„Dotyk” to dla mnie książka z tych do przeczytania dwa razy po rząd. Teraz przeczytałam ją łapczywie, flakami i emocjami, pozwoliłam sobie czuć, zamiast analizować. I od razu po ostatniej kropce pomyślałam, że muszę zacząć od nowa, żeby delektować się językiem, skupić na treści i głębiej zrozumieć.
Ta niewielka nowela opowiada o doświadczaniu świata: dziecięcym, wojennym, kobiecym i (choć nie jest to powiedziane wprost, dla mnie niezaprzeczalnie) autystycznym. Sposób w jaki Shibli kreuje opowieść pozwala nie tylko przyglądać się temu doświadczeniu, ale w nim zanurzyć. To pisanie minimalistyczne, ale bardzo precyzyjne i wycyzelowane, nie ma tu ani jednego niepotrzebnego słowa, zdania tną jak żyletki i zostawiają ślad. Język jest sensoryczny, oddziałuje na wszystkie zmysły, stoi blisko ciała, umieszcza człowieka w przyrodzie. Poetyckie piękno zderza się z brutalnością egzystencji. Boli i zachwyca.
Historia bezimiennej dziewczynki, która opowiada o dziwnych i niezrozumiałych rzeczach przesiąkających strużkami ze świata dorosłych do jej małego światka, to chyba jedna z najlepiej narysowanych dziecięcych percepcji rzeczywistości jakie czytałam. Nie jest to komfortowe w odbiorze, momentami poplątane, czasem niezrozumiałe, ale bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że niezwykle trafne - dzieci myślą, porządkują fakty, przetwarzają je inaczej niż dorośli. To my z biegiem czasu zdajemy się o tym zapominać i wydaje nam się to dziwne. Do tego jest to dziecko, na które świat oddziałuje mocniej barwami i hałasami, i które opisuje go kolorami, fakturami brzmieniami, ale nie zawsze umie nazwać czego doświadcza. To niedopowiedzenie, niemówienie wszystkiego wprost, ujawnianie strzępków wydarzeń, to wielka siła „Dotyku”, w którym tyle samo dzieje się w słowach, co w ciszy pomiędzy nimi. Zresztą cisza, która może być błogosławieństwem lub torturą, to ważna bohaterka powieści. Poza tym to opowieść o samotności i miłości. O nieprzystawaniu, wykluczeniu i potrzebie bliskości. O rodzinie i żałobie. Kulturze i tożsamości. Dużo tu się dzieje strasznego i smutnego i złościłam się i wściekałam i wewnętrznie łkałam, ale cały czas bardzo, bardzo mocno kibicowałam bohaterce.
Domyślam się, że ta książka będzie miała u nas bardzo mieszany odbiór. To nie jest łatwe pisanie, czas nie trzyma się żadnych reguł, skaczemy sobie pomiędzy planami, do tego mnóstwo tu sióstr i córek, niektóre mają numerek, inne nic zupełnie. Ale mnie to w ogóle nie przestrasza, tylko motywuje do tego typu wysiłku intelektualnego, którego poszukuję, do otwierania się, do zatrzymania. Po drugiej książce Adani Shibli stwierdzam bez wahania: jestem fanką! Chciałabym więcej i jeszcze pojechać na Festiwal Conrada, żeby wyznać tę miłość, bym chciała ❤️