Podgórska miejscowość, słowiańska mitologia i detektyw o ciętym języku oraz talencie do pakowania się w kłopoty.
Pierwsza część nowej serii kryminalnej osadzonej w Beskidzie Żywieckim.
Norbert Krzyż zawalił sprawę. Został wynajęty do poszukiwań zaginionej nastolatki, a potem zbagatelizował jedyny obiecujący trop: opublikowaną w chwili zniknięcia dziewczyny grafikę z wizerunkiem słowiańskiego demona – Topielicy. Niedługo później ciało zamordowanej Emilii zostaje odnalezione pod powierzchnią Jeziora Żywieckiego.
Podejrzenia padają na Alana Węglarza, rzekomego chłopaka nastolatki i muzyka metalowej kapeli, która w swojej twórczości czerpie ze słowiańskiej mitologii. Problem w tym, że Węglarz też przepadł. Jego rodzice zwracają się do Krzyża z prośbą o pomoc w odnalezieniu i oczyszczeniu syna z zarzutów. Powodowany wyrzutami sumienia detektyw przyjmuje zlecenie. Chwilę później zjawia się u niego dziadek Emilii, bezkompromisowy lokalny biznesmen, i składa mu propozycję nie do odrzucenia: Krzyż odnajdzie Alana, ale po to, by rodzina zamordowanej dziewczyny mogła dokonać zemsty…
Rozpoczyna się wyścig o życie chłopaka, a Norbert Krzyż nie odpuszcza, choć przed nim do odkrycia wiele kłamstw i zdrad, w których od dawna pogrąża się miejscowa społeczność. Zadawnione krzywdy i perwersyjne ideologie, kryjące się pod powierzchnią, to tylko początek.
Utrzymany w konwencji nastrojowego kryminału noir Strażnik Jeziora to debiut Michała Zgajewskiego i pierwsza część serii kryminalnej z Norbertem Krzyżem.
dość mocny debiut, ale marzę o dniu, w którym pisarze kryminałów dowiedzą się że dla bohaterów są inne sposoby na przechodzenie kryzysu niż sypianie z dużo młodszymi kobietami
Uwaga uwaga, Marysia hejterka nadchodzi. Jakby zobaczyłam opis tej książki i opis był 10/10. Mitologia słowiańska, jezioro żywieckie i morderstwo. No jakby czego chcieć więcej? A moja lista zarzutów jest tak długa że No normalnie nikt się tego nie spodziewał:
-po pierwsze panie Krzyż (w sensie główny bohaterze) pieprzenie dużo młodszych dziewczyn nie pomoże w rozwiązywaniu zagadki
-panie autorze czemu pan tak przedmiotowo podszedł do kobiet (zdania typu: „wszyscy gapili się na jej dupe. Ja też. Była zajebista” I tak przez cały czas. No o co chodzi)
-dlaczego policjanci tak z dupy jak widzą kogoś „niebezpiecznego” to celują mu w klatkę piersiową a nie w nogi (co się z tym wiąże na służbie sobie ludzi zabijają cały czas)
-a wątek terapii konwersyjnej???? To chyba najbardziej mnie wkurzyło. Sorry ale nie widzę sensu czemu została wprowadzona, nikt nie poniósł za to konsekwencji, nikt tego nie zgłosił. A jedyne jak to było podsumowane to główny bohater powiedział, że nie obchodzi go że bohater był gejem i że jakby policja się o tych elektrowstrząsach dowiedziała to właściciel zakładu miałby problemy
-było wprowadzone strasznie dużo niepotrzebnych wątków a rozwiązanie nie wiem czy się kleiło
prosto napisane, ale całkiem ciekawie śledziło się losy prywatnego detektywa. nie raziło mnie jakoś głupimi zachowaniami, postacie zachowywały się logicznie, większych luk nie widziałam. za dwa tygodnie nie będę bardzo pamiętała o tej książce, ale była fajnym przerywnikiem.
3,5 Świetny debiut, naprawdę miło mi się czytało. Styl autora jest bardzo prosty, ustanowienie miejsca akcji to często krótkie, konkretne zdania. Bohaterowie sprawiają wrażenie żywych, a nie jakichś sztucznych tworów literackich. Każdego z nich jestem w stanie wyobrazić sobie w prawdziwym życiu.
Główny bohater też ciekawy, nieidealny, czasami wyrachowany i zbyt pewny siebie, ale nie kompletny dupek ani człowiek bez uczucia wstydu i wyrzutów sumienia, ani też jak w recenzjach często jest zarzucane, oblech szukający ukojenia w młodych dziewczynach. Wg mnie trochę uproszczona opinia, a sam Norbert jest jednak bardziej zniuansowany.
Ci którzy dostali tę książkę jako współpracę wychwalając ją pod niebiosa, to mam nadzieję, że ta lektura im się na serio podobała i nie wciskali ludziom kitów, bo jeśli tak to jest mi ich po prostu żal a zarazem szkoda.
Nie wypowiem się na temat tej książkowej pozycji , bo mi szkoda czasu, który i tak zmarnowałam na czytanie. Pozostawię to bez komentarza.
