Brawurowa historia, która nie przejdzie bez echa w świecie miłośników fantastyki i fanów detektywistycznych tajemnic!
Jakim cudem detektyw, uparcie zwący się tropicielem, odnosi takie sukcesy? Gdy władze miasta Tin-Leve zlecają Kavlowi wyjątkowo trudne zadanie, ten radzi sobie znakomicie. Detektyw nie wie jednak, że to wyłącznie test, wstęp do ważniejszej misji. Tym razem będzie musiał wykorzystać swoje niespotykane umiejętności przeciwko Kościołowi Żywych, organizacji nie tak świętej, za jaką chciałaby uchodzić.
Zdeterminowany tropiciel podejmuje wyzwanie, chociaż wie, że na drodze, poza ludźmi, staną mu cienie zmarłych i ożywieni powstańcy. Nie zrezygnuje, gdyż jego zawodowy cel zdaje się mieć coś wspólnego z prywatnym. Kavel bowiem poszukuje kobiety, która może mieć dla niego odpowiedzi. Kobiety, która w zaświatach, miejscu, gdzie detektyw nabył zdolność wiązania się z cieniami zmarłych, zastrzegła: „Nigdy mnie nie odnajdziesz”.
Zanurz się w tajemniczej historii naszpikowanej akcją i humorem oraz mrocznymi zagadkami.
Zacznę od samego początku, a więc prologu. Bo to jeden z najbardziej intrygujących wstępów, jakie przeczytałem w ostatnim czasie. Mistrzowsko rozegrany, wciągający i dający obietnicę czegoś wyjątkowego w dalszej części książki 🥹
Śledzimy losy głównego bohatera niejako z dwóch perspektyw, bo Kavel jest jednym, ale na dobrą sprawę dwoma postaciami. Jego życia przedzieliło na pół dramatyczne doświadczenie, a od tamtej pory posiadł cenne umiejętności, za które płaci jednak wysoką cenę. Owe zdolności wykorzystuje jako detektyw, co przynosi mu sukcesy, ale i przysparza wrogów.
„Kroczący…” jest dla mnie dobrze wyważonym miksem fantastyki i powieści kryminalnej, choć przeważający jest tu wątek fantastyczny. Autor pieczołowicie przygotował tło fabularne, ożywiając świat i nadając mu głębię, co uwiarygodnia prowadzone przez bohatera, magiczne śledztwo. Atmosfera powieści jest ciężka, bardzo mroczna i – trudno to inaczej wyrazić – osnuta cieniami. Ta wyjątkowa, tajemnicza relacja z innymi bytami jest dodatkowym, ciekawie zaprezentowanym smaczkiem.
Muszę to napisać, bo znowu mam swoją ulubioną postać drugiego planu. Berra skradła mi serce. Kiedy Kavel zaczyna z nią rozmowę, wiem, że będzie ciekawie. Przeczytajcie, a dowiecie się, o co chodzi 😏
Książka zarówno dla fanów kryminalnych zagadek, jak i mrocznej fantasy. Czekam na drugi tom! 😍
„Kroczący wśród cieni” Jarosława Kukiełki to powieść fantasy opowiadająca o przygodach pewnego detektywa, czy raczej tropiciela, który przypadkowo zostaje uwikłany w polityczny spór władzy i Kościoła. Ma on również pewne niespotykane zdolności ułatwiające mu przeżycie w tym świecie pełnym intryg i niebezpiecznych cieni zmarłych.
Już od pierwszych stron autor nadaje powieści mroczną i gęstą atmosferę. Poprzez głównego bohatera przeplata świat żywych ze światem zmarłych. Kreuje całkowicie nowe uniwersum, pełne politycznych machinacji i nietuzinkowej magii. Bardzo przypadła mi do gustu postać detektywa z zamiłowaniem do eksperymentów chemicznych, który skrywa własne tajemnice. Do tego postać pewnej staruszki od samego początku skradła moje serce.
Podobało mi się to, jak autor dodaje książce warstw i głębi poprzez wprowadzanie kolejnych wątków i postaci. Choć z początku liczne zmiany perspektyw wydawały mi się chaotyczne, tak z czasem łączyły się w jedną spójną całość. Jest to zdecydowanie powieść pełna akcji i choć humor autora nie do końca do mnie trafił, tak wciąż dosyć dobrze się na niej bawiłam.
To do czego mogłabym się przyczepić to postacie drugoplanowe. O tyle o ile nasz główny bohater jest wykreowany bardzo rzetelnie, tak niektórym postaciom brakuje nieco głębi, a relacje jakie rozwijają się między nimi, a detektywem są odrobinę zbyt pośpieszne. Mam nadzieję, że dostaną one trochę więcej uwagi w kolejnych tomach.
Uważam, że „Kroczący wśród cieni” to całkiem udany debiut i początek świetnie zapowiadającej się serii, która z pewnością dotrze do wielu wielbicieli fantastyki.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.
Książki nie ocenia się po okładce, ale czasem tak korci to zrobić no.
A więc okładka. Ktoś tu potężnie spaprał kolorki panu debiutantowi. To wszystko jest nieczytelne, a zwłaszcza nazwisko autora, które jak dla mnie wygląda jak Kkiełka. Fioletu na czerni też nie widać jakoś za specjalnie. Nie wiem co tu się stało, ale wydaje się to dość podstawowym błędem.
Co do fabuły, to zaczyna się to wszystko naprawdę dobrze. Mamy detektywa, który na start rozwiązuje ciekawą sprawę, ma swoją przeszłość, zostaje uwikłany w jakiś dziwny spisek z kościołem. Do tego miksu wpada bardzo dobry pomysł na magię, pozwalającą na opętywanie duchów i korzystanie z ich talentów. Świat też jest dobrze zarysowany, nie czuć tu jakiegoś info dumpu, a informacje zazwyczaj przydają nam się od razu do dalszej akcji.
Brzmi świetnie co nie?
No nie
Problemy zaczynają się z czasem, by w okolicach 3/4 fabuły nam eksplodować w twarz. Tym dalej w las tym gorzej.
