Czasem zapałka, która daje w życiu płomyk nadziei, może wzniecić największy pożar.
Aubrey Lee ma dwadzieścia jeden lat i nie lubi tego, że jest w pewien sposób sławna. Samotnie wychowuje swojego synka i stara się poradzić sobie z tragedią, która niedawno ją dotknęła. Nagle w jej życiu pojawia się Reg Stan. Spotykają się zupełnie przypadkiem, ale od tego czasu łącząca ich nić zdaje się nieprzerwana. Ten utalentowany chłopak, który kilkoma dźwiękami gitary wydobywa z Aubrey największe emocje, wprowadza do jej codzienności dużo melodii, ciepła, uczucia… i nie tylko.
W rytmie uczuć jest jej debiutanckim spełnieniem marzeń i na pewno nie ostatnią napisaną powieścią. Czyta książki, uwielbia o nich mówić i dzieli się swoimi przemyśleniami w mediach społecznościowych. Od dziecka zakochuje się w bohaterach literackich i wszystkich napotykanych zwierzętach. Pierwszy raz po tej drugiej stronie, ma nadzieje, że czytelnicy pokochają stworzoną przez nią historię.
Nie była najgorsza na całym świecie, ale była taka nijaka, niewiadomo dla kogo i z dupy. Więcej powiem na TikToku ale odpowiadając na pytanie z jednego z filmów: Czy książkowi influ potrafią pisać? W tym przypadku moim zdaniem nie
Ps. Oliwkę uwielbiam i jestem ultra z niej dumna, że napisała własną książkę, ale no nie trafiła ona do mnie
Trafia do top 2 najgorszych książek jakie w życiu czytałam 👌🏻 Wkrótce pełna recenzja.
EDIT: Sięgając po „W rytmie uczuć” spodziewałam się przyjemnej opowiastki, lekkiego romansu, czegoś idealnego na ciepły wiosenny wieczór. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy dostałam jedną z najgorszych książek, jakie w życiu czytałam!
Nie mówię tego lekko. Nie lubię przesadzać, dramatyzować. Wierzcie mi więc, że ta książka naprawdę zaszła mi za skórę. Nie mogę znaleźć ani jednego dobrego jej aspektu. Także zapnijcie pasy i przygotujcie się na dłuuugą recenzję. Zamierzam się rozgadać i wylać tu swoje gorzkie żale, bo wymęczyła mnie ta powieść niemiłosiernie. A nawet nie ma 300 stron…
Zacznę od tego, że starałam się znaleźć pozytywy w tej książce – chciałam choćby dać jej punkty za poruszenie paru ważnych tematów. Jednak to, jak te tematy poruszono, było tak nieumiejętne, że zamiast zastanowić się nad tym społecznym problemem i jakoś głównym bohaterom współczuć, to albo się z nich śmiałam, albo mnie denerwowali swoim ciągłym marudzeniem. Pewne informacje są nam powtarzane tyle razy, że czułam się, jakby ktoś traktował mnie jak idiotę o pamięci złotej rybki – a wydaje mi się, że pewne rzeczy zapamiętałam nawet lepiej niż sama autorka, która wylewając na nas wiadra ekspozycji miejscami przeczy sama sobie. Lub popełnia zwyczajne błędy, których redakcja nie wyłapała, jak np. to, że najpierw bohaterka zakłada buty, żeby niecałe pół strony dalej zbiegać ze schodów boso.
Jak już o bohaterach mowa, ci są jednowymiarowi; Aubrey i Reg mają po dwie określające ich cechy, zaś postacie poboczne może po jednej. Są takimi nijakimi kukiełkami z papieru, nic nie wnoszącymi, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Przepraszam, jest jedna postać drugoplanowa, która ma pewne znaczenie – Emily sieje zamęt, żeby w książce cokolwiek się działo. Jest to jednak postać tak przerysowana, tak karykaturalna, że nawet najbardziej odklejonym scenarzystom Nickelodeonu się to nie śniło. A „fabuła” jaką wprowadza? Badziewny sposób na wymuszenie niezgody między głównymi bohaterami, mającej ich na parę stron skłócić, by po chwili w kaskadzie łez do siebie wrócili. Co gorsza, dzieje się to kilka razy, w kółko ten sam mechanizm, sprawiający, że Aubrey i Reg (choć głównie Aubrey) okazują się jeszcze głupsi niż się to do tej pory wydawało. Bo to, jacy niby są cudowni, czytelnikowi próbuje się wmówić w szczątkowych myślach bohaterów lub dialogach, absolutnie nie widzimy tego na własne oczy.
