Matko droga, jaka naciągana książka. Nie ma żadnej metody tulpy w terapii, to jakaś koncepcja z buddyzmu tybetańskiego, którą żaden profesjonalny terapeuta nie ma prawa stosować w terapii, bo nie jest szamanem. A jak klient się upsychotycznia, to nie kierujesz go do psychiatry, ale to już moment na hospitalizację 🤦🏼♀️. Nie mogę czytać takich bzdur o terapiach i fantazji o psychice ludzkiej bez umocowania w żadnej realności. A główny bohater niedojrzały, pełen kompensacji wielkościowych, z toksycznym modelem męskości i bardzo niestabilnym, wątłym poczuciem wartości, co akurat było spójnie i dobrze przedstawione. Fobia społeczna wydawała mi się jedynie szczytem góry lodowej jego problemów. Zdecydowanie osoba na terapię, ale na taką prawdziwą, a nie na szamańskie ekscesy. Mnie osobiście bardzo trudno było z nim sympatyzować.
Literatura popularna, w tym thrillery jak “Amelia”, często upraszczają lub tworzą nierealne fantazje dla technik terapeutycznych, aby na siłę zrobić coś ciekawego dla fabuły, co prowadzi do mitów – np. tulpa jako “równoległa osobowość” sugeruje szybką dysocjację bez ryzyka, ignorując badania wskazujące na potencjalne nasilenie objawów dysocjacyjnych u osób z traumą. APA i Europejskie Towarzystwo Psychologiczne ostrzegają przed takimi narracjami, bo pacjenci czerpią z nich oczekiwania nierealistyczne, co komplikuje psychoedukację.