Osiemnastoletnia Mia Jones wiodła beztroskie życie nastolatki. Nie miała pojęcia, że wkrótce jej rzeczywistość zmieni się w totalny rollercoaster.
Jedno wydarzenie pociągnęło za sobą całą falę nieszczęść, sprawiając, że dziewczyna zaczęła obawiać się o własne życie. Dodatkowo do jej świata wkroczył wcielony diabeł – Dean Carter.
Chłopak jest tak samo przerażający jak intrygujący. Mia nie wie, czy powinna pozwolić mu się do siebie zbliżyć i zaryzykować, że spłonie, czy uciekać gdzie pieprz rośnie. Jednak być może nie będzie miała wyboru, bo w świecie obracającym się w totalną ruinę, prawdziwy przyjaciel jest na wagę złota.
Książka opowiada o życiu Mii, jej charakterze oraz przede wszystkim o relacji z sąsiadem Deanem i ich rozwijających się uczuciach. Mia jest sarkastyczna i najbardziej na świecie zależy jej na swoich bliskich. Dean, choć irytujący, troszczy się o nią. Jak rozwinie się ich relacja?
Ta książka była okropna. Ilość absurdów i niedokończonych wątków jest przeogromna. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu moją jedyną myślą podczas czytania było to czy mogę ją już odłożyć - na szczęście uratował mnie audiobook którego słuchałam w tle podczas robienia innych rzeczy. Główna bohaterka jest tak irytująca, że nie da się opisać tego słowami. Jest naiwna, nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji w której się znajduje, zachowuje się nieodpowiedzialnie - mogłabym się tutaj rozpisać 🫣😂. Z głównym bohaterem polubiłam się trochę bardziej ale stanowczo moim ulubieńcem książkowym on nie zostanie. Mówiąc o absurdach - zacznijmy od chorego psychicznie kolegi który z jednej strony pragnie Mii a z drugiej chce ją skrzywdzić. Zamiast probować się do niej zbliżyć atakuje jej przyjaciół (ale Deanowi z którym bohaterkę łączy wyjątkowa bliskość nic nie robi XD). Dziewczyna ma problemy z sercem i co chwila mówi o tym jak niebezpieczne jest dla niej picie alkoholu i palenie papierosów a 5 minut później to rob. Czy chociażby to, że wie że musi brać leki ale tego nie robi…. XD. Dodatkowo kompletnie niewyjaśniony wątek ojca, który nie wiem co wnosił do książki. I ABSURD ROKU Mia na koncercie BILLIE EILISH zostaje zaatakowana przez jakichś typów z bronią!XD którzy jej grożą (w sumie nie wiadomo też czemu grożą) i nagle ni stąd, ni zowąd na koncercie Billie pojawia się jej ojciec. XD (bo przecież to zwykły koncert jak co sobota w klubie więc tak łatwo się ot tak na niego dostać no nie?!😂😂😂)
Podsumowując ta książka nie miała po prostu żadnego przesłania. Większość książki miałam wrażenie, że była pisana na siłę - jakby autorka specjalnie dopisywała nieznaczące watki byle tylko ją przedłużyć. A najbardziej widoczne jest to w momencie kiedy przy każdym spotkaniu Deana i Mii jest dokładny opis tego w co ten się dziś ubrał i jak wyglada... Raczej nie polubiłam się z tą książką, ale może wy będziecie mieli o niej inne zdanie 🙄
To było takie okej, ale były wątki, które mi się nie podobały.
Zacznijmy od tego co mi się nie podobało. Najbardziej irytowała mnie choroba Mii, która była tak tragicznie napisana. Przez całą książkę przewija się jeden schemat. Dziewczyna mówi, że nie może za dużo pić, albo palić itd, a chwilę potem to robi. I to nie ma żadnych konsekwencji. Nic jej dosłownie po tym nie jest. Nie podobał mi się też ten wątek z jej ojcem. To było już takie trochę na siłę, żeby w przerwie od Ashtona się coś działo. Trochę było też nudno, bo Mia jedyne co robiła to oglądała seriale i to, że ogląda au co pojawiało się bardzo dużo razy.
Za to ten wątek z Ashtonem był serio fajny. Na początku myślałam, że to się tak dziwnie skończyło i było mega bez sensu, ale jednak przewijało się to przez całą książkę i momentami mega wciągało.
