Plan B właśnie zawiódł. Ludzkość stała się gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Opuściła Ziemię, zniszczoną przez katastrofę klimatyczną, i udała się do galaktyki Andromedy. Niestety trafiła z deszczu pod rynnę... Było źle. Jest jeszcze gorzej. Vera Armstrong wcale nie marzy o ratowaniu świata. Chce tylko przetrwać kolejny dzień. Pokonać demony wewnątrz własnej głowy, odciąć toksyczne więzy krwi i wyrwać się z domu, który przemienił się w więzienie. Natomiast Alexander Brand chętnie przyjąłby fuchę obrońcy ludzkości. Nie ma nic przeciwko byciu w centrum uwagi i często fantazjuje o zapisaniu się na kartach historii. Problem w tym, że zabiera się do tego od możliwie najgorszej strony. Ich drogi krzyżują się, kiedy żadne z nich nie ma już nic do stracenia. Cyniczna astronautka zostawia im niejasną wskazówkę, a na martwym niebie nad Ragu powoli zaczynają zbierać się rewolucyjne chmury.
GE NIAL NA. Nie spodziewałam się, że poczuje się aż tak wciągnięta i zaangażowana. Fakt, początek wymaga oswojenia i wytrwałości w poznawaniu nowych bohaterów, ale jeśli tylko przez to przebrniesz M31- Ragu będzie należało do ciebie. Bardzo fajne, świeże spojrzenie na sci-fi. Serdecznie polecam, zwłaszcza młodszym czytelnikom od 16+ ❤️❤️
Trochę mi smutno, że muszę się rozstać z Exodusem :(
*4.5 To było takie dobre!! Gdyby nie ten początek, który mnie nie zachwyciły było by 5 gwiazdek. Ta książka jest niesamowita. Podchodziłem do tej książki raczej sceptycznie bo jest to debiut fantasy polskiej autorki, a ja mam z polską fantasyką takie sobie doświadczenia, ale absolutnie niepotrzebnie. Jak napiszę dokładną recenzję to na pewno ją tu jeszcze wstawię🫶
Tutaj pełna recenzja:
Wyruszyłem na Andromedę i już nie mogę się stamtąd absolutnie uwolnić🥹🫶. Ta książka zrobiła coś niesamowitego. Ja do debiutujących autorów polskich w gatunku fantasy/sci-fi raczej podchodzę ostrożnie bo wiele razy się za bardzo zawiodłem. Natomiast ta książka była tak genialna, że chyba muszę przestać tak od tego stronić😌.
Andromeda to historia w której ludzkość przez swoją własną głupotę zniszczyła Ziemię, która nie jest teraz możliwa do zamieszkania i wyruszyła do innego układu słonecznego gdzie się osiedliła, no i powinno być wszytko fajnie ale nie, bo ludzie się nie zmieniają... nie dość, że grozi im kolejna katastrofa klimatyczna, której zalążki pojawiały się już wiele lat wcześniej to jeszcze przywódczyni ludzkości, której nikt przy zdrowych zmysłach by nie wybrał rozgrywa swoją niebezpieczną grę. Ale na szczęście zbierają się rewolucyjne chmury, które są jedyną szansą dla ostatnich przedstawicieli gatunku ludzkiego...
To była bardzo angażująca książka, pełna zwrotów akcji, bolesnych rostań z bohaterami oraz wielu wylanych łez.
Andromeda to książka sci-fi ale nie obawiajcie się, jest bardzo przystępna i dość prosta co nie znaczy, że zła, wręcz przeciwnie! Autorka w świetny sposób wykreowała świat, niby podobny do naszej Ziemi ale jednak dużo lepszy. Stworzyła nowe minerały, nowe zwierzęta i wiele więcej.
