O życiu, śmierci, śmiertelności i nieśmiertelności, egzystencji i wieczności. Ogniu, krocz ze mną, Pośród samotności mrozów. W drodze ku Czarnej Księdze, Przez przeszłości schody, Po trupach idąc, Przez obsydian brzytw, I tęsknot ostrza, Pod nieboskłonami gwiazd, Gdzie kiełkuje dobro i zło. Żeglując zawiesinami bezczasu, Jak w klepsydrze ziarna, Gdzie wieczność, trwałość, niezmienność, stałość Są jak plamy krwi na śniegu, Zanikające jak słabość i starość. Marznąc pośród żarów i cieni przeszłości, Wiedząc, że nigdy już nie będę młodszy. Ale choćby cały świat miał spłonąć, Nie ugnę się ani nie ulęknę, Pójdę na wschód, po swe życie, Choćby przez piekło czasu. Przepłynę jeziora i oceany bólu, Sunąc po barkach tytanów. W końcu stanę na kamieniach losu, Nie bacząc na mroki przeszłości. Odmienię fatum i sięgnę celu, Zanurzę się w księgach mądrości. Uczynię ostatni krok, Choćbym nie poznał siebie leżącego w trumnie. Nie złamię się, nie pęknę, Na swe kości we krwi spojrzę dumnie.
dawno nie czytałam czegoś tak słabego: -zamiast obiecanego egzystencjalizmu jest vibe -okropne wykopkowe nawiązania, w tym do 1 man 1 jar -fabuła klejona na siłę taśmą klejącą, bardzo lakoniczna, rzeczy dzieją się bez szczególnego powodu, ani związku ze sobą -sporo „trudnych” słów użytych w nieodpowiednim znaczeniu (włącznie z tytułem)
nie dziwię się, że autor sam musi to sprzedawać, też bym tego nie wydała normalnie
książka Entropia. Osierocę wilki była jedną z oryginalniejszych jakie przeczytałam, w swojej formie najbardziej przypominała mi poezję; zdania zachwycają specyficzną składnią, narracja jest metaforyczna i ma dość ciężki wydźwięk; niejasna jak szereg emocji odczuwanych przez głównego bohatera; najbardziej przypominała mi poszukiwania czegoś we mgle i podczas czytania trzeba naprawdę mocno się skupić;
opowiada o utalentowanym magu który zużył całą swoją energię magiczną i ta magia teraz obraca się przeciwko niemu — przede wszystkim wybrzmiewa tragizm sytuacji, ponieważ narracja opisuje wolę i chęć życia podczas fizycznego rozkładu i umierania. historia całkowicie dedykowana jest tej ciemniejszej stronie magii i eksploruje temat wycieńczenia organizmu przez używanie magii; sama bardzo lubię ten motyw i cieszę się gdy w książkach fantasy odnajduję taką zależność. tutaj niestety narracja trochę mnie wykończyła, jest to powieść specyficznie napisana: dość poetycko przedstawiony huragan myśli oraz emocji, przede wszystkim lęku;
fabuła oraz akcja — i to wcale nie szczątkowa — istnieją ale podążamy za nią we mgle, bardzo trudno było mi zorientować się co w danej chwili jest rzeczywistością a co halucynacją, lęk bohatera był w tym niemal namacalny i podobało mi się jak nieodłącznie oddziałuje na magię;
w tym wszystkim zakończenie jest tragiczne, i choć spodziewane, to właśnie było świetne i pasowało do całej kreacji — cały tragizm polega na tym, że los został już przypieczętowany; magia została tu przedstawiona w pewien specyficzny sposób, coś jak istniejący samodzielny byt i działania bohatera aby zmienić intencje magii były skazane na porażkę;
to nie jest relaksująca książka i polecam ją czytać w skupieniu, warto też się w niej często cofnąć o rozdział
Tak jak Spowiedzi Abysalu dałam w sumie 3,5/5, to tu daję 4,5/5. Jaka ta książka jest dobra. Była tym czego potrzebowałam. Tym czego szukałam, ale nie umiałam określić. Miała w sobie wszystko, i jeszcze trochę więcej. Główny bohater? Zajebisty. Fabuła? Zajebista. Świat? Zajebisty. No i wilki?? Moje ulubione zwierzęta od zawsze? To one dostają jedną z tych gwiazdek. Chcę i muszę wiedzieć co z nimi dalej, reszta mnie w sumie nie obchodzi. No i ten język, ten styl. Magiczny. Płynęłam z przyjemnością przez egzystencjalne przemyślenia, przez świetnie opisywaną akcję, i nie wspomnę nawet, że końcówka mnie wzruszyła. Nie będę więcej przeciągać, będę tylko polecać. A no i… poprzeczka na następne powieści jest wysoka, f. Czekam.