Irytująco infantylne gówno (odpadłam po scenie seksu z małolatą).
Co gorsze, to książka z Agory, która dotąd nie zawiodła. Odejście Kurskiego (rozumiem powody osobiste), zwolnienie korekty, wydawanie słabych tytułów to Agora 2024?
Przyznaję, że nie czytam dużo kryminałów, więc średnio się na nich znam, ale ten jest po prostu okej. Napisany dobrze, historia wciąga i byłem ciekaw zakończenia. Mam jedynie żal o reklamowanie tej książki jako inspirowanej mitologią słowiańską, bo jest tego tyle, co kot napłakał. Wydawnictwo grozi dalszymi częściami, ale raczej podziękuję.
Rzadko czytam opisy książek. Raczej lawiruje między półsłówkami wyłapanymi z kontekstu, i jakimiś moimi spostrzeżeniami "co mogłabym tam znaleźć". No i tutaj pojawią się problem, bo niesamowicie często sama się na tym łapie (nawyku nie zmienie).
Wiadomo, ta ksiazka to debiut - świetlana przyszłość autora, dużo czasu na podszkolenie warsztatu, i tak dalej i tak dalej. No na ta chwile nie porwało mnie. Początkowo język bardzo mi się podobał- urwany, konkretny i realistyczny. Taki najbardziej oddający prawdziwe rozmowy i opisy. Jednak później przestało mnie to tak "fascynowac", i odbierałam ta ksiazke trochę jako bełkot - dużo słów, mało treści, i generalnie dałoby się to skrócić o połowę bo idzie usnąć.
I sprawa, i główny bohater też z biegiem czasu stracili moje zainteresowanie. Nikodem jakby w czepku urodzony, pierwszy raz w robocie, policja nic nie robi tylko chleje, instynkt głównego bohatera jest jak u 5latka... a dajcie spokój.
Nie od dzisiaj wiadomo, że uwielbiam debiuty, szczególnie te, które wychodzą spod pióra naszych rodzimych autorów. Nie zastanawiałam się długo, czy sięgnąć po „Strażnika jeziora” Michała Zgajewskiego. Wystarczyło jedno spojrzenie na okładkę, pobieżne zerknięcie na opis i już wiedziałam, że to historia dla mnie. Czy i tym razem intuicja mnie nie zawiodła?
Norbert Krzyż, prywatny detektyw miał do wykonania proste zadanie — odnaleźć zaginioną nastolatkę. Niestety, zbagatelizował jedyny obiecujący trop — rysunek z wizerunkiem słowiańskiego potwora — Topielicę i niedługo później zwłoki nastolatki znaleziono pod powierzchnią Jeziora Żywieckiego. Pierwsze podejrzenia padają na młodego muzyka, Alana Węglarza. Niestety, okazuje się, że chłopak również zniknął bez śladu. Do Krzyża zgłaszają się rodzice Alana z prośbą o odnalezienie chłopaka, a chwilę później dziadek Emilii składa Norbertowi propozycję nie do odrzucenia… Krzyż nie odpuszcza i rozpoczyna wyścig o życie Alana, przy okazji odkrywając mroczne tajemnice, które od lat pogrążają miejscową społeczność.
Debiuty mają to do siebie, że albo pokochamy autora i jego styl, albo odpuścimy i nigdy więcej nie spojrzymy w stronę jego powieści. Na szczęście tym razem było dobrze, a nawet bardzo dobrze. Michał Zgajewski stworzył wielowątkowy mroczny i pełen zaskakujących zwrotów akcji kryminał, w którym nie brakuje tajemnic, kłamstw i tego, co lubię najbardziej, czyli kilku ofiar. Autor zgrabnie poprowadził całą fabułę, czytając, w ogóle nie czułam się znużona, wręcz przeciwnie, z każdą przewróconą stroną moja ciekawość wzrastała. Michał Zgajewski ma lekki styl, co za tym idzie, książkę pochłania się w tempie ekspresowym. Swoim debiutem pokazał również, że potrafi zaintrygować czytelnika. Mam jednak pewne zastrzeżenia co do liczby osób zamieszanych w prowadzone śledztwo. Według mnie było ich za dużo, tym samym lektura wymagała ode mnie całkowitego skupienia, bo niestety, mnogość postaci i wątków może sprawić, że w pewnym momencie się pogubimy. Całość finalnie uważam za świetną lekturę. „Strażnik jeziora” to historia przemyślana i dopracowana w każdym szczególe, w której autor zawarł wszystkie podstawowe elementy dobrze skrojonego kryminału. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest zakończenie, którego nie udało mi się odgadnąć, było dla mnie całkowitym zaskoczeniem. „Strażnik jeziora” to udany debiut, który jest pierwszym tomem świetnie zapowiadającej się serii kryminalnej, na której kontynuację będę czekała z niecierpliwością. Zachęcam do lektury.