Jest tu naprawdę MASA bohaterów i na samym początku przyznam szczerze, że byłem trochę pogubiony ale bardzo szybko się to wyklarowało więc nie martwcie się zbyt dużą ilością postaci bo one potem nadają tylko tej powieści charakteru. Jestem zakochany w tym jak Erick stworzyła tutaj motyw found family, który jest wykonany genialnie. Od tych bohaterów po prostu się uzależnia! A najlepsze jest to, że nie zawsze podejmują dobre decyzje co nadaje im tylko wiarygodności.
No i muszę też zwrócić uwagę na dialogi... One wszytkie były wybitne!!! Napisane z tak niesamowitą lekkością i tak jakby autorka miała ogromne doświadczenie w ich pisaniu. Nawet jak były o niczym to angażowały w 100% i nie dało się powiedzieć, że były niepotrzebne.
A wątek rebelii to kolejna wybitnie zrobiona rzecz, dopracowana na maxa, poprowadzona z najwyższą uwagą, dopracowana do najdrobniejszego szczegółu 🤌.
Pojawiło się też tu kilka wątków romantycznych, które może nie były pierwszoplanowymi elementami ale nadal były istotne. I uwaga... kocham je wszytkie🥹, naprawdę niewiele jest książek w których pokochałem związki romantyczne ale to jest jedna z tych wyjątkowanych. Najbardziej chyba pokochałem ten pomiędzy dwoma chłopakami(oczywiście nie będę zdradzał pomiędzy kim, żeby nie było spojlerów😉) mam wrażenie, że był on najbardziej dopracowany i naturalny🫶.
Znajdziecie w tej historii wiele ważnych myśli społecznych, to o co walczą ci ludzie już powinno nam dać do myślenia. Cała ta książka napakowana jest takimi myślami, które skłaniają nas do refleksji i pokazują nam jacy są ludzie i co robią źle, skłania nas to do tego aby przystanąć i zastanowić się czy faktycznie to co robię jest dobre i czy nie mogę zrobić więcej aby mi i całej ludzkości żyło się lepiej.
Ta książka jest absolutnie wyjątkowa, niesamowita i niepowtarzalna, już nie mogę się doczekać kolejnych części tej genialnej opowieści.
,,Wielcy ludzie tworzą filozofię i plany, które nadają sens pokoleniom - wyjaśniłaby bez wahania. - Niestety czasem brakuje im sił, by samemu realizować swoje założenia. Nadzieja i wizja to za mało, potrzebna jest także determinacja i upór. Dlatego byłam rękami, mózgiem i kręgosłupem moralnym Ericka, on natomiast pozostał koncepcją samą w sobie. Postawił przede mną wiele gór do pokonania, murów do zburzenia i testów na wytrzymałość. Ostatecznie wszystko, co osiągnęliśmy, zrobiliśmy razem, choć oboje żyliśmy i umieraliśmy samotnie. Mówi się, że wielkie idee wymagają wielkich poświęceń. Całe szczęście, że nie jesteśmy tego świadomi, tworząc je od fundamentów. Wygraliśmy świat, ale wygraliśmy go dla was, choć walczyliśmy o niego dla siebie. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że największą kpiną i ironią jest życia samo w sobie. Nie zrozumie nas ten, kto nigdy nie płakał nad swoim człowieczeństwem.”
przepraszam bardzo… KIEDY KOLEJNA CZĘŚĆ?!?! wczoraj usiadłam sobie, by zacząć dokańczać andro i zostawić sobie trochę na dziś. NIE. tak mnie wciągnęło, że odkleiłam się o godzinie 4.
Tak. przyznaję się wysoki sądzie. płakałam na ostatnim rozdziale.
MATKO BOSKA, AUTORKO, MAŁY DIABEŁ W CIEBIE WSTĄPIŁ W OSTATNIM ROZDZIALE!
nie wdając się w szczegóły, by nie spojlerować - to nie ja ryczę, ty ryczysz
książka jest bardzo przemyślana, bardzo dobrze napisana, cudowne dialogi pełne śmiechu.
polecam tą książkę każdemu. nie ważne, czy lubisz fantastykę, czy nie - andromedę z całą pewnością polubisz i po przeczytaniu odstawisz ją na półce z myślą, że przeczytałaś cholernie dobrą książkę. otrzyj zły i idziemy dalej - ,,rewolucja ma oczy niebieskie!”
