomność i chęć udowodnienia Noah, że jest kimś więcej niż się wydaje, sprawiają, że zostałam oczarowana kreacją jej postaci. Natomiast z drugiej strony mamy Noah, tajemniczego i nieco zrzędliwego mężczyznę, który skrywa w sobie bolesne wspomnienia. To właśnie te różnice między nimi tworzą główny magnes przyciągania.
Autorka zręcznie balansuje pomiędzy lekkością romansu a głębszymi, trudniejszymi tematami, traktując je z należytym szacunkiem. Dodatkowym atutem jest lekkie, przyjemne pióro Karoliny – dzięki niemu naprawdę trudno mi było odłożyć książkę choćby na chwilę. Wszystko jest przesiąknięte genialnym humorem i niesamowitym napięciem między głównymi bohaterami. Każda scena zbliżenia między nimi jest napisana z dużym wyczuciem, wręcz rozgrzewając do czerwoności.
"Noah" to nie tylko historia miłości, ale także podróż przez wybory, jakie podejmujemy w życiu, i konfrontację z nieprzewidywalnym losem. Książka wciąga swoją autentycznością, emocjami i bogatym rysunkiem postaci, tworząc pełnoprawną, niezapomnianą opowieść.
Zachęcam do sięgnięcia po nią, bo "Noah" to więcej niż tylko kolejny romans – to podróż do serca Australii, pełna niespodzianek i wzruszeń.
Gorący romans z motywem grumpy & sunshine na australijskiej farmie Kiedy Noah spotyka Sky ― tak mógłby brzmieć tytuł komedii romantycznej. Albo pierwsze zdanie w książce o wielkiej miłości. Tymczasem, kiedy tych dwoje spotyka się po raz pierwszy, dziewczyna jest w desperacji. Dopiero co przeleciała przez pół świata, doświadczyła największego jetlaga w historii i przekonała się, że jej wielkie australijskie marzenie o fascynującej pracy na antypodach legło w gruzach, jest więc po prostu wściekła. A tu jeszcze przystojny koleś w drogim garniturze wrzuca jej do kubka po kawie dziesięć dolarów. Jak żebraczce. Litując się nad Sky, Noah nie ma pojęcia, że drobnym gestem dobrej woli prowokuje los. I wcale nie jest zadowolony, gdy zauważa obdarowaną pieniędzmi „żebraczkę” przed bramą swojej farmy… Jaką tajemnicę skrywa Noah? Dlaczego jego serce jest całe w bliznach? Co zrobi urocza Sky, kiedy się o tym dowie? Czy tych dwoje będzie w stanie oprzeć się wzajemnej fascynacji?
Ta książka wzbudza tyle emocji ! Ale zacznijmy od początku. Pierwsze spotkanie Noah i Sky - o jejku jak się zagotowałam, jak można być takim gburem ! Nie dziwie się Sky,że niedowierzała i była wściekła,że jakiś koleś wrzucił jej pieniądze do pustego kubka po kawie i przy tym był tak chamski. Noah na początku nie polubiłam, był tak szorstki i trudny w obejściu, miał ciągły problem do Sky, tak naprawdę chyba dlaczego,że oddychała. Ale z upływem książki coraz bardziej go rozumiałam, może na niektóre zachowania nadal byłam zła ale rozumiałam go. Sky uciekła ze swojego rodzinnego miasta, chciała się uwolnić od rodziny, chciała sama do czegoś dojść, nie poddała się,gdy przyleciała na drugi koniec świata i okazało się,że oferta pracy była pomyłką. Sky mimo swoich problemów jest jak promyczek słońca. Rodzice jej nie doceniają, jest w cieniu swojej siostry. Wyjechała na drugi koniec świata a ich nie interesuje jak się z tym czuje, jak sobie radzi,tylko czy dostała już awans. Mamy tutaj age gap,zakazany romans, slow burn a do tego jeszcze grumpy and sunshine , czy to nie jest doskonałe połączenie ? Podobało mi się również ,że Karolina poruszyła bardzo ważny temat weteranów wojennych i z czym muszą się zmierzyć po wojnie. Czy każdy umie sobie poradzić ? Czy chce tej pomocy ? Jak sobie radzi ? Czy wgl jest w stanie sobie z tym poradzić ? Jakim człowiekiem potem się staje? Relacja tej dwójki rozwija się bardzo powoli, nie ma chop siup i już są razem i kwitnie wielka miłość. Nie,oni się poznają i docierają powoli,walczą ze swoimi emocjami, na początku nie chcą dać im wypłynąć na powierzchnię. Końcówka ? oj zdecydowanie zakochałam się w niej. Mały minusik to czcionka - oj dosyć ciężko się to czytało ale treść zrekompensowała wszystko. Ja zdecydowanie polecam♥
Historia, która sprawiła, że zainteresowałam się kulturą Australii.