Bardzo udany debiut. Odrzuciło mnie trochę to, że główny bohater przy każdym problemie sięgał po alkohol i nie widział nic złego w romansowaniu ze sporo młodszymi dziewczynami. Używał też zbyt dużej ilości przekleństw. Sama sprawa była poplątana, zakończenie niespodziewane, moim zdaniem pojawiła się drobna luka logiczna np. w tym, że Olimpia nie słyszała o śmierci koleżanki, mimo że mieszkała tak blisko, podobnie jak o podpaleniu, które wydarzyło się tak blisko i na pewno cała okolica o tym słyszała więc wtf było też trochę pato i praktycznie każda żeńska postać była stoczona. Nie mniej jednak powieść czytało się przyjemnie.
Możliwe, że sięgnę po drugi tom, ale nieco później, bo chce odpocząć od książek o podobnej tematyce, wątek kryminalny i powiązań mafijnych pojawił się także w poprzedniej książce, którą czytałam, więc teraz wybiorę coś lżejszego.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Mitologia słowiańska? Gdzie? Czy to te 666 i tekst AVE SZATAN? To chodzi o tych szaleńców uwielbiających mitologię słowiańską i jednocześnie grających metal? No tej mitologii tyle co kot napłakał.
Detektyw tak dobrze poprowadził śledztwo, ze przespał sie z dużo młodszą dziewczyną, ale nie dowiedział sie nic o niej. Na drugi dzień dopytał współlokatorkę. 🤡
Dzwoni ojciec, który zlecił detektywowi znalezienie swojego zaginionego syna. Detektyw: tak bez dzień dobry? Sory, wczoraj dostałem na banie i jeszcze nie przeszło, a poza tym to jeszcze obiadu nie jadłem. 🤡
48% panie Detektywie, serio? Kolejna młoda dziewczyna? Tym razem to współlokatorka dziewczyny, która jako pierwsza była „narzędziem śledczym”. Dobre prowadzenie śledztwa 🤌🏼
Mniej użalania się nad sobą, trochę więcej fabuły, żeby trochę pokleić te wątki ze sobą.
3,25⭐️ Książka bardzo chaotyczna, czasami nie wiedziałam kto z kim gdzie jak i skąd on się tu wziął?!? Opis polskiej policji to delikatna wersja tego co możemy zobaczyć u Wegi (cool bo lubię takie klimaty ale tu mi czegoś brakowało) Intrygujący główny bohater, no chłop jest nie do polubienia. Mimo tego bawiłam się dobrze, ale to pewnie przez sentyment do lokalizacji gdzie dzieje się akcja.
Irytowało mnie w tej książce praktycznie wszystko, a mimo to nie mogłam się od niej oderwać. Ale to chyba kwestia tego, że to kryminał. Główny bohater stereotypowy do bólu. Zdania (albo raczej równoważniki zdań) krótkie i proste. Sprawca, moim zdaniem, jakiś taki naciągany. Osadzenie akcji w Żywcu i mitologia słowiańska niewiele wnoszą do fabuły mimo, że opis książki sugeruje inaczej. A szkoda bo akurat to zachęciło mnie do sięgnięcia po te książkę.
zal.pl Myslalxm ze ta ksiazka bedzie fajna. Opis z tylu byl obiecujacy, Chmielarz polecil (watpie czy naprawde) a do tego nie najgorsze opinie miala. Niestety sie przejechalxm na niej. Jezeli mialxbym na wykresie pokazac poziom tej ksiazki to glownie unosilaby sie na poziomie mid, schodzac od czasu do czasu nizej. Nidgy wyzej. Glowna postac, Norbert Krzyz, ukazuje soba archetyp postaci macho man. Ma wzbudzic w czytelnikach sympatie, wspolczucie, pociag i podziw. Jednak zadnej z tych emocji nie czulxm czytajac ta ksiazke. Krzyz jest po prostu plaska postacia z charakterem powielanym tyle razy, ze juz chce sie tym zygac. Jezeli odczuwal jakies emocje, poczucie winy albo zalobe, byly one bardzo powierzchowne i wspominal o nich od czasu do czasu. Mowil ze zaluje i sie obwinia ale tego sie w ogole nie czulo czytajac. Rozumiem budowanie postaci, nie kazda musi byc ze szczerego zlota, ale jezeli piszemy postac moralnie szara, piszmy ja z sensem. W postaci Krzyza tego sensu brakuje. Postacie drugoplanowe, tak jak glowny bohater, wpadaly w jakis juz opisany archetyp. Wiekszosc postaci zenskich byla ukazana jako przedmioty, glupie babska ktore tylko sie emocjonowaly i utrudnialy zycie. Wkurwiajace bylo tez podejcie postaci meskich do kobiet. Kazda postac meska patrzyla na kobiety glownie z punktu seksualnego. Nawet Alan ktory mial byc gejem. Pojawial sie tez watek kazirodztwa. W watku z Galantem i Lidia az skora cierpla czytajac w jaki sposob Galant sie odnosil do kobiet. Jasne, prowadzil burdel, jasne, mogla byc