Andromeda. Martwe Niebo to debiut sci-fi autorki piszącej pod pseudonimem Erick Elis. Książka została wydana pod szyldem Beyond the Horizon.
O książce usłyszałam dzięki @zaczytany_nauczyciel_yverett, który podesłał mu ją jako prezent, jako że lubię sci-fi. Pozycja natychmiast mnie zaciekawiła, ale muszę przyznać, że trochę trudno mi było do niej przysiąść, bo onieśmielała mnie z lekka swoją objętością.
Nie jest to książka idealna. Widać po niej, że stanowi debiut, ale wyraźne jest też, że pióro autorki cały czas się rozwija. Im dalej, tym było lepiej pod względem stylu, narracji, prowadzenia wydarzeń czy dialogów. Początek jednak był trudny do przejścia i były momenty, gdy rozważałam, czy nie odłożyć jej na jakiś czas.
Historia mocno skupia się na wewnętrznych rozważaniach bohaterów zamiast na akcji. Ogrom postaci i dość częste skakanie między nimi sprawiło, że z lekka mi się mylili. Przez to ich uczucia i roztrząsania emocjonalne mało mnie interesowały, a wręcz niekiedy nudziły. Do tego mocno drażniło mnie, że postacie niemal wszystkie były dorosłe, po trzydziestce, a zachowywały się nieraz gorzej niż dzieci.
Zdecydowanie bardziej podeszła mi historia ratowania klimatu, z którą wiązała się podróż kosmiczna. Działo się to co prawda w końcowych stronach książki, a wcześniej głównym wątkiem była rewolucja społeczna. Sama rewolucja była wyraźnie potrzebna, ale wydała mi się nieco zbyt mocno przeciągnięta.
Jednak trzeba przyznać, że autorka wie, jak zachęcić czytelnika do sięgnięcia po drugi tom. Zostawiła w fabule na tyle ciekawe i duże luki, a także dość tajemnic do odkrycia, że mam ochotę czekać na kontynuację. Nawet jeśli pierwszy tom w mojej prywatnej kwalifikacji trafia nieco poniżej przeciętnej, widzę w tej historii ogromny potencjał. Jasne jest, że pomysł jest ogromny i jestem niezmiernie zaintrygowana tym, jak pójdzie dalej.
Andromeda to była moja pierwsza próba czytania sci-fi. Muszę powiedzieć że nie zawiodłom się. Zrozumienie świata i bohaterów trochę zajmuje, ale po ok. 80 stronach książki historia wciąga człowieka jak odkurzacz wciąga kurz. Nie wiem czy to był problem ze mną czy z książką, ale żeby rozróżniać bohaterów musiałom robić notatki kto kim jest. Tak na prawdę przez ich ilość (bohaterów) do końca książki potrzebowałom paru sekund na przypomnienie sobie o kim czytam. Niestety przeszkodziła mi ilość wątków romantycznych. Czasami miało się wrażenie że kolejny związek jest wsadzony w historię na siłę. Jakby każdy bohater musiał mieć swoją drugą połówkę. Nie patrząc na ten mankament bardzo polecam zapoznać się z tym światem. Warto.
Andromeda - Martwe Niebo to książka, która ma klimacik sci-fi, ale nie ma tu walk robotów czy kosmitów. Jest to opowieść o ludziach, o ich problemach, o tym jacy są no ogólnie spory nacisk na społeczność i rewolucję. Lekka książka i to był dobry wybór, żeby zahaczyć o ten gatunek bo z sci-fi nigdy nie miałem styczności książkowej.
