Życie Daikiego wywraca się do góry nogami po tym, jak w centrum Paryża ginie jego chłopak. Rok później osiemnastolatek powoli wychodzi na prostą, pomaga w restauracji rodziców i spędza czas z przyjaciółmi. Jedna noc sprawia, że budzą się w nim głęboko skrywane umiejętności: czuje, słyszy i widzi więcej.
W tym samym czasie do miasta przyjeżdża Aleks z Hope – suczką rasy border collie. Po stracie bliskich szuka świeżego startu. Oprócz miłości do literatury i kuchni roślinnej chłopak ma jeszcze dwie umiejętności – skrywania prawdziwych emocji i komunikowania się z Hope.
Co się stanie, gdy serce Daikiego zacznie się budzić po przebytej traumie, a Aleks odkryje, że może pozwolić sobie na wrażliwość?
Bo jesteśmy lustrzanymi duszami. Bo jesteśmy bliźniaczym płomieniem. Bo jesteśmy jednością.
Na co dzień pracuje w marketingu wydawniczym i tworzy treści książkowe, filmowo-serialowe i lifestylowe w mediach społecznościowych. Jego życiową misją jest rozkochanie ludzi w Poznaniu, w którym też mieszka. Tematy wszechświata i wieloświatów intrygują go tak samo jak odkrycie nowej kawiarni czy kolejna wizyta w kinie studyjnym. Kocha podróże i frytki z majonezem. Zachęca każdego do słuchania swojego serca i pracowania ze swoim wnętrzem. Literka G w skrócie LGBTQ+.
Składam na Twoje ręce mój debiut, w który włożyłem ogrom swojego serca. W tej opowieści starałem się zmieścić wszystkie ważne dla mnie tematy, które być może pomogą Ci się uporać z trudniejszym momentem w swoim życiu. Widzę Cię i wiem, że Twoje uczucia są ważne. Podobnie jak historia Aleksa i Daikiego łącząca w sobie realizm magiczny, paryski klimat, przepracowywanie żałoby, pracę w wyjątkowej ramenowni, oraz otwieranie swojego serca na nowe uczucia, a zwłaszcza miłość.
Sięgnij po mój debiut, jeśli uwielbiasz „Jak Moon Fuentez zakochała się we wszechświecie”, „Zostawiłeś mi tylko przeszłość”, „Z tej strony Sam”, „Nigdy do końca”.
W środku znajdziesz odniesienia do popkultury, m.in. MCU, „Life is Strange”, „Miraculum: Biedronka i Czarny Kot”. Polubisz się z moim debiutem, jeśli takie produkcje jak „Coco”, „Życie Pi”, „Poprzednie życie”, „I Origins”, „Co w duszy gra”, „Sense8” są bliskie Twojemu sercu.
zastanawiacie się co to znaczy literatura młodzieżowa? jest nią dosłownie ta książka.
widać, że Maks idealnie zna się na tym gatunku, dzięki czemu serwuje nam uroczą historię, przepełnioną nadzieją.
czy jest to książka unikatowa, której nie można do niczego porównać? no nie. czy jest to minus? no totalnie nie!
pomimo, że fabuła jest całkiem typowa dla gatunku to zawiera ona swoje wyróżniki. przede wszystkim realizm magiczny, który spodobał się nawet mnie (nawet, ponieważ na codzień nie jestem fanem tego zabiegu🙄).
doceniam naturalność i autentyczność bohaterów, wierzę, że gdzieś na świecie moglibyśmy spotkać osoby jak oni.
Nie umiem być tutaj obiektywny, więc nie będę ☺️ Cieszę się, że mogłem spędzić czas z tą książką. W swoim gatunku jest naprawdę solidna i lepsza niż niejedna powieść YA, którą czytałem, a która traktowała o podobnych problemach. Jest emocjonująco, uroczo, queerowo i poczułem, że znalazłem tutaj kawałek siebie. Dzięki, Maks!
3,75/5⭐️ Cudowny debiut, bardzo dobrze mi się to czytało! Jestem dumna Maks!
Zacznę od tego co muszę czyli Hope, która jest absolutnie moją ulubioną bohaterką z tej książki - jest to piesek, którego rozumiemy za pośrednictwem jej właściciela Aleksa, który ma umiejętność komunikowania się z nią. I to jak wygadany piesek! Uwielbiam jej głębokie mądrości, jej przekomarzanki, ale też nie brakuje w niej mimo wszystko… po prostu pieska, który czasem chce smaczka i frisbee hahaha.
Dla mnie jest to świetny debiut, bo przez książkę się płynie i nawet nie wiem kiedy mi te 300 coś stron myknęło. Jedyne do czego się gdzieś tam mogę przyczepić to dialogi bohaterów, czy ich teksty, miałam takie: „czy ktoś kiedykolwiek by tak powiedział?” hahaha, ale myślę, że to też kwestia indywidualna i raczej taki „smaczek”, który nie ma zbyt dużego znaczenia przy odbiorze całej fabuły. Znalazło się kilka fragmentów, które bardzo, bardzo mi się spodobały i wartości, które autor nam przekazuje. Love it. I te porównania i teksty, które momentami są tu tak odklejone jak wyjęte z moich ust, co mi się bardzo spodobało i jeszcze bardziej dzięki temu cieszyłam się z lektury przysięgam hahaha Czytając: czułam Ramen, czułam Paryż, czułam Maksa i jego włożone całe serducho.
Bo jesteśmy lustrzanymi duszami. Bo jesteśmy bliźniaczymi płomieniami. Bo jesteśmy jednością.
Widać tutaj ogromną część Maksa w każdym z bohaterów. Zamiłowanie do filmu, miłość do piesków i najlepszy wątek kulinarny ever - kocham te szczegóły i bardzo je doceniam.
Żaden wątek nie ginie na tle romansu Daikiego i Aleksa i potencjał każdego z nich został wykorzystany. Nic nie zostało pominięte. Z początku bałam się wątku mistycznego/nadprzyrodzonego, ale ponownie potencjał został wykorzystany i uważam, że wiele wniósł do całości.