Istnieją przypadki, w których patrząc na tytuł książki, jedyne co przychodzi do głowy to dobijające się do świadomości: Ja muszę to przeczytać! To był jeden z właśnie takich przypadków. Dlaczego? Dla czystej przyjemności! Entropie tak już mają. A czy się opłacało? Za chwilę się przekonacie!
Kiedy zaczynałam, wydawało mi się, że ciężko będzie mówić o fabule (i to w ogóle nie skreślałoby historii). Książka tak naprawdę skupia się na zapisie myśli popadającego w obłęd głównego bohatera. Ale ta fabuła, słuchajcie, była! Była droga. Była podróż. Były wilki (no scam on title) A poza tym było dużo, naprawdę dużo gadania o mocy. Obsesji na jej punkcie.
Wydaje mi się, że zrozumiałam i poczułam, jakiego głównego bohatera chciał wykreować autor (chcę wierzyć, że wiem). Obrazem szaleństwa była tutaj repetycja myśli: moc, kobieta, wilki, śmierć, moc, kobieta… To było frustrujące. Może właśnie takie miało być? Nie mogę jednak uwolnić się od poczucia, że z wnętrza głównego bohatera można było wycisnąć coś więcej!
Narracja w książce oscylowała między dwoma trybami: patosem (naprawdę potężnym patosem) oraz komediowymi wstawkami przerywnikowymi (przejawiającymi pod postacią myśli głównego bohatera). Zabrakło mi jednak waloryzacji jego przeżyć i bólu. Rozumiecie… Kiedy wszystko od początku i przez cały czas jest na 100%, to nagle, tych 100% przestaje wystarczać i powszednieje. Niestety…
To, co zdecydowanie nie może obejść się bez pozytywnego komentarza, to bohaterowie drugo i trzecioplanowi (Opos na zawsze w moim sercu!). Jasne, mogłabym życzyć sobie głębszego rozwinięcia ich motywów i osobowości, ale wtedy zamiast zamkniętej w jednym tomie historii musiałabym za pewno otrzymać (co najmniej) trylogię.
No i wilki! Jakby… Dodanie piesków do historii to haczyk, na który niemal zawsze można mnie złapać! Jedyne, co mi nie zagrało, to imiona. W realiach świata, które nie mają nic wspólnego z naszą rzeczywistością (a przynajmniej tak zrozumiałam), nawiązania do wierzeń kwestii niespójnych z tym co samodzielnie wykreowane jest… No… Moim zdaniem bardzo ograniczająca decyzja. Gdzie w takich boski panteon tego wykreowanego świata, w imię którego można by nazwać towarzyszy głównego bohatera?!
Ostatecznie czuję się zobowiązana by odpowiedzieć na pytanie, czy dobrze się bawiłam… Bo i tak, i nie. Bardzo się cieszę, że książka ostatecznie wpadła w moje ręce, ale też mocno trzymam kciuki za kolejne działania autora! Z wielkim zaangażowaniem będę śledziła następne historie. Bo wiadomo, trzeba mieć gust, żeby wspomnieć o Entropii w swoich dziełach~