Fabuła toczy się na planecie Andromeda, gdzie ludzie osiedlili się po katastrofie ekologicznej na Ziemi. Ale czy ludzie się zmieniają? No właśnie nie. I Andromeda jest na katastrofę narażona, ale no wiecie jak to jest. Rząd ma swoje zdanie i klapki na oczach, nic się takiego nie dzieje prawda? Zatem bohaterowie muszą coś z tym zrobić, zrobić rewolucję. I tu przychodzą nasi bohaterowie, których trochę było, ale spokojnie da się to ogarnąć. Głównym takim jest Alexander, którego ponoć nie da się lubić...no nie da xD. Czasem jest naprawdę głupowaty i aż człowiek ma chęć mu strzelić. I tu jest plus. Uczucia, bo tych bohaterów czuć co jest dla mnie ważne, bo to oznacza, że autorka w tym przypadku odrobiła zadanie.
Bo czasem zdarzają się fajni bohaterowie i tyle. No są, są okej, ale nie ma w nich nic co by wywoływało emocję, a jak ważne jest to, aby książkę zapamiętać. I to nie ważne czy to emocje dobre czy złe bo to kształtuję nam bohaterow. Także gratulację za to, że tego tu nie brakuję.
Każdy bohater ma coś innego, jakieś inne "ale" i to jest dobre, bo książka ma różne historie do opowiedzenia. Chociaż no wątek rebelii łączy ich tutaj. Kolejna rzecz to romanse, nie jestem ich fanem bo po prostu często są one zbyt naiwne, nad wyraz, albo napisane w sposób gdzie człowiek chciałby się cofnąć. Wątków romansu mamy tu kilka, ale i tu autorka poradziła sobie dobrze, nawet sceny seksu nie są opisywane z niepotrzebną dokładnością, żeby było wiadomo jak to wygląda 🤪
No co mogę rzecz dobra przygoda to byla i mój czas lrzy tej książce zleciał mi szybko i miło. Czuć, że jest to książka pisana z pasją i proces jej tworzenia był naprawdę przemyślany. I sama otoczka wokół niej to, że autorka dba o to, żeby bylo o niej ciągle słychać jest godny podziwu.
Swoją wyprawę na M-31 Ragu rozpoczęłam z nutką obawy. Na początku liczba stron wydawała mi się naprawdę obszerna i bałam się trochę pogubienia w fabule, czy nazwiskach. Na szczęście przypuszczenia tę okazały się zupełnie błędne 💙 Dzięki narracji, przez kolejne rozdziały po prostu się płynie, a bohaterowie wprowadzani są na scenę w takich proporcjach, abyśmy mogli się z nimi zżyć. W tej książce nie ma miejsca na dłużyzny 😉
Zatrzymajmy się na chwilę przy bohaterach. Mimo świetnej fabuły, jest to książka głównie o ludziach. Różnych reakcjach, zachowaniach, typach osobowości... Książka, która pokonuje stereotypy i (co dla mnie szczególnie ważne) ukazuje różne wizje zarówno relacji, jak i reakcji na sytuacje. Każdy charakter jest inny, a ocena zachowań pozostawiona jest czytelnikowi. Dzięki wprowadzeniu takiego zabiegu, mamy do czynienia z ludźmi z krwi i kości, w których możemy odnaleźć siebie 💜
Oprócz bohaterów, kolejnym mocnym elementem jest fabuła. Zmiany perspektyw nie są dekoncentrujące, a pomagają lepiej zrozumieć I urozmaicić akcję. Każdy element ze sobą współgra. Nawet pozornie nieistotne, najbardziej błahe szczegóły mogą okazać się kluczem do niejednych drzwi... Dynamika i nieprzewidywalność stanowią następne atuty. Z pozoru wiemy, co powinno się wydarzyć, niejednokrotnie jednak okazuje się, że cios przychodzi z najmniej oczekiwanej strony!
