"Robaki w ścianie" to moim zdaniem bardzo udany debiut i ciekawy kryminał, będący jednocześnie małym okienkiem na Bydgoszcz i Polskę z końca XX wieku. Podobała mi się dbałość o szczegóły w kreacji świata oraz dość łagodnie wprowadzaną, obszerną ekspozycję, która wtajemniczała w sekrety miasta nie tylko jego mieszkańców, ale i tych, którzy nie byli zaznajomieni z Bydgoszczą.
Początkowo "Robaki" mnie nie zachwyciły. Miałam dość duży problem z zaakceptowaniem postaci wiodącej, Marka Bondysa, który na przestrzeni pierwszych dwóch godzin audiobooka wielokrotnie rozwodził się nad tym, jaka powinna być prawdziwa kawa (czarna, mocna i gorąca) lub ile papierosów nie pali i dlaczego. Takie cechy zbyt mocno kojarzyły mi się z innymi bohaterami kryminałów, którzy ze swoich upodobań do gorzkich trunków i papierosów, czynili tarczę męskości. Całe szczęście komisarz Bondys miał więcej do zaoferowania i po nieco przydługim rozpędzie, nabrał więcej charakteru. Bohater odkrywa przed nami co raz więcej swoich drobnych nawyków i manieryzmów, które autorka zgrabnie łączy z mizofonią. Po jakimś czasie również wzmianki o papierosach ograniczają się do marki, a kawa staje się po prostu kawą, dzięki czemu można skupić się na innych rzeczach.
Sama zagadka kryminalna była ciekawa, choć rozwijała się powoli i długo musieliśmy czekać na powiązanie ze sobą wszystkich nitek. Podobało mi się, że śledztwo błądziło, a zespół śledczy popełniał błędy, skupiając się na nieodpowiednim aspekcie lub źle interpretując ślady. Było kilka momentów naprawdę zaskakujących, jak i kilka takich, w których czytelnik mógł poczuć się sprytny, dzięki domyśleniu się rozwiązania przed bohaterami. Narracja podrzuca nam kilka fałszywych tropów i nie zdradza wszystkiego od razu, dzięki czemu ostateczny finał śledztwa jest naprawdę ciekawy.
Postaci stworzone na potrzeby fabuły, które stały się jej stałym elementem, były charakterystyczne i żywe, choć momentami dość stereotypowe w swoich założeniach. Nie uważam tego za wadę, w końcu czytając kryminały poniekąd oczekujemy choć odrobiny znanego schematu. Tutaj autorce udało się bardzo zgrabnie przepleść stereotypowych bohaterów kryminału z jakimiś unikalnymi cechami, odróżniającymi ich od rzeszy innych młodych policjantów, lekarzy sądowych, czy naczelników policji. Sam Marek Bondys zyskuje sympatię czytelnika z czasem, nie bez pomocy pani Estery i uroczego, psiego towarzysza — Kodeksa.
Tym, co wydało mi się najmniej prawdopodobne i budziło czasem moje wątpliwości, jest progresywność poglądów komisarza Bondysa. W latach 1990-2000 albo jeszcze nie było mnie na świecie, albo dopiero co się z nim oswajałam, więc ciężko mi to ocenić, jednak jego tolerancja i wrażliwość na takie określenia, jak "wariat", wydały mi się zaskakujące u dorosłego, doświadczonego gliniarza. Być może jednak to ja oceniam tamte czasy zbyt surowo.
Po przydługim wstępie książka naprawdę mnie wciągnęła i słuchałam jej z przyjemnością. Na pewno będę również śledzić dalsze losy Marka Bondysa.