Zaczyna się niewinnie, bo wprowadzeniem trzech nowych postaci i dość chaotyczne rozwijanie wątków z nimi związanych. Nagle książka dostaje dość rwanej narracji, typu na jednej stronie bohater wychodzi z karczmy, żeby na drugiej już być zakuty w kajdany w lochu. Nic nie wiemy. Niesamowity chaos się zaczyna robić, czytelnik nie wie co gdzie i jak. Nie pomaga ciągłe, ale to ciągłe zmienianie osoby narratora. Na to nie ma wyraźnego podziału ani nic, po prostu nagle zonk, zmienia się osoba, do której przyklejamy kamerę. Nie ma żadnej spójności w tym wszystkim.
Zakończenie, pomimo bycia całkiem ciekawym i spójnym, wprowadza jeszcze więcej wątków i zadaje masę nowych pytań. Jest jednym wielkim plot twistem.
I tu mój największy problem tej książki. Ona nie stoi na własnych dwóch nogach. Nie jest całością. Jest rozbiegiem przed dalszymi tomami. Nie miałbym z tym żadnego problemu, gdyby Jaśnie Pan Oświecony Wydawca oznaczył gdzieś fakt, że czytam debiut w postaci tomu pierwszego czegoś dłuższego.
ALE NIE
PO CO
Na wszystkich bogów pietruszki i marchewki, to jest chyba 3 raz w tym roku jak mi wydawnictwo uznaje, że nie oznaczy, że to pierwszy tom, bo jeszcze by ktoś nie przeczytał w obawie w pchanie się w serie. Może ja nie chce się pchać w serię co? Może chciałem zamkniętą historię?
Fantastyka połączona z książką detektywistyczną? W to mi graj 😊 Po opisie od razu zapaliłam się do czytania. Moje chęci dodatkowo rozbudziła wiadomość, ze to jest debiut, a debiuty uwielbiam, bo nigdy nie wiadomo, czego się po nich spodziewać.
Powieść zaczyna się z przytupem i nie traci rezonu do ostatniej strony. Autor naprawdę dobrze poradził sobie z budowaniem świata, mieszając klasyczne motywy fantasy z elementami z dzisiejszego, realnego świata (odwołanie do sprawy Depp - Heard rozłożyło mnie na łopatki 🤣) Do tego dorzucił sporo przygody, jeszcze więcej tajemnic i odrobinę humoru, który wybitnie trafia w moje gusta. Najbardziej jednak zachwycił mnie mój ulubiony motyw w literaturze fantastycznej, a mianowicie religia: mamy tu przepychanki z kościołem, mamy coś na kształt zaświatów i, co najważniejsze, mamy dopracowane połączenie tego z realizmem. Brawo! Właściwie nie mam za bardzo do czego się przyczepić. Autor potrafi w równowagę i wszystko tutaj gra jak w najlepszej orkiestrze - nikt nie fałszuje, nikt nie wychodzi przed szereg, a słuchacz (w tym wypadku czytelnik) jest zadowolony i na koniec bije brawa i woła o bis.
To jest bardzo udany debiut. Czekam na kolejny tom.
Interesujący świat i bohater, którego losy angażują, ale zabawa wątkami romantycznymi (które okazały się istotne dla całej fabuły) była nijaka. Zakończenie natomiast trochę mnie zmęczyło. Spodziewałam się czegoś lepszego, ale nie było też źle. Bardziej... po prostu ok, o.
Całkiem klimatyczny, brudny świat i niezły pomysł na magię/nadnaturalne aspekty tegoż. Niektórzy bohaterowie tacy, że nawet się człowiek uśmiechnie od czasu do czasu...
ALE
Za dużo ekspozycji, za dużo tłumaczenia, za mało wiary w czytelnika i jego inteligencję.
No i ten wątek romantyczny, odważnie spleciony z głównym wątkiem fabularnym, ale jednak jakiś taki... zbyt dosadny, zbyt bezpośredni. Zabrakło mi tu subtelności i sugestywności w dialogach i opisach.
Detektywistyczne fantasy? Biorę... i proszę o więcej 🙌
A co w ogóle znajdziesz w książce? - Kavel - pyskaty, cyniczny, pewny siebie, zabawny (zależy dla kogo 🤭) o skołowanej duszy tropiciel vel detektyw - krainę ludzi i cieni - polityczne rozgrywki, manipulacje i szantaże - państwo vs kościół - tajemnicze zniknięcia do wyjaśnienia
"Kroczący wśród cieni" to: - ryzykowne przeżycia, drążenie tajemnic i skradanie się w mroku - wyraziści bohaterowie (w szczególności Berra cierpiąca na "nadimpulsywną krewkość choleryczną" 😆) - oryginalna i dynamiczna akcja - mocny początek i zaskakujący koniec 👀
A to debiut, proszę Państwa, debiut. Ja nie wiem czy jestem gotowa na kontynuację (żarcik, oczywiście że jestem, już teraz!) 👏
Wziąłem tą książkę jako dodatek do promocji 3 za 2 Sqn nie spodziewałem się niczego wyjątkowego ,a tutaj wciągający i ciekawy świat z wyjątkowym systemem magii opartym na duchach i cieniach niedawno zmarłych. Kafel jest specjalistą w odnajdywaniu ludzi ,prowadzi też własną misję odnalezienia kobiety z przeszłości do tego wszystkiego potrzebuje ukrycia i tajemniczości ,a jednak ostatnio władza zaczyna się nim za bardzo interesować i ma dla niego ciekawe zlecenie. Najlepsza jest za to Berra starsza kobieta uwielbiam gdy się pojawią i co ja łączy z Kaflem. Ogólnie wokół niego jest dużo kobiet bo jeszcze 2 siostry z matryjarchatnego państwa które prowadzi wojnę ze wszystkimi do okoła . Wątek miłosny jest tutaj dla mnie trochę dziwny i słaby ale poza tym super książka zwłaszcza budowa świata i lektor słuchając czuć że cały świat żyje i nie kreci się wokół głównego bohatera. A końcówka nie jestem pewien czy wszystko zrozumiałem ale od razu zabieram się za drugi tom
Mam wrażenie, że książka zasługuje na więcej, ale dosłownie trafiła na najgorszy okres czytelniczy od dawna. I to ciut jej odejmuje. Co jest ironią, bo dosłownie nie mam nic do zarzucenia.