"Andromeda" poruszyła we mnie niejedną strunę. Muszę się przyznać, że podczas czytania niektórych fragmentów polały się łzy ❤️🩹 Autorka zachowała jednak balans, przez co nie zabrakło także akcentów humorystycznych 🤭
Debiut ten porównałabym do gwiazdy. Kiedy zaczynamy, możemy poczuć się nieco przytłoczeni jasnością. Później nie możemy oderwać od niej wzroku, a kiedy kończymy, wtedy gwiazda ta nie znika od razu z naszego pola widzenia, ale jej blask jeszcze przez długi czas zostaje w naszym sercu, w oczekiwaniu na następny tom 🌟
W skrócie: najlepsza książka 2024. W nieco mniejszym skrócie, niżej pełna recenzja
"Rewolucja ma oczy niebieskie i za was przelała swe łzy. Czy księżycowym jest dzieckiem? No nie wiem, jest taka jak my" ~ fragment książki
Ludzkość opuściła Ziemię, by przetrwać. Teraz mieszkańcom M31-Ragu znowu grozi zagłada, a obecna władza nie zamierza z tym nic robić...
Więc pojawia się on - Alexander Brand - człowiek, który w stu procentach składa się z chaosu i najchętniej postawiłby się w centrum uwagi całego polis. I ona - Vera Armstrong - próbująca uwolnić się od nieustannie ścigających ją demonów w poszukiwaniu spokoju i sposobu na odcięcie się od rodzinnych więzów...
Razem doprowadzą do czegoś, czego świat nie widział. Z pomocą reszty ekipy, oczywiście.
Jeśli szukacie science-fiction bez robotów, z akcją umiejscowioną w kosmosie, musicie sięgnąć po "Andromedę. Martwe Niebo" Ericka Elisa. A nawet jeśli nie szukacie, to gorąco polecam tę pozycję. To jedna z niewielu książek, które potrafią mnie rozśmieszyć, doprowadzić do łez i wzruszyć tylko w jednym rozdziale. "Andromeda" nie jest tylko opowieścią o walce o lepsze jutro. To coś dużo więcej.
Nigdy do końca nie wiadomo dokąd zmierza historia – zwroty akcji potrafią zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Czytając, musimy liczyć się więc ze złamanym, a potem posklejanym na nowo sercem – i to kilka razy. Zdecydowanie nie jest to w pełni radosna pozycja, co według mnie dodaje całości realizmu. Bo czyjeż życie na każdym kroku usłane jest różami? Zdradzę tylko, że chusteczki przydały mi się już przy dedykacji.
Warto też wspomnieć o samych bohaterach. Pojawia się ich wielu, a mimo to każdy jest inny i można by rzec, że żywy. Mogłoby się wydawać, że to nie tylko słowa nakreślone tuszem na papierze, a ludzie z krwi, kości i odrobiny szaleństwa. W “Szóstce Wron” Leigh Bardugo wykreowała 6 genialnych postaci, natomiast w “Martwym Niebie” jest ich ponad dziesiątka. To już według mnie jest sztuka.
Tak więc czuję się związana z Leą (mamy bardzo podobne osobowości), Pokochałam Zizy za jej niezależność, Do Alexa chciałam czasem zawołać “Nie rób tego, wiesz dobrze co się stanie!” (chociaż i tak by nie pomogło), Deneba z kolei niezbyt lubię (ale nie znam osoby, która darzyłaby go sympatią). I mogłabym wymieniać wprost bez końca.
Bohaterowie nie nawiązują jednak więzi tylko z czytelnikiem, a również między sobą – przy czym te relacje są czyste i nietoksyczne. To coś, czego trochę mi brakuje we współczesnej literaturze.