Człowiek chciałby o tej książce napisać tylko dobrze, bo autor to niesamowicie sympatyczny i otwarty bookstagramer, ale nie wszystko, co tu napiszę będzie pozytywne.
Na pewno nie jest to książka dla osób, które znają japoński, bo nie da się ukryć- albo z jego pisownią jest coś nie tak, albo jest niejednolita i wykorzystywane jest kilka wersji. Do tego rodzina, która jest ze sobą blisko niekoniecznie powinna używać do siebie takich, a nie innych zwrotów. I np. "Oł maj gad" to nie jest zdanie po polsku oznaczające "O mój Boże" tylko transkrypcja jak według nas powinno się czytać angielskie "Oh my God" więc "Ommaigoddo" to również nie jest zdanie oznaczające po japońsku "O mój Boże!" , tylko ich transkrypcja japońskiego słowa. Jest takich wpadek kilka. I tak samo "y-y" po polsku może być odgłosem na nie, tak samo "mmm" może być odgłosem na nie po japońsku, ale nie będzie japońskim słowem. Są jeszcze wpadki gorsze, takie typu chcecie napisać "wielki zarazek", a tłumacz wam to przerzuca na "zaraz" w sensie "za chwilę". A "zarazek" I "za chwilę" to nie są te same słowa. (Ten przykład wymyśliłam, ale nie chcę używać w tej opinni wylgaryzmów nawet jako cytat). A można było tego uniknąć po prostu nie używając japońskiego w tekście, bo jego nieużycie nie zrobiłoby najmniejszej różnicy fabule, bo tylko ojciec głównego bohatera wychował się w Japonii i tylko on jest rodowitym Japończykiem. Dobrze, a skoro mamy już za sobą ostrzeżenie i np. nie znacie japońskiego, więc kompletnie nie robi wam różnicy jak mówią po japońsku bohaterowie to przejdźmy do pozostałej treści .
Mamy tutaj dużo fajnych konceptów, które w pierwszej części książki brzmią ciekawie i człowiek czyta mega szybko chcąc wiedzieć co się stanie dalej. Gorzej z drugą połową książki, gdzie akcją leci na łeb na szyję i nagle człowiek się orientuję, że był kilkudniowy skok czasowy i nie dostaniemy długiego opisu tego, co się wydarzyło w tym czasie, a to nie były błahe z mojego punktu widzenia rzeczy. Ot chociażby drugi pocałunek napawał pewnego bohatera strachem, a tu nagle wspomina, że w ostatnie dni całował się kilka razy. Albo czekałam na reakcję Aleksa na historię Daikiego, a mamy tylko "opowiedział mi o tym wtedy". Duchowa rodzina również była opisana dość szybko i choć tak jak wspominam - koncepty były fajne, to jednak mogły być bardziej dopracowane czy opracowane. Mam nadzieję, że ta historia dostanie kiedyś drugie życie i drugi print, w którym kilka rzeczy się zmieni czy też rozbuduje. Nie oszukując - czytałam z ciekawością co będzie dalej się działo, więc to jest na plus. Mam nadzieję, że autor się nie podda z pisaniem, bo to w końcu jego debiut i na pewno testował co się przyjmie, a co nie. I na pewno fajne jest poruszanie tematyki akceptacji samego siebie i poczucia jedności. I chętnie poczytałabym więcej o sesjach terapeutycznych Daikiego
it was so bad i want to give it a zero but thats not possible so i'll give it a one ^to moja reakcja
Jedna z najgorszych książek jakie w życiu przeczytałam. Styl pisania był tak okropny ze myslalam ze sie zrzucę z okna czytając to. Niektóre zdania to ja nirwiem co autor miał na myśli ale umierałam z cringu. Czuje się jakby ta książka miała przekazać ważne wartości a jedyne co mi przekazała to brak chęci do życia. Jezus maria nikomu nie polecam tych tortur. Od praktycznie pierwszych stron błagałam żeby to się już skończyło. To było tak głupie i nierealistyczne ze az boli. Nikt tak nie mówi irl jak ci bohaterowie i w ogóle oni żyją w jakiejś bańce swojego delulu . Ja myślałam ze jestem odklejona ale poznając tych bohaterów uznaje ze nawet nie jest mi blisko do ich poziomu. Jedyny plomien jaki się zapali po tej książce to płomień stosu na którym się spale żeby tego nie pamiętać😘🤞. Nie marnujcie na to pieniędzy i czasu.
definicja comfortu i wszystkich wspaniałości!💖💗💕💘 nawet nie wiecie, jak wiele ciepła na moim sercu zostawiła ta lektura🥹
z jednej strony mnóstwo ważnych tematów, tj. terapia, kwestie zdrowia psychicznego, ptsd, utraty bliskich, neuroróżnorodności
z drugiej strony tak dużo miłości, wspaniałej pieskowej radości (KOCHAM HOPE!!), prawdziwej przyjaźni, wątków rodzinnych, found family trope, no i ten wspaniały temat bliźniaczego płomienia, bratniej duszy - I’M IN LOVE!
Maksiu napisał nam wspaniały debiut i aktualnie z niecierpliwością wyczekuję kolejnej książki, bo już wiem, że będę ogromną fanką tego cudnego autora💛
*2,75 Naciągam tę ocenę… pierwsza połowa znacznie przyjemniejsza, gdzieś w połowie bohaterowie zaczęło rozmazywać się i scalać w jedno. Jeszcze słuchając audio bardzo trudno było wyłapać kto mówi w danym momencie, Alex czy Daiki… W drugiej połowie bardzo dużo rzeczy nie zagrało i było dziwnie poprowadzonych, relacja chłopaków mało przekonywującą… pod koniec dalej nie widziałam ich jako idealną parę, nie wierzyłam, że rzeczywiście jest między nimi miłość. Koncept tej rodziny dusz jest naprawdę spoko ale wyegzekwowanie tego skomentuję krótkim XD, bo taka była moja reakcja jak usłyszałam co ma miejsce.
No i ilość nawiązań do współczesnej popkultury czytało się jak chamski product placement.