Świetny główny bohater, cudowne postacie drugo planowe, świat, który żyje i ma swoje zasady, magia, która swoją surowością pociąga... I finalnie romans, który porusza pozytywnie i negatywnie równolegle.
Kocham tą historię i chce przeczytać ponownie, już w lepszym okresie ✨
Całkiem dobrze się jej słuchało. Bardzo ciekawy system z cieniami i powstańcami - ten wątek mam nadzieję, że będzie rozwinięty w kolejnej części. Trochę się pogubiłam w wielkiej intrydze antagonistów, ale to może być kwestia audiobooka.
Jest tu wszystko czego można sobie życzyć od dobrej historii - ciekawy, dopracowany świat, bohaterowie, których losy śledzi się z zainteresowaniem, wartka akcja. Autor ma we mnie nową, wierną czytelniczkę! 4.5 gwiazdki za powieść, dałabym kolejne pięć za lektora ☺️
Wymęczyłam ją nareszcie! 3,5 ⭐️ pomysł świetny, ale wykonanie już nie. Za dużo komplikowania i na siłę robie z czytelnika ślepego na wskazówki i dlatego trzeba powtarzać coś tysiac razy.
Mrok wypełnia każdy kąt tej historii, zbrodnie przeplatają się z elementami sfery sacrum, a nieustanna walka Kościoła z państwem o władzę prowadzi do kolejnych zniszczeń. W tym świecie nikt nie ma łatwo, ale trudno jest konkurować z problemami głównego bohatera - jego własnymi, a także tymi wynikającymi z... wykonywanej pracy. Gdy po traumatycznych przeżyciach udaje mu się w miarę ustatkować, zostaje uwikłany w intrygi na szczeblu nieco przekraczającym jego kompetencje. Czy życie wspomnieniami i marzeniami przyniesie mu upragniony efekt, czy raczej kompletnie pogrąży?
"Kroczący wśród cieni" to świetna powieść, zapewniająca wiele przygód i emocji. Gatunek fantasy crime, który umieszcza postać detektywa [chociaż głównemu bohaterowi nie spodobałoby się to określenie ;)] w fantastycznym świecie, łączy elementy, które uwielbiam, pozwalając cieszyć się zarówno zagadkami, jak i oryginalnymi elementami należącymi do nierzeczywistości.
Wyjątkowy klimat wzmacnia też nieliniowa narracja, która czasem przenosi nas do przeszłości, i z racji wieloosobowości co jakiś czas zmienia obiekt zainteresowania. Tę historię się pochłania, co jest zasługą dopracowanego stylu, nastrojowych opisów oraz dynamicznych i sarkastycznych dialogów.
Rzadko udaje się osiągnąć taką równowagę, że fabuła i kreacja świata są klarowne i nieprzesadnie zagmatwane, a przy tym totalnie nieprzewidywalne. Rozwiązania tajemnic są świetnie dawkowane - Autor zachowuje się niczym rasowy gracz, który wiedząc, że ma dobre karty, odsłania je powoli, z pewnością siebie i satysfakcją. Poczucie szoku i zrozumienia, gdy poszczególne wątki złączyły się w zdumiewającą, ale logiczną całość, było fascynujące, do momentu uświadomienia sobie bezlitosnej prawdy zawartej w słowach "Koniec tomu pierwszego".
Ostatecznie jednak odpowiedzi prowadzą do jeszcze większej liczby pytań, co sprawia, że rozbudzony przez ten znakomity debiut apetyt literacki popycha myśli w stronę kolejnego tomu (a najlepiej wielu tomów).
Połączenie świetnego i chwytającego czytelnika humoru z brutalnymi, często krwawo się kończącymi potyczkami i bardzo ciekawym systemem magicznym sprawia, że książkę nie tylko czyta się z zainteresowaniem, ale również z wypiekami na twarzy, bo każda z nietypowych spraw Kavela niejednokrotnie kończy się absurdalnie, a jeszcze lepiej (bo absurd w tej książce jest genialny) zaczyna.
Już we wstępie dowiadujemy się, na czym będzie polegać cała książka. Kavel, zwący sam siebie tropicielem, wykonuje z pozytywnym skutkiem dosyć łatwe jego zdaniem zadanie, które jednocześnie jest testem i 'zaproszeniem' (którego oczywiście nie dostał) do kolejnych, często brudnych zadań od możnych. Przyświeca mu jeden cel - odnalezienie kobiety, którą poznał w dosyć niecodziennych warunkach. Pędząc od sprawy do sprawy, stara się za każdym razem uszczknąć chociaż strzępek informacji, który przybliży go do zrealizowania swojego celu. W międzyczasie, również w niezbyt ciekawych okolicznościach, poznaje dwie kobiety z odległego państwa, z którymi nawiązuje współpracę początkowo opartą na nieufności i podejrzeniach, które wraz z postępem fabuły przeradzają się w coś więcej, niż sam podziw.
Jarosław Kukiełka finał stworzył w taki sposób, że chyba sam lubi kryć się w cieniach (na których opiera się system magiczny),bo pewnie niejeden czytelnik chętnie by go dorwał w swoje ręce za takie zakończenie historii. I oczywiście niewydanie kolejnego tomu na drugi dzień.
Postaci wyszły świetnie, pełne humoru, kierowane swoimi wartościami i potrzebami. A chyba najjaśniejszą i najbardziej uroczą z nich jest Berra, intrygująca starowinka sypiąca kąśliwymi uwagami i żartami na każdą stronę, a i od użycia przemocy fizycznej się niewzbraniająca. Wszystkiemu towarzyszą czasami wręcz komiczne wymiany zdań pomiędzy bohaterami, a nawet częste nawiązania do kultury (jak np. dobrze znana rozprawa rozwodowa, w której na jaw wyszło, że "pani temu panu do łóżka..").
Książkę jak najbardziej polecam i nie mogę się doczekać kontynuacji. Berra czeka!
