Złotym okresem tej serii była niewątpliwie druga część pierwszej części i pierwsza część drugiej części, ale pierwsza część pierwszej części i trzecia część też były niczego sobie. Proste? Proste. Teraz mowa o części czwartej — „Cześć, i dzięki za ryby” — i części piątej, znanej w niektórych kręgach jako „W zasadzie niegroźna”. No i cóż... jeśli na poprzednich częściach śmiałem się o tak: HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA, to teraz niestety co najwyżej chichotałem, a i to w granicach rozsądku (and I hate rozsądek, you guys). W dużym skrócie:
„Cześć, i dzięki za ryby” wpada we własne sidła, bo fabuła sama odziera się z tego, co w niej najśmieszniejsze, i musi szukać humoru w innych rejonach. A nie zawsze się to udaje. Wiedzą to czytelnicy, wie to autor — w pewnym momencie pisze, że jeśli wątek romantyczny Cię nie interesuje, to przewiń do ostatniego rozdziału, który jest naprawdę koks i zawiera Marvina. Oddając sprawiedliwość wszechświatowi, trzeba przyznać, że ostatni rozdział jest naprawdę koks i zawiera Marvina. Ostatnia Wiadomość Boga do Jego Stworzenia — top momentów tej serii, po to się ją czyta ❤️. Ale koniec końców warto przebrnąć przez środek, bo pojawia się tam Wonko Zdrowy Umysłowo, a ziomek naprawdę ma łeb jak sklep.
„W zasadzie niegroźna” zawiera dużo Forda i fajnie jest. I mean, czego chcieć więcej? Ford Prefect dobry na wszystko. Poza tym planeta proroków jest zajebista. A planeta ludzi bez pragnień? Też mistrzostwo. A Colin? Chłopie, pożycz drucika z mózgu, też potrzebuję. Nawiązanie do Kurta Vonneguta? Fajowe, na poziomie nawiązania do twierdzenia o nieskończonej liczbie małp. Zakończenie? Okej, ta seria nigdy nie bawiła się w prowadzenie fabuły do jednej konkretnej puenty. Z tego co wyczytałem, autor planował następną część, ale nie zdążył, więc dokończył ktoś inny. Nie mam uprzedzeń; poczytamy, zobaczymy.
Kończąc wywód: na dwóch ostatnich częściach oryginalnego „Autostopem...” bawiłem się nieźle. To nieźle, wstydu nie ma, ale jednak poprzednio bawiłem się ZARĄBIŚCIE, co oznacza mimo wszystko pewien spadek. Tak czy siak, Douglas Adams na zawsze w mym serduchu i chciałbym pogadać z nim o bezsensie wszechświata przy mocnym whiskey.
Dobra, to tyle, cześć, i dzięki za przeczytanie, buziaki!