to cecha osobowsci postaci, ale krzyz byl taki sam. Jedyna postacia do ktorej nie moge sie zbytnio przyczepic byl Eustachy. Eustachy jako jedyny mial sens i dazyl do jakiegos wybranego celu. Co jest wielce paradoksalne zauwazajac ze on mial byc ’zwariowany’. To byla jedyna postac ktora nie zachowywala sie z dupy. Co do stylu pisania autora nie za bardzo mam sie jak przyczepic. Tak pisal dosc dziwnie. Zdania zadko kiedy mialy wiecej niz 8 slow, ale jednak styl autorski to styl. Mi sie osobiscie nie podoba. Pojawialy sie tez bledy ortograficzne i skladniowe, co dla mnie zawsze jest wielkim minusem. Historia jako tako sie kleila, ale szczerze to byla dosc naciagana. Momentami mialxm wrazenie ze Panu Zgajewskiemu konczyla sie wena na fabule i dodawal randomowe watki, ktore gdzies pozniej jakos laczyl. Duzo sie wydaje naciagane, ze az dziwie sie ze jeszcze nie peklo. Tak jak wspominalxm fabula nie cukierek nie musi sie kleic (wypadaloby), najgorsza nie byla, zwasze jest miejsce na poprawe ale to kazdy wie. Czasem mi brakowalo glebszego wyjasnienia danej sprawy, ale ksiazka wydawala sie pedzic przed siebie. Wazne informacje, typu ktos zginal, zniknal itp. byly bardzo szybko omawiane i lecialo sie dalej, zato uzalanie sie Krzyza zajmowalo o wiele dluzej niz powinno. Bardzo czesto Krzyz powielal juz powiedziane rzeczy, lub zdarzenia ktore zdarzyly sie dwie strony temu (typu: nadal boli mnie glowa po tym jak ten jaskiniowiec zaatakowal mnie w domku numer 5 w osrodku Plywak w Zywcu, nadal troche sie czulem przytloczony po tym jak wytatuowany barman z Goralskiej dosypal mi srodkow psychoaktywnych do piwa kiedy bylem z Olimpia na koncercie Lady in The Lake, w ktorego sklad zaliczal sie Alan, ktorego szukam, no shit wiem o tym to sie doslownie wydazylo strone temu) Podsumowujac, ksiazka nie byla najgorsza, byla solidnie na poziomie mid. Postacie powielajace wyznaczony schemat robiac duzo rzeczy bez sensu (Policjanci strzelajacy bez wiekszego powodu tak zeby zabic, morderca zabijajacy z dupy, stary dziadek nagle magicznie przypominajacy sobie wazna informacje chociaz ma demencje, Krzyz w jakiejkolwiek akcji gdzie kogos atakowal (to w ogole bylo z dupy), caly watek z Olimpia, Magda po prostu uprawijaca seks z Krzyzem i wiele wiele wiele innych przypadkow). Szczerze? Niezle sie przy niej usmialxm z tych idiotow. In Eustachy we belive. Niech Eustachy ma was w opiece.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Debiut literacki, który budzi tyleż samo pozytywnych, co i negatywnych myśli. Poznamy tu prywatnego detektywa, Norberta Krzyża, który jest akurat w trakcie kolejnej sprawy. Ma odnaleźć zaginioną młodą dziewczynę, Emilię. Detektyw bagatelizuje jednak pewien wpis na portalu społecznościowym, a zaraz potem ciało kobiety znaleziono nad brzegiem pobliskiego jeziora.
Beskid Żywiecki to nowe, dosyć ciekawe miasteczko, które za chwilę będzie świadkiem serii dziwnych wydarzeń. Oskarżonym o zbrodnię zostaje domniemany chłopak dziewczyny, Alan Węglarz. Rodzice ewentualnego zbrodniarza proszą Krzyża o odnalezienie syna i doprowadzenie go do domu, przy okazji oczyszczając z zarzutów. Jednocześnie dziadek zamordowanej zleca to samo, tylko z innych pobudek. Tu wchodzi w grę nawet samosąd.
Norbert będzie miał całkiem niezłą zagwozdkę, bo odnalezienie prawdy będzie wymagało dużo pracy, aby rozbić tę pajęczynę kłamstw, tajemnic i intryg. Każdy coś tu kryje, każdy ściemnia. Bohaterowi przyjdzie poznać na własnej skórze, jak niebezpieczne może być śledztwo. Pomocne okaże się też sięgnięcie do przeszłości, które da mu ważne wskazówki na temat tego co się aktualnie dzieje. Być może okaże się, że ma to swoje korzenie właśnie tam.
Plus: na pewno należycie zagmatwana fabuła. W dodatku autor dostarcza nam ciekawie rozpisanego bohatera. Pozytywnie oceniam też jego kontakty z wymiarem sprawiedliwości, a współpraca Krzyża z pewnym funkcjonariuszem była w głównej mierze zabawna, bo obaj panowie średnio się lubią, ale doceniają kontakty. Podobała mi się też cała otoczka śledztwa, popychając detektywa w różne zakamarki miasta. Trafiło się też kilka udanych twistów fabularnych.
