Jump to ratings and reviews
Rate this book

Wczoraj byłaś zła na zielono

Rate this book
Wiedziałam, że zawsze muszę być gotowa na scenariusz dziki, dziwny. I że musimy się w nim trzymać razem.

Bezkompromisowa i brawurowa – taka jest autobiograficzna proza Elizy Kąckiej. To opowieść o podwójnym doświadczeniu pewnej odmienności i nieprzystawalności do narzuconych społecznie ram. O mozolnym, ale pięknym budowaniu trudnej, nieoczywistej relacji. O byciu matką i córką. O życiowym dryfie, performowaniu świata i wydreptywaniu wiedzy. O dzielności. O miłości. O życiu w kokonie i wychodzeniu z niego motylem. O tym, ile mogą znaczyć słowa i jak to jest widzieć je w kolorach.

288 pages, Paperback

First published May 21, 2024

252 people are currently reading
2039 people want to read

About the author

Eliza Kącka

18 books10 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
393 (40%)
4 stars
310 (31%)
3 stars
199 (20%)
2 stars
52 (5%)
1 star
17 (1%)
Displaying 1 - 30 of 170 reviews
Profile Image for Paweł Czarnecki.
290 reviews15 followers
October 6, 2025
Nagroda Nike 2025, przyciąga uwagę okładką i porusza ważny, niewyczerpany a zatem aktualny temat, który mógłby skłonić do refleksji nad innością. Mam wrażenie, że nagroda za autobiografię, nie zaś za sztukę pisania. Niestety mający być zaletą potok myśli pozostawia wiele do życzenia, a na pewno, wbrew opiniom krytyków, nie jest oryginalnym rozwiązaniem. Przerost formy nad treścią sprawia, że historia staje się nużąca, trudna przebrnąć. Bohaterowie i wątki rozwijają się według banalnych schematów, a narracja miejscami wręcz nuży. Całość wydaje się przereklamowana i zdecydowanie nie spełnia oczekiwań, jak obietnica wynikająca z nagrody. Szkoda czasu na lekturę, gdyż potencjał tematu został zmarnowany. Tyle słów, a niewiele żywej myśli. Chciałem aby książka jak najszybciej się skończyła, aczkolwiek mam nadzieję, że wygra, tak aby Autorce poprawić sytuację finansową i odciążyć ja po trudnych przejściach
Profile Image for Aleksandra.
131 reviews24 followers
May 30, 2024
„Pingwin – powiedziała, gdy pociąg wyhamował na stacji Centrum – ty musiałaś mnie nieść.
No to i ja zaczęłam płakać. Bo w tym „nieść” było wszystko.”
Profile Image for Marcin.
332 reviews80 followers
November 16, 2025
description
Jednym z obowiązkowych punktów na turystycznej mapie Łodzi jest Pasaż Róży. Jego nazwa nie wzięła się bynajmniej od różanych nasadzeń towarzyszących lustrzanej mozaikowej elewacji – te bowiem pojawiły się znacznie później jako element agresywnej polityki kulturalnej Urzędu Miasta Łodzi, o czym można przeczytać choćby tu. Geneza powstania Pasażu dostępna jest nielicznemu gronu, w czym sporą część współwiny ponoszą łódzkie władze w mizernej ekspozycji tablicy informacyjnej. Tymczasem za tą instalacją – czy też przykładem sztuki konceptualnej, jak wolę go postrzegać na użytek prywatnej leksyki – kryje się dramat rodzicielski jej twórczyni Joanny Rajkowskiej (tak, tej samej od palmy na warszawskim rondzie gen. de Gaulle’a). Słodycz macierzyństwa wywołana narodzinami córki Róży została zniszczona lekarskim wyrokiem: obustronny nowotwór oczu. Artystka wraz z mężem rozpoczęli walkę o zachowanie zmysłu wzroku dziecka, okupioną koniecznością poddania dziewczynki kilkukrotnym operacjom, z których każda nosiła znamię podwyższonego ryzyka. Długotrwałe leczenie, którego powodzenie u zarania było szacowane na kilka procent zapobiegło nie tylko ekstrakcji gałek ocznych, ale pozwoliło na szczątkowe zachowanie przewodnictwa nerwowego. Ta szczątkowość odbiła się niestety na jakości widzenia. Obraz widziany przez Różę jest mocno zniekształcony, „popękany” mozaikowo na suwerenne części niczym potłuczone zwierciadło. Pasaż Róży jest nie tylko wizualnym symbolem drogi, jaką córka Joanny Rajkowskiej przeszła z krainy mroku do cywilizacji światła – mocno niedoskonałej, jak każda cywilizacja. Rzeczone dzieło sztuki to przede wszystkim podjęta przez artystkę próba spojrzenia na świat oczami swego dziecka, a jednocześnie wyzwanie rzucone patrzącym widzom i widzkom: zsolidaryzowania się z Innym (w tym wypadku z osobą niepełnosprawną) poprzez ćwiczenie z empatii. Zobrazowanie, że sposób percepcji rzeczywistości polega na scalaniu w całość różnych fragmentów jednego obrazu.
description