Może jeszcze dopisze coś więcej jak usiądę w spokojnym miejscu…
Absolutnie tragiczna, dosłownie napisane tak okropnie, jakby ktoś chronicznie był uzależniony od tiktoka czy innego syfu. Nawalone „nawiązań” do marvela czy innej popkultury, przez co przestaje być to śmieszne po 1 rozdziale. 3/4 książki jest żenujące + tak ludzie nie rozmawiają, nie zachowują się w rzeczywistości Ostateczny dowód na to, że samo czytanie książek nie sprawi, że uda ci się napisać coś jakkolwiek zdatnego do czytania i żeby pisać trzeba mieć coś do przekazania lub chociaż napisać to jakkolwiek ciekawie
matko… nie wiem, naprawdę, z całym szacunkiem, ale jakim cudem takie książki przechodzą przez wszystkie etapy, aż do wydania… toż to powinno w szufladzie zostać. tak mnie to zmęczyło, nawet nie wiem, w którym momencie zgubiłam się w tej fabule, postaci mi się mieszały, wszystkie jakoś tak dziwnie i nierealistycznie wykreowane. główni bohaterowie też jakoś niezbyt przekonujący… wątek fantastyczny też taki nie do końca dopracowany, nie rozumiem też za bardzo jaki to miało cel w tej książce. wypowiedzi bohaterów.. chyba spuszczę zasłonę milczenia na tę kwestię. owszem, dialogi mają brzmieć naturalnie i luźno, ale nie… nie tak!!! no i te wstawki z japońskiego, ja słuchając w audio, zielonego pojęcia nie miałam o co chodzi. po co też używać w książce języka, o którym nie ma się żadnej wiedzy. pozycja niby dla młodzieży, ale co tu wulgaryzmów i żartów nawiązujących do seksu… omatkoicórko. książka bez polotu i obawiam się, że strata czasu.
Paryż jest od zawsze na liście moich podróżniczych marzeń. Wszystkie książki, których akcja ma miejsce w tym mieście od razu wzbudzają moje ogromne zainteresowanie!
Daiki pracuje w restauracji prowadzonej przez swoich rodziców. Jego spokojne życie zostało jednak zaburzone przez pewne traumatyczne wydarzenie. Ale teraz codzienność zostanie odmieniona przez uzyskanie wyjątkowych mocy...I spotkanie pewnego intrygującego chłopaka.
Aleks razem ze swoją suczką Hope szukają nowego początku, po stracie bliskich osób. Chłopaka i pieska łączy niesamowita więź - potrafią się ze sobą porozumiewać. Dzięki miłości Aleksa do kuchni roślinnej, drogi jego i Daikiego się połączą, a to będzie początkiem czegoś wyjątkowego!🍜
To co urzekło mnie od pierwszych stron to niesamowita atmosfera! Dosłownie czujemy zapach i smak ramenu! Klimat Paryża został moim zdaniem oddany świetnie.
Od razu polubilam bohaterów, a moją ulubienicą została Hope - to najbardziej wspierający piesek na świecie. Podczas czytania zastanawiałabym się co powiedziałby mi mój piesek gdyby mógł! 🐕
Obawiałam się tego jak zostanie poprowadzony wątek realizmu magicznego, ale się nie zawiodłam. Maks ma niesamowicie lekkie pióro i to co mnie wciąż zachwyca to ta delikatność z jaką zostały potraktowane trudne tematy. Brakowało mi na rynku książki, która w tak subtelny, ale też dojrzały sposób porusza temat terapii, utraty bliskich i wiele więcej. Mamy też reprezentację osób neuroróżnorodnych (I to jaką świetną!).
Czuć ile serca Maks włożył w napisanie tej książki, przez strony płyną jego uczucia i emocje i czyta się to wspaniale. Z niecierpliwością będę wyczekiwać jego kolejnych książek!
Jeżeli poszukujecie uroczej, otulającej książki, z ogromną ilością gotowania, miłości i zrozumienia to koniecznie sięgnijcie po "Bliźniaczy płomień". 🩷🍜
Jest to debiut i to czuć. Wiem, że pewnie będę w mniejszości ale totalnie nie podeszła mi ta książka. Jest to taka próba wsadzenia do jednego tekstu absolutnie wszystkiego i wychodzi to niestety średnio. Na sile napisane dialogi, które raz są do bólu młodzieżowe i „luzackie” żeby za moment przejść w patetyczne wykłady o spektrum autyzmu i emocjach. Główni bohaterowie są totalnie jednowymiarowi i nieciekawi. Czuć brak warsztatu i nadmierną chęć wsadzenia w jedną książkę zbyt wielu tropów i reprezentacji, bo finalnie tworzy się totalny chaos w którym ginie cały sens. Nie moja bajka
dostałam od tej książki wszystko, czego w tym momencie potrzebowałam. wspaniałe to było. takie ciepłe, komfortowe, pocieszające, pełne miłości, empatii i wsparcia. wątek realizmu magicznego, bliźniaczego płomienia i rodziny dusz był przecudowny!! uwielbiam trafiać na odpowiednie książki w odpowiednim czasie🩷
______pełna recenzja: "Czasami, gdy zaglądam do garnka z bulionem, wyobrażam sobie, że życie jest zupą pełną warzyw, których przeznaczenie jest wiadome - zginąć w czeluściach czyjegoś żołądka. Czy to podejrzane, że moja głowa wykształca coraz więcej takich pokręconych gastrycznych myśli?"
"Bliźniaczy płomień" to książka, która mnie na maksa otuliła, zaskoczyła i sprawiła, że nie mogłam przestać się uśmiechać. To historia prowadzona z perspektywy dwóch bohaterów- Daikiego, którego rodzice prowadzą restauracje Ikigai w Paryżu; oraz Aleksa, który idzie przez życie z Hope, suczką rasy border collie. Ich przypadkowe spotkanie doprowadza do szeregu (nie)zwykłych zdarzeń. Czy los im pomoże?
