Profesor UW, znana badaczka dawnej myśli indyjskiej, ale także poetka i pisarka, opowiada o swoim życiu z autyzmem. ** Co znajdziecie Pod lodem? Przerażoną osobę, która język drzew rozumie lepiej niż ludzki. Samotność, ciągłą zimę i wieczne długi. Zachwyt nad lataniem i wspomnienia z dzieciństwa. Szklane kulki, smyczki, gwiazdy i LAS. Piękna opowieść pozwalająca zrozumieć, jak wygląda życie osoby w spektrum autyzmu, która według neurotypowych standardów świetnie sobie radzi.
Mała książeczka. Cienka, kartki niewielkie, ot taka drobinka. Autorkę już odrobinę "znam", bo wysłuchałam kiedyś połowy rozmowy z nią i jej córką w TOK.fm. Profesorka indolożka, tłumaczka , poetka, autystka, zdiagnozowana w wieku 59 lat. Tamtej audycji wysłuchałam tylko do połowy, bo nie dałam rady. Jej zamysł był bardzo piękny: opowiedzieć o życiu osób autystycznych i ich bliskich, ale perspektywa, w której ja słyszałam przede wszystkim o tym, jak trudno być córką autystycznej matki i to, jak ta autystyczna matka, bierze na siebie brzemię winy za to, była dla mnie za ciężka. Wyłączyłam i odchorowałam. Zapamiętałam jednak nazwisko:Joanna Jurewicz i, kiedy w zeszłym roku wyszła jej książka "Pod lodem" wydana przez Białą plamę, wiedziałam, że kiedyś przeczytam. I nadszedł wczoraj ten dzień, że zaczęłam czytać i dzisiaj, że skończyłam. O mój Boże, cóż ja mogę teraz napisać. Siedzę w stuporze i mam w oczach łzy i dobrze, że piszę, bo nawet lodowatymi z emocji palcami łatwiej mi się pisze, niż miałabym mówić przez ściśnięte gardło. To opowieść o życiu osoby, która potwornie się boi (tu bardzo mi przypomniała przeczytany dopiero co "Czerwony młoteczek" Doroty Kotas). To częste, że osoby autystyczne przez całe życie mierzą się nie tylko z tym, że są neurorozwojową mniejszością, ale też z zaburzeniami lękowymi. O tym lęku jest w książce bardzo dużo. Jest też o przeżywaniu świata, życia, seksu, śmierci, spotkań z ludźmi, rodziny, macierzyństwa, spirali długów i nie tylko. O tym, jak piętrzą się kolejne sprawy, w których coś poszło nie tak, a trzeba dalej i dalej, szybciej, sprawniej. O tym, jak zalewa empatia. I o tym, jak trudno to opisać, choć przyznam, że dla mnie (poza początkowymi trudnościami z metaforami, o których zaraz) te opisy były niezwykle jasne, przezroczyste i celne. Podobno osoby autystyczne mają problem z metaforami, to jedna z rzeczy, które wie o nas chyba większość osób, które cokolwiek wiedzą o autyzmie. Ale to nie takie proste, bo gdyby tak było, to nie byłoby wśród nas tylu poetów. Wydaje mi się, że lubimy obrazy i metafory, często nimi myślimy. Ale to co innego niż rozumienie cudzych metafor, o ile nie mamy wystarczająco wiele punktów odniesienia. No i czytając "Pod lodem" miałam początkowo problem z metaforami lodu i zwierzęcia. Postanowiłam je zignorować i czytać dalej, licząc, że w miarę inwersji ogarnę, o co chodzi. I w końcu przestały mi przeszkadzać, ale przyznaję, że nie umiałabym jeszcze całkowicie ich zrekonstruować w innym języku. Musiałabym chyba przeczytać ponownie i nie wykluczam, że to kiedyś zrobię, bo chcę jeszcze pobyć z bohaterką, z autorką, z tym światem. Choć nie jest to łatwe dla mnie bycie.