Gdyby tego było mało, Reg jest tak usilnie zieloną flagą, że brakuje mi określenia na ten odcień zieleni. To nie jest butelkowa zieleń, to nie jest soczysta zieleń, to nie jest neonowa zieleń – choć do tej jej najbliżej, bo ta jego „zielonoflagowatość” daje po oczach tak mocno, że aż wzrok wypala. W każdym aspekcie musi być najzieleńszy, najdojrzalszy, najbardziej wspaniałomyślny, świętszy niż wszyscy święci. Stał się przez to nie tylko nierealistyczny, ale i zwyczajnie nieznośny – gdy ktoś mi tak usilnie próbuje wepchnąć do gardła tonę waty cukrowej, mając nadzieję, że się w bohaterze zakocham, reakcja może być tylko odwrotna. Zamiast być uradowana ilością spożytego cukru skończyłam jak BoJack na początku pierwszego odcinka – zwracając całą tę watę. Tylko ofiarą zamiast ogródka sąsiada stali się moi przyjaciele, którzy musieli wysłuchiwać mojego wyklinania.
Cała relacja między Regiem i Aubrey też jest grubymi nićmi szyta – jest to oczywiście typowe insta love bazujące tylko na pociągu fizycznym, a główni bohaterowie znając się ledwo parę dni dramatyzują bardziej niż Romeo i Julia. Nie czuć żeby jakakolwiek więź się między nimi budowała, widzą się pierwszy raz na oczy i już są zakochani. Praktycznie nie rozmawiają, tylko przerzucają się żartami skręcającymi z cringe'u – a jakiekolwiek informacje o rozmowe dostajemy w formie "dużo rozmawialiśmy, bardzo miło spędziłam z nim czas, mogłam poznać go lepiej". O czym to jednak były rozmowy? Czego się o nim dowiedziała? Widać nic czym czytelnik ma się interesować. Do samego końca ta relacja wygląda tak samo, do samego końca cały czas coś się nam mówi, zamiast nam to pokazać...
Kolejna rzecz, obok której nie mogę przejść obojętnie to „Polmeryka”. Zacznijmy może od tego, że akcja powieści dzieje się w kraju, w stanie, w mieście. Tak, dokładnie takie informacje dostajemy o świecie przedstawionym. Słysząc „w stanie” możemy jednak założyć, że chodzi o USA – owszem, „W rytmie uczuć” jest kolejną książką polskiej autorki, której akcja z jakiegoś powodu musi dziać się w Stanach. I jest to problematyczne z kilku powodów. Po pierwsze, klimatu USA tu nie czuć. Realia powieści są takie, jakbyśmy byli w Polsce, tylko bohaterowie mają dziwne imiona. Po drugie pokazuje, że autorce nawet nie chciało się robić researchu, żeby spróbować ten klimat oddać. Nie sprecyzowała przecież nawet stanu, bo te często znacznie się od siebie różnią – wszystko prawdopodobnie po to, żeby uniknąć błędów kulturowych. Nieudało się to jednak. Nawet tak ogólne koncepty jak szpitale w USA, praca w USA… nic tu nie ma z tego, jak faktycznie działa USA. A żeby było lepiej (po trzecie i najważniejsze): humor i żarty są typowo polskie – mam przez to na myśli nieprzetłumaczalne żarty sytuacyjne. Np. żart o robieniu lodów. Bohaterowie wybierają się na lody, śmiechom nie było końca gdy żartujemy, że sprzedawczyni robiła Regowi loda. Cała sytuacja dookoła jest podyktowana tym żartem. I nie może mieć to miejsca, bo po angielsku robienie loda nie ma tego drugiego znaczenia, jakie ma w języku polskim. I tak, przeszkadza mi to, bardzo. Nie rozumiem czemu tak boimy się Polski – naprawdę, wystarczyłoby, żeby bohaterowie nazywali się Alicja i Rafał i mieszkali w Warszawie, już by to wszystko więcej sensu nabrało i wcale nie brzmiało mniej „fajnie” czy mniej młodzieżowo.
Większość wątków w tej książce jest całkowicie niepotrzebna, zwyczajnie nie mają one wpływu na resztę historii i nie mają żadnych prawdziwych konsekwencji (a częściowo się nawet urywają bez konkretnego rozwiązania). Nie wiem czy miały być tylko sposobem na rozciągnięcie tej książki, żeby miała więcej niż 50 stron, czy może autorka chciała zaliczyć każde okienko na liście progresywności (ominęły nas chyba tylko wątki LGBT+ i rasizmu… chociaż wszyscy bohaterowie są biali. W USA. Ale ok xd). A samo zakończenie? Jedna wielka zżyna z Colleen Hoover. Obawiałam się tego nieco, bo wiem, iż autorka jest jej fanką i cóż… moje przypuszczenia z początku książki się ziściły. Jeśli znacie fabułę „November 9” CoHo, sami domyślicie się od razu zakończenia. No, tu nieco załagodzonego w porównaniu z książką Hoover, ale jednak „plottwist” ten sam.