Pracę Rajkowskiej przytaczam w tym miejscu dlatego, że to co jej udało się osiągnąć w warstwie wizualnej, Eliza Kącka urealnia na płaszczyźnie literackiej. Ta książka to nie tylko dokument z trudów wychowywania dziecka neuronietypowego, ale przede wszystkim próba wejścia w jego skórę, przyswojenia rzeczywistości i jej ogląd przez pryzmat emocjonalności autystycznej dziewczynki. To przykład prozy heroicznej i antyheroicznej zarazem, gdyż pisarstwo Kąckiej ufundowane jest na niepewności, niedoskonałości i graniczącego z pewnością prawdopodobieństwa niepowodzenia wszelkich podjętych prób. Ostatnim akordem wieńczącym ten tytuł jest nikła nadzieja przeniknięcia przez neurologiczną barierę, która różnicuje sposób odbierania świata matki i córki.

Sposób pisania Elizy Kąckiej o macierzyństwie jest obcy polskiej tradycji literackiej, która nie toleruje innego ujęcia tego toposu niż w kategoriach ultrapozytywnych. Opowiadanie bez upiększeń o byciu matką noworodka czy też – o zgrozo! – wypowiadanie się w tonie krytycznym, w tym o dziecku jest poważnym wykroczeniem przeciwko społecznym oczekiwaniom. De maternitate nihil nisi bene. Można postrzegać tę książkę jako pieśń miłosną zwróconą ku innemu światu neuroatypowego dziecka, lecz składa się ona ze stanz i strof przesiąkniętych bezradnością, niemocą, nieporadnością i bezbronnością wobec konieczności tańczenia po kruchym lodzie. Myślę, że w tym właśnie drzemie siła tej pozycji.
Profile Image for felix alexander.
96 reviews2 followers
October 29, 2025
ta jedna dodatkowa gwiazdka to za warsztat. bo mogło być gorzej. ale niestety kompletnie nie jest to książka dla mnie. innym daje do myślenia, mi podniosła poziomy frustracji do tego stopnia, że prawie zaparowałem tablet swoim ciężkim wzdychaniem
Profile Image for Gabi.
130 reviews3 followers
March 18, 2025
Poza tym, że książka jest koszmarnie nudna, to stanowi jakąś literacką tragedię, gdzie użyty język jest absolutnie ociężały i męczący. Jedna gwiazdka dla dziadka.
Profile Image for Tree high .
206 reviews22 followers
October 14, 2025
#Kąckanapomniki czyt. 25.5-2.6.24

Przede wszystkim artystyczny majstersztyk, któremu przyznaję osobistego Nobla dla Elizy Kąckiej jako matki.

Na pohybel wszystkim mądralińskim, którzy "wiedzą lepiej i najlepiej". G wiecie, to ode mnie. Eliza Kącka to matka, jakiej większość matek nigdy by z siebie nie wykrzesała.

I medal dla Rudej za tak ciężką, ale wytrwałą walkę ze światem (nie na jej warunkach) i o mowę.

Eliza Kącka to potęga na skalę międzynarodową. Zazdroszczę takiej siły, takich powodów do dumy z siebie i życzę, żeby Autorka też je uznawała, choć wiem, że to nie jej model przeżywania siebie. Niemniej jest wielka w każdym swoim wcieleniu: rodzicielskim, indywidualnym, zawodowym i artystycznym.

____________________________________

Waży słowo jak przedmiot. Nie boi się powtórzeń, jakby inwencja była niższym szczeblem gry. Liczy się precyzja w obracaniu w palcach bryły zdania, w szlifowaniu jej za każdym obrotem. To nie fetysz, to szacunek rzeźbiarki dla materiału - i zależność od niego. Wcześniej mogłam najwyżej dukać coś akademicko o słowie, ale nie wiedziałam nic o innej gęstości istnienia. Tej, w której odbija się jej stosunek do mowy. W naszym świecie nie uprawia się pojęciowej żonglerki. A każde pojęcie, ciężkie jak piłka, może podbić nam oko. Lepiej nie nadużywać słów.
- Nie mów już - upomina, gdy w mojej mowie robi się tłoczno. Zamyka mi dłonią usta, gdy się zapędzam, pytluję. Gdy bawię się dostawianiem kolejnego synonimu, a w jej oczach widzę: "dość". Prawda, każdy synonim blokuje kolejne miejsce, każdy termin domaga się dla siebie przestrzeni. A potem co będzie? Kryzys klimatyczny mowy, wielkie topnienie, klops.