Realizm magiczny połączony z dobrym jedzeniem. Dla mnie już na starcie to zestawienie brzmi jak coś genialnego! I tak również było w przypadku książki Maksa Kuznowicza. Nie zliczę ile to razy burczało mi w brzuchu na myśl o tych wszystkich daniach kuchni azjatyckiej. Aż sama miałam ochotę kilka z nich wypróbować w domu. Poza tym, nie ma to jak opis przygotowywania i serwowania tych smakowitości w rodzinnej ramenowni (prowadzonej z ogromną miłością dodam). To było naprawdę ciekawie opisane. Daiki i Aleks, jako nasi główni bohaterowie zostali wykreowani na prawdziwych ludzi. Przynajmniej w moim przypadku tak ich właśnie odczuwałam. Każdy z nich jest inny, każdy z nich walczy ze swoimi demonami (TW: śmierć bliskiej osoby, stany lękowe, PTSD, queerfobia). Widać, że autor włożył całe swoje serce w procesie tworzenia i dążenia do zmiany niektórych ich nawyków. Widać, że autor włożył całe swoje serce w procesie tworzenia i dążenia do zmiany niektórych ich nawyków. Dodatkowo, mamy tutaj poruszany temat zdrowia psychicznego oraz wizyt u psychologa, co również pozytywnie wpłynęło na moją ocenę tej książki. O takich sprawach należy mówić głośno! Dzięki za to. Przez większość historii śledzimy powoli rozwijającą się relację Aleksa i Daikiego, którzy od nieznajomych, współpracowników, przeszli do dobrych znajomych i... dalej już musicie dowiedzieć się sami! Dla mnie byli oni jedną z fajniejszych książkowych par, których zakończenie potrafiło mnie wzruszyć. Przy okazji bohaterów, nie mogę nie wspomnieć o najsłodszej istocie "Bliźniaczego płomienia", czyli Hope. Wyobrażaliście sobie kiedyś jakby to było rozmawiać ze zwierzętami? Bo ja tak. I tak sobie myślę, że tak by to właśnie wyglądało, jak to przedstawił Maks w swojej powieści. Kto by nie chciał otrzymać porady od swojego czworonożnego przyjaciela? Z taką kompanką można wszystko! Nie raz się uśmiałam!
Czy muszę coś więcej dodawać? Czytajcie "Bliźniaczy płomień".
„Bliźniaczy płomień” to debiut i Maksa mam nadzieję, że spod jego ręki wyjdzie więcej takich perełek. Bo z chęcią przeczytałabym kolejną książkę z takim humorem i stylem pisarskim🖋️😄
Książka jest pisana z dwóch punktów widzenia Aleksa i Daikiego. Dzięki czemu możemy poznawać dwa różne punkty widzenia postaci 🥰
Relacje w książce rozwijały się naturalnie i oprócz relacji romantycznej istotne znaczenie miały relacje głównych bohaterów z rodziną i przyjaciółmi. Dzięki temu powieść tworzyła pełny obraz życia bohaterów, a nie wyrwaną z kontekstu historią miłosną💞
Książka porusza tematy trudnych przeżyć i traum w sposób realistyczny. Zarazem możemy się natknąć na zdrowe podejście do terapii i mówienia o problemach🥼😌
Bardzo podobały mi się postacie drugoplanowe i epizodyczne, ponieważ dzięki nim można było dostrzec zachowania głównych bohaterów w różnych otoczeniach☺️🥸
Książka była pełna zabawnych tekstów i uroczych scen przez co na zmianę miałam ochotę piszczeć i się śmiać 😂🥰
UWAŻAJCIE BO WCIĄGA! Jak zaczynałam czytać to traciłam poczucie czasu i miejsca. Łapałam się na tym, że już jest noc albo, że wsiadłam do złego tramwaju 😅😉
Zarazem wydawca @neony_w.a.b jak i autor rekomendują tę książkę osobom 13+
Powiem tak, to się nie dzieje, Kuba nie ubiera się w książkową harpię...THAT'S SO IMPOSSIBLE. Szok I niedowierzanie. Mówcie sobie co chcecie, ale dla mnie ta książka to po prostu coś, co sobie wyprosiłem do kwadratu i jest tak czuła i gładka w tym co robi, że nie mogę ....To jest największe jajko niespodzianka tego roku chyba tak naprawdę. I tutaj mój serdeczny i największy APEL do Maksa, żeby do tej książki dołączał możliwość złożenia skargi w postaci tabletki na głowę PYRALGINA, bo ta książka zarazem jest jak słońce i największy jego blask i światło, a z drugiej strony jest ono bardzo nieśmiałe i chwiejne. Wyczuwałem naprawdę przemyślany pomysł i w ogóle zaangażowanie i włożenie swojego serduszka w daną powieść. Ale nie sądziłem, że to będzie na takim szczeblu stało jak stoi. I chyba sobie to musiałem WYMANIFESTOWAĆ
I tu na wstępie chciałbym zaznaczyć, że fakt, że recenzuję tę książkę kompletnie odcinając moją znajomość z Maksem - który jest ogromnym manifestem POKOJU i swojej definicji komfortu swoją drogą i uważam, że to naprawdę zaszczyt mieć w swoim otoczeniu taką osobę, która jak mało która wyczulona na wiele rzeczy, jak i na inkluzywność - znajomości znajomościami, natomiast poza ewentualnymi charakterystycznymi elementami, oceniam wytwór wyobraźni, przełożenia treści w tekst i obrazu rzeczywistości. I mimo, że naprawdę personalnie odczuwałem i czułem w tym też cały CHARAKTER MAKSA i jego OWN VOICE - który jest naprawdę donośny w tej książce, co absolutnie nie musi i NIE JEST MINUSEM - czuć w tym ogromną głębie I wrażliwość. I tu od razu do tych ludzi, co będą WIELCE oburzeni do tak jawnego own voice. Ja sam jako osoba, która jest w trakcie wydawania i pisania "powieści" - choć w tym przypadku trudno to nazwać powieściami stricte, bo to bardziej manifesty i pochylanie się i przekładanie tych manifestów/listów i treści na to, jak ona się przekłada dzisiaj - bardzo zważam na indywidualność i giętkość tych kwestii, żeby czuć w tym było chemię. Natomiast te elementy są potrzebne w literaturze jak powietrze. Bo w końcu literatura jest niejednokrotnie przełożeniem i