Jak wygląda praca kuratora sądowego? Kim są ludzie, z którymi styka się każdego dnia? Na kartach notatnika kurator opisuje realia swojej pracy. To popegeerowskie wsie, brudne dzielnice i stare kamienice, świat alkoholików, meneli, sprawców i ofiar przemocy, rozwodników wszelkimi sposobami walczących o dzieci i ludzi, których los ich dzieci obchodzi mniej niż butelka wódki. To także urzędowe absurdy, bezsensowne sprawy, papierologia, lekceważenie pracy kuratora. Świat, w którym krzywdzone dziecko jest statystyką i problemem dla służb, a kolejny patol przestał wzbudzać już jakiekolwiek emocje. Na książkę składa się nieco ponad dwadzieścia obrazów, opisanych subiektywnie, żywym, dosadnym językiem, pozbawionych upiększeń. Autor nazywa swoich bohaterów i sytuacje po imieniu. W unikalny sposób przedstawia świat, który większości z nas jest nieznany, od którego odwracamy wzrok, a jednak stanowi on zaskakująco szeroki margines życia w Polsce.
Nie jestem w stanie wyrazić ogromu żenady, jaką czułam, gdy czytałam te wypociny. Dobrze, że pan już nie pracuje w zawodzie. Wulgarne słownictwo, brak szacunku do drugiego człowieka, pogarda dla kobiet. Pan próbuje na siłę być dowcipny, ale nie wychodzi mu to. Pracuję w szkole, nie wyobrażam sobie, żebym mogła wydać książkę, w której opisywałabym uczniów per niedojeb / patol / idiota / debil, a skąpo odziane uczennice - "dekolt do pizdy". To tylko promil tego, co można tam przeczytać o podopiecznych pana kuratora.
„Pedagożka szkolna („pedagożka” brzmi jak „ministra”) jest całkiem niezła, szczupła, wysoka i nie ma obrączki. (…) What the motherfucker fuck? Kurwa. (…) o ja pierdolę - kotłowanina myśli w mojej czaszce osiągnęła apogeum i musiała znaleźć ujście za pośrednictwem otworu gębowego, który był na samym początku układu pokarmowego. Mojego układu”
Jeśli oczekujecie reportażu, to odpuśćcie sobie tę książkę. Jeśli oczekujecie patetycznej pisaniny - super książka.
Temat jest ważny, ale to tragedia. Jeśli chcecie przeczytać reportaż to szukajcie dalej. Autor powinien dokształcić się w kwestii chorób psychicznych. Wystarczy stereotypów o agresji osób ze schizofrenią. - O feminatywach bo to brzmi jakby mu w gardle stawało, ale CZEBA TAK PISAĆ. - szacunku do ludzi. Ten typ to seksista, homofob i szmalec alfa (nie obchodzi nas twój samochód, przyszliśmy porozmawiać o ludziach)
A to tylko po pierwszej historii. Jestem w stanie uwierzyć że ten reportaż to tragedia i gwałt na sztuce reportażu. Autor jest chvjem bez grosza empatii i z mocnymi brakami w edukacji również tej społecznej.
Rodziła 3- tak to nie ich wina! Nie wybrały takiego życia 🙃 „Wykopanie dzieci dzień po 18 by żyły życiem ich patologicznych rodziców” Ten fragment prezentuje nam upośledzenie systemu, który powinien chronić dzieci i budować im perspektywy na wejście w przyszłość.
Jak dobrze że typ już nie pracuje w zawodzie, współczuje każdemu kto ma lub miał z nim jakiekolwiek relacje
Oczywiście zdaje sobie sprawę z niedociągnięć i wad systemu. Ale tego typu ludzie na pewno nie pomagają
Druga cześć książki wskazuje na poprawę albo przywykłam po takim natężeniu braku szacunku
Tyle o wadach. Teraz zalety - . - . - . - Grosza za to nie dałam. - . - .
3/5 Moja wiedza o tym zawodzie była bardzo ograniczona, więc dowiedziałam się czegoś nowego. Styl bardzo przypomina ten w książce „Będzie bolało” (kto czytał ten skojarzy o co chodzi). Domyślam się, że ilość wulgaryzmów jest zabiegiem celowym i ma nawiązywać do tematyki, ale momentami czytało się przez to naprawdę źle. Podsumowując - jest ok.