[...]

Wlo­kła ze so­bą sło­wa, du­żo słów. Gdy­by mo­gła, cią­gnę­ła­by za so­bą bi­blio­te­kę. Na szkol­nych ko­ry­ta­rzach, wą­tła i głod­na, bo zbyt spię­ta, by jeść, prze­py­cha­ła rącz­ka­mi pod ścia­nę ca­łe hał­dy zdań, ki­lo­gra­my li­ter. W par­ku, tuż przy przej­ściu dla pie­szych, gdzie bez­piecz­nie mo­gły­śmy ujaw­nić się ja­ko ro­dzi­na, prze­ka­zy­wa­ła mi pół­otwar­ty ple­cak z peł­ną śnia­da­niów­ką [...]

Skar­ga na mo­wę, nie­odwo­łal­na, zo­sta­ła z na­mi. Osła­bi­ła ją mi­łość do ję­zy­ków, co­raz wyż­sza spraw­ność w po­słu­gi­wa­niu się sło­wem ob­cym. Jej na­dzie­ja, że na­uczy się wszyst­kich wa­rian­tów od­po­wie­dzi na każ­de moż­li­we py­ta­nie. Bo prze­cież ję­zyk nie jest ma­te­rią ży­wą i pla­stycz­ną. To mon­stru­al­ne pu­dło z kloc­ka­mi. Wszyst­kich trze­ba na­uczyć się na pa­mięć – by wresz­cie mieć mo­wę, zy­skać spo­kój.

– Czu­ję się sztyw­no, gdy mó­wię – po­wie­dzia­ła mi kie­dyś.

Mo­wa mi­ja się z cia­łem. Ale co to za­ła­twi, gdy jej po­wiem? Nie uwie­rzy. Nie­raz da­ła do zro­zu­mie­nia, że mam bi­let wstę­pu do świa­ta ła­twych słów i zdań. Bi­let, któ­re­go jej od­mó­wio­no.

Brak mi już za­ufa­nia do mo­wy. Zro­bi­ła nam wiel­ką przy­krość.

[...]

– Życz mi do­bre­go dnia – mó­wi­ła przed wyj­ściem z do­mu.

– Ja­sne, ży­czę.

– Po­wiedz: do­bre­go dnia.

– Do­bre­go dnia, cór­ko.

Do­pie­ro po ja­kimś cza­sie zro­zu­mia­łam, że cho­dzi o to, by wier­nie po­wtó­rzyć for­mu­łę. I że po­wta­rza­nie nie jest nie­waż­kim ob­rząd­kiem.

Ży­cząc jej do­bre­go dnia, spro­wa­dza­łam do­bry dzień. Przy­jąw­szy to do wia­do­mo­ści, od­kry­łam ska­lę od­po­wie­dzial­no­ści za sło­wo. Okru­cień­stwem by­ło­by od­mó­wić te­go po­że­gna­nia.

– Miej do­bry dzień, cór­ko.

Wkła­da­łam w to po­zdro­wie­nie wszyst­kie cho­wa­ne w re­zer­wie do­bre emo­cje. Nie mia­łam jed­nak złu­dzeń – ża­den ser­decz­ny uścisk nie mógł­by za­stą­pić tej re­cy­ta­cji, tej for­mu­ły, te­go za­klę­cia. Nie o uczu­cia bo­wiem szło, ale o spraw­czość słów.

Nie­mal wszyst­kie za­klę­cia z na­sze­go re­per­tu­aru by­ły pro­ste. Nikt by się niedo­my­ślił ich mo­cy.

[...]

– Po­wiedz: je­steś mą­dra.

– Je­steś, cór­ko.

– Po­wiedz: umiesz mó­wić.

– Umiesz, ko­cha­nie.

„Ależ ty ma­mę tre­su­jesz” – po­wie­dział są­siad. Nie­praw­da. To nie tre­su­ra, to ko­twi­ca.

Ko­twi­cą by­wa­ją jed­nak nie tyl­ko sło­wa klu­cze, usta­na­wia­cze świa­ta, w któ­rym moż­na prze­trwać. Gdy Ru­da za­czę­ła roz­wi­jać pa­sję ję­zy­ko­wą, a by­ło to pod ko­niec szko­ły pod­sta­wo­wej, ba­łam się jej za­wo­du. Nie szło tyl­ko o na­ukę ję­zy­ka, lecz o przy­na­leż­ność. Chcia­ła być dru­ży­ną ję­zy­ka an­giel­skie­go. Rzu­cić się w to i za­po­mnieć.

