„Widzisz, córciu, wstyd wszyscy zostawiliśmy za bramą tego piekła. Jemy gorzej niż świnie, mieszkamy w baraku jak zwierzęta, wyglądamy niczym wypłoszone z chlewika, uwalane gnojem szczury. Radzimy sobie, jak możemy".
Wybrałam tę książkę nie przez przypadek. W zeszłym roku będąc w Lublinie, odwiedziłam to miejsce, widziałam je na własne oczy, spacerowałam drogami, którymi oni spacerowali. Wysłuchałam też ich historii. Nie robię w takich miejscach zdjęć przez szacunek do tego co tam się wydarzyło. Pamiętam jeden moment kiedy to schodziłam z podwyższenia, na którym znajduje się kopiec z prochami i spojrzałam przed siebie: była tam połać skoszonej, wysuszonej trawy i zobaczyłam morze kruków, wiecie co pomyślałam: "tam zginęło najwięcej". Teraz wiem, że to tam mogły być te stosy trupów opisywane przez autorkę.
Historia porusza do głębi, opisy są rzeczowe, proste i brutalne. Nie można powiedzieć, że oddają rzeczywistość, bo jej nie da się oddać. Wypływa z nich ból, cierpienie, wola walki, głód, pragnienie, a nawet można poczuć ten smród chorych i niemytych ciał.
Cieszę się, że autorka skupiła się na historii rodziny: dwóch sióstr – jedna w obozie, druga poza nim. Każda z nich przeżywała katusze, a najgorsza była tęsknota, niewiedza i świadomość, że możesz się nigdy nie dowiedzieć co się stało z Twoją rodziną. Choć miałam wrażenie, że ta historia ma jeszcze kilka wątków i brakowało mi spójności, szczegółów i rozwinięć to wiem, że przedstawienie obrazu obozu jest ciężkie – brakowało profilu Niemców, traktowania, tego jak postrzegali ich ludzie takiego psychologicznego obrazu. Może to i lepiej, że autorka uzewnętrzniła nam prostych ludzi, ich myślenie i to co przeżyli w czasie wojny. Musimy też pamiętać, że historia jest zamazana przez czas, a szczegóły nawet te najbardziej brutalne mogą się zatrzeć lub zostać wyparte z pamięci, dlatego ważne jest, aby widzieć w tym przestrogę, uwierzyć, że działy się rzeczy o których nawet nam się nie śni, a działo się to nie całe 100 lat temu i to ludzie ludziom byli wilkiem.
„Widzisz, córciu, wstyd wszyscy zostawiliśmy za bramą tego piekła. Jemy gorzej niż świnie, mieszkamy w baraku jak zwierzęta, wyglądamy niczym wypłoszone z chlewika, uwalane gnojem szczury. Radzimy sobie, jak możemy”.Wybrałam tę książkę nie przez przypadek. W zeszłym roku będąc w Lublinie, odwiedziłam to miejsce, widziałam je na własne oczy, spacerowałam drogami, którymi oni spacerowali. Wysłuchałam też ich historii. Nie robię w takich miejscach zdjęć przez szacunek do tego co tam się wydarzyło. Pamiętam jeden moment kiedy to schodziłam z podwyższenia, na którym znajduje się kopiec z prochami i spojrzałam przed siebie: była tam połać skoszonej, wysuszonej trawy i zobaczyłam morze kruków, wiecie co pomyślałam: "tam zginęło najwięcej". Teraz wiem, że to tam mogły być te stosy trupów opisywane przez autorkę.
Historia porusza do głębi, opisy są rzeczowe, proste i brutalne. Nie można powiedzieć, że oddają rzeczywistość, bo jej nie da się oddać. Wypływa z nich ból, cierpienie, wola walki, głód, pragnienie, a nawet można poczuć ten smród chorych i niemytych ciał.
Cieszę się, że autorka skupiła się na historii rodziny: dwóch sióstr – jedna w obozie, druga poza nim. Każda z nich przeżywała katusze, a najgorsza była tęsknota, niewiedza i świadomość, że możesz się nigdy nie dowiedzieć co się stało z Twoją rodziną. Choć miałam wrażenie, że ta historia ma jeszcze kilka wątków i brakowało mi spójności, szczegółów i rozwinięć to wiem, że przedstawienie obrazu obozu jest ciężkie – brakowało profilu Niemców, traktowania, tego jak postrzegali ich ludzie takiego psychologicznego obrazu. Może to i lepiej, że autorka uzewnętrzniła nam prostych ludzi, ich myślenie i to co przeżyli w czasie wojny. Musimy też pamiętać, że historia jest zamazana przez czas, a szczegóły nawet te najbardziej brutalne mogą się zatrzeć lub zostać wyparte z pamięci, dlatego ważne jest, aby widzieć w tym przestrogę, uwierzyć, że działy się rzeczy o których nawet nam się nie śni, a działo się to nie całe 100 lat temu i to ludzie ludziom byli wilkiem.