Ilość błędów logicznych jest zatrważająca. 99% książki nie ma sensu, timeline kupy się nie trzyma. Żeby było jeszcze lepiej, tę książkę wydało wydawnictwo cieszące się raczej szacunkiem, jeśli chodzi o jakość redakcji, korekty itp. (poza głośną wpadką z LoPiW) – autorka twierdziła nawet, że odkąd „W rytmie uczuć” zostało ściągnięte z Wattpada i trafiło na papier poświęcono mu dużo pracy. Cóż, nie widać tego. Absolutnie. Już nie wdaję się w szczegóły takich bzdur jak to, że trzyletni syn głównej bohaterki jest trzymany w farmakologicznej śpiączce od roku, a potem wybudzają go i w parę dni jest gotowy wrócić do domu (do tego z minuty na minutę wypis ze szpitala dostaje, najpierw się dowiadujemy, że za parę dni Aubrey może go odebrać, a nagle dzwoni lekarz wieczorem i mówi, że może po niego przyjechać już teraz jednak XDDDD). Mam dość tej książki, z tą recenzją kończę przygodę z nią i z twórczością Oliwii Panek, bo nie widzę tu potencjału na nic więcej. Przykro mi, naprawdę liczyłam na fajną, luźną i uroczą opowiastkę.
PS. Zaczynając moją przygodę z czytaniem książek bookinflu nie wiedziałam czego się spodziewać, ale oczekiwałam chociaż powieści poprawnie napisanych – w końcu osoby zajmujące się ocenianiem książek chyba powinny wiedzieć, jak je skonstruować. Z każdym kolejnym czytanym przeze tytułem od bookinflu przekonuję się jednak, że jest niemal odwrotnie. I nie, to nie jest kwestia tego, że oceniam ich surowiej – gdyby były książkami anonimowych dla mnie osób oceniłabym je tak samo, po prostu zawiodłam się mocniej, bo po osobach z naszego książkowego światka oczekiwałam więcej.
PS2. A teraz MINI SEKCJA SPOILEROWA, bo jednak jest parę głupotek, o których muszę napisać xd
– To jak za główną bohaterką uganiają się paparazzi to jakiś dziwny mokry sen polskiego influencera i absolutnie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Pokażę wam przykład i w sumie to nie będzie to spoiler, bo to samiutki początek książki: otóż tak, główna bohaterka jedzie odwiedzić swojego syna w szpitalu. Ponieważ jest niby sławna (to jak zdobyła tę sławę jest trochę naciągane, ale ok) to mimo roku bez aktywności w mediach społecznościowych paparazzi ją śledzą na każdym kroku (ale jednak nie na każdym, tylko wtedy kiedy jest to "potrzebne dla fabuły"). Nie czekają jednak przed wejściem do szpitala, nie. Aubrey wchodzi do środka, idzie na odpowiednie piętro, na odpowiedni oddział i dopiero wtedy ci się pojawiają! Wyskakują chyba z wentylacji, bo nikt ich do tej pory nie zauważył. Rzucają się na Aubrey, robią jej zdjęcia, zadają pytania. Oczywiście ochrony w szpitalu nie ma, zwłaszcza tym amerykańskim, gdzie jak każdy kto ma o USA w stopniu minimalnym jakiekolwiek pojęcie wie; ochroniarze są liczni i chodzą z bronią palną.
– Timeline kupy się nie trzyma (w najlepszym wypadku klejony jest na gluty z nosa) – podsumujmy sobie wszystko co wiemy; 1. Reg wyjeżdża z miasta zaraz po dowiedzeniu się o zdradzie swojej byłej – jego wyjazd miał miejsce dwa lata temu. 2. Do zdrady doszło jak Aubrey miała zaraz już rodzić. Gówniak ma 3 lata. 3. Wypadek miał miejsce rok wcześniej. 4. Reg dosłownie wraca do miasta na początku książki.
Do tego wiek głównych bohaterów jest… dziwnie niski. Wiem, że to częsty zabieg w książkach, zwłaszcza tych mających trafić do młodzieży, jednak w tym przypadku czy mają oni 21 czy 25 lat nie robi różnicy dla czytelnika, a robi znaczną różnicę dla fabuły. Ze wszystkimi informacjami jakie mamy o bohaterach i ich życiach, to nie ma zwyczajnie sensu. Plus, ponownie, jesteśmy w USA, gdzie alkohol wolno pić od 21 roku życia, a z opowieści bohaterów nie wynika, jakoby to miało tam miejsce.
