Ghostbusters. Volume 1: Back in Town próbuje być brakującym puzzlem pomiędzy filmami Afterlife a Frozen Empire i w teorii ma wszystko, czego można by oczekiwać od komiksu licencjonowanego: powrót do nowojorskiej siedziby, Ecto-1 ryczący w zaułkach Manhattanu, znane twarze (Spenglerowie + Gary Grooberson) oraz garść bardziej lub mniej sympatycznych ektoplazm. David M. Booher wiernie oddaje głosy bohaterów – Trevor i Phoebe wciąż się droczą, Gary sypie sucharami, a Callie usiłuje to wszystko trzymać w ryzach – dzięki czemu komiks czyta się gładko, jak dalszy ciąg scenariusza filmowego. Niestety, fabuła okazuje się równie przewidywalna jak filmy aktorskie, nowy duch, któy napędza kilka całkiem zabawnych scen i pościgów i w sumie to tyle. Bez stawki, bez „wow-momentu”, bez tej cudownej mieszanki grozy i absurdu, która kiedyś kazała nam wierzyć, że na dachu wieżowca może zamieszkać bóstwo z Sumeru.
Wizualnie album plasuje się dokładnie pośrodku drogi. Blue Delliquanti rysuje czysto, czytelnie, a żywa paleta Mildred Louis sprawia, że kadry przyjemnie „się świecą”. Zarazem brakuje tu szaleństwa Jacka Kirby’ego, dynamiki tradycyjnych kreskówek ani nawet komiksowej wariacji na cieniowanie niemal-filmowe. Tła bywają puste, a groteskowe duchy – choć poprawne – nie zbliżają się do pomysłowości klasycznego Slimera czy Vigo z portretu. Rozczarowuje także fakt, że scenarzysta kilkakrotnie wpada w sidła produktu „pomostowego”: nie wolno mu zbyt mocno zamieszać w status quo, więc Trevor nagle prowadzi Ecto-1 bez komentarza, a Phoebe – ku zdumieniu fanów – przejmuje się docinkami rówieśników na tyle, by przerobić kombinezon na crop-top. To drobiazgi, lecz wytrącają z immersji i przypominają, że komiks stoi w cieniu filmów, zamiast odważnie rozpychać się w lore.
Podsumowując:
Miły, lekki powrót „podejrzanie znajomych duchologów”, który zadowoli największych fanów ciągłości uniwersum, ale nikogo nie porwie. Rysunki są schludne, dialogi brzmią autentycznie, jednak brak tu zarówno energii oryginału, jak i świeżości nowej obsady. Jeśli szukacie tylko szybkiej dawki protonowej nostalgii – można sięgnąć; jeżeli liczycie na coś więcej niż bezpieczną kalkę, lepiej polować na starsze, bardziej brawurowe serie IDW.
Przyjemność 2,6/5
Styl: 2,5/5
Historia: 3/5
Ocena: 2,70/5
goodreads - 3/5
thestorygraph - 2,75/5
lubimyczytac - 5/10