Wszystko wskazuje na to, że oddajemy w Wasze ręce ostatni tom serii komediowej poświęconej perypetiom Marii Kostki z Kostki, czyli ostatniej arystokratki.
Zamkowe życie podglądaliśmy przez okrągły rok i wraz z bohaterami tej szalonej opowieści przeżyliśmy wiele zwariowanych przygód. Zadbała o to pani Cicha, nieszczędząca sobie i innym swego orzechowego eliksiru, pan Spock, umilający czas hipochondrycznymi piosenkami, oraz oczywiście Józef, posępny kasztelan, odziany w nieodłączny szlafrok i dzwoniący pękiem kluczy.
Czas dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy! Czy Kostkę zaleje fala miłości? Czy zadziała klątwa rodowa? Czy rodzina Kostków zostanie w Czechach?
Evžen Boček przygotował dla nas wielki finał. Zapraszamy! Bawcie się dobrze!
(Przeklejone z części 1 książki) Bardzo przyzwoite zakończenie serii o ostatniej arystokratce z rodu Kostków. Słuchałam książki w audio i miałam wrażenie, że jakość dźwięku jest dużo niższa niż w innych częściach, coś mi na tym jednym audiobooku szumiało i trzaskało cichutko w tle (mam mega czuły słuch), przez co miałam ochotę obniżyć ocenę o gwiazdeczkę, ale to nie jest wina książki, więc gwiazdka zostaje ;) Pan Spock, Józef, pani Cicha to najlepsze elementy tego cyklu!
Jako niepoprawna fanka arystokratki bardzo długo zwlekałam z przeczytaniem ostatniej części, która, nie wiadomo czemu, została rozbita na dwie króciutkie książki. Uważam ten zabieg za zupełnie zbędny i w jakiś tam sposób skłania mnie do myślenia, że stoją za nim tylko względy finansowe.
Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Niestety tak jest również w przypadku tej fenomenalnej serii. Arystokratka pod ostrzałem miłości to ostatni tom z serii ,,Arystokratki...", z czego bardzo ubolewam. Spędziłam ostatnie kilka lat czytając kolejne części po nocach i śmiejąc się z niebywałego czeskiego humoru. Ale przechodząc do tego konkretnego tomu. Początkowo byłam nieco sceptycznie nastawiona do tej książki, głównie dlatego, że nie rozumiem dlaczego wydawnictwo podzieliło 6 tom na dwie odrębne części, zresztą bardzo krótkie... Moim zdaniem taki wybór był zupełnie niepotrzebny. Mimo wszystko bawiłam się znakomicie podczas czytania. Szczególnie rozbawiły mnie sceny przybycia antyterrorystów. Fenomenalne! Bohaterowie nie zawodzą - Deniska, Józef, pani Cicha i pan Spock ( oraz oczywiście Maria Kostka z Kostki! ) trzymali poziom. Przyjemnie czytało mi się ich perypetie, przez co mam przeczucie, że jeszcze kiedyś do tej serii powrócę. Może za rok?
Zapomniałam już, jak wiele radości potrafi dać ta seria - abstrakcyjna, absurdalna. dziwaczna, zwariowana i jednocześnie niezwykle trafna. Podoba mi się też to, jak zmienia się mój odbiór "Arystokratki..." z wiekiem - kiedyś uważałam, że jest to całkowity odlot, dzisiaj totalnie wierzę, że mniej więcej tak samo przebiegałyby losy mojej rodziny, gdyby to nam przytrafiło się odzyskanie rodowego zamku.
Nie mogę się też pogodzić z tym, że to ostatnia część opowieści o arystokratce (o czym dowiedziałam się dopiero po lekturze). Z jednej strony widzę, jak wspaniale Bocek podomykał wątki, i jak w gruncie rzeczy poetycko zdecydował się zakończyć serię, ale z drugiej były to książki, na które zawsze mogłam liczyć jako na poprawiaczy humoru. No cóż, takie życie. A jeśli jeszcze arystokratki nie znacie, to jak najszybciej nadrabiajcie - warto poznać ten wspaniały kawałek czeskiej literatury.
Ostatni tom serii o dziedziczce Marii z zamku Kostka. Smutno mi żegnać tę serię, bo chociaż miała lepsze i gorsze momenty, to przeważnie rżałam jak oślica czująca zapach świeżego sianka. Rozbicie tego ostatniego tomu na dwie króciutkie części było zupełnie bez sensu, bo musiały pojawić się fragmenty wciśnięte na siłę żeby dołożyć treści i o to mam do Bočka trochę żalu, ale wybaczam, bo dostarczył mi ogólnie tyle żenujacej i głupiej radochy co ćwierć wieku temu Sposób na blondynkę i Głupi i głupszy wzięte do kupy. Na pewno za jakieś trzy lata, jak już trochę zapomnę, przeżyję to jeszcze raz.
arystokratka powinna mieć 5 części, te ostatnie dwie już na siłę były, niemniej jednak byłam ciekawa ciągu dalszego, dlatego nie oceniam aż na jedną gwiazdkę
Słabe zagranie ze strony wydawnictwa, by podzielić ostatni tom na dwie części - nic w książce nie usprawiedliwia takiego chwytu marketingowego. Tym gorzej dla całości, że "Arystokratka pod ostrzałem miłości" jest niesamowicie nudna - kolejne rozdziały to zbiór przypadkowych przemyśleń, wyglądających na skrawki pozostałe z poprzednich części. "Arystokratka..." jest idealnym przykładem serii, która nigdy nie powinna się rozrosnąć. Szkoda, że autor nie ograniczył się do jednego, góra, dwóch tomów.
Nadal uważam, że pierwsza część jest najlepsza, ale zakończenie również dało radę. Będę tęsknić za tą szaloną, nawaloną prozakiem i orzechówką bandą świrów. Całe szczęście, że są re-ready😁
Regularnie zaczwórkowałam całą serię, toteż robię znów. Bardzo lubię całość, i jasne, że są lepsze i gorsze, ale to po prostu jest mój komforcik bardzo :)
Bardzo żałuję, że to ostatnia część, bo mogłabym czytać je bez końca. Może nie jest tak dobra, jak pierwsze tomy, ale nadal poprawia mi humor. W pewnym stopniu nawet zżyłam się z bohaterami, chociaż nie wiem, czy chciałabym być na miejscu głównej bohaterki.
To było zacne zakończenie serii o hrabiance Marii na zamku Kostków. Lepsza niż poprzednia część. Maria ma dwóch konkurentów do swojej ręki, tylko dzieje się tyle, że trudno jej się zdecydować. Ekipa na zamku nie do podrobienia. Uśmiałam się. Kiedyś jeszcze wrócę do pierwszej części, która była dla mnie najlepsza.