DOBRA, STARCZY. Za dużo czasu poświęciłam tej ksiażce.
Thank you for coming to my TedTalk, gratuluję każdemu kto dotarł do końca tej tyrady. Szanuję, pozdrawiam i do następnego! <3
[Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu WeNeedYA]
Za duzo slodkosci i to do wyrzygu… ckliwa jacie okropnie… Nie ladnie napisane wiem (chodzi o ta recenzje a nie ksiazke), ale bawilem sie fajnie dlatego 3 gwiazki az. Wciagnela mnie ta historia.
Miałam szansę zapoznać się z treścią jeszcze przed premierą🥹. PRZEUROCZA historia, idealna na weekendowe popołudnie lub wieczory spędzone w miłej atmosferze z kubkiem herbaty w dłoni, podczas gdy akcja , po której wodzimy oczami, rozwija się w szaleńczym tempie. Poznajemy losy dwójki bohaterów, którzy zjawiają się w swoich życiach w najmniej oczekiwanym momencie. Ich relacja pogłębia się z dnia na dzień, choć główną bohaterkę zastają czasem sprzeczne emocje i złe przeczucia. Coś, do czego mogłabym się przyczepić, to kreacja bohaterów. Chciałabym lepiej poznać Rega, a mam wrażenie, że jego cechy zostały podane dość pobieżnie. Focus padł tutaj na akcję, co rozumiem, choć właśnie w tym aspekcie czegoś mi zabrakło, by poczuć wydarzenia w pełni 🎀. Historia mogłaby być również dłuższa, na pewno wtedy przyniosłaby jeszcze więcej wyjaśnień, rozrywki, a może i nawet wzruszeń?
Spodobał mi się bardzo końcowy plot-twist! 👀🫢 Mogę zdradzić, ze cała historia zmierza także do czegoś innego niż tylko do rozwoju wątku romantycznego…
Przyjemna dla serca i duszy lektura, podczas której przyjemnie spędziłam czas. Pochłonęłam ją niemalże naraz… zanim się obejrzałam, byłam już dobrze za połową 😝. Bardzo udany debiut🥰. Idealna pozycja na odstresowanie się po ciężkim dniu i do przeczytania, gdy świat zaczyna przytłaczać.
Jeśli też chcecie poczuć ten rytm, zachęcam Was do wczucia się w tę napisaną prosto z serca historię! 💗
JEJU JAKIE TO BYLO SŁODKIE. ta książka wypełniła mnie miłością 🥹❤️🩹
Bohaterowie i ich relacja szybko się rozwija, ale jeśli mam być szczera pierwszy raz raz jakoś mocno mi to nie przeszkadzało. ALE PANI AUTORKO CZY PANI CHCE ŻEBYM JA ZESZŁA? TO NAPIĘCIE I PODTEKSTY. BOZE. 🎀🤭
wątek synka był troszkę mało rozwinięty szkoda, ale reszta była cudowna.
reg ❤️🩹 Kocham go po prostu. To jak traktował Aub, jak dbał o nią, o jej komfort, leczył i po prostu był dla niej. Kupił jej wszystkie kwiaty możliwe w kwiaciarni i pokazał, że nie tylko w jego oczach jest idealna, piękna ale i w jej i każdych innych. 🥹🙏
PLOTTWIST ROZWALIL MNIE JAKBY NIE SPODZIEWAŁAM SIE TEGO SERIO
Tak jak początek był naprawdę okej, a sama fabuła bardzo mnie zaciekawiła, tak im dalej tym było gorzej.
Bohaterowie, jasne słodcy, ale do przesady. A ich niektóre teksty (albo raczej znaczna ich większość) były maksymalnie żenujące.
Mam wrażenie, że ta książka jest tą, którą równie dobrze mogła napisać CoHo, za której tworami również nie przepadam. Bohaterka z problemem rodzinnym + facet na medal, który jest mega uroczy i w ogóle.
Kolejnym minusem było tempo relacji głównych bohaterów. Motyw zakochania się od pierwszego wejrzenia nie jest moim ulubionym, więc być może właśnie to, wpłynęło na mój odbiór, ale oni dosłownie już w początkowych rozdziałach są sobą mega podekscytowani i nie mogą o sobie zapomnieć. Główna bohaterka w pierwszym rozdziale płacze przez bezsilność związaną z sytuacją rodzinną, a nagle po spotkaniu Rega jets najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
I tu pojawia się mój kolejny "zarzut". Szkoda, że wątek jej syna nie został mocniej podkreślony i rozwinięty (jest też prawdopodobieństwo, że to rozwija się później i to właśnie dla tego wątku chciałam dokończyć słuchanie audio, ale przez wyżej wymienione rzeczy nie byłam w stanie). Byłam nim bardzo zainteresowana i liczyłam, że dostaniemy trochę słabszych momentów głównej bohaterki bo wątpię, że w prawdziwym życiu ktoś tak szybko "zapomina" o dziecku w śpiączce na rzecz nowego "kolegi"
Poza tym styl pisania Oliwki jest okej. Składnia jest poprawna, a zdania spójne i logiczne. Ta recenzja totalnie nie ma być hejtem wymierzonym w stronę Oliwii, bo uwielbiam jej osobę i to co robi w bookmediach, a na moją ocenę wpłynęła tylko i wyłącznie sama książka, do której podeszłam z czystą głową i zainteresowaniem.