przelewem rzeczywistości, a jak nie, to procesów myślowych, wyobraźni i czegoś, co u każdego jest indywidualne. Czegoś, co jest osobną historią i formuje pewne ciagi doznań i nie tylko. Bo każdy z nas jest indywidualną jednostką i postacią we własnym gruncie istnienia. Więc OWN VOICE jest takim biegunem, który pozwala jeszcze bardziej uzewnętrznić i odsłonić nasze dno. I tak, ważna w tym wszystkim jest realizacja, natomiast to jest na tyle szerokie pole do popisu, że tak naprawdę portret OWN VOICE jest bardzo zróżnicowany w każdym dziele literackim i zależy, co z tego w istocie rzeczy płynie i na co się to rwie i przekłada i na czym stoi. Po prostu to nie zależy od stopnia a od podejścia do tego, jakie mamy w tym zamiary i jak ono jest inicjowanie i obrazowane. Dlatego ja OCENIAM TREŚĆ, jej całokształt i szlify i w ogóle fundamenty
Tyle w tym temacie, bo o samej książce ZDECYDOWANIE uważam, że mówić warto i przede wszystkim trzeba! Bo Maks stworzył tutaj historie, która powinna być żywym przykładem na tak wielu poziomach, że trudno mi tu wskazać chociaż jeden element. Bo zawsze recenzując zahaczając nawet o jakiś element, zestawiam go z innymi klockami, strzępkami i nośnikami danego elementu i jego nacechowań, rzeczy rzucających się w oczy itp. I to jest ten przypadek książki, która w swej osobliwości wręcz sączy nas pewnymi soczystymi, pielęgnującymi wiele linii i teł kiełkowania się w nas pewnych wcieleń i wzorów oraz motywacji ujawnianych "interpersonalnie" wręcz bym powiedział "personalnego wnętrza i barw naszego formowania rzeczywistości i jego widzenia w naszych oczach i umyśle i przełożeniu tego"...DOSŁOWNIE to jest jedna z tego rodzaju książek, która trochę napawa i trochę natchnęła mnie wręcz do WYSZUKANIA nowych pojęć świata. Ostatnie takie uczucia miałem względem uwielbianej przeze mnie książki, która w zupełnie innych kategoriach popychała mnie do tego, jest książka, która rozpracowała we mnie takie sprawy metaforyczne - która ta książka w kwestii powiedziałbym właśnie wcieleń i postaci rozpracowuje i formy naszych działań, więc zupełnie inaczej i w innym szyku - czyli "On Earth We're Briefly Gorgeous". I to nie jest takie oczywiste wbrew pozorom. Jest tutaj cała masa innych nawiązań i realizm magiczny, który w zasadzie REALIZMEM MAGICZNYM jako takim nie jest. Choć ma taką formę i przybiera formę czaru i czegoś "dziedzicznego", ale to w moim odczuciu to chodzi o coś zupełnie innego i bardziej newralgicznego. Ale ta książka zdecydowanie ma więcej do zaoferowania na wielu płaszczyznach i kanałach, które się znajdują nawet w takich materiach, ale też choćby w podejmowaniu się szufladkowaniu się w danych ugrupowaniach społecznych i nie tylko. Dlatego to jest tylko wierzchołek góry lodowej tego, co ta książka może nam uwypuklić
Słowo o fabule: Mamy tutaj historię queerową, która choć wydaje się bardzo pozorna, prosta w sensie płynności i rozmieszczenia to jest olśniewająco urzekająca, przemyślana i z ogromnym ładunkiem, Konstrukcyjnie też takową jest i jest bardzo w tym subtelna, ale szczera. "Bliźniaczy płomień" jest właśnie queerową historią, z pozoru dość codzienną dwóch chłopaków. Jednym z nich jest Daiki, który rok po straceniu swojego chłopaka w samym centrum Paryża. W związku z tym Daiki przechodził całą masę nie tylko trudnych emocji, ale też i zderzeń wynikających z jego mechanizmów, zaburzeń wszelakich i bolączek, z którymi mierzył się w trakcie jak i uwierały go jak kamień w bucie, nie do końca wpisując się w pewny nazwałbym to "kanony świata" - nazywam to maksymalnie oględnie jak się da. W pewnym momencie, kiedy jest coraz bardziej zaangażowany w pomoc rodzicom w restauracji - która jest w zasadzie ich takim wiążącym i przywołującym nostalgię, przynależność i coś, na co się powołują i przywołują i są kojarzeni - na pewnym etapie Daiki zauważa coraz większą przemianę i przeobrażenie swojego postrzegania perspektywy i wyciągania z świata jak najwięcej. Okazawszy się, że Daiki poprzez swoje doświadczenia, nabyte traumy i konsekwencje, które w sobie nosi i rozdrabniają pewne sprawy i rzeczywistość w drobny mak - Daiki odkrywa w sobie zdolności. Zdolności, które rzucają nie tylko nowe światło i barwy pewnym kategoriom życia Daikiego, ale też w pewnym sensie trochę uosabiają jego jawne cechy, ale też ich oblicze, kształt i w ogóle cała kwitesencja kwestii wydźwięku i wzorców świata jak i precyzji faktycznej tych rzeczy. Mowa tutaj w głównej mierze o emocjach - Daiki słyszy, widzi, czuje, rozpracowuje więcej, choć ja bym to nazwał w większym natężeniu i w ogóle namacalności i sięgania po pewne drogowskazy. Konsekwencją czego Daiki ma bardzo wiele dylematów, pozoru codziennych, choć tak naprawdę nie do końca i nie obrazujące tego środka ciężkości, który mimo, że codzienny i jest podparty wieloma niciami. Jednak nie rozchodzi się wyłącznie o codzienność, zmagania się z światem rzeczywistym, ale też jego zmaganiami prywatnymi, ale nie tylko, bo przede wszystkim tłem i podwalami do pewnych form, wcieleń, ducha - którego w tej książce ZDECYDOWANIE NIE BRAKUJE - ale też i pewnych przedstawiania naszej twarzy i tłumaczenia pewnych działań, a ich realizacja w praktyce. Po drugiej stronie medalu natomiast jest Aleks, który ma pod swoimi skrzydłami suczkę rasy