Kwintesencja mojej pracy. Ludzie przychodzą z rzeczami kompletnie niezwiązanymi z branżą budowlaną, i żądają, ale to ŻĄDAJĄ rozwiązania. I nic, możesz im tłumaczyć, oni nadal swoje... A później skarżą się, że urzędnik bezduszny.
A z drugiej strony to szkoda babki, bo nie dość, że się nachodzi, naprosi, to nic nie załatwi. Bo się, czasami, po prostu nie da. Także strzeżmy się ludzi, którzy zaczynają zdanie od słów...
"Jestem słaba, bezbronna kobieta. Jak pójdę do adwokata, to po tobie śladu nie zostanie. Trzech lokatorów wpakowałam do kozy, a za twoje zuchwałe słowa będziesz się jeszcze u nóg moich tarzał..."