4+
Książka jest długa. W dodatku przez to, że to slow-burn, który jest niezmiernie sloooow, wydaje się jeszcze dłuższa. Ale...
...dawno nie czytałam (jeżeli w ogóle) tak świetnie napisanej historii fake-boyfriend. Gdzie widać jak na dłoni, jak chłopaki się w sobie zakochują - pomimo, iż jest tylko jeden POV. Gdzie jest pełno niepewności, frustracji, głupich decyzji, powinienem/nie powinienem, powiedzieć/nie powiedzieć, to tylko ja czy on też to czuje, nieeee, to niemożliwe - to tylko udawanie, on zasługuje na coś i kogoś lepszego itd. - a jednak totalnie i zupełnie mnie to nie denerwowało ani przez moment (a normalnie dostaję dreszczy na takie rozwiązania), bo idealnie wpisywało się w historię przechodzenia od udawania do prawdziwego związku. Nawet "obowiązkowe rozstanie", choć było durnawe, impulsywne i z klasycznym założeniem czegoś złego, nie znając wszystkich faktów, pasowało do wszystkiego. I właśnie pewnie przez to, że książka była taka długa, wszystko wydawało się jak najbardziej realne.
W dodatku są poszczególne sceny, które są brylancikami - choćby ta, jak nawalony w trzy dupy Ben wraca do domu, w którym wyjątkowo jest jego mama i siostry. Świętował razem z drużyną zdobycie Pucharu Kraju. Jest tak cudnie i prawdziwie pijany, jego myśli tak idealnie rozwalone - można by rzec, że to pijacki strumień świadomości, logika zdecydowanie pijacka, duma z najprostszych rzeczy, które udaje mu się zrobić - jak choćby wstanie ze stołka i utrzymanie pionu dzięki stołowi - padłam ze śmiechu czytając tę scenę 😁 I takich scen jest więcej - choć niekoniecznie zabawnych.
Z tego, co czytałam, to debiut autorki - jeżeli rzeczywiście, to mogę powiedzieć, że naprawdę udany. Zabrakło mi epilogu i czasami wręcz umierałam z chęci usłyszenia głosu Henry'ego... no ale nie można mieć wszystkiego 😉