border collie o imieniu Hope, która swoją drogą OD RAZU przywołuje mi na myśl KIRĘ Maksa...Choćby z uwagi na umiejetności, ale o tym później. Konsekwencją tragicznej straty bliskich mu osób przybywa w momencie, kiedy Daiki uświadamia sobie i zaczynają się coraz bardziej przejawiać jego zdolności jak i do niego docierać. Poszukując nowych doświadczeń społecznych jak i rozwojowych na wielu polach, czy to właśnie komunikacyjnych, czy to w odniesieniu do jego zainteresowań, których ma trochę, a szczególnie czytelnictwo i kuchnia roślinna. W tym wszystkim okazuje się, że Aleks może porozumiewać się z Hope przy tym czując ogromną więź, przekładając to, jak tak naprawdę o sobie myślą wzajemnie i przekazują pewne emocje, potrzeby i jedności jak i zrozumienie wzajemne i więź nie tylko między zwierzakiem, ale też z samym widzeniem tego, jak sięgają wzajemnie po pewne wsparcie - bo zwierzaki są naszymi przyjaciółmi nie? Ale Aleks w przeciwieństwie do Daikiego potrafi skrywać swoje emocje i nie tyle je w pełni wypierając, ale bardzo je ucinać i je trochę przysłaniając rozmazując ich tło, nie rozpowszechniając pełnego ich portretu, czując przy tym zarazem niepoliczalność, nieautentyczność i niezdolność do tego, by dać sobie swój upust, jak i zaakcentować ciężar, który jest naznaczony obojętnością. Obojętnością, która jest wrażliwa do tego stopnia, że Daiki zauważa i w tym coś więcej podczas konfrontacji, jak i nabiera nowego brzmienia tej obojętności i temu, co się skrywa pod tymi odmętami tajemnicy...I książka stawia nam trafne pytanie, czyli 'Co się stanie, gdy serce Daikiego zacznie się budzić po przebytej traumie, a Aleks odkryje, że może pozwolić sobie na wrażliwość?".
Miałem ambitny plan opublikować wszystko naraz, ale drugą część recenzji chcę bardziej dopracować, więc prawdopodobnie będzie to już niedługo. Z tej strony jedynie jakbym miał coś krótkiego tu podsumować i naświetlić, to przede wszystkim polecam tę książkę KAŻDEMU bez WYJĄTKU, a przede wszystkim ze względu na fakt włączenia polemiki w wzorowanie i procesowaniu pewnych działań i ich podwali, i takim osobom, które czują wyobcowanie jak i odrealnienie i ograniczenie do pewnych kwestii i nie tylko. To przede wszystkim wielkie studium tego, jak zauważając pewne rzeczy i będąc świadkiem jakiś rzeczy, wcieleń, twarzy i rzeczywistości, ktore mają zupełnie inną figurę i kanon i są podszyte tym, co nam w ogólnym zarysie przywołuje pewne działania jak i ich wzór, twarz, oblicze i w ogóle konwenanse...
MAKS, I LOVE YA FOR THIS BOOK TOTALLY AND I'M SO PROUD AND GLAD FOR YOU, THAT YOU'VE MADE SOMETHING SO INNOVATIVE AND MELODIC... AND I'M CRAVING RAMEN..WTF
Pierwotnie odbierałam tę powieść o wiele bardziej negatywnie niż obecnie, ale inna (dużo słabsza) książka zmieniła nieco moją opinię... Co i tak nie sprawia, bym pokochała nagle "Bliźniaczy płomień" Maksymiliana Kuznowicza. Wciąż mam wobec tej opowieści wiele zastrzeżeń, które przedstawię w dalszej części recenzji.
Moim głównym problemem z "Bliźniaczym płomieniem" jest zdecydowanie język. Domyślam się, iż autorowi zależało na tym, by język w jego powieści pasował do młodzieżówki, brzmiał jak sposób rozmowy młodych dorosłych — co mogłoby wyjść całkiem nieźle w dialogach, ale nie udało się w narracji. Język literacki nie powinien brzmieć jak ten używany na co dzień, a tymczasem sposób pisania w tej pozycji oraz dobór słownictwa sugerują raczej zbyt silne oparcie na hasłach spotykanych codziennie w internecie. Przez to zamiast formy powieściowej znajduje się tę tiktokową. Zapisałam je, a przykładami haseł padających w narracji są: iconic bromance, crush, coming out, bi panic, besties, gap year, cringe — i być może było jeszcze coś, ale akurat te zapamiętałam. Siedem różnych słówek po angielsku wrzuconych w polską powieść bez żadnego wyjaśnienia.
Ale to wcale nie jest najgorsze pod względem języka. Dużo gorszy w tej powieści jest... japoński. W audiobooku wybrzmiewało to dodatkowo intensywnie ze względu na to, iż lektor nie radził sobie z takimi zdaniami (czemu naprawdę się nie dziwię), a błędne użycie niektórych słów było wyraźne nawet dla mnie, osoby nieznającej żadnego języka azjatyckiego, choć zainteresowanej Dalekim Wschodem. Tu głównymi przykładami są: "fakku" jako przekleństwo i "ommaigoddo" jako "o mój Boże", co nie jest nawet językiem japońskim tylko zjaponizowanymi słowami po angielsku; "banzai" jako "na zdrowie" (gdzie znaczenie tego słowa wyskakuje od razu po wpisania go w Google); osoby znające japoński zwracały również uwagę na problemy zapisu tych zdań w alfabecie łacińskim. Bardzo mnie to drażniło. Czuć tutaj bowiem silną chęć opowiedzenia o obcej, dalekiej kulturze... która jest tak bardzo daleka, iż nawet sam autor nie jest z nią związany.
Podobny problem mam też z opisem Paryża. Cała akcja dzieje się we Francji, której praktycznie nie czuć. Pojawia się wspominanie o paryskich ulicach i dzielnicach, ale dla osoby, która nie interesuje się tym miastem bądź jego topografią nic to nie mówi. Zabrakło klimatu Francji, który mógłby zostać uzyskany bardziej poprzez barwne opisy będące tłem dla akcji, ponieważ tego mocno mi brakowało. Można rzec, że Paryż wyszedł tu pusty jak w "Miraculum: Biedronka i Czarny Kot", gdzie brakowało budżetu na porządną animację.
