Dwa tomy serii "Lies": Colliding Lies (tom 1) + Fragile Lies (tom 2) w pięknej, zdobionej oprawie!
Twarda oprawa, kolorowe, wzorzyste brzegi, zakładka do zaznaczenia miejsca czytania i dwa tomy serii w jednym.
Colliding Lies (tom 1):
Autorka serii „Winter Love”.
Marigold Harding, przyjeżdżając do Nowego Jorku, miała jeden cel – zacząć wszystko od nowa.
Była przekonana, że studencka codzienność ułatwi jej zapomnienie o trudnej przeszłości. Pragnęła również zmienić otoczenie, choć to, w którym się znalazła, wcale nie było bezpieczne.
W końcu nowojorski Bronx jest uważany za mroczne miejsce i najlepiej się do niego nie zapuszczać, zwłaszcza po zmroku. Dziewczyna szybko przekonuje się, że te opinie nie są wyssane z palca.
Już pierwszej nocy na Bronksie poznaje Willarda Covingtona – ucieleśnienie wszystkiego, czego w tym miejscu należy się bać. Chłopak ma tatuaże, handluje narkotykami i jest wyjątkowo nieprzyjemny… szczególnie dla niej. Wydaje się, że absolutnie nic nie zdoła ich połączyć. Ale czy na pewno?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Fragile Lies (tom 2):
Kontynuacja historii Marigold i Willarda opisanej w książce Colliding Lies.
Życie Marigold z dnia na dzień zamienia się w koszmar. Dziewczyna traci wszystko, na czym jej zależało, a niespodziewane aresztowanie Willarda daje początek temu okropnemu biegowi zdarzeń.
Marigold rozumie, że chłopak przywiązał ją do siebie w każdy możliwy sposób i nigdy nie będzie potrafiła o nim zapomnieć. Z trudem znosi jego wydłużającą się w nieskończoność nieobecność.
Jednak to nie jedyne jej zmartwienie. Dziewczyna nie jest pewna, czy jeśli Willard do niej wróci, wybaczy jej, że zataiła przed nim coś, czego zdecydowanie nie powinna.
Kłamstwa prędzej czy później wypłyną na wierzch. Zawsze wypływają.
Dwa tomy przeczytałam wcześniej, ale nie wiem co mnie zmusiło do przeczytania dodatku. Nie wiem po co to sobie zrobiłam.. Jestem rozbita i ciągle ryczę… 😞
Co tu dużo mówić, jak to po prostu boli, ryczałam już na pierwszej stronie prologu do „A Thousand Lies” to chyba mówi samo za siebie, piękna i cholernie bolesna historia brzydkiego kłamcy i pięknej kłamczuchy
Chyba żadne słowa nie są w stanie wyrazić moich uczuć które dążę tą historią. Ta Dylogia była tak boleśnie piękna, że nie jestem w stanie przestać o niej myśleć. Ten dodatek był pięknym zakończeniem historii moich kłamców, tutaj były pokazane tak piękne słowa że ból ściska mi serce. Jestem godna podziwu, że autorka tak pięknie i niesamowicie umieściła te słowa na papierze.
nic nigdy mnie tak nie rozjebalo psychiczne jak ta historia kocham ja i nienawidze jednoczesnie tak samo jak wiez moich klamcow jest nierozerwalna, tak moja z nimi tez taka jest a epilog tej historii to chyba jej moja ukochana czesc, uderza inaczej
mam nadzieje ze gdziekolwiek sie spotkali, kolejna wiecznosc spedzaja ze soba🖤
"– Pragnę twoich dłoni głaskających moje blizny na twarzy – przyznaję cholernie powoli, posługując się wtedy znowu głębokim szeptem. – Całej ciebie pomiędzy moimi ramionami. I twoich słów obiecujących, że przetrwamy cokolwiek złego nas czeka."
♡ Maybe in another universe…
Kojarzycie film „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego? Oglądając go, pewna scena skojarzyła mi się z naszymi kłamcami. Kobieta leży, mężczyzna opiera się o łóżko i mówi: „- Jest też coś, o czym bym nie potrafił ci powiedzieć. - Ale byś chciał, czy nie? - Nie umiem. To by było trochę o tobie i może o mnie.” Gdy przeczytacie to zrozumiecie. To coś mocniejszego niż miłość.
"– Co jeśli… co jeśli po prostu nie byliśmy sobie pisani akurat w tym życiu? – zapytał, a niewyraźny uśmiech zagościł na jego twarzy. – W końcu to głupie przeznaczenie nie musiało wcale dosięgnąć nas w tamtej chwili."