Książkę podrzucił mi bookbeat i cieszę się, że to zrobił! Kiedy zobaczyłam że to debiut, nie mogłam uwierzyć. Już od pierwszych słuchanych minut fabuła wciąga, a postacie i ich kreacja sprawiają że nie chciałam przerywać słuchania. Duże brawa też dla lektora, myślę że Filip Kosior sprawił, że ta książka ożyła i tak bardzo mi się spodobała. Na pewno jest to książka dla osób które lubią mroczne światy fantasy, które wśród swojej fabuły mają brutalność i realność prawdziwego świata. Z plusów: + kreacja świata, każde miejsce byłam w stanie wyobrazić sobie i poczuć jego klimat, + pomysł na powstańców i cienie - z zawartym tchem poznawałam właściwości cieni + opis mitologii i religi świata, + kreacja bohaterów którzy mają swoją historię i postępują zgodnie ze swoim charakterem (szczególnie postać babci, uwielbiam tę postać!) + opisy walki, które nie raz sprawiły że byłam w szoku i widziałam masakryczne sceny bitwy + zwroty akcji, i porcjowanie informacji o głównych bohaterach
Znalazłam również parę minusów: - zbyt mało szczegółowy opis niektórych sytuacji (miałam wrażenie że czasem brakuje fragmentu opisu sytuacji, który pozwoliłby mi na lepsze zrozumienie tego co się wydarzyło) - przeskoki w fabule, które czasami były dla mnie za szybkie, chciałam dowiedzieć się co działo się między jednym a drugim wydarzeniem - postać kobieca, która w późniejszym etapie książki miałam poczucie, że stała się nagle troszkę 'słabsza' niż na początku fabuły - końcówka która miałam wrażenie że nagle była szybsza i bardziej dynamiczna niż początek i środek książki +/- teeen koniec! 🤯
Podsumowując: bawiłam się FANTASTYCZNIE. CHCĘ WIĘCEJ. Zdecydowanie sięgnę po kolejną część.
Ale to była udana czytelnicza przygoda! Świetnie się bawiłem, a podchodziłem do tej książki totalnie bez żadnych oczekiwań.
Całość bardzo przypominała mi w klimacie pierwsze tomy Viriona, które bardzo cenię. Bardzo doceniam pomysł na magię cieni związana poniekąd ze śmiercią, bo to bardzo oryginalny pomysł (dotychczas z samą magią cieni spotkałem się tylko w Księdze Nocy, ale tam była podana w zupełnie inny sposób).
Już od pierwszego tomu widać, że autor bardzo dobrze zaplanował całe uniwersum, wrzucając gdzieniegdzie wzmianki o różnych krainach, historiach ze świata czy legendach.
Szukam, szukam, szukam i nie mogę znaleźć… Pod- (chociaż patrząc na okładkę, można odnieść wrażenie, że to jednak "nad") -tytuł mówi, że: „Nigdy mnie nie odnajdziesz”, ale nie powinno się to tyczyć znalezienia prostej informacji, czy książka jest jednotomówką, czy częścią serii. Czy to dla czytelnika ma takie wielkie znaczenie? Moim zdaniem: zdecydowanie tak.
PS. Jednak znalazłam. Rozwiązanie zagadki znajdziecie na końcu recenzji. 😉
Tytuł powieści należy traktować jak najbardziej dosłownie. Mamy do czynienia z historią, w której bohater kroczy wśród cieni… W tym momencie możecie mi przerwać i powiedzieć: wielkie mi mecyje, ja też kroczę wśród cieni: ludzi, mebli, drzew, budynków, no nic tylko wszędzie cienie i cienie. I taaak, macie rację, patrząc okiem realisty, to całe kroczenie wśród cieni nie jest jakimś tam wielkim halo. Tylko tu mamy do czynienia z fantastyką i – w odróżnieniu od świata wykreowanego przez autora powieści – w naszym świecie cienie raczej nie spuszczają łomotu, nie opętują ludzi, tudzież same nie dają się opętać. To już robi jakąś tam różnice, co nie?
Jarosław Kukiełka pakuje czytelnika w sam środek imprezy. Zapomnijcie o "beforku", czy innym wprowadzeniu, pierwsza strona i na dzień dobry widok na szubienicę. W ten sposób poznajemy naszego głównego bohatera Kevala i od razu turlamy się z akcją dalej. Keval to młody mężczyzna, który zarabia na życie jako detektyw. Detektyw w quasi średniowiecznym świecie? Dlaczegóż tak? Bo jest popyt, a w dodatku Keval to lubi i dzięki bardzo szczególnym, choć nie koniecznie mile widzianym i może odrobinę przerażającym zdolnościom jest niezwykle skuteczny.
Przeszłość Kevala jest owiana tajemnicą. Raz na jakiś czas, tu, czy tam pada słówko lub dwa dotyczące czegoś z jego wcześniejszego życia – które, zaznaczmy od razu, odbija się tęgą czkawką na obecnym, i na tym przez długi czas koniec. Bohater doznał amnezji i tylko czasem ma jakieś przebłyski? No może w pewnym stopniu, ale wie dość, by choć trochę rozjaśnić czytelnikowi, ale nie. Autor po prostu nie pozwala mu nic więcej zdradzić. Takie: wiem, ale Ci nie powiem, poczekaj jeszcze trochę. Gdy ktoś zaczyna coś mówić i nagle przestaje, to moja reakcja jest następująca: gadasz, to gadaj, a jak nie, to nie zawracaj gitary, tam są drzwi. Książce nie ma sensu tego mówić. Skąd wiem? Próbowałam. I zostałam w bardzo niegrzeczny sposób zignorowana.
Fabuła książki – w wielkim skrócie – skupia się na kolejnych zleceniach otrzymywanych przez Kevala, które wikłają go w wielce niebezpieczną państwową, grożącą upadkiem całego kraju intrygę, a także na osobistej krucjacie młodego mężczyzny. Główny bohater pakuje się w kolejne kłopoty, kroczy wśród cieni, a w międzyczasie pojawiają się kolejni drugoplanowi bohaterowie. Jest ciekawie, sporo się dzieje i tylko to poczucie bycie niedoinformowanym jest solą w oku. No, chyba że przeczytacie opis, wtedy będziecie wiedzieć sporą część tego, co autor skrzętnie dawkuje przez pół książki.