I to nawiązanie do serialu animowanego nie było wcale przypadkowe. Ani jedyne. Szczerze mówiąc, "Bliźniaczy płomień" jest pełen takich mrugnięć okiem do czytelnika — choć bardziej niż mrugnięcia przypomina to nerwowe drganie powieki. Wspominanie tu o popkulturze jest nagminne, dając wrażenie niemalże przesady, zwłaszcza jeśli ktoś nie interesuje się produkcjami, o których mowa w tekście. Jestem również taką osobą, do tego gdyby nie oglądanie "Miraculum" w dzieciństwie, to pewnie także tego bym nie wyłapała.
Czarny Kot pojawia się nawet na stronach tej powieści, ale jako Adrien i to wyzbyty jakichkolwiek mocy. To tylko jeden z bohaterów w tle, który nie wyróżnia się praktycznie niczym na tle Daikiego oraz Aleksa, choć protagoniści wcale nie są lepsi. Nawet jeśli narracja przeskakuje tu między ich perspektywami, to wielokrotnie się w nich gubiłam mimo zupełnie innego tła kulturowego oraz rodzinnego bohaterów, ci bowiem postrzegają świat niemalże identycznie. W pewnym momencie głównym rozróżnieniem pomiędzy Daikim a Maksem stało się dla mnie to, że ten pierwszy ma brata oraz grupę przyjaciół, a drugi gadającego psa oraz sąsiada, którego kwestie lektor czyta jak wypowiedzi Rastamana po "procentach".
Aczkolwiek wyżej wspomniany pies imieniem Hope zasługuje na zostanie wstępem do kolejnego akapitu. Ta słodka psinka z okładki to tak naprawdę opiekun duchowy istniejący od zarania dziejów... czy coś tam. Właściwie to główni bohaterowie mają magiczne moce, takie jak właśnie rozmowa z psem bądź przewidywanie przyszłości innych i odczuwanie ich przeszłości, ale nie badają tego, za to sam wątek pojawia się i znika. Jest to bardzo sztuczne oraz zbędne — główna historia niczego na tym nie zyskała, co najwyżej straciła nieco sensu.
Choć sensu braknie nawet w kategorii wiekowej, jaką jest 13+. W "Bliźniaczym płomieniu" pojawiają się liczne przekleństwa rzucane na lewo i prawo oraz żarty o seksie, czasem prawie że ordynarne (np. dwukrotnie przewija się kwestia "zabaw" na blacie kuchennym W RESTAURACJI). Do tego wiele poważnych wątków potraktowano po macoszemu, wśród nich zamach terrorystyczny bądź spektrum autyzmu.
Zazwyczaj raczej bym się ucieszyła, widząc reprezentację osoby autystycznej — w końcu sama jestem w spektrum i uważam szerzenie wiedzy na temat autyzmu za bardzo istotne. Tylko że tutaj wybrzmiało to dość... nienaturalnie. Może również słabo. Uważam, iż dobrze przedstawiono hiperfiksację na gotowanie — lecz na tym plusy się kończą. Niezbyt czuję po bohaterze to, aby był osobą neuróżnorodną, jak sam się określa, ponieważ jego perspektywa nie różni się z tą neurotypowego Daikiego. Aleks nie przeżywa chociażby przebodźcowania nawet wtedy, gdy cały dzień przebywa w zatłoczonej restauracji lub włóczy się po targach, choć zmęczyłoby to zmysły prawie każdego. Pojawia się wspomnienie o maskowaniu, które powiązano z ukrywaniem emocji zamiast cech autystycznych (na czym realnie polega maskowanie). Właściwie jego spektrum nie przejawia się niczym poza miłością do gotowania i kilkukrotnym wspomnieniem o niepatrzeniu w oczy.
Na szczęście z resztą reprezentacji mniejszości autor radzi sobie nieco lepiej, nawet jeśli wciąż nie jest to idealne. Mam wrażenie, że usilne przedstawienie każdej różnorodności nie do końca pasuje, daje wrażenie sztuczności (przykłady z tekstu: samotna matka, feministka-aktywistka, osoba transpłciowa, rodzina patchworkowa, dwie matki, rodzina poliamoryczna, osoba czarnoskóra, tęczowa rodzina, kilka osób homoseksualnych, ktoś bi etc.). Cieszyłaby mnie chęć przedstawienia tak dużego wachlarzu postaci gdyby nie to, że bohaterowie o tych łatkach nie wychodzili poza nie. Przecież orientacja/identyfikacja płciowa i/lub orientacja rodziców to nie jest cały charakter danej osoby, więc wykonane tak przedstawienie wykonane niczym odhaczenie punktów na liście nie jest dobrą reprezentacją.
Reprezentować mogę tu jednak tylko swoją opinię. I powiem wprost: poświęciłam kilka godzin na przesłuchanie tej powieści, co może umiliło mi nieco rysowanie, ale nie okazało się dobrą lekturą. Autor sam przyznał się w podziękowaniach, iż pisał "Bliźniaczy płomień" pół roku wraz z etapem redakcji — a to BARDZO czuć. Mało tu researchu (nawet Paryż został opisany na podstawie przewodników turystycznych, co również zostało wyjawione na końcu), a warsztat autora jest słaby. Wręcz tchnie to wra��eniem pierwszej opowieści fabularnej napisanej w życiu, przywodząc na myśl fanfiction z Wattpada kryjące się gdzieś pod tagiem boyxboy. Ale na Wattpadzie jeszcze by to przeszło jako fajny fanfic — na papierze już niezbyt. A niektóre błędy oraz dzielenie narracji kojarzy mi się tylko z tą aplikacją.
Uważam, że szkoda marnować czas na czytanie "Bliźniaczego płomienia", bo choć kryło się wewnątrz więcej potencjału, ten nie został wykorzystany.
Daiki traci swojego chłopaka, który ginie na ulicach Paryża. Jego życie wywraca się do góry nogami. Rok po tych wydarzeniach zaczyna dochodzić do siebie, spotyka się z przyjaciółki oraz pomaga w rodzinnej restauracji. Pewnego dnia na jego drodze staje Aleks , który pomaga mu podczas stresującej sytuacji. Od tego czasu życie tej dwójki się przeplata, gdyż Aleks zostaje nowym kucharzem w kanjpce rodziców Daikiego. Co wyniknie z tej znajomości?