♡ Nie jestem w stanie wyrazić emocji, które wywołała u mnie dylogia „Lies”. Jest to historia o dwójce młodych, wyniszczających siebie nawzajem ludzi, która pozostawiła znak na moim sercu oraz duszy. Nie jest to kolejna ckliwa książka o miłości. To jest coś większego. Bratnie dusze. Nierozerwalna więź, która połączyła dwójkę całkowicie innych ludzi. Z piórem Martyny nie znam się od dziś. Już wcześniej zapoznałam się z historią Love i Rydera - już wtedy wiedziałam, że Keller będzie moją jedną z ulubionych polskich autorek <3 Nie mam pojęcia, jak ona to robi, ale czytając odczuwamy wszystkie emocje bohaterów. Uśmiech, łzy toczące się po policzkach (najczęściej) i przechodzące przez ciało ciarki. Przenosząc się na ponury zakątek Nowego Jorku towarzyszy nam również niepokój. Pisząc CL, FL i ATL Martyna Keller pokazała jak świetnie można wykreować bohaterów. To oni mierzą się z ogromnymi ludzkimi problemami, które może w dzisiejszych czasach się bagatelizuje albo nie zdajemy sobie z nich sprawy. Jednak pamiętajcie, że będzie lepiej, bo nawet na ciemnym Bronxie wzeszło jasne słońce. Sięgajcie po pomoc. Doskonale wiem, że przyznanie się do problemu jest najtrudniejsze, ale wyciągnijcie rękę. Goldie - przysięgam, że gdy była użyta retrospekcja, to nie było sceny na której nie płakałam. Nie potrafię pojąć tego, że gdzieś na świecie są kobiety, które zostały tak potraktowane. Marigold jest młodą dziewczyną przepełnioną strachem, bólem, niepokojem, ale i miłością. To ona dawała każdemu milion szans, ponieważ chciała poczuć odwzajemnienie. Will - człowiek zniszczony przez życie, który zrobi wszystko dla ukochanych przez siebie osób. Jest on dynamicznym bohaterem, ponieważ przez dwa tomy i dodatek możemy zaobserwować jak on się zmienił. Jego perspektywa w „A Thousand Lies” zniszczyła mnie doszczętnie, ale pomimo jego czynów w dylogii jestem z niego strasznie dumna. Dlaczego? Przeczytajcie, to przekonacie się sami! Rhodes - mój mały, najcudowniejszy artysta. Uwielbiam jego postać, jest malutkim (ale dużym) słoneczkiem dla Willarda i Harding. To on był motywacją dla swojego wujka, aby jutro było lepsze. Najbardziej uderzył we mnie wątek miłości Marigold i małego. To ona zastępowała mu najważniejszą kobietę w życiu człowieka, aż sama się nią stała. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po „Love me, my dear” i poznamy Rhodesa z troszeczkę innej strony! Podsumowując: uwielbiam wracać do tej historii, skradła mi ona kawałek serca i zostawiła ślad na duszy. Jest to coś zdecydowanie więcej niż książka 5/5. A na koniec zostawię Wam pytanie. Odpowiedzcie na nie sami: Czy jest w nas tyle determinacji, abyśmy wypowiedzieli kłamstwo tysiąc razy, po to, aby ono stało się ono prawdą?
Czemu, Martyna powiedz mi czemu Ty im to zrobiłas? Boże ta książka wyprała mnie emocjonalnie. Nawet teraz, siedząc i pisząc o niej łzy same ciekną mi po policzkach. Ta historia jest smutna i piękna zarazem. Marigold i Willard przeszli naprawdę wiele złego i to z rąk jednego człowieka. Śmiecia, który był przyrodnim bratem Willa i opiekunem w sierocinicu Gold. Człowiek, który niszczył młode dziewczyny (w tym matkę swojegi syna), przez którego osiemnastoletni Wilk został oszpecony, wciągnięty w świat w którym nigdy nie chciał być i z małym bratankiem na wychowani. Człowiek, który miał być wymarzony partnerem, wsparciem dla młodej Gold, która bała się swojego nowego życia po za murami sierocińca. Człowiek, który okazał się jej najgorszym koszmarem. Tych dwoje przeszło na prawdę wiele. Nawet ich początki pokazują jak są zniszczeni. On jej grozi i ją dreczy, bo boi się odrzucenia przez swoją oszpecona twarz, a ona mimowolnie lgnie do niego, bo sądzi że zasługuje na takie traktowanie. Z a czasem zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu, powoli się poznają, choć oboje nadal mają swoje małe czy duże sekrety. I kiedy coraz bliżej się ich upragnione opuszczenie Bronxu we trójkę, wszystko lega w gruzach i to dosłownie. Koszmar dziewczyny ją dopada i doprowadza do ostatecznego zniszczenia. Ostatnie rozdziały Fragile lies i praktycznie całe A Thousand lies czytałam płaczac. Ból Willa i Rhodesa po stracie ich Goldie był niewyobrażalny i odczuwałam go każda sesja czastką. Zastanawiacie się pewnie co pięknego widzę w tej historii? A to, że mimo iż Gold i Willa nie łaczyla miłość, bo obje nie umieli kochać w romantyczny sposób, ich więź była mocna i nierozerwalną, że nawet po latach Wilk tęsknił za nią i czekał na moment, kiedy jego kłamstwo wypowiedziane tysiąc razy w koncu się spełni i w końcu będzie szczęśliwy że swoją Marigold