Sky porzuca swoje życie w Stanach i wyjeżdża do Australii, gdzie wydaje jej się, że ma zapewnioną świetną pracę. Niestety po dotarciu na miejsce zderza się z rzeczywistością i dowiaduje, że oferta jest nieaktualna. Dziewczyna jednak nie poddaje się i zabiera się za poszukiwania innej pracy i tym sposobem ląduje na farmie Noaha. I tam czeka ją naprawdę wiele przygód w towarzystwie pana gbura.
“Noah” to historia wyjątkowa i oryginalna. Przeczytałam tyle książek, ale jeszcze nigdy nie trafiłam na historię, której akcja działaby się w Australii, a szczególnie na australijskiej farmie. Bardzo się cieszę, że autorka podjęła się wyzwania i osadziła swoją historię w miejscu, o którym na co dzień w książkach się nie czyta. I bardzo mi się też podoba fakt, że widać było, że autorka podjęła ogromny research, jeśli chodzi o kulturę Australii i pokazała nam ją w książce.
Jeśli chodzi o całą historię to nie będę ukrywać, że pierwsze 50 stron czytało mi się bardzo opornie, ale nie dlatego, że akcja rozwijała się powoli, ale ze względu na mikroskopijną czcionkę i moje oczy potrzebowały trochę czasu, żeby się do niej przyzwyczaić. Jednakże potem już po prostu czytałam książkę normalnie i dobrze. Autorka trzymała w napięciu przez cały czas i podobało mi się, że nie tylko pokazywała nam kształtowanie się relacji Noah i Sky, ale także pokazywała nam przeszłość głównego bohatera, która wpłynęła na to, kim on jest teraz.
Jeśli chodzi o relację głównych bohaterów to niby książka jest promowana jako romans grumpy/sunshine, ale moim zdaniem to nie było do końca tak. Zgadzam się, Sky była tą bardziej radosną bohaterką, ale miała też swoje problemy. Ale czy dla mnie Noah był grumpy? Nie do końca, a nawet chwilami wydawał mi się bipolarny. Miał takie wahania nastrojów, że czasami gubiłam się w jego zachowaniu. Czasami był naprawdę okrutny i oziębły wobec Sky, a potem nagle robił się taki “cukierkowy”. To po prostu mi się gryzło. Chyba jest to jedyna rzecz, która sprawiła, że musiałam trochę obniżyć moją ocenę.
No i może jeszcze końcówka, która była dobra, ale moim zdaniem za szybko się trochę ta historia skończyła. Nie obraziłabym się, jakby była bardziej rozwinięta. Mimo wszystko bardzo dobrze spędziłam czas przy tej historii. Spodobała mi się i brawa za oryginalny pomysł z miejscem akcji. A jeśli lubicie romanse szef/pracownica z lekką różnicą wieku to uważam, że jest to historia w sam raz dla was .
[...] — Nie pogodził się z tym, co się tam wydarzyło. — Grace wzrusza ramionami. — Ale wojna się skończyła, prawda? — Dla niego nadal trwa.
▪️▫️Recenzja ▫️▪️
Życie, nie zawsze toczy się tak jakbyśmy tego chcieli. I może to naiwne, ale wierzę w to, że nic nie dzieje się bez powodu. I choć możemy się z tym nie zgadzać zawsze powinniśmy szukać pozytywów. Bo życie jest zbyt krótki, aby żałować i patrzeć na szczęście innych.
