TYTUŁ: Ptaszynka 2
AUTOR: Katarzyna Strawińska
WYDAWNICTWO:NieZwykłe
OCENA: ♾️/5🌟
RECEZNJA PATRONACKA zawiera spojlery
Na wstępie chciałam podziękować Kasi, za uwierzenie we mnie i danie mi tej szansy, aby móc zaopiekować się dalszymi losami Anthony’ego i Hope. Pokochałam pierwszy tom, a drugi pozostanie na zawsze w moim serduszku.
Jak pamiętamy; pierwsza część skończyła się w momencie wyjścia Anthony’ego z mieszkania Hope. Od razu na wstępie mamy bardzo smutną i rozrywającą serce scenę, gdy dziewczyna się budzi, jest w szoku, bo nie wie, co się stało i dlaczego. Nie ma Anthony’ego. Jest tylko krótki liścik, w którym zrywa zaręczyny. No, nieciekawie to wyglądało. Skoro Mężczyzna nie chciał być obecny w jej życiu, to ona postanowia to ułatwić. Odchodzi z pracy, by odciąć powiązania z nim. Nie jest jej łatwo, ale...
Może i Anthony ją zostawił, ale jego bracia nie. Bardzo się cieszyłam, że pomimo mrocznych dni miała wsparcie innych osób, których nie miała wcześniej za wiele. Uwielbiam relacje Hope z chłopakami, która ewoluowała na inny poziom. Colin z Aaronem są bardzo zżyci z Hope i nie trudno im wpaść, razem na jakieś głupie pomysły. Natomiast relacje z Matthew, kocham po prostu. Porównując to jakie miał do niej nastawnie w pierwszej części, tutaj? Inny poziom. Troskliwy, myślący o jej potrzebach. Matthew jest u mnie na czele w "rankingu" braci. Strasznie dobiła mnie scena, gdy płakał Hope w ramionach, tak bardzo było mi go szkoda.
Myślicie, że Anthony długo wytrzymał rozłąkę? Dość szybko przemyślał swoje zachowanie i wrócił, by błagać o przebaczenie. Moim zdaniem trochę za krótko się płaszczył, ale i tak Hope nieźle sobie z nim poradziła. Świetnie są przedstawione różnice między bohaterami. Moment, gdy kobieta namawia mężczyznę, by na czas wyjazdu żyli z jej funduszy, pokazuje jak bardzo, różniła się ich sytuacja materialna. Mimo to Anthony nie narzekał i świetnie się bawił, bo wiedział, że z nią wszystko będzie cudowne.
Na scenę wjechał teść. Teść, który pierwsze wrażenie sprawił bardzo negatywne, ale po dłuższym poznaniu okazał się nie taki zły. Nie wiem jak wy, ale ja go uwielbiam. Zaskoczeniem dla mnie był fakt, że tata Hope okazał się policjantem. No nie spodziewałam się. Matki Hope.. Oj nie polubiłam. Ciężko stwierdzić po kim Hope jest taka empatyczna, bo na pewno nie po swoich rodzicach.
Mamy wzloty i upadki naszych bohaterów, które kończą się raz gorzej, a raz lepiej. Pragną być szczęśliwi, ale ciągle coś staje im na drodze.
Uwielbiam styl autorki tak jak i humor. Dużo śmiałam się, czytając. Zabawnych momentów nie brakuje zdecydowanie. Kocham to, że możemy zżyć się z bohaterami i śmiać się i płakać razem z nimi.
Zakończenie w takim momencie... Było mocno frustrujące i postawiło wielką niewiadomą.
Kochani biegnijcie czytać, bo trzeci tom zbliża się wielkimi krokami.