Dbajcie o siebie!💗 Oliwka (wiem, że czytasz recenzję), gratuluję wydania książki!!! Patrzenie na twoją radość i wdzięczność jest najlepszym uczuciem na świecie! Ja niestety nie polubiłam się z nią, ale wiem, że znajdą się ludzie, którym przypadnie ona do gustu.
Zaczynając czytać tą książkę miałam do niej lekkie oczekiwania ale nie spodziewałam się aż tak dobrej lektury! <3
Była to bardzo przyjemna i słodka historia. Pokochałam główną bohaterkę za jej pozytywne cechy. Nie była ona lekkomyślna - tak jak często zdarza się w literaturze - i wiem, że dość dużo osób może się z nią utożsamiać. Motyw samotnej matki był dobrze rozwinięty i przedstawiony, uważam, że napewno ktoś może znaleźć cząstkę siebie w Aubrey!
Ja kocham slow burn dlatego ten wątek romantyczny, który rozwijał się na pocztaku bardzoo szybko trochę nie przypadł mi do gustu. Później jednak przestał mi przeszkadzać i bardzo przyjemnie mi się czytało historię dwójki bohaterów. Nie sądziłam, że w 300-stu stronowej historii wszystkie wątki mogą zostać tak dobrze rozwinięte. Od samego początku spodobała mi się ta książka i jestem pod wrażeniem napisania bardzo dobrego debiutu przez Oliwię.
Nie byłabym sobą gdybym gdzieś tam nie próbowała doszukać się idealnych cech dla kolejnego fikcyjnego męża.. No i oczywiście Reg był cudowny! Wiem, że gdzieś tam było widać jego wady ale mimo wszystko bardzo go polubiłam.
Zakończenia się totalnie nie spodziewałam, dało trochę wyjaśnień do całej fabuły i wzbudziło we mnie dużo emocji.
Jeżeli szukacie książki, która będzie przyjemną lekturą i nie będziecie się mogli od niej oderwać to z całego serca polecam wam ,,𝐖 𝐫𝐲𝐭𝐦𝐢𝐞 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜'' ♡
*Bohaterowie papierowi, wszyscy przerysowani, tak naprawdę cech ich mało poznajemy, wiemy tylko jacy głowni bohaterowie są mili, kochani i ogólnie cud miód malina, za to wszyscy inni są okropni, bezuczuciowi. Postać Emily, tak niewiarygodna, była tylko po to żeby popchnąć fabułę do przodu, nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki może istnieć. Tak samo z kierownikiem Aubrey i tą pielęgniarką na początku. Totalnie niepotrzebni, byle tylko zapchać czymś fabułę, która i tak długa nie jest.
*Fabuła totalnie bez polotu, niczym się nie wyrozniająca. Na niektóre momenty się krzywilam i jedyne co mi się podobało to miłość Aubrey do jej synka. Nie byłam w stanie uwierzyć w to co się działo pomiędzy głównymi bohaterami. Po kilku spotkaniach dosłownie byli w sobie zakochani. Żarty pomiędzy nimi czasem były nawet śmieszne, a czasem żenujące, krzywiłam się i nie zrozumiałam jak dorośli ludzie mogą się tak zachowywać. Dramy niczym z ukrytej prawdy. Od początku wiadomo o co chodzi, a napięcie jest sztucznie budowane. Zakończenie ponownie nieautentyczne, na siłę smutne a potem zbyt pośpieszone i cukierkowe.