Świat wykreowany przez autora na średniowiecznej bazie jest dość ciekawy. Szczególne zainteresowanie wzbudza występujący w nim specyficzny rodzaj magii związany z cieniami.
Wątki romantyczne, sceny seksu i tym podobne są obecne w niewielkich ilościach, zarówno w myślach, jak i czynach, ale bez szczegółów. W skrócie: jeśli ktoś nie przepada, to da się przymknąć oko.
Język powieści jest prosty i przystępny, a trzecioosobowy narrator nie zagłębia się przesadnie w umysły bohaterów i nie zasypuje czytelnika długimi przemyśleniami. Opisy otoczenia są raczej oszczędne, nie uświadczycie też miotania wulgaryzmami – ktoś czasem życiowo zaklnie, ale wszystko w granicach rozsądku. I można by pomyśleć, że powieść nadaje się nie tylko dla dorosłych, ale również dla młodszego czytelnika – można by, gdyby nie to, że pojawiają się malowniczo opisane sceny brutalnego i efektownego mordowania. Zdecydowanie nie dla dzieci, ale czy od razu dark fantasy? Może odrobinę.
I wszystko byłoby w miarę dobrze, bo na pewno nie wspaniale – bez przesady, klasyczne fantasy z naciskiem na akcję i intrygę, bez jakichś fajerwerków, gdyby nie zakończenie. Bo jak autor przez całą książkę jest wyjątkowym skąpiradłem, jeśli chodzi o dzielenie się informacją z czytelnikiem, tak w kulminacyjnym momencie ładuje w odbiorcę cały magazynek kolejnych intryg ukrytych pod pierwotnymi intrygami i informacji typu: kto, komu, gdzie i dlaczego – robi się z tego niezły chaos. Na dodatek – jako że nie wiadomo, czy to jednotomówka, czy jednak seria – cała fabuła ląduję w krzakach, bo świat nadal jest zagrożony zagładą, tylko może odrobinę większą, a los głównego bohatera stoi pod wielkim znakiem zapytania. Jeśli to seria – zakończenie wzbudza niedosyt i oczekiwanie na kolejną część może być trochę bolesne, jeśli jednotomówka, to… nie przepadam za takimi zakończeniami jednotomówek.
Pozwólcie, że w tym momencie zacytuję Wam zdanie, które pojawia się na samiusieńkim końcu książki:
„KONIEC TOMU PIERWSZEGO”
Zagadka rozwiązana, mamy do czynienia z serią, tylko dlaczego ta informacja znajduje się na samym końcu książki? Dlaczego w opisie ani na Lubimy Czytać nie ma słowa o tym, że to pierwszy tom serii? Ktoś coś próbuje ukryć? Próbuje skusić czytelników szukających jednotomówki, podsuwając im coś, co z wierzchu jednotomówkę udaje? Mam nadzieję, że nie przyjadą po mnie smutni panowie w czarnych garniturach… a jeśli przyjadą, to doceńcie moje poświęcenie.
Teraz weź człowieku i to podsumuj, ba poleć to jeszcze komuś. „Kroczący wśród cieni” nie jest złą książką, nie jest też książką świetną, w dodatku to część serii, więc decydując się na nią, powinniście być świadomi, że będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość i grzecznie czekać na kontynuację. Jeśli powyższe nie stanowi dla Was problemu, a szukacie pełnego przygód i intryg, odrobinę mrocznego, momentami brutalnego fantasy, którego akcja rozgrywa się w ciekawym świecie, to ta książka może Wam się spodobać.
Czy mi się podobało? Takie może być z minusem, nie jest źle, ale dobrze też nie.
🕸 🕸 Kroczący wśród cieni probuje zrobić coś nowego na rynku fantastyki i za to ogromny plus. Po raz pierwszy mamy do czynienia z romansem pomiędzy fantastyką a historią detektywistyczną. Lubię takie odświeżające połączenia, a kiedy dorzucimy do tego fakt, że historia jest debiutem swojego autora to wszystko sprawia że usiadłam do tej historii z ogromną przyjemnością.
🕸 🕸 Autor stworzył naprawdę nietuzinkowy świat fantasy. Mamy bowiem świat gdzie przywoływanie zmarłych i polityczne gierki są codziennością. Główny bohater Kavel jest klasycznym archetypem detektywa a zarazem cudownie ten motyw odświeża. Jest bowiem pewny siebie, mroczny i zdecydowanie posiada szare poczucie moralności, ale czy znacie innego detektywa, który ma naprawdę mroczne zdolności? No właśnie. Tego po prostu nigdzie wcześniej w polskiej fantastyce nie grali. Strasznie podobała mi się błąkająca się przy naszym bohaterze staruszka — dodawała tej subtelnej nutki nostalgii, dawała te krótkie chwile czasu na refleksję. Cudownie równoważyła więc bardzo mroczną i ciężką narrację naszego detektywa. Uwielbiam, kiedy kraina, w której toczy się główna historia nie wisi w próżni - za to ogromny plus dla Pana Jarosława. Mamy tu wszystko, co potrzebne, aby odpowiednio wczuć się w tą historię. Nie zabrakło nawet porządnego opisu ustroju politycznego.
🕸 🕸 Niestety są też rzeczy, po których dosyć szybko rozpoznacie, że książka jest debiutem. Miałam wrażenie, że wszystkie postacie drugoplanowe są w tej książce potraktowane jedną kreską. Każda zależność pomiędzy Kavelem a bohaterami z nie pierwszego planu były pośpieszne, powierzchowne czasami miałam wręcz wrażenie ze pewne rzeczy wyskakują mi tu nieco z próżni. Bez wyraźnego powodu. Warto również wspomnieć o rzeczy, która mnie odrobinę rozbawiła.. Mam bowiem wrażenie ze Kavel jest w tej historii niczym kapitan statku. Wiecie w każdym porcie inna.. Wręcz ukulał się nam tutaj mały harem. Zwyczajnie nie jestem targetem tego typu motywu więc miałam tutaj lekki zgrzyt ząbkami. Mam świadomośc, że KWC to dopiero pierwszy tom czegoś większego. Pozostaje mi więc mieć ogromną nadzieję, że w następnych tomach zależności między bohaterami zyskają tak potrzebną głębię — szkoda aby z tego powodu marnować potencjał całości.
