Ta ksiazka jest dla tych malych i troche wiekszych ktorym czasem jest smutno i ktorym nie zawsze uklada sie tak jak by chcieli Bo nigdy nie jest tak zeby zawsze w kazdej chwili wszystko ukladalo sie dokladnie tak jak trzeba A jesli nawet sa tacy szczesliwcy to na pewno znaja innych ktorzy miewaja klopoty Bo bez klopotow obyc sie nie mozna Ale trzeba sie nauczyc z nimi zyc I przezwyciezac zarowno wielkie jak i malutkie
Bardzo doceniam tę książkę jako dorosły czytelnik. Po raz pierwszy czytałam ją w latach szkolnych, kiedy była moją lekturą. Od tamtego czasu zupełnie o niej zapomniałam. Jest to naprawdę ważna książka, porusza wiele problemów, które, choć często wydają się być problemami dorosłych dotykają również dzieci. Choć momentami miałam wrażenie, że niektóre aluzje i metafory mogą być niejasne dla młodego odbiorcy, jest to jednak moje jedyne zastrzeżenie do tej pozycji
Czasem wydaje nam się, że my, jako dorośli, mamy również dorosłe problemy. A nasze dzieci nie mają ich wcale, lub też są one nieważne, dziecinne. Przyjmujemy też, że nasze sprawy nie dotyczą dzieci i nie chcemy, a często również nie umiemy o nich rozmawiać. Zapraszam do przeczytania kilku opowiadań o najmłodszych i o tym, co im się przydarzyło. Teksty przeznaczone są dla dzieci, ale uważam, że każdy dorosły powinien się z nimi zapoznać i przypomnieć sobie, jak wygląda świat oglądany oczami dziecka... Rodzice Urszulki nie wiedzą, jak powiedzieć jej o śmierci ukochanej babci. Jasiek bardzo chce mieć jakiegoś zwierzaka, ale mama i tata się nie zgadzają. Rodzice Bogusia wyjechali do USA, zostawiając chłopca z dziadkiem. Dzieci w przedszkolu śmieją się z Kubusia, bo jego tata nosi warkocz i kolczyk. Mama Irki ma nowego męża, wciąż się złości i marzy tylko o tym, żeby córka dała jej spokój. Basia ma mnóstwo zabawek i żadnej koleżanki. Mama Ewy wyjechała, a dziewczynka dopytuje ojca, co to jest rozwód. Kasia, z powodu otyłości, nazywana jest w szkole "słoniną". Mała Brygida zakochała się w Michale i marzy o ślubie...
Rozumiem zamierzenie. Doceniam próbę wytłumaczenia dzieciom rozmaitych dramatów ich życia, właśnie tych najwyższych gór świata. Ale. Formalnie do mnie nie trafia. Każde opowiadanie trochę inne w narracji, „Mam wszystko” brzmiało jak stare bajki. Według mnie nierówne. Niektóre wybitne („Walizka” cudowna, wyciskacz łez, podobnie „Będę dzielna”). Najbardziej przeszkadza mi jednak to, w jaki sposób każde się kończyło. Nagłe urwanie akcji, nierozwiązane problemy są odpowiednie dla dorosłego, który potrafi przetworzyć taki finał. Jednak dla dziecka w wieku przedszkolnym (a do takiego kierowana jest książka) według mnie byłoby to za trudne. Dobry przyczynek do rozmowy z rodzicem i dyskusji, ale samodzielna lektura starszego dziecka mogłaby skończyć się niezrozumieniem.
Pomysł niezwykle cenny, ale nie w pełni zrealizowany w sposób, który mogłabym aprobować. Doceniam podjęcie się pisania opowiadań dla dzieci, o sprawach dla nich najtrudniejszych, jednak poziom tych opowiadań jest bardzo nierówny, a one same nie wydają mi się zawsze pomagać czytelnikom w zmierzeniu się z sytuacjami ich życia. Książka przywodzi mi na myśl, czytaną wcześniej "Gorzką czekoladę", która podejmuje podobne tematy, ale robi to jakby pełniej. Tak czy owak warto sięgnąć po tę książkę jako przyczynek do rozmowy z najmłodszymi na trudne tematy.