Na początku wojny jugosłowiańscy komuniści śpiewali: „Oj, Stalinie, czołem, cześć, rację masz i wszystko wiesz!”. W 1948 roku piosenka brzmiała już inaczej: „Oj, Stalinie, babo stara, od naszego Tity wara!”. W nowej rzeczywistości nikt nie wiedział, kiedy i za co może zostać uznany za przeciwnika władzy. A chociaż Tito uniezależnił się od Stalina, jego metody rozprawiania się z wrogami były bardzo podobne do rozwiązań sowieckich — ZSRR miał Wyspy Sołowieckie, a Jugosławia Nagą Wyspę. Miejsce to przez długie lata okryte było mroczną tajemnicą, nie można go było znaleźć na mapach, nie można było o nim rozmawiać. Na podstawie relacji więźniów, strażników i wielu innych źródeł Božidar Jezernik rekonstruuje świat, który miał pozostać w ukryciu. Powstaje w ten sposób prawdziwy, przerażający obraz miejsca, gdzie nazistowska metodyczność wzbogacona została o „azjatyckie cwaniactwo i bałkański prymitywizm”. Naga Wyspa to swoista legenda i wciąż żywy synonim wszystkich obozów w byłej Jugosławii, także tych najnowszych, choć już przemilczanych.
Książka niechybnie poruszająca wątek ciekawy i jako, że historia byłej Jugosławii bardzo mnie intryguje, a studiowanie jej jest motywującym dodatkiem do nauki języka serbskiego, sięgnęłam po nią bardzo chętnie. Dowiedziałam się sporo na temat, który wcześniej nie był przeze mnie znany. Dodatkowe podczytywanie ,,Historii Jugosławii" Wasilewskiego i Felczaka (wydawnictwo Ossolineum) wzbogaciło moją wiedzę. Natomiast, jeśli chodzi o samo zrealizowanie tematu, jestem niezbyt dobrego zdania. Książka męczyła mnie przez swój język, który uwypuklał to, że autorem jest mężczyzna. Nieustanne porównania obu płci, opisanie homoseksualnych internowanych więźniów tylko w kontekście postrzegania ich jako zboczeńców trochę zdaje się odsłaniać zdanie autora na ten temat. Rozumiem, że jest to reportaż, więc Jezernik musiał przytoczyć to jak podchodzono do tego typu kwestii. Dodatkowo, wypowiadał się negatywnie o mężczyznach ,,prostych", którzy całe życie byli heteroseksualni, a z desperacji zaczęli się interesować więźniami przebierającymi się za kobiety do sztuk teatralnych natomiast miałem wrażenie, że autor szukał okazji, by obrazić. Tak samo opisywanie psychicznie chorej kobiety, która miała obsesję na punkcie więźniarki z dzieckiem, że aż jej ślina z ust leciała i podobnego rodzaju komentarze mógł sobie podarować. Miałam ochotę odłożyć lekturę. Później chęć taka zdarzyła mi się już przy końcu (dlatego też się powstrzymałam i dokończyłam). Bez szerszych wyjaśnień, na które zwyczajnie nie mam ochoty przytoczę tylko cytat. Zdanie to jest częściowo ujęte w cudzysłowie natomiast nie jest zaznaczone, że to słowa jakiegoś więźnia jak to często jest określone w nawiasie, gdy Jezernik nawiązuje do bezpośrednich opowieści byłych więźniów. Dlatego też myślę, że jest to jego zdanie lub też tragiczne tłumaczenie. Nabrało się na nie wielu internowanych, których ,,prześladowano potem jak Murzynów". (cudzysłów w środku wzięty z oryginalnego tekstu). Rzecz przegadana, rozwlekła, męcząca, chaotyczna. Podsumowaniem jest pół strony ostatniego rozdziału, na której Jezernik zrzuca niechęć wspomożenia finansowego dla ponownego wydania jego książki na karb ignorancji krajów byłej Jugosławii i braku chęci - jak to ujmuje - ,,ocalenia dziedzictwa kulturowego". Ministerstwo Kultury Słowenii, z której pochodzi rzekomo stwierdziło po 1991 roku, gdy chciał wznowić swój reportaż, że nie jest on ,,wystarczająco aktualny" (w książce też ujęte zostało to w cudzysłowie). Nie polecam. Jak ktoś chce się czegoś dowiedzieć na temat Jugosławii to naprawdę o wiele lepiej poczytać, chociaż wyrywkowo ,,Historię Jugosławii" z kultowej już w środowisku historycznym serii książek o historii różnych krajów wydawnictw Ossolineum niż męczyć się ze stylem autora. Co do konkretnego wątku obozów pracy Josipa Broza, chyba lepiej byłoby przeczytać na ten temat artykuł/esej niż tyle stron tekstu.