"Kołatanie" Artura Żaka to jedna z najlepszych powieści jakie ostatnio czytałam. Przyznam szczerze, że dawno żadna z książek nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak właśnie ta. Co więcej, powiedzieć, że w trakcie czytania można autentycznie doświadczyć kołatania serca, o ile wręcz nie palpitacji, to powiedzieć za mało. Tu każde zdanie jest ważne, tu każde zdanie buduje opowieść i towarzyszące jej emocje. I nie ukrywam, że jest to dla mnie całkowite zaskoczenie, gdyż z twórczością Autora spotykam się po raz pierwszy, ba – wcześniej nie było mi znane nawet jego nazwisko, a tu taki sztos! Jak szóstka w lotto.
No dobrze, to po tej laurce tytułem wstępu pora na kilka słów o fabule. „Kołatanie” przenosi czytelnika w odległe lata dziewięćdziesiąte XX wieku. To właśnie w tej scenerii Autor umiejscawia akcję, wykorzystując do tego pewną tradycyjną polską wieś. To tutaj jak w tyglu gotować się będą rodzinne wartości, okraszone domieszką tradycji, szczyptą skrywanych tajemnic i historyczno-kulturowym folklorem.
Poznajmy zatem głównego kucharza odpowiadającego za menu w tej książce. To Piotr. Piotr jest świeżo upieczonym dorosłym. Dopiero co osiągnął on pełnoletniość i trochę wbrew woli ojca, ale w trosce o babkę, która zmaga się dopiero co z żałobą po śmierci swego męża, a dziadka Piotra, postanawia spędzić u niej wakacje, przy okazji przygotowując się do egzaminów na studia. I można byłoby podnieść już larum i awanturować się, gdzie w tej historii jest ów zachwyt, skoro historia ta zapowiada się jak jedna z wielu. Niby tak, a jednak nie. Okazuje się bowiem, że to wydawać by się mogło spokojne i wręcz nudne życie zostaje niespodziewanie zachwiane, a wokół Piotra zaczynają dziać się dziwne rzeczy. On niby je dostrzega, ale nie bardzo w nie wierzy, im więcej czasu spędza jednak w tej małej wsi gdzieś pod Łodzią, tym mniej dziwią go duchy przodków, boginki, strzygi, czy zmory. Ta konfrontacja z miejscowymi wierzeniami, z zabobonami, które są nierozerwalną częścią świata babci, wkrótce stają się także składową jego rzeczywistości. Ten realizm magiczny tworzy zatem ten unikalny klimat książki i sprawia, że nie można się od niej oderwać.
A co do wyjątkowych bohaterów tej opowieści to jest nim dziadek Bronek, a raczej jego astralna postać. Mimo śmierci, dusza dziadka nie opuszcza ziemskiego padołu, lecz pozostaje blisko rodziny, wciąż mając na nią wpływ, a przy okazji przedstawiając swą historię. Choć Piotr początkowo traktuje wierzenia babci jako dziwactwo, stopniowo zaczyna dostrzegać ich sens, zwłaszcza gdy sam doświadcza niezwykłych wydarzeń, takich jak wycie wilka, które wywołuje u niego dreszcze. Autor w sprytny sposób prowadzi czytelnika przez labirynt wspomnień i tajemnic, odsłaniając stopniowo kulisy życia rodziny i historii wioski.
Jednym z najmocniejszych aspektów tej powieści jest jednak jej osadzenie w realiach historycznych. To one stanowią istotne tło dla całej fabuły. Dzięki nim codzienne życie mieszkańców wnioski przedstawione zostaje na przestrzeni minionych lat, od okresu wojennego i losów przodków Piotra w tym czasie, dalej przez lata powojenne i zachodzące wówczas procesy transformacji społecznych i politycznych, przez trudny okres komuny, aż po współczesność. To przechodzenie przez kolejne lata i okresy historii tłumaczy wiele ludzkich życiowych motywacji i skutki podejmowanych przez nich decyzji, często okrytych od lat zmową milczenia.
Wreszcie nie sposób nie zachwycić się tutaj kunsztem pisarskim Autora. To jest majstersztyk stanowiący wręcz wzór z Sevres jak powinien wyglądać język w powieści przynależnej do gatunku literatura piękna. On ma zachwycać i chwytać czytelnika za serce. I tu dokładnie tak jest.
Jeśli nie mieliście jeszcze okazji poznania „Kołatania” i poobcowania w świecie stworzonym przez Artura Żaka to ja Was gorąco zachęcam, aby zagłębić się w nim i pozostać w nim na dłużej. Moim zdaniem nie będziecie żałować. Ja nie żałuję.