Karolina Zielińska kusiła mnie książka " Noah" już od pierwszych postów. Bardzo chciałam poznać tę historię i sprawdzić jak w jej wykonaniu wygląda romans z farmą w tle. Kiedy sięgałam po książkę nie liczyłam na wiele. Nie zrozumcie mnie źle. Myślałam po prostu, że dostanę świetny romans z klimatem wsi. Autorka zaskoczyła mnie po raz kolejny tworząc bardzo wzruszającą, obszerną historie, która pokazuje jak ważne są w naszym życiu uczucia ulokowane w odpowiednich osobach. Noah to mężczyzna, który ma swoją przeszłość dzięki której został ukształtowany na silnego i niezależnego mężczyznę. Skylar to młodziutka, ambitna ale niepewna siebie dziewczyna, która daje serce na dłoni. Tych dwoje nie miało łatwo od samego początku nie polubili się, wręcz nie cierpieli dając sobie to odczuć na każdym kroku. Autorka wplotła w treść dużo mowy kojarzącej się z farmą, wsią, rolnictwem czego do tej pory nie spotkałam w podobnych książkach, a co było na pewno wartością dodaną. Przez całą książkę nie byłam pewna niczego, wiedziałam że autorka może w każdej chwili spuścić bombę, która roztrzaskała by mi serducho bo naprawdę poczułam więź z tą dwójką. Bohaterowie byli wpasowani w dziesiątke. Książka odznacza się różnica wieku, powolnym rozwojem relacji, napięciem, pożądaniem, ale także bólem, troską i zemstą. Karolina w niewinnej tematyce zawarła naprawdę bardzo dużo przemyśleń, a retrospekcje pozwoliły mi również się wczuć w emocje jakie targały bohaterem. Sięgając po " Noah" nie spodziewałam się, że spędzę aż taki miły czas ochłonąć te pięćset stron jak szalona.
[...] Jesteś tak blisko, bo mogę cię zobaczyć. Ale jednocześnie tak daleko, bo nie mogę cię dotknąć. To cholernie mnie frustruje.
Myślę, że sięgając po " Noah" nie pożałujecie, a książka bedzie zdobić wasze biblioteczki. Z czystym sumieniem mogę polecić ją wszystkim tym, którzy lubią czasami się zatrzymać i coś poczuć! ❤️ Gratuluję autorce naprawdę wyśmienitej jak nie najlepszej premiery dotąd!
Ta książka ma predyspozycje, by stać się hitem. Romans pracownicy i szefa, grumpy x sunshine, age gap, wymuszona bliskość i skomplikowani bohaterowie. Ja jestem zachwycona.
[współpraca reklamowa z @editio.red]
Sky podejmuje ucieczkę na inny kraniec świata. Przez swoją rodzinę czuje się niepewnie i potrzebuje dowieść samej sobie, że ma wartość. Niespodziewanie w tym procesie pomaga jej poraniony wewnętrznie Noah. On z kolei żyje w nieodpartej chęci wymierzenia sprawiedliwości.
Kreacja tytułowego bohatera skradła moje serce. Jest postacią niezwykle dopracowaną. Nie przebiera w środkach i wynosi termin “gbur” na inny poziom. Ksywka Zwierz, nadana mu przez Sky, idealnie do niego pasuje. Jednak to jego wspomnienia oraz to, jaki mają na niego wpływ, dogłębnie mnie poruszyły. Autorka świetnie oddała emocje, podwójna perspektywa i angażujące opisy pozwalają się w nie wczuć.
“– Nie chciałem się zakochać. (...) Nie chciałem, ale teraz nie wyobrażam sobie, żebym mógł przestać, rozumiesz?”
“Noah” to wciągająca jednotomówka, w której nieprzyjemne pierwsze spotkania dają początek zakazanej, pełnej zmysłowości relacji. Nie brakuje w niej również smaczków związanych z tym, że akcja toczy się na australijskiej farmie. Takich, wiecie, jak np. pająki… Poza tym spodobało mi się, jak autorka wystylizowała język. Teoretycznie może być trudno posługiwać się australijskim angielskim i polskim jednocześnie, ale tutaj się to udało – małe wtrącenia dodały książce wyjątkowości.
Rollercoaster emocjonalny został zapewniony. Zbliżając się do końca książki, nabrałam takiego stresu, że zaczęłam przygotowywać się mentalnie na najtrudniejsze z możliwych wariantów zakończenia. Miałam ciarki, śmiałam się i wzruszałam. Epilog mnie rozczulił.