🕸 🕸 Mimo wszystko uważam, że "Kroczący wśród cieni" to bardzo dobry debiut, mimo iż niepozbawiony wad. Historia łapie swojego czytelnika już od pierwszych stron i puszcza go dopiero pod koniec. Kavel jest postacią, za którą chce się podążać — ma swoje wewnętrzne konflikty, nie jest kryształowy, ale mimo wszystko potrafi walczyć z tym co zgotował mu autor.
🕸 🕸 Stylistycznie jest naprawdę bardzo smacznie — mimo iż Pan Jarosław debiutuje tą historią nie odczuwa się tego w stylu, jakim rozpisał tą historię. Tekst jest pełny nastrojowych i głębokich opisów, dobrych dialogów, które umieją wprowadzić w odpowiedni nastrój. Wszystko więc bardzo ładnie się nam tutaj zazębia mimo, żemomentami kroczący wybitnie nie jest historią dla mnie nadal oceniam tą historię bardzo pozytywnie. To naprawdę bardzo fajny debiut. Acz ten cliffhanger na końcu co niektórych z pewnością zirytuje...hihihihi🔥🤭🤭
Na start chce pogratulować wydawnictwu SQN. Za wydanie kolejnej niszy gatunkowej w polskim wydaniu.
Zaczynając od plusów:
Kukiełka zbudował fascynujące otoczenie dla swojej opowieści. Świat pełen zmarłych, politycznych intryg i kościoła walczącego z państwem to sceneria, która intryguje i zaprasza do zgłębiania. Moc głównego bohatera, Kavela, jest ciekawa, zwłaszcza że wpisuje się on w archetyp klasycznego detektywa, ale z mrocznym twistem. Zdolności bohatera – w mojej opinii są dość przesadzone.
Warto również wspomnieć o scenach akcji. Te momenty naprawdę błyszczą – są dynamiczne, krwawe, a nawet absurdalnie zabawne. Kukiełka doskonale balansuje brutalność z humorem, co sprawia, że książka trzyma w napięciu i pozwala na chwile oddechu. Szczególnie wyróżnia się postać staruszki której humor i kąśliwe uwagi stanowią świetny kontrast dla mrocznej atmosfery historii.
Prolog i generalnie sam początek książki to w mojej opinii najlepsze co tą książkę spotkało.
Niestety, nie wszystko działa jak należy.
Największym problemem „Kroczącego wśród cieni” są dialogi. Często wydają się one sztuczne, a postacie, zachowują się jak dzieci/nastolatki, co znacząco obniża wiarygodność bohaterów. Brakuje im głębi, zwłaszcza postaciom drugoplanowych, które wydają się szkicowane jedną kreską, bez większej osobowości. Związki między nimi rozwijają się zbyt szybko i sztucznie, co odbiera całości nieco uroku.
Ponadto, autor miejscami zbyt mocno stawia na ekspozycję. W rezultacie akcja czasami zwalnia, a fabuła staje się nudnawa. Kukiełka często „tłumaczy” czytelnikowi, zamiast pozwalać mu odkrywać. Nie pomaga też wątek romansowy, który wydaje się wręcz nachalny – każda kobieta, której myśli poznajemy, obsesyjnie rozmyśla o seksie, co wydaje się niepotrzebnym uproszczeniem i momentami wręcz śmiesznym. Przypomina mi ta książką Powiernik mieczy. Przez co książka wpada w dziadowanie.
Warto również zwrócić uwagę na zakończenie. To, co miało być cliffhangerem, może irytować, pozostawiając czytelnika z poczuciem, że książka nie daje mu pełnych odpowiedzi, a jedynie mnoży pytania. Ta książka nie stoi sama na własnych nogach. A jednocześnie nie daje mi nic w zamian za to.
Podsumowując
Czuje się jak bym czytał fanfic? Autor wymyślił sobie świat w piwnicy i teraz bardzo chce mi go pokazać. Jednak ktoś musi powiedzieć w końcu aspirującym autorom, że świat to nie wszystko. Zresztą autor powinien zachęcać mnie do poznawania tego świata a nie wrzucać mi chamską ekspozycje i infodumpy. Kurde przeczytałem już sporo książek, wiele z nich opiera się na światach. Jednak te światy są średnie bądź autorzy nie potrafią ich pokazać. To jest trochę jak ta rozmowa z ziomkiem o światotwórstwie. Stworzyłeś świat. SUPER. Opowiadasz mi o nim świetnie brzmi fajnie. Jednak to opowieść o świecie a nie historia w nim, przez co jest to cholernie nudne. Autorzy nauczcie się do cholery jasnej opowiadać historię o świecie a nie pisać o świecie. 1.25/5
Tę książkę czytałam dość długo i bynajmniej nie dlatego, że była nudna, co to, to nie! “Kroczący wśród cieni. Nigdy mnie nie odnajdziesz” to ciekawa książka, choć jej przeczytanie zajęło mi ponad dwa miesiące. Bo jest to książka naprawdę porządnie napisana. książka, z fajnie zbudowanym światem fantastycznym, ale coś w tej książce sprawia, że nie mogłam się w nią wciągnąć i dopiero ostatnie sto stron pochłonęłam. Jest dobra, z paroma błędami, ale wielką fanką nie zostanę, bo ostatnie strony nie są w stanie nadrobić trzystu poprzednich.
Weźmy się za postacie. Mamy ich tutaj dość sporo, ale człowiek może czuć, że przyjął by nawet więcej - łatwo ich rozróżnić, są barwne i mają własne życie, własne relacje między sobą, nie kręcą się tylko wokół głównego bohatera - łatwo niektórych polubić, a do innych żywić niechęć. Można się pojawić jednak zamieszanie, kiedy zaczniemy poruszać temat tego, kto za kogo się podaje i kto jakie imiona nosi... ale to tylko nadaje głębi powieści. Bo tutaj każdy może okazać się każdym.