𝐇𝐨𝐭𝐭𝐞𝐫 𝐭𝐡𝐚𝐧 𝐡𝐞𝐥𝐥 to książka, przy której naprawdę super się bawiłam. Przeczytałam ją w mniej niż 24 godziny, a historia Deana i Mii mnie pochłonęła tak bardzo, że nie chciałam się oderwać od książki. Jednak moim zdaniem książka miała też swoje mankamenty, o których wam tutaj napiszę.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Idy Nakielskiej. Wcześniej nie miałam okazji poznania jej pióra, chociaż jej debiut stoi od dawna na mojej biblioteczne. Po przeczytaniu tej pozycji mogę śmiało napisać, że było to przyjemne doświadczenie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to czasami zbędne opisy, bez których ta książka mogłaby się obejść.
𝐇𝐨𝐭𝐭𝐞𝐫 𝐭𝐡𝐚𝐧 𝐡𝐞𝐥𝐥 to historia z motywem „friends to lovers” połączona przy okazji z „hate-love”. Poznajemy tu Mię, która przyjaźni się z Bonnie i Alekiem, oraz Deana, którego najlepszym przyjacielem jest Matt. Mia nie znosi Deana (co działa w dwie strony), ale że Bonnie i Matt są w związku, to ta dwójka chcąc nie chcąc musi przebywać w swoim towarzystwie dość często.
Powiedziałabym, że ta książka ma dość typowy i powszechnie znany wątek. No wiecie, były i niezrównoważony psychicznie eks, który napastuje i nachodzi główną bohaterkę. Jej były przyczynił się do wielu przykrych sytuacji w życiu bohaterki i jej przyjaciół, którzy w związku z tym dużo wycierpieli.
Mia jest wychowywana przez mamę, jej tata zostawił ją i jej rodzicielkę, kiedy Mia miała kilka lat. Po kilkunastu latach mężczyzna jednak postanowił o sobie dać znać. Mia i jej mama z czasem zaczęły dostawać dziwne listy z pogróżkami, które, jak się okazało, miały związek z jej ojcem, który wplątał się w jakieś dziwne i niebezpieczne interesy. Jestem zawiedziona, że ten wątek został nagle urwany i niedokończony, tak jakby autorka o nim zapomniała, bo jako czytelnik mimo wszystko chciałabym wiedzieć, co się stało i jak wyjaśniła się sprawa z ludźmi, przez których życie Mii i jej mamy było w niebezpieczeństwie.
Bardzo przyjemnie mi się czytało o paczce przyjaciół głównej bohaterki. Mia, Bonnie, Alec, Dean i Matt często spędzali razem czas, martwili się o siebie nawzajem i wspierali się, a że ja kocham, kiedy w książkach występują takie grupy przyjaciół, to czytałam o nich z uśmiechem na ustach.
Relacja Deana i Mii to coś, co bardzo mnie ekscytowało. Bardzo lubiłam ich interakcje, takie dogryzanie sobie, robienie na złość czy specjalne wywoływanie zazdrości.
Przyjemnie spędziłam czas przy tej książce. Nie wpadnie ona do topki przeczytanych, ale też nie jest to książka, którą będę wspominać źle. Powiedziałabym, że to taka książka na odmóżdżenie się. Bohaterowie byli zabawni, a samą historię czytałam z zainteresowaniem, chociaż z początku myślałam, że będzie inaczej.
"Hotter than Hell" jest książką na którą bardzo wyczekiwałam. Widząc fragmenty jednej z patronek byłam jej jeszcze bardziej ciekawa. I nie mogłam doczekać się aż będę mogła ją przeczytać. Więc, gdy tylko dostałam swój papierowy egzemplarz zaczęłam czytać. I od samego początku wkręciłam się w fabułę. Nie mogłam się oderwać od czytania. Pochłonęła mnie od pierwszych stron.
Kreacja głównych bohaterów bardzo mi przypadła do gustu. Od początku wzbudzili we mnie sympatię. Nie byli oni nijacy i nudni. Mieli swoje charaktery i najbardziej podobało mi się to, że nie byli idealni. Mieli mocne jak i słabe strony, ale przez to byli jeszcze bardziej realistyczni.
Mia jest bohaterką, którą bardzo szybko polubiłam. Jest osobą, która dla swoich bliskich jest zrobić naprawdę wiele. Nawet jeśli zależeć będzie od tego jej własne bezpieczeństwo. Bardzo często zdaje sobie sprawę, że jej decyzję mogą mieć różne konsekwencje. Jednak to nie jest też tak, że podejmuję świadomie głupie decyzję. Działając w emocjach nie zawsze nasze decyzje bywają słuszne. Jeśli na czymś jej zależy to jest postawić na swoim.