Bliźniaczy płomień to książka do której podeszłam bez żadnych oczekiwań, okazuje się że mogłam mieć ich wiele, ponieważ ta historia była zwyczajnie piękna. Razem z dwójką głównym bohaterów na kartach tej powieści mogłam przepracować ich traumy, zobaczyć jak ta znajomość wpływa na nich korzystnie. Jak oboje chcą pogodzić się z przeszłością i mieć szansę na cudowną przyszłość.
Książka porusza wiele trudnych tematów takich jak śmierć, żałoba, stany lękowe. Daiki oraz Aleks szybko dorośli, radzili sobie z życiem, które ich nie oszczędzało. Nie poddawali się, chcieli być tu i teraz. Każdy z nich był kotwicą, która utrzymywała tego drugiego w dobrym miejscu.
To książka pełna emocji. Taka, która sprawiła że czułam radość ale również i smutek. Nie spodziewałam się że aż tak mi się spodoba i wciągnie mnie do świata przedstawionego przez autora. Podobał mi się klimat tej książki, to jak zostałam wciągnięta do Paryża ale nie takiego typowego, tylko do knajpki serwującej ramen, który kocham. Pojawiły się tutaj też japońkie zwroty oraz wątek książek. No autor wrzucił do tej powieści wszystko co najlepsze i wyszło mu to genialnie. Jestem zachwycona bliźniaczym promieniem, a na największe uznanie zasługuje suczka rasy border collie, która skradła moje serce.
Na pewno długo nie zapomnę o tej historii a jeżeli lubicie książki (to oczywiste), dobre jedzenie, świetne young adult i bohaterów queer to jest to pozycja po którą musicie sięgnąć.
Fabuła opiera się na relacji Aleksa oraz Daikiego i mimo, że ich spotkanie było totalnie przypadkowe, odkryli, że są dla siebie bratnimi duszami. Doskonale się dogadują i rozumieją. Ich związek jest poruszający, prawdziwy i dający nadzieję. Sami bohaterowie są świetnie wykreowani, każdy z nich ma swoje pasje - Aleks doskonale zna się kuchni roślinnej, literaturze i pieskach (ale o tym zaraz), Daiki pracuje w rodzinnej restauracji, często spotyka się z przyjaciółmi, którzy są dla niego prawie tak bliscy jak rodzina. I ten wątek found family jest absolutnie cudowny, uwielbiam takie wartościowe, wspierające znajomości. Cieszę się, że wszyscy bohaterowie, nie tylko ci pierwszoplanowi, zostali naprawdę świetnie wykreowani i możemy ich dobrze poznać.
Wpleciony jest tutaj realizm magiczny, Aleks potrafi komunikować się z Hope, co jest absolutnie cudowne. Uwielbiam czytać o relacji człowieka z psem, a ta jest okropnie wzruszająca. Jako naczelna psiara - jestem zakochana!
Dużym plusem jest też narracja, która została poprowadzona z dwóch perspektyw. Dzięki temu wszystko jest zrozumiałe, a ja potrafiłam lepiej zaangażować się w fabułę.
I najważniejsze - chyba nigdy nie czytałam książki, która w tak piękny sposób mówi o stracie, terapii i tak ludzkich rzeczach, jak chociażby trądziku. Ogromne gratulacje dla Maksa za tak dobre poprowadzenie tych wątków, myślę, że wszyscy czytelnicy poczują się po prostu lepiej po przeczytaniu tej historii. Całość oplata cudowny paryski klimat i dużo ramenuuu (który kocham).
Jednak jest jedna, malutka rzecz, która żałuję, że nie została poprowadzona inaczej - wątek Adriena. Nie chcę wam spojlerować, ale ten bohater miał duży potencjał na bardziej rozbudowaną historię! Jest to jednak postać drugoplanowa, więc rozumiem, że nie na tym się skupiamy, dlatego nie chcę odejmować zbyt dużo z oceny.
„Bliźniaczy płomień” to książka, która otuliła mnie ciepłym kocykiem i dała masę komfortu, uspokoiła myśli w mojej głowie. Zdecydowanie nazwałabym ją must readem dla każdego - tych młodszych i starszych. Mam nadzieję, że zakochacie się w niej równie mocno.
3,75 Bawiłam się przednio! Zacznę od popkulturowych nawiązań! Autor umieścił ich na prawdę wiele i zdecydowanie jest to uśmiech w stronę geeków jak ja. Please, roślinki Minerwa, Snape i chyba Moody ale szczerze nie pamiętam xd No i wszędzie Marvel😂 Poza tym Paryż, który sama chętnie odtwarzałam powoli w głowie. Montmarte✨💜 To już samo przez się mówi, że książka jest cudna. Nie wspominając o tym jak ważny w tym wszystkim jest ramen! Dużo wszystkiego, ale zdecydowanie Maks potrafił połączyć wszystko tak, żeby było smacznie! Daiki i Aleks są ciekawym przypadkiem bohaterów i to jak w niesamowicie nowatorski - jak dla mnie - sposób ta historia się zaczęła. Więcej napiszę jak ochłonę, ale zdecydowanie jest to super lektura na dobrze spędzony czad💞
Chociaż nie czuję w niej dla siebie miejsca tak jak sądziłam, że poczuję, to było naprawdę dobrze. Kocham wrażliwość autora i jego podejście do kruchych spraw i to, jak prawdziwi są bohaterowie. Co do dialogów które się nie podobają w recenzjach, bo są zbyt "naciągane" albo nadużywa sie w nich skrótowców i takiego typowego języka młodzieżowego, to jak dla mnie to tu pasuje. Do tych ludzi, do tej historii, do tego vibe'u.
Realizm magiczny również na wielki plus i to dzięki niemu chyba i temu, co do tej książki wniósł, poczułam z tą historią jakąkolwiek więź.
Wspieram mocno dalszą działalność, bo od tego nie dało się oderwać ❤️