Oprócz samej historii, dostajemy również drobne smaczki w postaci wplecionych w tekst fragmentów wierszy i piosenek. Idealnie oddają one nastrój powieści i wydarzeń, akurat przeżywanych przez bohaterów. Na kartach “Martwego Nieba” spotkamy między innymi w tej postaci Zbigniewa Herberta czy Darię Zawiałow. Jednak Erick Elis nie tylko przypomina nam wiersze już stworzone przez innych artystów. Całą historię spaja pewien wymyślony przez jedną z bohaterek utwór, który nabiera coraz więcej sensu z każdą przeczytaną stroną…
“Łowcy cytatów” również odnajdą coś dla siebie, nawet jeśli nie są do końca miłośnikami fizyki czy astronomii. Ale tego trzeba już doświadczyć na własnej skórze.
Podsumujmy bez owijania w bawełnę. “Martwe Niebo” jest nie tylko najlepszą książką z tych, które przeczytałam od początku roku, ale ogólnie najlepszą książką tego roku (tak, wiem, że jest dopiero luty). Ale nie widzę innej możliwości – absolutnie pokochałam świat “Andromedy” i pragnę tylko więcej!
Mogę powiedzieć tylko jedno. Czytajcie “Andromedę”.
Czytam głównie kryminały, jednak ta książka w 100% wpasowała się w mój gust. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest to pogranicze fantastyki i sci-fi, ale odnajdziemy tu również coś z sensacji i thrillera. Mamy poruszane trudne tematy i wątki miłosne. Motyw rewolucji, kosmosu, antyutopii. Książka dopracowana jest w najmniejszym szczególe co naprawdę mocno czuć i co tylko dowodzi temu, że autor naprawdę wykonał dobrą robotę
Miejscem akcji jest planeta Andromeda. Ludzie znaleźli się tam, gdyż Ziemię niszczyła katastrofa ekologiczna. Mieszkają oni w jedynym, otoczonym murem mieście, którym zarządza tajemniczy Sol. Życie tam nie jest sielanką. Wszystko jest pod kontrolą rządzących, którzy nie przejmują się nadchodzącymi zmianami klimatycznymi, które tym razem mają zniszczyć nową planetę. Czy naprawdę człowiek jest aż tak destrukcyjny, że niszczy wszystko co spotyka na swojej drodze? Być może tak właśnie jest
Są jednak na tej planecie ludzie, którzy chcą się temu przeciwstawić. Widzą więcej niż czubek własnego nosa. Tak poznajemy kolejnych bohaterów, którzy pomimo własnych demonów oraz napotykanych co chwilę nowych problemów chcą zmian. Jednym z nich jest Alexander. Ciekawa persona. Ja bym się chyba z nim nie dogadał, ale bez niego nie wiadomo czy by się coś wgl udało
Książka zawiera naprawdę bardzo dużo świetnie wykreowanych postaci. Mnie w szczególności zaintrygowała Adara, która pomimo swojego dojrzałego wieku ma ogrom energii, siły i odwagi. Vera to natomiast jedna z bohaterów walczących z przeszłością. Choć powinna mieć w życiu łatwo, było całkowicie odwrotnie. Również pokazuje siłę oraz wolę walki
Ta historia to też emocje. Nie brakuje ich tutaj. Pojawia się uśmiech, niekiedy obawa, złość (m.in. Na Alexandra) nawet smutek. Są zwroty akcji, więc też do końca nie można być niczego pewnym. Autorka umie stworzyć napięcie. W jednym momencie to totalnie niedowierzałem, ale jednak jakoś się poukładało
Andromeda to nie tylko planeta, ale całe uniwersum. Jestem pod wrażeniem tego z jaką autorka pieczołowitością podeszła do stworzenia tego wszystkiego. No ja byłem zachwycony wszystkim. Od portretów bohaterów, ich imion mających określone znaczenie po stworzenie całkiem innego ekosystemu. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam książki w których czuć to zaangażowanie i pracę autora. Jakoś lepiej się czyta z myślą, że jest takie swoiste dopieszczone dziecko. Tu nie ma nic przypadkowego, tu wszystko jest przemyślane i ma swoje miejsce
Choć książka jest małą cegiełką, to ja nie odczułem takowej ilości. Codziennie tylko czekałem na wieczór by móc wyruszyć w kosmos do Andromedy i dalej poznawać losy bohaterów. Więc jeśli chcecie odpocząć od kryminałów, czy innego gatunku to myślę, że ta książka totalnie zasługuje na poznanie. A i jeszcze dodam, że to debiut. Tak, totalnie dopracowany debiut polskiej autorki. Więc no ukłony ode mnie
A i czekam na drugi tom, bo to zakończenie domaga się kontynuacji.