Nie chcia­ła czy­tać po­wie­ści po pol­sku, ale ka­za­ła na­być Ją­dro ciem­no­ści, Oli­ve­ra Twi­sta, Ta­jem­ni­czy ogród. Wszyst­ko w ory­gi­na­le, oczy­wi­ście.

– Nie py­taj się mnie – od­po­wia­da­ła, gdy pró­bo­wa­łam upo­mnieć się o wra­że­nia.

Ni­g­dy nie opo­wia­da­ły­śmy so­bie fa­buł. My­ślę, a na­wet wię­cej: mam pew­ność, że prze­cho­wu­je w pa­mię­ci po­ru­sza­ją­ce sce­ny z lek­tur. Pły­ną osob­no, jak fo­to­gra­fie wy­ję­te z al­bu­mu, wy­dar­te ro­dzi­mej opo­wie­ści, wy­osob­nio­ne z cią­gło­ści.

[...]

Z ję­zy­ków ob­cych, ich gra­ma­tyk i struk­tur zbu­do­wa­ła so­bie schron. An­giel­ski, wło­ski, hisz­pań­ski wy­par­ły pol­skie skład­nie emo­cji. Pi­sy­wa­ła i pi­su­je do mnie na cza­cie po an­giel­sku. Nie wcho­dzi w slang, nie ko­piu­je od­zy­wek ró­wie­śni­ków. Prze­rzu­ci­ła na te ję­zy­ki za­da­nie utwier­dza­nia jej w ist­nie­niu.
Profile Image for Rielowiec pospolity.
336 reviews39 followers
March 20, 2025
2,2⭐ (byłoby trzy w skali goodreadsowej, ale dyskusja na zajęciach - pozdrawiam was dziewczyny - uświadomiła mnie o dodatkowych problemach tej książki)

Powiem tak - szanuję próbę podjęcia tematu, który nie pojawia się za często, to znaczy relacją z osobą w spektrum autyzmu. Niestety tylko to i niektóre fragmenty są jedynymi plusami, jakie mogę znaleźć. Zaczynając od stylu, który często po prostu mnie męczył i sprawiał, że gubiłam wątek, o czym tak naprawdę czytam (też przyjaciółka, do której wysyłałam fragmenty, nie potrafiła zrozumieć, o co chodzi). Tutaj też pojawiła się moja osobista preferencja dotycząca akapitów - długie o wiele trudniej mi się odbiera, a myślę, że na spokojnie dałoby się je rozdzielić, dzięki czemu nawet te dygresje czy metafory (które czasem zdawały się nie na miejscu) stałyby się przyjemniejsze w odbiorze. No i niestety samo ujęcie tego tematu, przy którym często łapałam się na myśli, że nieco jest ono szkodliwe i minięciem prawdziwego sedna zrozumienia, które należy okazywać takim osobom.
Profile Image for spokój.w.głowie.
293 reviews915 followers
dnf
November 23, 2025
Czytam dużo pięknych słów, ale nic z nich nie wyciągam. Dam jej jeszcze kiedyś szansę.
Profile Image for Senga krew_w_piach.
821 reviews108 followers
June 26, 2024
Autobiograficzna książka Elizy Kqckiej o byciu matką córki żyjącej w innym, własnym świecie, walce o każdy kontakt, szukaniu porozumienia, budowaniu więzi na filarach innych niż te najbardziej oczywiste, odmienności, akceptacji, towarzyszeniu, początkowo mnie zachwyciła. Pięknie to wszystko jest napisane, z ogromnym szacunkiem i wysiłkiem włożonym w rozumienie, nie ocenianie, z zobaczeniem prawdziwej osoby pod całą warstwą zachowań, które dla większości społeczeństwa są, jeśli nie nieakceptowalne, to przynajmniej dziwne, z unikaniem etykietowania, szablonów i kalek. List miłosny, które pewno chciałoby przeczytać każde dziecko. Jednocześnie jest to niezwykle atrakcyjne literacko, świetną Kącka ma frazę, pisząc opowieść o swoim macierzyństwie pisze też opowieść o jej i Rudej świecie, to wszystko jest bardzo żywe. Niestety, w pewnym momencie zaczęłam się nudzić. Mam wrażenie, że autorka pisała w kółko nie tylko o sobie samej, co mnie nie dziwiło, ale też o tym samym, zabrakło mi trochę jakiegoś rysu eseistycznego, czegoś co choć trochę komentowałoby zewnętrze, wychyliło nos z tego hermetycznego świata. Podobnie z unikaniem słowa autyzm, rozumiem cel i zamysł Kąckiej, ale moim zdaniem czyni to książkę bardzo insajderską, osoby bez wiedzy czy doświadczenia autyzmu u siebie bądź bliskich po prostu nie będą wiedziały zupełnie o czym jest mowa. Trochę za bardzo enigmatycznie chyba. Zabrakło mi tu jeszcze jednej rzeczy - autorka kreuje się w moim odczuciu na matkę idealną, jeśli chlipie to poza kadrem, po cichu - trudno mi uwierzyć, że nie miała momentu irytacji czy złości, że naprawdę przyjmowała wszystko z takim zrozumieniem, że nie wybuchła, nie wściekła się. Że w tym jak było trudno, nie pojawiły się też takie emocje. Takiej pełnej palety emocji.
Ale tak naprawdę te moje zarzuty to są drobiazgi, szczegóły. Nadal uważam, że bardzo warto tę książkę przeczytać, choćby ze względu na zupełnie nowy język opisywania doświadczenia bycia i życia z osobą neuroróżnorodną, który zdejmuje z zachowań odbieranych często jako złośliwe czy uciążliwe ich celowość i odwrócenie perspektywy - że to świat jest dla niektórych osób miejscem nieprzyjaznym, nie one dla świata.
Profile Image for Gąska o książkach.
112 reviews8 followers
Read
November 19, 2025
Pewnie wyląduje za to w jakimś piekielnym kręgu, ale nie byłam w stanie dokończyć tej książki. Coś mi potwornie zgrzyta w niej. Wyczuwam sztuczność, ogrom autokreacji i językowy przerost formy nad treścią. Temat - oczywista sprawa - ważny, znany mi z autopsji i przegryziony do kości. Jednak pani Kącka to nie jest mój człowiek, nie lubimy się.
Profile Image for Patrycja Krotowska.
688 reviews253 followers
December 23, 2025
Bardzo podoba mi się ostatnie zdanie w opisie autobiograficznej książki Elizy Kąckiej: "O tym, ile mogą znaczyć słowa i jak to jest widzieć je w kolorach". 