Ogromnie się cieszę, że autor nie pracuje już w zawodzie. Nienawidzić swojej pracy to jedna sprawa, ale nienawidzić swojej pracy i napisać o niej książce, w której historia każdej osoby jest opisywana z pogardą to co innego. Był zamysł, aby było kontrowersyjnie a wyszło po prostu bezczelnie i bez szacunku. Jednocześnie abstrahując od wszelkiej krytyki do sposobu narracji jak i samego autora, historie naprawdę wstrząsające.
Książka tak gówniana, że oznaczam jako przeczytaną, choć przebrnęłam tylko/aż przez 40% - chociaż tyle będę mieć za ten zmarnowany czas. Pierwszym grzechem tego dzieła jest to, że jest niesamowicie wulgarna bez powodu - czy naprawdę autor musi zaznaczać, że ktoś kogoś "pierdolił swoim chujem w pizdę"? Czy samo "pierdolił" nie byłoby wystarczające? Takich tautologii byle by powtórzyć jak najwięcej przekleństw jest w tej książce całą masa, włącznie z nieustannym "o kurwa, ja pierdolę" będących fragmentem monologu wewnętrznego autora. Drugim, niewybaczalnym już dla mnie przewinieniem, jest kolosalna pogarda wobec opisywanych postaci i wrzucanie wszystkich "patusow" do jednego wora, włącznie z dziećmi, a w szczególności z nastolatkami. Autor wielokrotnie zrównuje nieletnie dziewczynki palace papierosy, pijące alkohol itp z wykorzystującymi je 30letnimi mężczyznami. O nastolatkach w wieku gimnazjalnym pisze, że "chodzą z pizdą na wierzchu" albo "wyglądają jak tanie dziwki". A gdy zachodzą w ciążę w dwa razy starszymi mężczyznami, to same są sobie winne i godne pogardy, która autor szafuje bardzo szczodrze.
Książka jest po prostu obrzydliwa i nie polecam jej nikomu.
Okropny język. Nazywanie nastolatek gówniarami, podopiecznych patusiarzami, określenia typu pedał, dziwka, murzyn. Autor wystawił sobie piękne świadectwo mizogina, rasisty, ableisty, homofoba i po prostu osoby obleśnej, zwracającej w pierwszym odruchu uwagę np. na dekolt pedagożki (oczywiście najpierw kajając się, jak te feminatywy są śmiesznie zbudowane!). Dobrze, że już nie pracuje w tym zawodzie; szkoda, że w taki sposób postanowił odreagować przepracowane jako urzędnik lata.
Kupiłem tę książkę bo kiedyś czytywałem bloga autora. Liczyłem na to, że to były tylko napisane w emocjach wprawki i że książka będzie lepsza, bo dojrzała, przemyślana i poukładana. Nie jest. To takie same krótkie wpisy jak na blogu, tyle że zebrane w jeden tom.
O ile niektóre epizody z życia „patoli”, mogą być interesujące w roli przykładu na niewydolność systemu i jego absurdy, o tyle cały charakter tego dzieła jest dość… odpychający. I to nie dlatego, że opisywane meliny takie właśnie są. Chodzi o pogardę. Okropne stężenie pogardy. Narrator (utożsamiany z autorem) próbuje kreować się na empatycznego (niby tylko fasadowo cynicznego), umęczonego mesjasza, który uciemiężony jest przez zły system. I że to wszystko dla dobra dzieci przecież robi, bo go skręca od ich złej doli. Ponieważ - jak powiada - starzy niech żyją jak chcą.
Problem w tym, że ta cała ludzka twarz nie jest zbyt wiarygodna. Nie mnie oceniać dlaczego - może to wypalenie, a ta książka ma być jakaś formą autoterapii. Rozumiem że bezsilność jest szalenie frustrująca. Czy to jednak usprawiedliwia takie pisanie? Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że celem tej książki jest pokazanie autora jako kogoś lepszego niż jest. Podbudowanie ego.
„Patożycie” nie daje żadnego wglądu w te historie. Nie ma tu żadnego pogłębienia psychologicznego. Żadnego wytłumaczenia. Żadnej konstruktywnej propozycji. Tylko pustka. Smród, brud, chlanie, ruchanie, następny. Lakoniczne parę zdań, niczym notatka spędzona po 15 minutowej wizycie. Szybki osąd trybika systemu, który niby co dwa akapity psioczy jaki to ten system nie jest straszny, ale przy tym zdaje się nie zauważać, że sam pogłębia jego patologie i w nie brnie. To jest jeden wielki wysryw człowieka, który opisuje swoich podopiecznych jak zwierzęta, jak chodzące stereotypy, przypadki. Nie wiem po co, by poczuć się lepiej?
