Kun je sterven van verlangen? Timmerman Krystian raakt gefascineerd door deze vraag als hij in de zomer van 1906 aan een doodskist werkt voor een naar verluidt van verlangen gestorven vrouw. Dan is er de oude dementerende Aniela, die geen heden meer heeft, maar ook geen toekomst, net als de depressieve zoon van de plaatselijke dokter. Maar achter het grauwe alledaagse leven en de ondefinieerbare gevoelens van deze dorpsgenoten bruist het van de emoties. Wanneer Krystians dochter op zoek gaat naar de Duivel, de zwerver die eigenlijk Adam heet en met zijn hond God in de bossen leeft, zet dat alles in beweging. Hun lotgevallen vermengen zich en grijpen in elkaar – tenslotte is niemand een eiland, iedereen resoneert met iemand.
Pisarz, autor książek: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009), Dżozef (2011), W odbiciu (2011), Odwrotniak (2013) i Dygot (2015).
Napisał rownież kilkanaście opowiadań ogłoszonych w prasie i w antologiach. Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, między innymi Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla, Paryż wyzwolony Antony’ego Beevora, Moją prawdę Mike’a Tysona i zbiór korespondencji pod tytułem Listy niezapomniane. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, Angorze”, „Znaku”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”.
Laureat nagrody Śląkfa w kategorii „Twórca roku”, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Za przekład książki Listy niezapomniane na język polski zdobył Nagrodę Literacką Miesięcznika KSIĄŻKI. Za powieść Dygot nominowany był do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Mieszka w Warszawie, z żoną Martą i zwierzętami.
Te książki to jest coś tak… napisane w sposób niezwykły zwykłe. Książki tego autora może nie należą do moich ulubionych, ale każda w jakiś inny sposób mnie porusza i łapie za serce. Za to uwielbiam literaturę piękną - niby coś zwyklego, ale napisane w taki sposób, że czuje jakbym czytała coś… naprawdę pięknego.
Mimo, że często mnie przeraża i wywołuje dużo negatywnych emocji
Melancholijna i subtelna opowieść o wszechobecnej śmierci i ścieżkach przeznaczenia.
To piękna, choć diabelnie melancholijna literacka przeprawa. Jedna z najbardziej przygnębiających powieści Jakuba Małeckiego, wypełniona rozpaczą i tęsknotą codzienności. Pełna wyczekiwania i poszukiwania. Rozepchana symbolami, które w sumie niewiele tłumaczą, bo nic tłumaczyć nie muszą. Powracają motywy „Dygotu”, „Rdzy”, „Śladów”. Martwi, którzy nigdy do końca nie umierają. Wspomnienia, które nawiedzają żywych. Tęsknoty, które są jak choroba zakaźna. Bogowie, diabły, księżniczki, które stąpają między ludźmi. Natura, której prawda są niezmienne, bez względu na wojny czy porywy serca. Małecki rozgląda się po swoim uniwersum, łączy kolejne nici znajomych postaci, wątki rodzinne, fikcyjne wyobrażenia. Dygocze pióro autora, dygocze jego proza, dygoczą bohaterowie. Dygot to u niego świadomość własnej śmiertelności, która łączy się z poczuciem o nieistotności istnienia. „Sąsiednie kolory” to kolejne przypomnienie, że wszyscy zmierzamy w jednym kierunku.
Napisałam kiedyś, że Jakub Małecki niczego już nie musi udowadniać i trzymam się tego twierdzenia – nie musi. Jego kolskie opowieści, czyli te, którymi powraca do rodzinnego Koła i przeszłości, kontynuują się. Wypełnione ludzkimi słabościami, tęsknotami, targane wiatrem historii tworzą jeden spójny świat. Są żywe, wrażliwe, rozpaczliwe. Są takie „małeckie” do utraty tchu. I niech takie zostaną.
Za książkę dałabym 3 gwiazdki. Ale nienawidzę jak w audiobooku są melodyjki, płacz dzieci czy ćwierkanie ptaków. Serio, każdy jest w stanie sobie wyobrazić te dźwięki. To jest tak męczące i tak odciąga od treści, że ostatecznie nie wiem, kto tam zginął na końcu i czy w ogóle ktoś. I nawet mnie to już nie interesuje 🤷♀️
Jakub Małecki potrafi czarować. A ja niestety tych czarów nie potrafię opisać. Chłonę je, doświadczam, ale cokolwiek nie powiem, to będzie za mało.
