The most dangerous predator is a two-legged creature - says Moses, local guide of Jed Banks, main character of the novel. This holds true of the African poachers and terrorists, often being the same persons. Jed gets enchanted with the land of the Zambezi river when he gets there looking for his daughter, supposedly killed by a man-eater lion. As always with Tony Park's novels, my full admiration for his skillful rendering of the African wildlife marvels, not so much for his handling of the criminal intrigue.
Jed, żołnierz amerykańskich sił specjalnych w Afganistanie, dowiaduje się, że jego córka, Miranda, zajmująca się badaniem afrykańskich lwów, zniknęła i wszystko wskazuje, że mogła stać się ofiarą lwa-ludojada. Zrozpaczony, rusza do Zambii i Zimbabwe, aby w dolinie rzeki Zambezi trafić na jakieś ślady wydarzeń, które doprowadziły do tragedii.
Mniej więcej połowa książki to typowa powieść afrykańska, prawdziwa frajda dla miłośników tamtych klimatów, niepowtarzalnej przyrody, drapieżników i ich zwyczajów oraz emocji, które afrykański busz wyzwala w ludziach. Nastrój zbliżony do powieści Wilbura Smitha czy Leona Mare. W drugiej części Afryka ustępuje wątkowi sensacyjnemu, bo - jak twierdzi lokalny przewodnika Jeda, Moses - najbardziej niebezpieczny drapieżnik, także tam w buszu, to istoty dwunożne. A konkretnie terroryści i ich żądza zemsty.
Można wybrzydzać, że mariaż niezbyt się autorowi udał: Afryki za mało i mniej autentyczna niż u Smitha, sensacja za to przerysowana i zbyt efekciarska. Niemniej skonsumowałam książkę ciurkiem. Jest to po prostu wciągające czytadło, wspomagane - co staram się często robić - wersją audio. Na dodatek, tym razem lektor imituje różne dialekty angielskiego, jako że wśród bohaterów Zambezi obok lokalsów i Amerykanów jest nawet Australijczyk.