Jest to chyba pierwsza książka, a z pewnością pierwsza polska książka, którą przeczytałam, która jest tak bogata językowo, tak detalistyczna w formie literackiej, a jednocześnie ta forma niesie treść. I nie wyobrażam sobie, by ta książka mogła być formalnie lżejsza, bardziej przystępna, mniej metaforyczna. Nie wyobrażam sobie tej opowieści napisanej innym językiem. Bo warstwa artystyczna książki Elizy Kąckiej opiera się na wyjątkowej i swoistej percepcji rzeczywistości, ubarwionej niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju światem, w silnym stopniu przynależnym autorce i jej córce. I jest to piękna i niesamowicie poruszająca (ale bynajmniej nie melodramatyczna) opowieść o stawaniu się matką, byciu matką w Polsce, o wspaniałej ciekawości drugiego człowieka, związanego zależnością krwi, a jednocześnie tak niesamowicie niezależnego i samostanowiącego. 

Imponuje mi ta ciekawość. Imponuje mi determinacja poznania swojego dziecka, zbliżenia się do jego wyjątkowego świata, bez prób jego modyfikacji, społecznego dostosowania, zakrycia pod płaszczem pozornej ochrony, a zamiast tego - jest wsparcie, umocnienie i towarzyszenie w tym rozwoju. I czerpanie z niego. Myślę o tej dwójce - autorce i jej córce - jako o równych towarzyszkach, swoich własnych przewodniczkach, a powiedzenie, że dzieci są naszymi najlepszymi nauczycielami nabiera po tej lekturze zupełnie nowego znaczenia.

Autorka wywarła na mnie wielkie wrażenie podczas rozmowy wokół książki na łódzkich Igrzyskach Wolności i lektura "Wczoraj byłaś zła na zielono" nie tylko to wrażenie podtrzymała, ale jeszcze je pogłębiła. Chyba nie nasycę się tym podziwem i uznaniem dla Elizy Kąckiej i fascynacją bohaterką literacką, jaką jest Ruda. Niesamowita książka. Niesamowita wrażliwość życiowa i literacka.
239 reviews12 followers
November 27, 2025
Piękny język, pełen czułości, miłości, bólu. To jest wyjątkowa książka, na pewno nie jest zła. Natomiast mnie zmęczyła, przelała granicę między zachwytem a znużeniem i poszukiwaniem końca.
Profile Image for ennui.
119 reviews
June 24, 2025
3,75
czytałam ją zdecydowanie za długo - zaczęta w marcu i porzucona aż do czerwca, ale wszystko pamiętałam zadziwiająco dobrze.
książka inna, może trochę zbyt inna dla mnie, bo niektóre rozdziały (choć krótkie) nieco mnie wymęczyły - wydaje mi się, że momentami była tak osobista, że aż niezrozumiała.
niemniej, bardzo ciekawie napisana i wartościowa pozycja, która na pierwszym planie postawiła emocje matki dziecka w spektrum, pokazała urywki ich niecodziennej codzienności.
Profile Image for Ale.
102 reviews
November 15, 2025
Dziwi mnie utyskiwanie na język tej książki. To właśnie sposób, w jaki jest napisana pozwala wejrzeć w paralelny świat, ale dla innych to będzie zbyt wiele..