Powiem szczerze, kupiłam tę książkę na targach tylko ze względu na vibe autorki i jej miłość do tej książki. Dosłownie. Nie lubię sci-fi!
Ale w tej książce się zakochałam.
Od początku widzimy, że jest to debiut, ale z każdą stroną styl staje się łatwiejszy do przyzwyczajenia, a akcja jest napisana lepiej.
Cała fabuła trwa wokół dużej ilości bohaterów co też na początku mnie przeraziło. Jednak każdy ma swój cudowny charakter, rozbudowaną przeszłość. Każda postać jest dopracowana, ktoś będzie na początku wkurzał niemiłosiernie, a w kimś zakochasz się za wcześnie. I przez tę miłość każda akcja daje poczucie stresu i strachu w takiej ilości, że musiałam odłożyć książkę i poczekać.
Każdą postać pokochałam całym sercem… może oprócz jednej, ale i tak nie pojawia się większość książki i mówi, że zrobi krzywdę mojej kochanej Verze, więc zasłużył na moją nienawiść (ale nawet jego mogę zrozumieć w jakimś stopniu)
A ile tu było plot twistów! Jedno za drugim, każde uderza coraz bardziej. Bardzo mnie ciekawi los Ziemi i, oczywiście, historia Andromedy, Exodusa i rewolucji. Epilog dodał więcej pytań, pozostawił cudowne oczekiwanie i już nie mogę się doczekać następnej historii z tego świata.
Może nie jest to rozbudowane sci-fi, ale jest to cudowna historia bohaterów, która zmusi was do martwienia się przynajmniej o kilka z nich. Miłość, strach, stres, rewolucja. Wszystko skradło moją uwagę i serce. Nie żałuję ani chwili w tym świecie.
Ach, oczywiście, moja ulubiona końcówka recenzji… co ja mam tu dopisać… Już wiem.
“Nie żałuj emocji. Nic innego nie czyni cię człowiekiem w takim stopniu, jak one” ~May
Książka była naprawdę świetna, skomplikowana, pełna różnych wątków, które razem grały świetnie. Jednak o ile bardzo lubię motywy romansu, to jednak tu czułam się nim trochę przytłoczona. Nie zrozumcie mnie źle, dodawał on dużo do fabuły i do relacji które rozwijały się między wszystkimi bohaterami, ale za dużo, po prostu za dużo. Praktycznie każdy w końcu miał jakiś wątek romantyczny i trzeba było to wszystko spamiętać, już nie mówię o tym, że elementy z wątkiem romantycznym mnie po prostu wynudziły. Ostatni rozdział też jak dla mnie był dość nudny, wiadomo, wszystko się.rozwikłało i poszło dalej, jednak brakowało mi w nim czegoś.
Zaczynając tę książkę i dostając informację od autorki, że są w książce związki, ale nie są wysuwane jakoś bardzo na pierwszy plan myslałam, że będzie to jedna z najlepszych książek w moim życiu i no rzeczywiście jakby odjąć romanse byłaby ale z nimi niestety nie jestem w stanie dać więcej niż 3,8 ⭐.
Uwielbiam! Wciągająca, nieprzeintelektualizowana, a jednocześnie niebanalna. Świat przedstawiony zgrabnie. Postaci barwne, dające się lubić. Czekam na więcej!