Świetna książka dla kogoś kto chce pogłębić swoje uprzedzenia. Poczuć się lepszym od innych. Reszta - niech nie czyta, nie warto.
Jeśli sięgacie po tę książkę to z góry odrzućcie wyidealizowany mit pracy u podstaw. Autor, były już kurator sądowy, w tym zbiorze wspomnień i historii z okresu swojej pracy w tym zawodzie pokazuje jak naprawdę wygląda to niewdzięczne zajęcie. Chwilami można wręcz chcieć powiedzieć, że jest to zajęcie bezcelowe, utrwalające wręcz ten chory system. Pełna brudu, nie owijająca w bawełnę i nie unikająca okrutnej prawdy, pełna rynsztokowego języka i określeń książka wali prosto między oczy. Patologie we wszystkich formach i kolorach, chciałoby się rzecz. Naprawdę mocna rzecz.
Wszyscy piszą o wulgarności języka w książce. Nie zrozumie ten kto w zawodzie nie siedzi. Człowiek przesiąka środowiskiem, a można już to uznać za język służbowy i „firmowy”. W urzędach używasz urzędowego i jesteś poważną osobą, natomiast opowiadając o patoli używasz ich języka i za wiele się nie wysilasz. Tak jak oni, względem swojego życia.
Przejrzałam pobieżnie inne opinie i widzę, że styl i optyka przyjęte przez autora nie spotkały się z uznaniem odbiorców. Ludziom, którzy czytają tego rodzaju pozycje, wydaje się, że świat opisywany przez byłego kuratora sądowego istnieć nie może. A jeśli on go tak okrutnie opisuje, to problem jest w nim, w jego frustracji, braku empatii, a nie w jego podopiecznych. Zapewniam was: ten świat istnieje i jest tuż obok. Język użyty do jego opisu jest bardziej niż adekwatny. Frustracja i poczucie bezsilności autora, które ostatecznie zakończyły się jego odejściem z zawodu, są więcej niż uzasadnione. Pewnie wybrał najbardziej jaskrawe przypadki, ale też całkiem reprezentatywne, niestety. Szkoda, że redaktor z tym tekstem nie popracował rzetelniej, wtedy całość zadziałałaby lepiej. Ale jest w tym notatniku smutna prawda, zarówno o ludziach, jak i o systemie nadzoru kuratorskiego.
Źle się tego słuchało, miało być dosadnie, a wali takim totalnym brakiem szacunku do innych i pogardy dla własnego życia + lektor totalnie to zamordował swoim seplenieniem :)
Literatura faktu, czy też reportaże to takie książki, których zwyczajnie nie potrafię sobie odmówić. Dlatego też w mojej biblioteczce nie mogło zabraknąć reportażu autorstwa Piotra Matysiaka. „Patożycie” to zbiór „opowieści”, w których autor pracujący na co dzień jako kurator sądowy, opisuje nam realia swojej pracy.
„Kurator to też człowiek – z krwi i kości, oddychający, myślący, mający sumienie i swoje odczucia. To istota tłamszona przez przepisy prawne, która w medialnym przekazie obwiniana jest za całe zło niewydolności systemowej”.
Piotr Matysiak bez skrupułów, bardzo dosadnie i obrazowo, nie szczędząc wulgaryzmów kreśli przed nami to, z czym spotyka się każdego dnia. W krótkich opowiadaniach zabiera nas do popegeerowskich wsi, brudnych dzielnic i starych kamienic, ukazując świat meneli, alkoholików, sprawców i ofiar przemocy domowej, a także rozwodników walczących o dzieci na wszystkie możliwe sposoby.
Poruszane w książce tematy nie należą do łatwych, bowiem dotyczą głównie dzieci i krzywdy, która świadomie bądź nie, jest wyrządzana im przez bliskie osoby. Autor widział w swojej karierze wszystko i przez lata pracy z pewnością uodpornił się na różne zachowania ludzi, jednak za wszelką cenę zawsze pragną pomóc osobom, które tej pomocy potrzebowały, szczególnie zależało mu by to właśnie dzieci zaznały lepszego życia.
Historie przedstawione przez autora są szokujące i bardzo poruszające. Ukazują nam życie takim, jakim jest naprawdę, choć bardzo często udajmy, że jest inaczej. Piotr Matysiak nie koloryzuje, pokazuje życie przesiąknięte alkoholem, przemocą, brudem. Nie szczędzi również słów skierowanych w stronę urzędników, ukazując nam ich opieszałość. Książkę polecam, ukazuje prawdę o ludziach z tak zwanego marginesu społecznego. Minus ode mnie za zbyt rynsztokowy język, jestem jednak w stanie zrozumieć to, dlaczego autor użył takich, a nie innych słów, czy epitetów.