Dla swoich przyjaciół jest niesamowicie wspierającą osobą. Zawsze jest wstanie wesprzeć ważne dla siebie osoby.
Dean jest bohaterem, którego od początku polubiłam. Jest to postać, która może wydawać się dla wielu zbyt pewną siebie i uważająca siebie za najważniejszą. Jednak to tylko pozory. Bo jest w stanie zrobić dla ważnych dla niego osób wiele. Jest to bohater, którego poznaję się na przestrzeni całej książki. I nie dostajemy od razu wszystkiego podanego na tacy. Co jest super.
Przyjaciół głównych bohaterów bardzo polubiłam. Uwielbiałam czytać ich sprzeczki,, wzajemne dogryzanie i docinki. Widać było, że gdyby mogli wskoczyliby za sobą w ogień. Byli zawsze dla siebie nawet jeśli bywało ciężko. I pojawiły się pewne sytuacje, które wiele skomplikowały.
Relacja głównych bohaterów została przeprowadzona w przepiękny sposób. Wszystko wydarzyło się naturalnie w odpowiednim tempie. Bez zbędnego przyspieszania. Najbardziej podobało mi się, że jak pozwoli otwierali się na siebie. Jak z początkowej niechęci do siebie wzajemnie ich relacja ulegała zmianie. Jak powoli z nienawiści przeszli do przyjaźni a później uświadomili sobie, że czują do siebie coś więcej. I chcą spróbować. Każdy gest głównego bohatera względem bohaterki powodował mój pisk i uśmiech na twarzy.
Jednak jeśli myślicie, że było kolorowo. To muszę Was rozczarować bo pewne sytuację oraz wydarzenia powodowały, że moje serce nie raz biło szybciej ze stresu i strachu. Jest pewna osoba, która nie spocznie dopóki nie zemści się za wydarzenia z przeszłości.
Niekiedy będzie trzeba podjąć kilka ciężkich decyzji. Czasem nic nie jest takie jak wydaje się nam na pierwszy rzut oka.
Świetnie się bawiłam podczas czytania tej pozycji. Styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu. Widać progres w porównaniu z jej debiutem. Widać, że autorka rozwinęła swoje umiejętności. Co jest ogromnym plusem. Naprawdę bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Czytało się ją bardzo szybko. A długość rozdziałów tylko powodowała, że chciało się czytać ją dalej.
Cały zamysł na fabułę, kreacja bohaterów bardzo mi się spodobała. Książka ta zbudziła we mnie emocje. Nie chciałam rozstawać się z tymi bohaterami.
Jeśli zastanawiacie się czy sięgnąć po tą historię to bardzo zachęcam. Bo ja mogę z czystym sumieniem Wam ją polecić.
Wymęczyłam…… nie ma się co rozpisywać bo tak na prawdę nic tutaj nie było. Skierowana do młodych czytelników ale myślę że niesie ze sobą dużo szkodliwych treści. Jak dla mnie bardzo naciągana historia, bez żadnego przesłania. Te szkodliwe treści bardzo mnie zraziły i nie polecam.
dosłownie 3 rozmowy by przeprowadzili i już byłoby po sprawie a książka nie powtarzała tyle bezsensownych kłótni. niektóre wątki się nie zakończyły i nic nie wiadomo dlaczego to zrobili. tyle zbędnych opisów dawno nie czytałam. 2 gwiazdki ze względu na to że mam do niej duży sentyment, bo jest jedną z pierwszych książek przeczytanych na wattpadzie
„Hotter than hell" jest książką, którą pokochałam już od pierwszych rozdziałów publikowanych na wattpadzie. Niby zwykła historia, jakich tysiąc, jednak zawładnęła moim sercem. Wracałam do niej nieraz i za każdym razem była tak samo niesamowita. W momencie, kiedy Ida ogłosiła wydanie wiedziałam, że zrobie wszystko, aby ta historia dotarła do jak największej ilości czytelników.
Książka opowiada o nastoletnim życiu Mii Jones. Nastolatka, która miewa humorki, ma paczkę przyjaciół i... No właśnie. Niby zwykłe życie jednak masa problemów.