*SPOILER*
*Nurtuje mnie jedna sprawa. Można było uratować Collina jeżeli sprawca nie odjechałby z miejsca wypadku. W takim razie skoro Reg też widział ten wypadek to był wstanie zadzwonić po karetkę i uratować go, jednak tego nie zrobił. Co oznacza, że Collin by żył gdyby tamten nie spanikował.🤷🏻♀️
Zdenerwowałam się pisząc te recenzje. Nie polecam.
czytając tę książkę, czuć że jest ona spełnionym marzeniem i jest to fantastyczne. styl pisania jest bardzo przyjemny, zaangażowałam się od pierwszych stron i przyswajałam tę powieść w dość szybkim, jak na mnie tempie. w treść zostało wplecione wiele istotnych rzeczy, co wychodziło bardzo naturalnie, bo były to po prostu przemyślenia głównych bohaterów. plusem jest dla mnie to, że poznajemy historię z dwóch perspektyw. generalnie, romans nie do końca jest moim gatunkiem, przeważnie nie sięgam po prostu po takie książki, ale tutaj miło się zaskoczyłam. pomimo, że moim zdaniem akcja była trochę pospieszona, niektóre wątki nie do końca rozwinięte i niektórzy bohaterowie trochę przekoloryzowani, to „w rytmie uczuć” było naprawdę przyjemną lekturą. kilka razy zaśmiałam się na głos, trochę się pouśmiechałam. wiele osób znajdzie tutaj coś dla siebie, a dla fanów romansów, albo twórczości colleen hoover, myślę, że już w ogóle będzie super 🩷 gratulacje takiego debiutu oliwia!! niestety nie przeszła próby czasu i totalnie o niej zapomniałam://
Czy odebrałam paczkę z tą książką kilka godzin temu? Tak. Czy czułam się wcześniej tak źle, że usypiałam na stojąco? Tak. Czy przeczytałam ją na raz i właśnie ją skończyłam? TAK.
3.5 ⭐ Całkiem fajna 😁 nic zaskakującego ale też nie było tragicznie ot zwykła historia obyczajowa. Choć w sumie zaskoczenie było jedno mianowicie tematyka i wiek bohaterów bo szczerze się przyznam, raczej obstawiałam, że osoba z bookmediow napisze o nastolatkach a tu proszę wiek zbliżony do samej autorki(chyba xD) Plus za wplatanie tekstów piosenek, które pisał bohater a nie tylko wspominanie o pisaniu, które jest często stosowane. Choć może te teksty brzmią trochę koślawo bez muzyki to jak najbardziej doceniam. 🙌 Podobały mi się też żarciki, niby żenujące bo to dorośli ludzie ale jednak śmieszne no bo przecież mają tylko 22 lata a pamiętając siebie z tego okresu twierdzę, że są idealne 😂 nie no królicze bobki? Niech podniesie rękę ten kto się nie zaśmiał na tym fragmencie 😂😂 I Pies ❤❤ Domyślałam się po trochu plot twistu z końcówki ale jednak nie trafiłam idealnie. Zgadłam tylko jedno xD było to proste ale w tej prostocie było coś ujmującego i do tego jeszcze to jak się potoczyły relacje na samiuśkim końcu. Idealnie wywarzone. Uwazam, że to całkiem dobry debiut. Przyjemny do odsłuchania w gorszej chwili.
Historia przez, którą się płynie. Pełna zwrotów akcji i nowych wydarzeń, ale tak świetnie napisana, że nie ma opcji, abyście się pogubili. Polubicie bohaterów od pierwszy stron, nie wszystkich, ale głównych na pewno. Reg to mężczyzna, którego chciałabym poznać na swojej drodze przypadkowo tak jak Aubrey. Jest opiekuńczy, uroczy i w szczególności cierpliwy. Relacja między nimi rozwija się bardzo szybko, jednak mi to wcale nie przeszkadzało. Chciałam więcej i więcej. Na koniec książki miałam pewną teorie, ale się myliłam i kompletnie nie spodziewałam się tego co przeczytałam. „W rytmie uczuć” to książka przyjemna i urocza, a czytając ją na pewno poczujecie w niej autorkę. Pełna świetnego poczucia humoru i romantyczności.