Minus: nie ma to jak sygnować swoją książkę mitologią słowiańską, bo może to przyciągnie wielbicieli tematu. Zwłaszcza, że tak naprawdę wspomniana tematyka występuje tu ilościach szczątkowych i jest tylko tłem. Zaskoczyło mnie też, że autor tak naprawdę serwuje nam kilka rozciągniętych zakończeń. Z jednej strony było to ok (bo już się myśli, że to koniec, a tu figa z makiem), ale z drugiej - na pewnym etapie byłem już zmęczony śledztwem, zwłaszcza że finalne zakończenie nie było tym najlepszym (sprawca to zadufany idiota, aż dziw że to działało). Było też sporo zapchaj dziur, zwłaszcza wtedy, kiedy Krzyż okazywał się mało profesjonalnym entuzjastą młodziutkich pań, też takich które ewidentnie były w coś umoczone. Po co to? (może za dużo inspiracji od Chmielarza?)
Niemniej całość to pozytywne zaskoczenie, nawet jeżeli średnia ocen jest... średnia. Zgajewski to całkiem nowe nazwisko i nie wykluczam, że jeszcze kiedyś się z Krzyżem w jakichś okolicznościach spotkam.
Żywiec. Prywatny detektyw Norbert Krzyż otrzymuje zlecenie odnalezienia zaginionej dziewczyny Emilii, wnuczki lokalnego prominenta Wiesława Króla. Razem z dziewczyną znika również młody muzyk zespołu metalowego Lady in the Lake. Tajemnicze zniknięcia mają związek z wydarzeniami z przeszłości i mrocznymi sekretami Jeziora Żywieckiego. Co stało się z młodymi ludźmi i kto stoi za ich zaginięciem?
Żywiec to miejsce szczególnie bliskie mojemu sercu, spędziłam tam jeden z najlepszych urlopów w życiu. Znajdziemy tam przepiękny park miejski, muzeum, browar z najlepszym zimnym chmielowym napojem, odrobinę górskich szlaków, cudne jezioro i jego okolice a teraz i świetnego debiutanta jakim jest Michał Zgajewski!
Autor przygotował dla nas czytelników niezwykle wciągającą i mrożącą krew w żyłach historię o miłości i zemście na tle pradawnych słowiańskich wierzeń. Dowiadujemy się też sporo o genezie powstania samego jeziora której szczerze mówiąc nie znałam wcześniej. Historia jest dramatyczna i samego jeziora i ta którą autor stworzył na potrzeby „Strażnika jeziora”. Mamy tutaj tajemnicze śmierci młodych kobiet, pojawia się problem braku akceptacji ze strony bliskich, różnorakie młodzieńcze problemy i w końcu zawiedzione nadzieje.
„Strażnik jeziora” to powieść kryminalna która zawiera w sobie więcej moralnych dylematów niż nie jedna obyczajówka. To studium ludzkich dramatów i szereg wydarzeń które powodują lawinę kolejnych niezrozumiałych śmierci.
Bardzo przypadła mi do gustu forma i język powieści. Jest konkretnie, bez zbędnych opisów chociaż przyznam że akcja nie pędzi na łeb na szyję. Autor używa niezwykle przystępnego języka co sprawia że w historię można się porządnie wgryźć i pochłonąć ekspresowo.
Z czystym sumieniem przyznam że Michał Zgajewski to kolejne mocne nazwisko na rynku powieści kryminalnych. Mam nadzieję że historia detektywa Krzyża doczeka się kolejnych losów bo zwyczajnie po ludzku polubiłam typa! Mógłby trochę mniej się alkoholizować, ogarnąć relacje rodzinne i przede wszystkim nie sypiać z małolatami ale dzięki swojej wnikliwości i ambicji oraz nieustępliwości w dążeniu do celu sprawia że jest spoko gościem z sąsiedztwa z którym chętnie rozwiązałabym kolejną kryminalną zagadkę!
Polecam wszystkim którzy lubią konkrety a niekoniecznie opisy przyrody w „Nad Niemnem”!
Dla takich debiutów na polskim rynku wydawniczym warto zawrać nockę! Skończyłam czytać „Strażnik jeziora”, czyli pierwszą część najnowszej polskiej serii kryminalnej autorstwa Michała Zgajewskiego i przyznaję, że poszłam przez nią późno spać 😁
Autor pierwszą częścią serii kryminalnej rozgrywającej się w Żywcu, namieszał mocno wśród tych którzy kochają kryminały. Na pewno Michał Zgajewski jeszcze nie raz nas zaskoczy!
Na samym początku miałam mały problem, żeby wgryźć się w tą historię. Ale jak już mi się udało to przeczytałam ponad 200 stron na raz. I pewnie skończyłabym ją wtedy, gdyby nie potrzeba snu.
Akcja książki rozgrywa się w Żywcu i okolicach małopolski, a przyjemnie czyta się o miejscach, które się zna. Mamy tutaj motyw wierzeń słowiańskich, Jezioro Żywieckie - świetnie wplecione jako jeden z głównych bohaterów historii, charyzmatyzczny główny bohater- Norbert Kryż, który jest przedstawiony relistycznie, nie jest wyidealizowany, gubi się w swoich teoriach i nie wszystko wychodzi mu idealnie. Do tego trochę średnio umie w życie- i ma sarkastyczne i ironiczne poczucie humoru co jest zdecydowanym plusem.