On jest największym plusem tej książki - dopracowany, mroczny, ciekawy... Z własną religią, historią i kulturą. Widać, że autor naprawdę mnóstwo serducha włożył właśnie w ten element książki. Jest też dobrze wyjaśniony - nie nachalnie, stopniowo, ze smakiem... Naprawdę mi się to podobało, choć momentami musiałam kilka razy trzymać niektóre fragmenty, by w stu procentach zrozumieć.
Tutaj dla mnie jest największy minus. Tak naprawdę akcja dla mnie zaczęła się koło trzechsetnej strony (książka ma nieco ponad czterysta). Wcześniej oczywiście coś się dzieje, ale nie wiadomo, do czego dążymy, czego szukamy razem z głównym bohaterem. A jeśli przypomnimy sobie, że “och, on chce [coś]” to wciąż tego nie czuć. Tak naprawdę cele pojawiły się dla mnie dopiero pod koniec i choć były on ciekawe, to nie były na tyle istotne, żeby stanowić oś całej książki. Za mało jak dla mnie było wyjaśnień “dlaczego”.
Zwrot akcji na ostatnich stronach był naprawdę świetny i niespodziewany. Choć dla mnie niezwykle zagmatwany i nie do końca zrozumiały. Podobał mi się, ale to było jak dobra ostatnie zdanie w dyskusji, może poprawić nieco wrażenie odbiorcy, ale nie sprawi, że ktoś pokocha całą książkę. Niestety nawet to nie mogło wzbudzić we mnie uwielbienia do całokształtu.
Poświęćmy też sekundkę na okładkę tej książki... Jest śliczna, ale mnie mocno dezorientowała - co tu jest tytułem?! Wielki napis na całą okładkę (“kroczący wśród cieni”) to jest nazwa serii, o czym dowiedziałam się... dzisiaj. Nie jestem tego fanką - raczej utarło się, że to mniejszy dopisek jest nazwą serii, a większa część jest tytułem. No nie w tym przypadku... Ale to oczywiście pierdółka, choć może komuś nieco utrudnić znalezienie np. pierwszego tomu jeśli nie będzie pamiętał tytułu, który brzmi “Nigdy mnie nie odnajdziesz”...
"Kroczący wśród cieni" jest jednym z najbardziej udanych debiutów, jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać. Jarosław Kukiełka świadomie i konsekwentnie przedstawia na stronach powieści wykreowany przez siebie świat, odpowiednio dawkując informacje i wyjaśniając targające bohaterami motywy. Warto wspomnieć też o dość archaicznym języku, który nie jest typowy dla wydawanych obecnie książek. Zastosowana mowa, w połączeniu z silnym kultem religijnym i różnymi przynależnościami narodowymi, nadaje odpowiedniego klimatu i zachęca odbiorcę do zagłębienia się w przedstawiony świat. Nawet przez chwilę nie odczułam, że autor z czymkolwiek się spieszył- wszystkie zagadki, czy niejasności, które wymagały sprostowania, zostały objaśnione. Jednocześnie pozostał wyważony niedosyt, zachęcający czytelnika do sięgnięcia w przyszłości po kolejną część. Mamy tu do czynienia z dwoma liniami czasowymi, co wychodzi na jaw po czasie. Kavel nazywający siebie tropicielem, pozwala się poznawać powoli, nie ujawniając wszystkich swoich możliwości, wspomnień i motywów. Każdy rozdział jest swojego rodzaju zaskoczeniem. Z początku, trudno zrozumieć niektóre zależności czy zasady, panujące w "Kościele Żywych", jednak cierpliwość popłaca. Dodatkowo zapoznamy się ze światem umarłych, cieniami, które pozostają po śmierci w świecie żywych, bóstwami i ich wyznawcami. Główny bohater jest niezwykle ironicznym, cwanym i prowokującym mężczyzną. Jego zmienne nastroje i inteligencja, nadają powieści odpowiednie tempo, co wcale nie oznacza, że postać jest bez wad. On sam, jak i cały świat, są nieprzewidywalni, dynamiczni i momentami brutalni. Nic nie jest oczywiste- a nie ma w książkach niczego lepszego niż zaskakująca historia i jej zakończenie. Elementy horroru, intrygi, komedii i mistycyzmu, przewijają się przez całą opowieść, nie pozwalając na nudę i bezruch. Każda z postaci drugoplanowych wnosi do książki coś istotnego- zwłaszcza że diametralnie się od siebie różnią. Zarówno sojusznicy, jak i przeciwnicy, zdają się stworzeni indywidualnie, a łączą ich jedynie wspólne sprawy, takie jak interesy, czy religia. Sięgając po tę książkę, czytelnik otrzyma gwarancję akcji, tajemnicy, złożonej fabuły i mroku, który zdaje się nie posiadać ograniczeń. Tin-Leve, jako główne miejsce akcji, choć z początku nieprzystępne, na końcu okazuje się centrum spisku, zagadek i boskich wyroków. Zarówno dla fanów fantastyki, jak i kryminałów, będzie to godna uwagi pozycja, którą śmiało, można polecić kolejnym czytelnikom.
Chciałbym napisać, że to rewelacyjny debiut, ale byłaby to obraza dla tej książki. Uważam bowiem, że to rewelacyjna książka, bez rozpatrywania jej w ramach debiutu. Nie wiem, gdzie wcześniej ukrywał się autor i ile „rozbiegówek” napisał przed Kroczącym, ale ta książka to już konkretny sztos.
Czytam fantasy od wielu lat. Ciężko mnie już czymś zaskoczyć. A Jarosław Kukiełka zrobił to bezczelnie i bez żadnych skrupułów. Nie bawił się w jakieś podchody do czytelnika lub używanie sprawdzonych schematów. Zaczął fabułę z grubej rury i tak też ją zakończył. Gdyby opisywać tę sytuację memem to na pytanie jak bardzo wciągająca jest książka i ile ma zwrotów akcji i fabularnych fajerwerków, odpowiedziałbym: tak.