Całkiem niezła. Na początku fabuła strasznie szybko się toczyła, ale nie przeszkadzało to jakoś w czytaniu. Były momenty, że śmiałam się w głos i po kilka razy czytałam ten sam fragment. Gdzieś w połowie tempo zwolniło i zaczęło mi się dłużyć, w kółko wałkowne tę same tematy, które po prostu już męczyły. (Temat ciała, temat byłej dziewczyny). Końcówka urocza, aczkolwiek nie zaskoczyła mnie. 🌸
Ta książka trafiła do moich rąk dość niespodziewanie, bo otrzymałam ją na spotkaniu autorskim. Wtedy po raz pierwszy poznałam ten tytuł i jego autorkę. Swoją drogą, Oliwia okazała się być bardzo miłą i sympatyczną dziewczyną. Właśnie, główna bohaterka jest niemal odwzorowaniem autorki, wiecie, na okładce jest przedstawiona graficznie, a z tyłu książki na skrzydełku jest jej(głównej bohaterki) zdjęcie z Realu. Choć ze spotkania wiem, że jest to przypadkowe, to i tak ciężko mi się pozbyć tego uczucia. Bardzo mi brakowało opisu wyglądu chłopaka. Wiemy, że ma ciemne oczy i włosy. Ale to chyba tyle. Czy mamy kierować się okładką? Jest koreańczykiem? Serio, spodziewałam się, że faktycznie nim jest i w końcu się dowiemy co robi w Ameryce. W zamian za to jest niezliczona ilość opisów jego ramion, brzucha i tatuażu. Są rzeczy ważne i ważniejsze..? Ich miejsce zamieszkania to też tajemnica, ale niby mieszkają w jednym ze sztatów. Czy naklejka na gitarze na okładce jest podpowiedzią? Mieszkają w LA? Jednak przechodząc do fabuły, to strasznie się irytowałam skokami to w dół to w górę w związku Aubrey i Reg. Jak można być na tyle głupią, Emily?! Cieszy mnie jednak fakt, że Aubrey próbowała wysłuchać Reg'a (przynajmniej na początku, później też bym zaczęła podejrzewać). Cały czas krążyło pytanie, dlaczego Reg nie zablokuje Emily? Tym bardziej, że robił to wiele razy wcześniej(jak się okazało na końcu). Tak w ogóle, to takiego końca na pewno się nie spodziewałam i przyjemnie mnie to zaskoczyło. Zdecydowanie dobrze wpłynęło na moją opinię. Może i wydaje się meeega nierealna, ale czasami książki właśnie po to są, by poznać te niemożliwe historie :). Imię Rory kojarzy mi się z rurą. Zawsze, gdy widziałam jego imię, myślałam o rurze, a do tego przypominałam sobie o wkurzającej dziewczynie z obozu, która miała takie przezwisko. Dlatego więc odrzucała mnie postać synka Aubrey, ale to chyba wyłącznie mój problem xd. Co do okładki, to przejrzałam inne prace dziewczyny, która ją tworzyła i nie wiem, dlaczego akurat w tak ważnym momencie, jak tworzenie okładki, narysowała to... Postać Aubrey jest rozmazana. Trochę jakby została narysowana w osobnym pliku i później przeniesiona na kanapę. Ale przyznam, że jak anioł na pewno wygląda. Naklejka i<3LA na gitarze nachodzi na rękę Reg'a. (btw, dlaczego autorka nie opisała jego gitary, mogła coś wpleść o tych naklejkach :cc). Chyba Pies wygląda tu najlepiej..
Podsumowując: choć ta książka nie wniosła nic do mojego życia, to całkiem nieźle się pobawiłam. Fanom słodkich romansów pewnie przypadłaby do duszy.
"Tonę w jej spojrzeniu. A jeszcze trzydzieści sekund temu myślałem, że umiem pływać."
Wydaje mi się, że ta niska ocena jest spowodowana moimi zbyt wysokimi oczekiwaniami. Chociaż muszę przyznać, że nie była to zła książka. Absolutnie nie. Czytało mi się ją przyjemnie. Pomijam kilka momentów, gdy musiałam na chwilę zamknąć książkę i wziąć głęboki wdech, bo ilości słodkości i cringe’u niemalże doprowadzała mnie do ataku cukrzycy i zażenowania (ale żarcik). Ale naprawdę poza tym nie mam nic do zarzucenia fabule.. Była ona prosta i banalna. Co prawda plot twist na końcu sprawił, że byłam w ogromnym szoku, bo obstawiałam, że to ktoś inny stał za tą nieszczęsną tragedią. Więc przynajmniej był element zaskoczenia.
Właściwie to bohaterowie są największym minusem, zarówno jak i ogromnym plusem tej książki. Muszę przyznać, że od bardzo dawna nie czytałam książki, w której to główne postacie nie są napakowane toksycznym cechami charakteru. Są w zdrowej relacji, wiadomo z kilkoma zawirowaniami, lecz to nie zaburza i tak tego obrazu. Stosunek Rega do Aubrey jest po prostu cudowny. To jak podchodzi do niej, pyta się o zgodę, zanim wykona kolejny krok, nie robi nic na siłę i stara się jej pomóc z zaakceptowaniem siebie - no cudo. To właśnie ta samoakceptacja jest tutaj pięknie przedstawiona. Ale wracając do bohaterów to jest coś, co ogromnie mi się nie podobało i sprawiało, że nie byłam w stanie ich w stu procentach pokochać. Wiadomo, że brak toksycznych cech jest na plusem i z tym się zgadzam. Jednakże nie kosztem tego, że ci bohaterowie nie mają żadnych wad. Naprawdę przez całą książkę czekałam na ukazanie się ich niedoskonałości. No i się bardzo zawiodłam. Ich idealność była dla mnie nie do zniesienia i nierealistyczna. Nie potrafiłam w to wszystko uwierzyć. Tak samo uważam, że bohaterowie byli opisani bardzo powierzchownie. Tak naprawdę nie wymienię wam za wielu ich cech, bo jak dla mnie byli mdli. Byli zbudowani na ich traumach i relacjach z rodzicami i poprzednimi relacjami. Poza tym nie wiem szczerze prawie o nich nic. Co więcej tak bardzo liczyłam na rozwinięcie się tematu i relacji, między Aubrey i jej synem, a tutaj również niestety zawiodłam się. Miałam czasami wrażenie, że główna bohaterka zapominała o swoim synie i dała się ponieść emocjom.