- czyta się szybko, sprawnie - dobry styl pisania autora - nie podobają mi się prywatne wstawki autora, ocenne i bardzo wulgarne, często też odbiegające od sedna - historie są bardzo ciekawe i wciągające, niosące ze sobą duże dawki emocji - autor wskazuje na wady systemu, w którym pracuje (głównie prawnego) - dużo czarnego humoru będącego wynikiem zniszczenia przez te prace samego autora, jego degradacji - mocna krytyka systemu - opowiadania są niezalezne, można je czytać osobno, w dowolnej kolejności
Prawdziwe i dosadne oblicze polskiej patologii. Bez sentymentów i specjalnych względów okazywanych czytelnikowi, to raczej zimny kubeł na głowę. Tematy, które zwykły śmiertelnik wypiera na n-ty plan, tutaj zaserwowane są dosłownie "pod nos" i nie są to słodkie aromaty. Do tego obnażenie kulis pracy kuratora sądowego, aż włos się jeży na głowie.
Recenzujących tutaj odstrasza “wulgarny styl pisania autora”. Moim zdaniem on właśnie idealnie podkreśla styl życia bohaterów tej książki. Tak wygląda praca kuratorów, o których często mam zdanie, że po prostu nasiąkli tą patologią - “z kim przystajesz, takim się stajesz”. Książka idealnie pokazuje, na czym polega życie kuratora i skutecznie odstrasza od myślenia nad aplikacją kuratorską.
Przyciągnęła mnie treść, odrzuciła forma. Styl pisania autora okropny, szczególnie gdy na siłę próbuje być zabawny i zabłysnąć. Liczyłam na coś w formie reportażu, dostałam ludzkie tragedie opisane z pogardą i gimnazjalnym humorem, momentami aż ciężko się czyta z zażenowania.
Historie tragiczne ale prawdziwe jednak styl i personalne wstawki autora zajmowały zbyt dużo miejsca. Rozumiem że praca ciężka, wypalenie zawodowe ale reportaż pisze o patologii z którą pracował a nie o sobie... Nie interesuje mnie jakim samochodem jeździsz albo co kupujesz w Biedronce ziomek.
DNF. Nie wyobrażam sobie dalszego czytania tej książki choć skończyłam na 46 stronie po wielu podejściach. Nie uznaje tego za reportaż a za wylew nienawiści autora do swojej pracy i otaczajacego go środowiska. Absolutnie nie jest to opisanie obiekcyjne a nawet lekko stronnicze. Autorowi brakuje szacunku do kogokolwiek, sposób wypowiedzi o osobach chorych psychicznie, kobietach czy osobach homoseksualnych jest wulgarny i obraźliwy. Ilość niepotrzebnych wulgaryzmów jest odpychająca jakby autor wciskał je na siłę, nawet jako osoba która w codziennym używa sporej ilości wulgaryzmów nie byłam w stanie wytrzymać tego co wypisuje autor. Pomimo nie skończenia książki i nie znania autora wiem że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Liczyłam na dobry reportaż a dostałam ten gniot. -13/5⭐️
Książka wulgarna, ale takie życie. Każdy kto w recenzjach posądza autora o brak zrozumienia dla bohaterów to chyba nigdy nie musiał przejechać przez tę jedną patologiczną dzielnicę w swoim mieście, ani nie modlił się by grupa podpitych patusów z głośnikiem i piwem w ręce nie spuściła mu tzw. wpie*dolu ;p
Jeśli ktokolwiek uważa, że autor to zwykły buc to jest w błędzie. Książka napisana w sposób dosadny, słowami „bohaterów”. Autor nie jest bez empatii, czasami nawet dość delikatnie wypowiada się o przedstawionych zjawiskach. A te i gorsze dzieją się obok każdego z nas, nawet jeśli nie zdajemy sobie sprawy. Jedyne co to trochę dłużyły mi się niektóre prywatne myśli autora, więc 4 ⭐️
3,5 Temat poruszający, mocny ale nie da się powiedzieć że jest to ciekawa książka bo to co autor opisuje nie jest ciekawe, tylko porażające. Ale tak jest. Nie podobał mi się styl opisu, ale rozumiem chyba intencję
Naprawdę uważam, że dałoby się opisać wszystko bez tych wulgarnych i obraźliwych komentarzy. Jako fikcja - byłoby naprawdę super. Jako reportaż - wstyd mi za to