Tym razem było o tęsknocie, o przemijaniu, o tym co tak nieuchwytne. I to nie jest traktat filozoficzny. To jest powieść z krwi i kości - z fabułą, z bohaterami, ze smutkiem wylewający się z każdego akapitu.
„Przez cały następny tydzień zastanawiała się, co mogłaby zrobić, żeby wyrosnąć na wspaniałego kogoś. Zapytała o to starego Siemaszkę, kiedy przechodził ze sztalugami niedaleko ich domu, podpierając się nimi jak jakąś niesforną trzecią nogą, i okazało się, że aby wyrosnąć na wspaniałego kogoś, trzeba być głośnym chłopem, umieć pić dużo wódki oraz nie widzieć innych.“
Dzięki powieściom Jakuba Małeckiego za każdym razem odkrywam w sobie nowe pokłady wrażliwości. Wyzwalają we mnie to, co najlepsze i poruszają najczulsze struny. A przecież Autor nie pisze o niczym niezwykłym dając głos codzienności i ludziom grzęznącym w niej dzień po dniu. Jego wyjątkowość polega jednak na umiejętności wydobycia z tego co zwykłe emocji, które uderzają niczym młotem roztrzaskując nasze serca na milion kawałków, lub przeciwnie, tchną wszechogarniającym spokojem otulając nas szczelnym kokonem.
Empatia, z jaką Autor postrzega naturę człowieka i otaczającego go świata skłania czytelnika do przemyśleń o wszystkim, co w nas najlepsze i najgorsze, o tym co przychodzi i przemija, o wyborach i ich konsekwencjach. I przypadku, nieporozumieniu, zaniechaniu, które może pchnąć życie ku przepaści.
Wchodząc w życie małej społeczności Koła upalnego lata 1926 roku nie od razu rozumiemy emocje, myśli, decyzje jego mieszkańców. Nie wiemy co nimi kieruje. Nie wiemy, dlaczego stolarz Krystian zwleka z wyjęciem drzazgi, choć ręka mu puchnie i zmienia kolory, a jego córka wyrusza do lasu na poszukiwanie Diabła. Dlaczego szalona Leokadia jak co dzień poluje na kormorana, a syn lokalnego lekarza po raz kolejny planuje rozstać się z życiem.
Z czasem wyłania się z fragmentów myśli i zdarzeń obraz bolesny i ciężki od tęsknoty za tym co było i tym, co nieosiągalne. Samotności i żalu, poczucia krzywdy i depresji. A wszelkie te emocje przenikają się i łączą niczym tytułowe sąsiednie kolory na dziele malarza. Ich eskalacja nie prowadzi do oczyszczenia, może jedynie na chwilę zatrzymuje mieszkańców w wirze codzienności, by porwać ich w nią na nowo.
Piękno języka, zabawa słowem i magia wyczuwalna w powieści Autora po raz kolejny mnie oczarowały, a ogrom emocji wręcz odurzył niczym zapach bzu, którym możemy się cieszyć tak krótko. Powieściami Autora na szczęście możemy zachwycać się niezależnie od pory roku i wracać do nich, kiedy tylko dusza zapragnie.