"Niech pani nas nie terroryzuje nadwrażliwością".

A ja za wrażliwość jestem wdzięczna.


***


"Świat dybie na człowieka, by go przyłapać, wytrącić z równowagi, kazać mu się tłumaczyć. To właśnie jako pierwsze przychodziło mi do głowy, gdy w przedszkolu, w książce, w rozmowach bliskich pojawiało się to abstrakcyjne słowo. Czego chce świat? Ano właśnie tego. Ludzie bywają tylko podwykonawcami niechęci świata do fajtłap takich jak ja myślałam, walcząc ze sznurowadłami w przedszkolnej szatni. Wielokrotnie przyszło mi korygować ten pogląd, ale nigdy nie rozstałam się z uporczywie nawracającym jak brzęczenie namolnej muchy pytaniem: dlaczego niektórych bardziej? Nie na wszystkich dybał i dybie w równym stopniu. Jak świat wybiera sobie ofiary?"


"Kryzys zapowiadał się na raty. Nim uderzył, mogłam kolekcjonować przeczucia, z początku drobne i nieco tylko jadowite, jak mrówki. Łatwo było strzepnąć je dobrą myślą, spłoszyć żartem. Zwiewały pod kamień i miałam je z głowy. A jednak pojawiały się tu i ówdzie, wróżąc zmiany."


„Wiesz, jesteś matką". Większość zakłada, że matka to taki gatunek dzielności, który zjada osobowość, wygładza kanty, gasi ostrość sądu. Biegasz na czterech łapach macierzyńskiego instynktu, tu masz miskę. Szanujemy cię, ale wiemy lepiej. Nie wiecie."


"Znacie takie szelmowskie spojrzenie do środka, konspirację z własną myślą? Myślą tak pełną życia, że szuka sobie towarzysza. I lepi go sobie z tęsknoty i powietrza. I to on zasługuje na sztamę z dzieckiem, na intymną konspirę, nie wy. Ten fascynujący ktoś ma was gdzieś, wygrywając z wami bez większego wysiłku pojedynek na wtajemniczenia. Ten ktoś, kto podkrada uwagę dziecka, uprowadza jego uczucia, a wam nigdy nie odsłoni fantomatycznej twarzy. Na tym polega przecherność sojuszu. Matka raptem ląduje za płotem relacji i może sobie węszyć, może krążyć z rękami w kieszeniach, próbując z miny swojego dziecka wydedukować profil konkurenta, porywacza. Może sobie.


Robiłam to swoim rodzicom, gdy byłam mała, tyle że oni korzystali z okazji. Zostawiali mnie z moim światem i nie próbowali się wprosić. Znikałam grzecznie za drzwiami, przewidywalna abonentka własnego pokoju. Wystarczył mi w zupełności, bo niewielkiego potrzebowałam pasa startowego, by odlecieć. Startowałam cicho, nie budząc podejrzeń. Startowałam, robiąc lekcje, ucząc się wierszy na pamięć, dukając do kartkówki. Sam na sam, a w poszerzonym składzie. Wystarczy, że jedną nogą stałam mocno na ziemi, pod lampą o zjadliwie zielonym kloszu, z notatkami w ręku, a kontrola rodzicielska nie odbierała żadnych niepokojących sygnałów. „Krążysz sobie? No to sobie jeszcze pokrąż". Operowałam naraz w obu rejsach, nie wypadając z kabiny pilota. Świetne maskowanie, zero przykrości po stronie opiekunów"
Profile Image for Natalia.
76 reviews38 followers
January 13, 2025
nie przeczytam w tym roku już nic lepszego
Profile Image for Domcia.
31 reviews1 follower
September 1, 2025
Wiecie co….
Jakiś miesiąc/ dwa temu przeczytałam prawie wszystko, zostało mi wtedy jakieś 20 stron. I dziś dokończyłam.
Wtedy podobało mi się tak sobie, a teraz jednak bardzo. Nic więcej nie powiem.
Profile Image for Marta W.
26 reviews1 follower
December 9, 2025
4.5🌟