Nasz bohater próbuje rozwiązać zagadkę śmierci miejscowej dziewczyny, której ciało zostało znalezione w jeziorze, próbuje odszukać chłopaka, który podejrzewany jest o to przestępstwo. Rozgrzebuje sprawy z przeszłości, a podczas poszukiwania tropów ktoś ciągle depcze mu piętach... Trup ściele się gęsto w tej książce, ale jest to przedstawione w sposób, który nie sprawia, że żołądek skacze do gardła. W pewnym momencie mamy dość spore nagromadzenie wątków oraz postaci, ale fabuła jest tak dobrze i spójnie poprowadzona, że nie sposób się w tym pogubić i nie trzeba wysilać aż nadto swoich szarych komórek próbując zapamiętać kto jest kim.
Przez tę książkę się płynie, ma w sobie coś co sprawia że chcemy wiedzieć co dalej, nie podnosząc przy tym ciśnienia. Podoba mi się sposób poprowadzenia historii. I to jak powoli, małymi kroczkami zbliżamy się do rozwiązania. Nic tu nie jest pośpieszone, zakończenia nie dostajemy na ostatniej stronie. To wszystko jest przemyślane i zaplanowane- czytelnik zbiera części układanki po kolei, będąc zaskakiwanym. Mam nadzieję, że kolejne części będą równie dobre i wciągające. I już ich wyczekuję!
Recenzja powstała przy współpracy z Wydawnictwem Agora.
"Strażnik jeziora" jest pierwszą częścią nowej serii kryminalnej z Norbertem Krzyżem. Zapiszcie sobie ten tytuł bo będzie o nim głośno!
Główny bohater Norbert Krzyż jest prywatnym detektywem, zostaje wynajęty aby odnaleźć zaginioną dziewczynę Emilię. Kilka dni później ciało zamordowanej dziewczyny zostaje znalezione pod powierzchnią Jeziora Żywickiego. Podejrzenia spadają na Alana, który był rzekomo chłopakiem nastolatki. Niestety chłopak również znika i nikt nie wie gdzie on jest. Do Norberta przychodzą rodzice zaginionego i proszą o odnalezienie chłopaka, oraz o oczyszczenie go z zarzutów. Dziadek Emilii, również chce odnaleźć chłopaka, ale jego intencje są zupełnie inne. Mężczyźnie zależy na odnalezieniu Alana, ponieważ pragnie dokonać zemsty za zamordowanie wnuczki. Czy Alan rzeczywiście zabił Emilię? Czy Norbertowi uda się odnaleźć chłopca żywego?
"Strażnik jeziora" to niesamowity thriller, który prowadzi czytelnika przez labirynt emocji, napięcia i niepewności. Tu nic nie jest oczywiste, w pewnym momencie wydaje się, że mamy już sprawcę a następnie on się wymyka i okazuje się być kimś innym. Podobała mi się kreacja bohaterów, są tacy naturalni, pełni wad i zalet. Wielowątkowy kryminał od którego trudno się oderwać i w którym znajdziemy wszystko co w dobrym kryminale znajdziemy. Było jezioro, które zawsze tworzy wyjątkowe i niepowtarzalne tło dla tego typu powieści. Było mrocznie, duszno, tajemniczo, intrygująco, a to wszystko osadzone w małej, lokalnej społeczności, gdzie każdy każdego zna. A wisienką na torcie była mitologia słowiańska- no czego chcieć więcej? No jedynie drugiego tomu ;P Zdecydowanie jest to świetny debiut, który zasługuje na uwagę. Gorąco polecam!
Debiutancki „Strażnik jeziora” Zgajewskiego to zaskakujący kryminał, w którym ciężko jest doszukać się prawdy.
Akcja toczy się nad Jeziorem Żywieckim, na którego tafli policja odnajduje ciało zaginionej Emilki. Miał ją odnaleźć całą i zdrową prywatny detektyw Norbert Krzyż. W życiu nie spodziewał się, że z pozoru błaha sprawa jaka jest odnalezienie drugiej osoby, okaże się sprawnie utkana intrygą sięgającą bardzo dawnych, PRLowskich lat. W ślad za Emilką, jak kamień w wodę, przepada Alan - chłopak, który stał się głównym podejrzanym o zabójstwo młodej dziewczyny. Następnie do tej dwójki dołącza kolejna młoda dziewczyna z ich otoczenia. Nikt, absolutnie nikt nie wie do czego jeszcze może dojść w tej sprawie. Choć jest on - strażnik jeziora - stary dziwak, który chcąc nie chcąc jest świadkiem wszelkiego zła wypływającego z Jeziora. Tylko kto by słuchał takiego człowieka jak on?
„Strażnik jeziora” to dynamiczny, wielowątkowy kryminał pełen poszlak i tajemnic. Ilość rozpoczętych wątków może sprawić, że Czytelnik pogubi się w całej historii. Jednak nie w moim przypadku. Ta wielowątkowość sprawiła, że nie chciałam odłożyć tej książki na bok. Do tego dochodzi jeszcze słowiańskie tło, które jest dalekim tłem i nie ma co tutaj się napalać na demoniczny slavic crime.