Mia miała dosyć specyficzny charakter, ktorego nie każdy może zrozumieć. Walczyła o swoje i zrobiłaby wszystko, aby jej bliscy byli bezpieczni. Była sarkastyczna i nie szczędziła sobie ostrych słówek. Uwielbiam ją za to jaka była. Nie bała się powiedzieć co myśli. Były nawet momenty, kiedy utożsamiałam się z Mią, aż za bardzo. Sama mierzyła się ze swoimi problemami, lubiła spędzać czas sama ze sobą.
Dean Carter natomiast był jej irytującym sąsiadem, którego....nie umiała się przyznać, ale pożądała. Działał jej na nerwy, ale jednak to on był osobą przy której zapominała o swoich problemach. Chcociaż na początku sądziła, że jest jednym z nich. Dean był typowym chłopakiem, który miał mnóstwo dziewczyn i dużo imprezował. Jednak to jak traktował Mie roztapiało serce. Momenty kiedy się o nią martwił i pilnował, żeby czuła się dobrze.
Ich relacja była naprawdę poplątana, ale miała w sobie coś, co po prostu łapało za serce. Mimo wszystkich sprzeczek, nieporozumień, zawsze kończyli razem. Momenty ich zbliżeń były cudowne, to jak do siebie docierali i mogli na sobie polegać. Wspierali się zawsze, nawet jeśli się nienawidzili. Śmiem nawet sądzić, że to chłopak zakochał się w niej pierwszy, widząc te małe gesty, ktore wykonywał w jej stronę.
Akcja w książcę była ciekawa, obsesja Asthona na punkcie Mii, problemy związane z ojcem dziewczyny i na dodatek sama dziewczyna Cartera. Książka po prostu wciągała od pierwszych stron. Styl pisania autorki jest prosty i przyjemny przez co przez całą opowieść po prostu się przepływa. Uwielbiam to jak Ida poprowadziła całą fabułę. Nawet jeśli zdarzały się sceny gdzie po prostu nic nie robili to było mozna wyczuć jak bardzo są dla siebie bliscy. [współpraca reklamowa]
~ Przyznam, że miałam oczekiwania, co do tej książki. Opis zachęcił mnie do przeczytania, ale już po pierwszych stronach wiedziałam, że nie jest to książka dla mnie. Główna bohaterka od samego początku działa mi na nerwy. Rozumiem być osobą sarkastyczną, ale ona po prostu była wredna, tak po prostu. Każda osoba ją denerwowała, a ona mnie. Niby taką niechęcią darzyli się główni bohaterowie, a po stu stronach się to zatarło i nie mam pojęcia z jakiego powodu. Niektóre zachowania bohaterów były wręcz dziecinne. Miałam wielkie nadzieję, że ta książka mi się spodoba, ale niestety się tak nie stało. Po dwustu stronach sobie odpuściłam dalsze czytanie, bo nie wydarzyło się nic, co bym mnie zatrzymało i wciągnęło w historię.
Fajnie się czytało coś, co nie jest popularne na skalę bookmediow. Niby historia, które zwykle czytam a jednak było w niej coś innego. Minus za to, co piszą wszyscy- absurdem było, że bohaterka ma chore serce, wobec czego nie wolno jej pić i palić. Mimo wszystko to robi, w związku z czym zupełnie nic się jej nie dzieje…
Nie do końca jeszcze wiem jaka ocena, ale zdecydowanie pokochałam tą książkę. Dzięki Ala ze mnie zmusiłaś do przeczytania tego, bo przepadłam w historii Mii i Deana 🥹
2,3 O boże nareszcie koniec! Jakby ta ilość wątków była masakrycznie duża. Ten związany z Ashtonem jak dla mnie był serio fajnym pomysłem tylko jeżeli byłby jedynym (poza miłosnym) bo na początku w ogóle nie daje się odczuć jego powagi a potem czułam jakby był przeciągany na siłę. Z kolei ten z ojcem mógłby być wyrzucony bo w żadnym stopniu nie miał sensu. Poza tym serio czasami czułam że jedyne co wiem o bohaterach to to, że Mia: ma wadę serca,ubiera się na czarno, lubi palić, pić i kocha kawę, a Dean: nosi czarne jeansy i bluzę, ma praktycznie cały czas zmierzwione wilgotne włosy i brązowe tęczówki. No jak dla mnie trochę słabo, tym bardziej, że miało być friends to lovers, które się trochę zagubiło.