Ta książka dała mi ogromną radochę. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać i Was również do tego zachęcam 🤍
„Noah” to książka, która ogromnie zainteresowała mnie swoim opisem, motywami, a również okładką która jest przepiękna!!
Sky, przeleciała pół świata do wymarzonej pracy, która okazała się niewypałem, jest załamana i zastanawia się nad tym, co zrobić dalej. W tym momencie spotyka Noah, który widząc ją stojącą z pustym kubeczkiem po kawie, wrzuca jej do niego parę dolarów, myśląc, że jest osobą bez pieniędzy i zbiera je, na ulicy. Noah nie spodziewa się jednak, że niedługo potem spotka tę samą kobietę, na swojej farmie. Nie spodziewa się też tego, do jakich uczuć będzie go doprowadzała Sky.
Od pierwszych, przeczytanych stron, byłam zafascynowana tą historią, byłam ciekawa co wydarzy się dalej i jak się ona potoczy. Strony upływały mi dosyć szybko, ale były momenty w których zaczynałam odczuwać nudę i które po prostu mi się dłużyły. Było też, dużo momentów w których wręcz oderwać się nie mogłam, było to bardzo zmienne, ale wszystkiemu towarzyszyło wiele emocji i ich akurat tutaj nie zabrakło.
Romans Szef X Podwładna z różnicą wieku, to ostatnio ukochane przeze mnie motywy w książkach, tutaj właśnie je znaleźliśmy, a napięcie które stworzyła między bohaterami autorka, było niesamowite.
Odrobine czułam z początku irytację do Noah, często był, aż zbyt chamski, zachowywał się jakby totalnie nie miał serca, potem wszystko trochę się rozjaśniło, dane mi było poznać jego przeszłość i zrozumieć go odrobinę bardziej. Było w nim też, coś takiego co po prostu nas przyciąga, jest stanowczy i nieraz sprawił, że robiło mi się gorąco.
Natomiast Sky, zyskała od początku moją sympatię, była trochę zagubiona, ale również miała charakterek i nie dawała wejść sobie na głowę. Bolało mnie, gdy myślała negatywnie o sobie i porównywała się do „idealnej” siostry, w głowie mając zły obraz siebie.
Ich relacja, wywołała we mnie tyle burzliwych i przeróżnych emocji, że nie mogłam ich opanować. Na początku siebie nie znosili, ale jednocześnie oboje czuli jakieś przyciąganie w swoim kierunku. Ich relacja była zakazana i nie na miejscu, szef i pracownica? To przecież nie może wypalić!! A jednak. Przez to jak niestosowne to jest, wywołuje też, ten nieporządny dreszczyk emocji namawiający nas do pociągnięcia tego dalej. Wszystko rozwijało się bardzo powoli, co dodało całej historii napięcia i dreszczyku emocji i bardzo mi się spodobało.
" — Właśnie planowałam wykopać dół — ciągnie. — Wiesz, gdybyś jednak przypadkiem mnie zabił, to nie musiałbyś już się kłopotać, co zrobić z ciałem."
Sky ma bardzo trudny początek, wydawać by się mogło, że znalazła pracę marzeń, jednak szybko okazuje się, że jedyne na co może liczyć to 30 dolców wrzucone do kubka po ulubionej kawie. Dziewczyna musi reagować szybko, nie chce przecież stracić wizy.
Noah prowadzi farmę, na której ratuje zwierzaki 🥹 Ma za sobą trudną przeszłość, często nawiedzają go jej demony. Ostatnie czego się spodziewa to zobaczyć w swoich drzwiach żebraczkę spotkaną w Brisbane.
Między tą dwójką iskry lecą od samego początku. Sky jest zawzięta i pyskata, Noah ponury i szczery do bólu, nie pokłada wielkich nadziei w nowo poznanej miastowej, jednak czerpie niebywałą przyjemność z dokuczania jej.
To pierwsza książka autorstwa @karola.autorka więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, jednak już od pierwszych stron kupiła mnie swoim humorem, a później było tylko lepiej.
Bo to nie tylko zabawny i uroczy romans między szefem i pracowniczą. To też historia żołnierza zmagającego się z PTSD, który targany potrzebą zemsty bardzo chciałby pomścić swój oddział. Który krok po kroku uczy się CZUĆ. Który ma też drugą, czuła stronę, ale pokazuje ją tylko przy ludziach, którym może bezwzględnie ufać i przy zwierzętach. Mamy też dziewczynę, która, choć atrakcyjna, inteligenta i zdolna ma ogromny problem z wiarą w siebie i bardzo chciałaby zdobyć uznanie rodziców i być równie "doskonała" co jej siostra.