Całe szczęście, że ten debiut wydaje uznane wydawnictwo oraz okładka przyciąga uwagę. W dobie oceniania książki głównie po okładce, daje to szansę Kroczącemu, że nie przepadnie w zalewie przeciętnych książek i dotrze do większego grona czytelników. Naprawdę warto. Nie przypominam sobie tak dobrego debiutu. Książka jest dopracowana, wciągająca i oryginalna. Autor nie idzie utartymi schematami. Nawet jej gatunek, który określiłbym jako urban fantasy, nie dzieje się we współczesnym mieście. Moim zdaniem autor czytał samych dobrych autorów gatunku, wziął z nich najlepsze składniki i zrobił własne danie. A że jest utalentowanym kucharzem to wyszło naprawdę smakowicie.
Jedyną uwagę mogę mieć do drobnego chaosu narracyjnego. Być może taki był zabieg. Ponadto autor stosuje retrospekcje w formie wspomnień głównego bohatera, które nie są specjalnie oznaczone w tekście. W formie audio, w jakiej poznałem książkę, było to odrobinę mylące i wymagało uważnego słuchania i orientowania się w fabule.
Gorąco zachęcam Was do lektury, bo książka kończy się takim cliffhangerem, że ciężko teraz wytrzymać do kolejnego tomu. Podobało mi się, że autor nie brał jeńców i skończył książkę tak, że konieczna jest kontynuacja. Nie był zachowawczy i nie napisał zwartej całości. Na zasadzie, że nie wiadomo czy będzie wydana kontynuacja itp. Tak jak pisałem wyżej. Odważnie zaczął i odważnie skończył. Dlatego czytajcie i dajcie kredyt zaufania autorowi. Szybko go spłaci. Polecam!!!
Głównym bohaterem jest Kavel (Vartik-Kavel) – cyniczny i bezczelnie skuteczny detektyw, który woli nazywać siebie "tropicielem". Jego sukcesy w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych nie biorą się jednak ze zwykłej dedukcji. Kavel posiada unikalną, mroczną zdolność, którą nabył w zaświatach – potrafi łączyć się z cieniami zmarłych.
Akcja nabiera tempa, gdy władze miasta Tin-Leve zlecają Kavlowi wyjątkowo trudne zadanie. Szybko wychodzi na jaw, że był to zaledwie sprawdzian. Tropiciel zostaje wynajęty (częściowo skuszony obietnicą ogromnej kasy i bezkarności, a częściowo po prostu zaszantażowany), by uderzyć w Kościół Żywych – wpływową i potężną organizację religijną, która z byciem "świętą" ma niewiele wspólnego. Kavel trafia w sam środek bezwzględnej, cichej wojny między świecką władzą a kościelnymi intrygantami.
Ma Babeczke, dwie dupeczki z panstwa kobiet.
Detektyw przyjmuje niebezpieczne zlecenie, ale ma w tym również swój prywatny interes. Desperacko szuka pewnej tajemniczej kobiety, która posiada kluczowe dla niego odpowiedzi. To właśnie ona, gdy Kavel przebywał w zaświatach, rzuciła mu tytułowe wyzwanie, mówiąc: „Nigdy mnie nie odnajdziesz”.
Vibe: Książka to świetny miks mrocznego dark fantasy i detektywistycznego kryminału (fantasy crime). Klimatem przypomina Constantine'a, egzorcystę Felixa Castora czy przygody inkwizytora Mordimera od Jacka Piekary.
Berra: Ważną postacią jest przyjaciółka Kavla – stara, mądra i niesamowicie pyskata Berra. Ich relacja jest pełna ironii, wzajemnych złośliwości, ale i lojalności. Babcia.
Świat: Jest brudno, mrocznie i brutalnie. Fabuła jest naszpikowana świetnymi, naturalnymi dialogami, czarną magią, zjawami, politycznymi spiskami i dynamicznymi walkami.
W skrócie: To pełna akcji i czarnego humoru historia o detektywie, który gada z cieniami, wplątuje się w intrygi potężnej sekty i za wszelką cenę próbuje wytropić ducha kobiety ze swojej przeszłości.
This entire review has been hidden because of spoilers.
😫 ja to serio chciałam jakoś bardziej polubić, ale jesus ducking christ...
1. nie mogę patrzeć na okładkę, bo te fioletowe oczy tak idiotycznie na niej wyglądają, że za każdym razem jak to widzę to się zastanawiam co ktoś miał w głowie to tworząc. One były by spoko jakby wszystko było bardziej na płasko i były matowe (?) (idk trzeba widzieć okładkę żeby zrozumieć bo nawet nie potrafię wyrazić słowami tego jak bardzo ktoś spieprzył sprawę czymś tak durnym)
2. mimo dobrego pomysłu (a nawet bardzo dobrego, bo normalnie byłabym zachwycona) to wykonanie jest średnie (jak nie gorsze) ~ jakby to skakanie od jednej akcji do drugiej, często bez żadnego połączenia między nimi mnie dobiło. W jednym momencie kurde walka i rekonwalescencja po niej a potem z niczego, po przewróceniu kartki pojawia się jakiś randomowy moment z tańcami i idk czym jeszcze (bo totalnie nie zrozumiałam tego fragmentu i nie wiem jaki był jego sens)
3. Błędy... 💀 Ja idk nawet czy mam winić autora czy osoby, które to wszystko sprawdzały itp itd, ale no kurde. Niektóre zdania nie mają sensu. (+są też momenty, w których np. zamiast 'którym' jest napisane 'którą', na co mogłabym przymknąć oko i uznać, że no db jakieś tam drobne błędy i literówki się zdarzają. Ale po tych kilku zdaniach, przy których musiałam się zatrzymać i czytać je kilkukrotnie żeby ogarnąć, że to nie ja jestem problemem, tylko one są źle napisane... To już do takich pierdół też się muszę przyczepić. Po prostu jakaś siła wyższa nie pozwala mi postąpić inaczej)
Więc jedyne za co daję tu 3⭐ to: pomysł + końcówka (która też była co prawda chaotyczna i ofiarowuje więcej pytań niż odpowiedzi, ALE mimo wszystko była najciekawszą częścią książki +przez nią/dzięki niej wmawiam sobie, że może jest początkiem czegoś dobrego i kolejny tom będzie lepszy)