Co do romansu to jako największa fanka slow burnu, jestem po prostu niezadowolona. Ale to tylko moje preferencje, które również zaważyły na ocenie tej książki, ale to już nie jest wina autorki. Osoby, które lubią, gdy wszystko dzieje się mega szybko - ta książka jest dla was. Dla mnie ta cała miłość od pierwszego wejrzenia nie przekupiła mnie. Jednakże nie zmienia to faktu, że dobrze bawiłam się, czytając to, gdy na chwilę zapominałam, że bohaterowie znają się zaledwie kilka dni.
Tak samo jestem bardzo zawiedziona, bo liczyłam na romans takiego serio muzyka, który gra koncerty czy udziela wywiadów. W takim klimacie bardziej obstawiłam, że to będzie, a tutaj jednak tego nie było.
Koniec książki sprawił, że nie jest to zwykłe gołe 2, lecz 2,5. Zdecydowanie kupiłam ten moment, gdy Reg powiedział,że tytułem jego piosenki jest „W rytmie uczuć”. No rozpłynęłam się.
Co do stylu pisania itd. to nie mam żadnych zastrzeżeń. A jak już są, to naprawdę to same poważne lub mniej poważne błahostki, jak właśnie to powierzchowne opisanie wszystkiego.
Ogólnie jest to przyjemniaczek z gigantycznie słodkimi ale także i cringowymi scenami. Czy wam polecam? Szczerze, może.
Na początku myślałam, że mi się nie spodoba, choć naprawdę bardzo chciałam, aby jednak mi się spodobała (Oliwka, wiem że to czytasz i uwielbiam cię! Jesteś mega komfort osóbką 🥹).
Zaczęłam ją słuchać (słuchałam w audio) dzisiaj wieczorem, skończyłam dzisiaj w nocy ii w sumie finalnie nawet mi się spodobała. Jej największym minusem według mnie jest chyba to, że bohaterowie poznali się i już po chwili byli w sobie zakochani. Ile to było? 3 dni? Plus czasami miałam wrażenie jakbym czytała o nastolatkach, mimo że bohaterami są osoby dorosłe (młode, ale jednak). No i według mnie za mało przedstawionych było emocji bohaterki w związku z tym, że jej synek jest w śpiączce i wszystkim związanym z tym później.
Zdecydowanym plusem był ten plot twist. CO TO WGL BYŁO I WOW! Bardzo podoba mi się też sam pomysł na fabułę. Samotna matka, synek w śpiączce, sława, eks dziewczyna, która utrudnia życie (jezu jak ona mnie wkurzała). No i Reg>>> Cudowny chłopak i idealny kandydat na książkowego męża!
O ile początek mi się kompletnie nie podobał, tak z czasem było coraz lepiej i finalnie daję 3,5/5 ⭐
Lekka, urocza i cieplutka historia <3 W książce obecny jest wątek muzyczny, który tak bardzo uwielbiam! ,,W rytmie uczuć'' na pewno przypadnie do gustu fanom Colleen Hoover.
3,75/5☆ Wahałam się z oceną tej książki, ale myślę że 7,5/10 to strzał w dziesiątkę. Śledzę Oliwke w sm już któryś rok i nie ukrywam, że kiedy dowiedziałam się, że wydaje książkę bardzo chciałam ją przeczytać. No i powiem wam, że spodziewałam się czegoś odrobinę innego, ale mimo wszystko historia bardzo przypadła mi do gustu. Widać, że Oliwka kocha iewu i jej historia ma podobny klimat, co jest jak najbardziej moim zdaniem na plus. Końcówka mnie totalnie zaskoczyła, obstawiałam coś bardziej drastycznego ale na szczęście rozwiązanie akcji było inne niż myślałam. Książka jest bardzo ładnie napisana i można znaleźć w niej wiele wartościowych słów.
Jestem bardzo dumna z Oliwii, że wreszcie spełniła swoje marzenie i wydała coś spod swojego pióra. Oby tak dalej girl ♡