Karolina bardzo sprawnie przeplata trudniejsze tematy z dozą humoru co sprawa, że książka staje się niesamowicie lekka i czyta się ją niemal jednym tchem. Przeczytałyśmy, przepraszam, POCHŁONĘŁYŚMY ją obie i jesteśmy równie zauroczone. Komentowanie poczynań Sky i Noah podczas wspólnego czytania dostarczyło nam masy frajdy.
Z niecierpliwością czekamy, by poznać brata Noah 🤠 - Nate'a 🔥🖤
Książka jest po prostu niezwykla Australijski klimat, farma, konie, owce, kangury no i przystojny farmer.. Poznajemy tutaj Sky która w pogoni za pracą przyjeżdża z Portland do samej Australi. Na miejscu jednak okazuje się, że oferta pracy jest nieaktualna i dziewczyna zostaje z niczym. Włócząc się po mieście i pijąc kawę rozmyśla co ze sobą zrobić. Niespodziewanie ktoś do pustego już kubka wrzuca pieniadze. Tym kimś okazuje sie mężczyzna, który nie słuchając wyjaśnień Sky wsiada do samochodu. Dziewczyna postanawia zapomnieć o tej niezręcznej sytuacji i znajduje prace na farmie w ofercie której jest nocleg oraz wyżywienie a to wszystko czego bohaterka potrzebuje. Stojąc u bram farmy okazuje się że jej szefem jest owy mężczyzna, który dał jej pieniądze. Noah nie jest zadowolony z pojawienia się dziewczyny bo uważa, że ta sobie nie poradzi i nie potrzebuje nikogo nowego. Mimo iz Sky się stara to Noah na każdym kroku ją krytykuje jednak dziewczyna nie poddaje i daje z siebie 100%. W pewnym momencie jednak bohaterowie zaczynają do siebie czuć zupeinie coś innego niż nienawiść.. Sky jest osobą rozgadaną i niezwykle pozytywną jednak nie wierzy w siebie i w momencie krytyki spuszcza głowe nie broniąc się. Noah zaś ma za sobą trudną przeszłość. Jest wymagający no i momentami chamski a wojna, w której brał udziat nie daje o sobie zapomnieć Ich wzajemne przyciąganie mimo niechęci jest bardzo dobrze przedstawione i przede wszystkim nie jest na siłę. Bohaterowie spędzają ze sobą coraz więcej czasu i otwierają się na siebie a każde z nich wie, że może na siebie liczyć i to jest naprawdę cudowne Całą książkę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie a opisy Australii sprawiają, że jeszcze bardziej tęsknię za latem i stońcem
Jedno przypadkowe i niefortunne spotkanie rozpoczęło znajomość Sky i Noah. Kiedy dziewczyna stoi na ulicy z pustym kubkiem, Noah bierze ją za bezdomną i wrzuca jej pieniądze. Później okazuje się, że Sky to jego nowa pracownica. Ich początki są trudne, dziewczyna jest zagubiona, a Noah nie ma zamiaru jej niczego ułatwiać.
Uwielbiam książki w których akcja rozgrywa się na farmie. Sporą cześć dzieciństwa przeżyłam na wsi, wśród wielu zwierząt, dlatego gdy tylko zobaczyłam zapowiedź tej książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Dla Noah wszystko jest zero-jedynkowe i nie ma nic pomiędzy. Żyje w swoim świecie, gdzie każda czynność ma być wykonana w danej chwili. Sky to huragan w ludzkiej postaci i kiedy wkroczyła do w miarę poukładanego życia Noah, rozpoczęła się jazda bez trzymanki. Nie da się ich nie lubić, choć z początku Noah to totalny cham, ma jednak swoją uroczą stronę. Razem tworzą coś naprawdę fajnego.
Autorka stworzyła świetną historię, gdzie bohaterzy mają ludzkie problemy. Brak wsparcia ze strony rodziców, którzy wiecznie porównują Sky do jej siostry, a tym samym brak samoakceptacji i pesymistyczne myśli to są sytuacje, które mogą spotkać większość osób z naszego otoczenia. Nie są to jedyne problemy poruszone w tej historii, ale przecież nie zdradzę wam wszystkiego.