Bohaterem jest Norbert Krzyż - prywatny detektyw, który jak wielu kryminalnych polskich bohaterów lubi sięgać po butelkę whisky, jest wyszczekany i lubi sobie na boku z młodymi dziewczynami w tango iść. Mimo tego jest typem, który jeżeli chodzi o sprawy które bierze, lubi mieć wszystko ułożone. Poszukuje prawdy i nie cofnie się w odnalezieniu jej. Nawet gdy trupy ścięła się gładko przy prawie jego stopach. Również dużo do powiedzenia w tej powieści mają bohaterowie drugoplanowi. Nie pozwalają o sobie zapomnieć, a gdy się pojawiają to mocno intrygują.
Całość w odbiorze jak dla mnie fenomenalną. Świadczy o tym chociażby to, że powieść połknęłam praktycznie w jeden dzień (a ostatnio miałam kryzys czytelniczy). Tajemnicze morderstwo sprzed lat, które łączy się z aktualną sprawą. Zazdrość, zdrady i kłamstwa powodują, że lokalna społeczność zamyka się we własnej bańce pełnej mroku i tajemnic. To czyni książkę jeszcze bardziej ciekawą. A wisienką na torcie jest samo zakończenie. Plot twist na mistrzowskim poziomie!
Zgajewski postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę i albo utrzyma ten wysoki poziom na kryminalnym rynku albo zakopie w dole wielkich oczekiwań Czytelników. Fanów zyska z pewnością. Ja póki co ogromnie jestem na TAK!
Zgajewskiemu w powieści „Strażnik jeziora” udało się wytworzyć wyjątkowy klimat, który łączy elementy klasycznego kryminału z domieszką psychologii w otoczce lokalnego folkloru. Akcja książki toczy się wokół tajemniczej zbrodni, która wstrząsa małą, zamkniętą społecznością, gdzie miejscowe legendy mieszają się z codziennymi realiami.
Już od pierwszych stron powieść przykuła moją uwagę atmosferą niepokoju. Miasteczko nad jeziorem, odcięte od świata przez rozległe lasy, staje się niemal samoistnym „bohaterem” książki. Autor obrazowo kreuje opisy przyrody, które wzmacniają aurę tajemnicy i strachu, sprawiając, że jezioro ma w sobie jakąś tajemniczą i groźna zarazem symbolikę.
Główny bohater, to śledczy o sporym bagaży doświadczeń, który musi zmierzyć się nie tylko z zagadką kryminalną, ale również z własnymi demonami. Zgajewski wplata wątki psychologiczne, które nadają głębię postaci, czyniąc ją wielowymiarową. Jego zmagania z poczuciem winy i próbami odkupienia są dość ważnym elementem powieści, co momentami zmusza do refleksji.
Podobała mi się sama konstrukcja fabuły, bo jest przemyślana i spójna. Wątki kryminalne rozwijają się stopniowo, z odpowiednim napięciem, a zwroty akcji zaskakują, choć nie są wymuszone. Autor unika drogi na skróty w rozwiązywaniu intryg, a co za tym idzie sprawia, że czytelnik do końca nie jest pewny, kto stoi za zbrodnią.
„Strażnik jeziora” to historia, która mnie w pełni zadowoliła, a do tego Zgajewski zaskoczył mnie umiejętnie budowanym napięciem. To opowieść o zbrodni, winie i odkupieniu, a osadzenie jej w malowniczym, ale niepokojącym świecie, dodało jej mrocznego pazura.
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora
"Strażnik jeziora" to debiut Michała Zgajewskiego i pierwsza część serii kryminalnej z prywatnym detektywem Norbertem Krzyżem.
Gdy ciało zaginionej nastolatki zostaje odnalezione pod powierzchnią Jeziora Żywieckiego, wynajęty do jej poszukiwań Norbert Krzyż wie, że zawalił sprawę, ignorując trop związany z Topielicą. Podejrzenia padają na potencjalnego chłopaka dziewczyny, który również przepadł bez wieści. Jego rodzice chcą go odnaleźć i oczyścić z zarzutów, a pomóc w tym ma Norbert. Problem w tym, że bezkompromisowy dziadek dziewczyny pragnie aktu zemsty na winnym w jego oczach chłopaku. Rozpoczyna się morderczy wyścig.
Akcja rozgrywa się w malowniczych plenerach wokół Jeziora Żywieckiego, które odrobinę znam z autopsji. Osobiście uwielbiam wszelkie nawiązania do naszych słowiańskich bóstw, podań i legend, dlatego, gdy pojawiły się takowe, z radości zacierałam ręce. Kreacja psychologiczna postaci jest bez zarzutu, a postać detektywa o ciętym języku i niesamowitym talencie do pakowania się w kłopoty, plasuje się w czołówce moich ulubieńców. Zgajewski potrafi utrzymać ciekawość czytelnika, zaskakując go nagłymi zwrotami akcji i odpowiednio stopniując napięcie. Rzetelne i niebywale interesujące śledztwo ujawnia brudne tajemnice mieszkańców wsi. Kłamstwa, zdrady, zależności, zadawnione krzywdy i chora ideologia, to tylko czubek góry lodowej.
