Książka jest poradnikiem pisania reportaży. Autor w przystępny sposób daje wskazówki dotyczące zbierania materiału, wyboru tematów czy konstruowania tekstu.
Czekam na dzień, w którym zaczniemy rozmawiać o reportażu nie tylko w kontekście PRL-u, cenzury i wielkich nazwisk sprzed ćwierćwiecza. Czekam na dzień, w którym zaczniemy odkrywać młodych autorów, pełnych pasji, wiedzy i szerszego myślenia. Czekam też, aż zaczniemy w reportażu doceniać fakty i prawdy, a nie coś i coś jeszcze, z naciskiem na „coś jeszcze”. Zaściankowość „polskiego reportażu” kręci się w kółko jak chomik na kołowrotku, tyle że ów chomik nie będzie miał odruchów wymiotnych jak czytelnicy, którzy wiedzą, że granica dobrego non-fiction nie kończy się wraz z granicą wiślańskiego kraju. Właściwie to z tą granicą dopiero zaczyna się ocean wspaniałości, który jest przemilczany i wygumowany ze świadomości.