Uwielbiam tą książkę, tych bohaterów, opisy farmy, i humor. Nie raz i nie dwa parskałam śmiechem, nie raz i nie dwa słyszałam w głowie głos Noah mówiący ,,Skylaaa"...no cóż trochę się rozpływałam. Bardzo miło spędziłam przy niej czas i już nie mogę się doczekać aż w moje ręce trafi drugi tom, który mam nadzieję pojawi się szybko.
Z bólem serca musze przyznać, ze „Noah. Aussie Brothers” nie było tak świetne, jak w moich wyobrażeniach. To moja wina, bo naprawdę czekałam na tą ksiazkę, nakręciłam sie i miałam wobec niej wysokie wymagania. Kusił mnie ten klimat słonecznej Australii, roznica wieku, zakazane uczucie między uroczą amerykanką a gburowatym Australijczykiem. Narzuciłam jej po prostu wysoko poprzeczke.
Nie mogłam się wkręcić, po prostu. Między Sky a Noahem jak dla mnie za mało iskrzyło, brakowało chemii, za to było zbyt dużo słownej agresji wobec dziewczyny i nieustanne krytykowanie jej czynów. I rozumiem, ze Noah miał wlaśnie takie „metody wychowawcze” a na jego farmie pojawiła się niedoświadczona w ciężkiej pracy 22latka, ale jak dla mnie granica została przekroczona.
Z drugiej strony kreacje Sky i Noaha bardzo mi spasowaly: ona była radosna, ciut zagubiona, on boleśnie doświadczony, naznaczony przez życie. Nie umiem tego wytłumaczyć, osobno ich lubiłam, kiedy byli razem tracili w moich oczach. Plusem był rozwój ich relacji: powolny, chwilami wręcz leniwy. Nie znajdziemy tu instant love, za to będzie podglądanie przez okno, skradzione pocałunki czy tez potajemne schadzki.
Musze przyznać, ze wtrącenia australijskiego dialektu niesamowicie mnie bawiły, podobało mi się, ze z biegiem czasu i główna bohaterka zaczynała swobodnie używać pojedynczych stwierdzeń. Na moją pochwale zasługuje miłość bohaterów do zwierząt.
Podsumowując: miała swoje minusy, jednakże finalnie przyeczytalam ją w dwa dni.
Książka porusza tematy wojny, zespołu stresu pourazowego.
„Noah” to gorący romans, autorstwa Karoliny Zielińskiej, który rozpoczyna serie „Aussie brothers”. Historia Sky i Noaha zaciekawiła mnie swoją fabułą i poruszyła moje serce.
Sky to optymistycznie nastawiona do świata i bardzo pogodna dziewczyna, która jest zdeterminowana by walczyć o swoje marzenia. Noah to zamknięty w sobie i nieco zgorzkniały australijski farmer, który skrywa na dnie serca, wiele niezagojonych ran i tajemnic. Ich spotkanie choć przypadkowe i trochę niefortunne, staje się dla nich przełomowym. Od razu pomiędzy nimi iskrzy i ta iskra daje początek na coś więcej. Ich relacja jest urocza. Jest pełna humoru, przekomarzania, ale też pasji i czułości.
Romans z motywem grumpy & sunshine, bawi, wzrusza i elektryzuje. Akcja książki dzieje się w Australii, na farmie Noaha, gdzie Sky szuka pracy. Australijski klimat nie staje się tutaj tylko tłem romansu, ale też ważnym elementem fabuły. Dzięki temu poznajemy piękno i urok australijskiej przyrody, ale też jej niebezpieczeństwa i wyzwania. Poznajemy też kulturę i obyczaje tego kraju, które są ciekawe i intrygujące.
„Noah” to poruszająca i wciągająca książka, która zachwyca australijskim klimatem oraz świetną fabułą. Jest to książka, która dostarcza całe spektrum emocji. Polecam ją tym, który tak jak ja lubią motyw grumpy & sunshine. Nie mogę się doczekać kolejnej części. Czytajcie i dajcie się porwać historii wprost z australijskiej farmy!
Rekomendowany wiek: 18+
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od @editio.red (współpraca reklamowa)🩷.