“Ty musiałaś mnie nieść” No to i ja zaczęłam płakać. Bo w tym “nieść” było wszystko.
Profile Image for Natasha Matsiusheuskaya.
76 reviews3 followers
September 29, 2024
чытаючы гэтую кніжку, упершыню сапраўды пашкадавала, што ведаю польскую не на С2. аўтабіяграфічная гісторыя маці дзяўчынкі, якой пазнаваць гэты сусвет і жыць у ім цяжэй чым іншым, інакш чым іншым - пра невыносную немагчымасць дапамагчы, бясконцыя намаганні зразумець, і адначасова цвёрдае і нязменнае матчына 'яна і я ў адной камандзе, разам'. і напісаная такімі трапнымі словамі і метафарамі, што я мусіла надта часта звяртацца да слоўніка, каб іх зразумець і адчуць н�� ўсе сто. нялёгкае для мяне, але насамрэч каштоўнае чытанне.
Profile Image for Doma.
31 reviews
November 18, 2025
- wiem, że masz klucz! ale czy ten twój klucz otwiera czy tylko zamyka?
Profile Image for Gabi.
173 reviews4 followers
October 1, 2024
Ojej. Płakałum tyle razy. Chciałubym przeczytać tą książkę wcześniej. Wyjaśnić rzeczy w relacjach. Rzeczy, których samu nie byłum w stanie tak skonkretyzować. Jestem bardzo wdzięczne, że ta książka istnieje. Chciałubym pokazywać ją wszystkim z którymi muszę rozmawiać.
Nawet nie chodzi o jakieś podobieństwa między mną, a Rudą. Ta książka staje w absolutnej kontrze do takich porównań. Chodzi raczej o człowieczeństwo. Bycie widzianym. Niezrozumianym, to mogę przyjąć, ale człowiekiem. Tego mi właśnie brakowało. Książka daje przestrzeń matce na opisanie swoich doświadczeń, ale matka nie zapomina, że w momencie wydania książki jest też autorką.

Autorka szczerze opisała rzeczy i wielokrotnie uchwyciła wydarzenia w sposób pozwalający mi zobaczyć ich cały schemat.
I tak, ruch jest straszny, słowa są ciężkie, życie jest trudne, szczególnie kiedy nie rozumiemy co się dzieje, ale przed wszystkim jest miłość.
Profile Image for Alicja.
25 reviews
July 28, 2025
Temat bardzo ważny i tego nie neguję, ale nie mogłam się odnaleźć w stylu autorki. Trudno było mi przebrnąć przez tę książkę.
Profile Image for Mal.
111 reviews10 followers
Read
December 30, 2025
bez gwiazdek, bo nie na pięć, ale jednak trochę głupio dawać mniej w przypadku takiej książki - bardzo osobistej - tym bardziej, że to raczej nie ze względu na język czy nawet treść (w pewnym sensie), a z powodów bardziej, hmm... rozmytych? osobistych?

zaczynając od rzeczy najprostszych: język ładny, choć rzeczywiście mocno poetycki, momentami cokolwiek męczący. sama treść... no właśnie; nie do końca wiem, jak podejść do tej książki (but it's not you, it's me). w sumie mam wrażenie, że to taka książka trochę o wszystkim, a trochę o niczym, to znaczy jest to raczej introspekcja na temat samej autorki, kolekcja scenek z jej życia emocjonalnego przeplatana gdzieniegdzie wspomnieniami pojedynczych wydarzeń - więc jeżeli ktoś spodziewa się bardziej konkretnej relacji z wychowywania autystycznego dziecka, to srogo się zawiedzie. emocje, emocje i przeżycia. no i chyba z tego powodu książka mi osobiście nie podeszła, w sensie - nie sprawiła mi ta lektura szczególnej przyjemności, choć ciężko jest mieć to za źle autorce, bo zwyczajnie chodzi chyba o perspektywę.

nie mam dzieci i nie chcę ich mieć (i jakkolwiek to nie zabrzmi, ta książka wchodzi na listę tych, które tylko utwierdzają mnie w tej decyzji). mam za to autyzm, choć w lżejszej formie, niż córka autorki. nie identyfikuję się więc z matczynymi uczuciami pani kąckiej, charakter jej wewnętrznego świata jest mi zupełnie obcy; skończyłam lekturę z poczuciem, że spędziłam kilka godzin z osobą, której sposób bycia... zwyczajnie niesamowicie mnie męczy. zamiast głębokiego zrozumienia dla matki, która bardzo, bardzo chce dostać się do wewnętrznego świata swojego dziecka, a nie może, czuję zmęczenie samymi jej próbami, jej upartym pragnieniem, żeby się w ten autystyczny świat młodej rudej wedrzeć. do tego w którymś momencie zaczęło mi towarzyszyć trudne do uchwycenia wrażenie, że autyzm nabiera w tej książce aury jakiegoś efemerycznego, nieziemskiego zjawiska - trudnego, tak, wiele utrudniającego, owszem, ale jednocześnie jakoś tak poetycko wyjątkowego, uwrażliwiającego i tak dalej. nie przemawia to do mnie zupełnie, ale to już nie wina autorki i nie argument umniejszający wartość tej książki. być może innym rodzicom dzieci autystycznych ta lektura da dużo więcej - a to już jest bardzo ważne: poczuć się widzianym.