2,5/5 Nie jest to najlepsza książka Małeckiego. Mogłabym nawet stwierdzić, że jedna z tych słabszych. Ci którzy dotychczas mieli już poczucie czytania ciągle o tym samym tutaj poczują to ze zdwojoną siłą. Małecki znów pisze po swojemu, znów porusza te same tematy. Do tej pory mi to nie przeszkadzało, bo każda historia coś w sobie miała, była dopracowana, przemyślana i niewymuszona. Przez książki się płynęło. Tutaj niestety jest inaczej. Książka jest dość krótka (trochę ponad 200 stron) i byłam przekonana, że pochłonę ją w dwie godziny. Nie wyszło. Największy problem mam z zakończeniem, które kompletnie mnie nie usatysfakcjonowało i jest jakieś niepodobne do Małeckiego, a nawet reszty książki. Niektóre wątki pozostają jakieś niedokończone, urwane. Nie mam poczucia kompletności tej opowieści. Myślę, że nie jest to moje zmęczenie się Małeckim, a - niestety - wina autora. Jakby nie do końca przemyślał co chce napisać albo jakby pisał tę historię na siłę, przez co nie czyta się tak swobodnie jak poprzednie tytuły. Sama opowieść ma ogromny potencjał, wiec to nie wina kiepskiego pomysłu, a marnej jego realizacji. Z uwagi na to że kiedyś Małecki opublikował opowiadanie o tym samym tytule i traktowało ono o rodzinie przypuszczam, że ta opowieść może mieć jakieś korelację z historią rodziny autora. Szczególnie, ze jedna z bohaterek ma na nazwisko Małecka. Jeśli faktycznie tak jest to domyślam się, że mogło to wpłynąć nie tylko na fabułę, ale i sposób opisania tej historii. Okazało by się wówczas, że nie jest to najlepsza droga. "Sąsiednie kolory" to nadal ten Małecki, choć w dużo słabszej formie niż ta do której jesteśmy przyzwyczajeni. Szkoda. Muszę też dodać, że widząc okładkę tego tytułu od razu czułam, że to nie będzie to samo. Choć ma ona związek z treścią książki to w mojej ocenie jest kompletnie niezachęcająca i zwyczajnie smutno-miałko-starodawna. Moje rozczarowanie jest na tyle duże (poprzeczka była bardzo wysoko), że nie jestem w stanie dać 3 gwiazdek i zrównać ten tytuł z innymi przy których nie miałam nawet zalążka takich odczuć jak teraz.
Dla mnie Jakub Małecki pisze zawsze tę samą książkę, ale w odcinkach. I to był kolejny piękny odcinek. Jestem pod wrażeniem samej opowieści, ale ona byłaby niczym gdyby nie styl autora. A styl jest wspaniały. Mało kto ma talent by w prostych słowach i metaforach opisywać zwykłość w niezwykły sposób. Małecki to potrafi i na dodatek wie, gdzie postawić sobie granicę, której przekroczenie mogłoby prowadzić do napisania sentymentalnego potworka.
Nie jestem w stanie ocenić tej książki, nie potrafię. Zaczęłam czytać książkę w wersji tradycyjnej, ale się poddałam i gdyby nie audiobook w ogóle bym przez nią nie przebrnęła. Subiektywnie - bardzo mi się nie podobała i bardzo się zawiodłam, ale jestem świadoma, że być może jestem za głupia na jej treść i czegoś nie dostrzegłam.
Jakub Małecki był do tej pory moim ulubionym polskim autorem. Dziś to się zmieniło. Już Święto ognia wskazuje na wypalenie, co Sąsiednie kolory potwierdzają. Niestety, ale Małecki chodzi w kółko i mieli tę samą mąkę, że tak powiem. W rezultacie traci wielbiciela. Następnej książki nie kupię :/
za dużo wątków w tak krótkiej książce, jakoś się to wszystko rozmywa, końcówka strasznie niewiarygodna w stosunku do reszty powieści, ale tak dobrze mi się to czytało i tak ciekawych bohaterów Małecki tutaj stworzył, że już niech będzie, że trzy gwiazdki
Tak dotykać ludzkich dusz potrafi tylko pan Małecki, tak ubierać w niezwykłe zwykłą szarość dnia tylko pan Małecki, tak pokazać losy proste i tragiczne, odnajdując cuda i piękno tylko Małecki...
Mooi verhaal, waarin de levens van inwoners van een klein Pools dorpje in 1927 voor de lezer steeds meer in elkaar grijpen. Qua structuur het spannendste boek van Malecki tot nu toe, met steeds wisselende perspectieven, maar hij slaagt er goed in om het web net genoeg bij elkaar te houden.
4.5/5⭐️ Świetna! Uwielbiam wszystkie książki Małeckiego, ta nie będzie należeć do ulubieńców, ale powtórzę po raz nie wiem który: ten styl pisania jest absolutnie wyjątkowy! Od razu włącza mi się inna wrażliwość i inaczej patrzę na świat.
Jakub Małecki pisze zawsze tę samą książkę, ale robi to coraz lepiej. Natomiast audiobook to już prawdziwy majstersztyk, dwa wspaniałe głosy i tło dźwiękowe tworzą niesamowity klimat.