Autor w jedynej historii połączył szokującą zbrodnię, ciekawe śledztwo, lokalny folklor i historię z rozbudowaną warstwę obyczajową, nadając całości niesamowitego pulsującego niepokojem klimatu.
Ostatnio na polskiej scenie kryminalnej nie brakuje nowych nazwisk. A jak pojawiają się debiuty, to ja chętnie po nie sięgam, zwłaszcza, kiedy zaintryguje mnie opis danej książki. Nie inaczej było ze „Strażnikiem jeziora” Michała Zagajewskiego. Opis intrygujący i do tego przyciągająca wzrok okładka. Natomiast po przeczytaniu tej książki mam mieszane uczucia. Początek nie szczególnie przypadł mi do gustu. Za dużo wulgaryzmów, detektyw nijaki z jeszcze gorszym policjantem. Jednak w miarę wczytywania się w fabułę, zaintrygowała mnie, zwłaszcza połączenie fikcji literackiej z historią powstawania jeziora żywieckiego. Później jednak nagromadzenie wątków i pojawiających się bohaterów sprawiło, że czułam się przytłoczona. Nie podobała mi się kreacja głównego bohatera. Liczyłam, że autor pokusi się o oryginalność, a tu znów mamy sięgającego po butelkę faceta z problemami osobistymi. Liczyłam też, tak jak sugerował opis, że będzie w tej powieści dużo wątków słowiańskich, a w sumie gdzieś ta słowiańszczyzna się rozmyła. Zakończenie wprawiło mnie w lekkie osłupienie, bo co prawda zaczęła się wartka akcja, ale jakby nie wiadomo skąd pojawił się sprawca, który poczuł potrzebę wyspowiadania się ze swojego postępowania i motywacji.
Dlatego mam mieszane odczucia, bo trochę mi się podobała ta książka, a trochę jednak nie.
Ale wiadomo, jak to jest z książkami, zwłaszcza z kryminałami, każdy musi ocenić sam, czy dana pozycja trafia do jego serca czytelniczego.
Mam bardzo mieszane uczucia. Na pewno jak na debiut wyszło dobrze (stąd trzy gwiazdki zamiast dwóch). Natomiast w pewnym momencie czułam się już przytłoczona ilością bohaterów i wydarzeń, które nijak nie wpływały na główne śledztwo, ciężko było się połapać kto, co, jak i kiedy. I niestety postać Norberta Krzyża, ja rozumiem, że stereotypowo postać osoby prowadzącej śledztwo w seriach kryminalnych musi mieć jakiś smutny background, ale moim zdaniem to wciąż nie tłumaczyło dlaczego sypiał z tak młodymi dziewczynami. A przede wszystkim, był słabym detektywem. Na plus dość wysoki poziom językowy, chaotyczna fabuła, ale opisywana tak płynnym stylem sprawiła, że czytało się to całkiem dobrze i dość szybko. A no i zakończenie trochę jak dla mnie bez ładu i składu, nie spodziewałam się, ale też nie widziałam w nim większej logiki.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Po tym, jak ten tytuł został wybrany najlepszym polskim kryminałem 2024 roku przez Wojciecha Chmielarza spodziewałam się czegoś więcej. Podobał mi się klimat całej powieści i to jak mocno historia została osadzona w Żywcu. Tylko, że to trochę za mało. Widać, że „Strażnik jeziora” to debiut autora - cała historia sprawia wrażenie nieco chaotycznej; pewne zwroty i rozwiązania są wielokrotnie powtarzane, a na dokładkę dostajemy irytującego głównego bohatera, co jest tym bardziej problematyczne, że wydarzenia poznajemy właśnie z jego perspektywy. Czy polecam? Nie. Chociaż osobiście pewnie sprawdzę kolejny tom żeby zobaczyć czy coś się zmieniło w warsztacie autora.
Bardzo ciekawy debiut.Mnie najbardziej podobał się główny bohater- detektyw w stylu Chandlera.Taki co żyje głównie pracą ,zyje niezdrowo ,dużo pije i nie dba o siebie.Nie lubi go policja, bo jest dla nich konkurencją. Jest jak pies gończy, który musi dorwac ofiarę. I tylko jemu udaje się złapać i ukarać mordercę. Już czekam na ciąg dalszy,bo podobno to ma być seria.Dodatkowy bonus to klimatyczne jezioro i nastrój tajemniczości. Może tylko trupów było zbyt dużo.W końcu to nie dramat Szekspira,żeby wszyscy ginęli. Ale ogolnie jest na plus.
Fajny, udany debiut. Ciekawa historia, lecz zakończenie całej zagadki pozostawia mi niedosyt. Mimo wszystko w pewnym momencie spodziewałem się takiego zakończenia, ale zbyt przekombinowane to dla mnie było. Poczekam na kontynuację i gdy się pojawi odrazu zabiorę się do lektury. Norbert, Rudy to naprawdę ciekawe postacie. Mam również jeden problem z tą książką, mianowicie zbyt mało Strażnika. Bardziej pasowałoby mi tutaj Detektyw Norbert Krzyż