ja w czasie lektury poczułam się widziana tylko raz, czytając ten fragment:
Trudno, bardzo trudno jej mówić o reakcjach ciała. Na stres, na smutek. "Powiedz mi, jak się czujesz, co czuje twoje ciało?" - ile już razy słyszała to pytanie. Prawie nigdy nie odpowiedziała. Jakby żyło osobno.

no bo tak to właśnie jest.
Profile Image for Bartosz Jakubowski.
9 reviews
December 31, 2025
Bez cienia wątpliwości "Wczoraj byłaś zła na zielono" wchodzi na moją osobistą listę TOP10’25. To była uczta, choć pokarm wcale nie tak łatwo strawny. I rzecz nie tylko w nielekkim temacie jakim jest życie z neuroatypową córką, ale też w języku, którym po mistrzowsku posługuje się autorka. Ekwilibrystyki słowne zachwycają, ale też wymagają dużego skupienia, czasem przeczytania zdania kilka razy. Wszystko to jednak bez krzty efekciarstwa i przesady.
Książka osobista, szczera, ale też mądra, z czułym taktem i szacunkiem traktująca Rudą, wokół której plecie się narracja.
To nie jest skarga ani oskarżenie. Prędzej literackie studium przypadku - rodziny składająca się z Rudej i Pingwina. Nie brakuje w nim subtelnego humoru (bez rechotu), odrobiny sarkazmu i autoironii.

"Łopuchy pachną , pocą się zapaszyście jak zwierzęta i są na pewno drapieżne."

"Ale czy ten twój klucz otwiera czy tylko zamyka?"
Profile Image for Julia ♡.
226 reviews5 followers
August 13, 2025
Wspaniała! Podziwiam panią Kącką od kiedy tylko miałam okazję chodzić na jej zajęcia - jako niezwykle kompetentną badaczkę. Teraz dochodzi do tego także mój ogromny szacunek do niej jako niezwykle silnej kobiety (w tym przypadku to naprawdę nie jest pusty frazes) oraz pisarki, która tak wprawnie włada językiem, choć chyba czuje, że to za mało, żeby się porozumiewać.
Piękna lektura, zachwyca kunsztem, intymnością relacji matka-córka w spektrum. Polecam!
10 reviews
January 5, 2026
Ta autobiografia porusza niełatwy temat w niełatwy sposób. Proza Elizy Kąckiej jest nieoczywista, układa historię życia swoją i córki w nielinearny sposób, wymagający zmiany podążania za wątkiem - co obrazuje próbę przeniknięcia matki w nieoczywisty świat córki.
Dla mnie nie była to książka na jedno przeczytanie, momentami dłużyła się i była męcząca. Już po samym przeczytaniu odnoszę wrażenie, że być może taki był zamysł autorki.
Profile Image for Teleseparatist.
1,279 reviews158 followers
November 21, 2025
Są takie części, które bardzo mi się podobały, pięknie napisane, poruszające językiem. I są też takie naleciałości, które wydawały mi się jakoś tam niewłaściwe - to zawsze trudne, gdy pisze się o memoirze, bo w życiu nie zawsze jesteśmy wrażliwi i nasz język bywa nieprzemyślany, ale te kolonialne naleciałości (inne kultury użyte jako metafory albo stereotypy) i tropy o niepełnosprawności budziły mój opór.

Obraz życia z niepełnosprawnością w Polsce - zawsze dobijający. Obraz uwrażliwiania się na potrzeby i inne postrzegania - ciekawy.

Niektóre fragmenty - zmęczyły mnie.

Fragmenty z cytatami wypowiedzi adresowanych do Kąckiej - uderzające.
Profile Image for Bierka.
51 reviews2 followers
December 6, 2024
daje 3.5 bo nie trafiła na dobry grunt czasu ale tak sobie wyobrażam że w innym okresie czytałoby mi się dużo lepiej druga połowa jakoś bardziej w moje struny uderzyła z podążaniem za rudą i językiem jak instrumentem którego się przecież trzeba nauczyć a to dla mnie takie inne więc mi zmienia trochę i popłynęłam choć nie od razu (ponad miesiąc była ze mną…)
Displaying 1 - 30 of 170 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.