Kipi z tego postmodernistyczny cynizm okraszony rewolucją seksualną. Oś powieści to seks i konie. Czasem seks na koniach. Główny bohater jest obrzydliwy, ale w swojej degrengoladzie intrygujący. Swoim samotniczym trybem życia, niechęcią do odgadywania motywów własnych czynów, które woli analizować tylko na podstawie ich konsekwencji, przemyśleniami na temat każdej dziedziny życia, które pewnie tak czy siak sprowadzają się do koni i seksu, z początku przypomina Patricka Batemana, który zamiast do banku trafił na boisko polo. Fabian jest jednak bardziej pożądliwy i, w ten swój postmodernistyczny, pozbawiony moralności sposób, romantyczny. Kosiński często odnosi się do średniowiecznych toposów rycerstwa.
Zaczynając książkę, która ma ciekawą, nieco efemeryczną, płynną strukturę -- przeszłość miesza się z teraźniejszością za sprawą niczym nie wytłuszczonych retrospekcji, których umieszczenie w czasie zależy od czytelnika -- myślałam, że autor celowo maluje bohatera nie tylko na cynika, amoralnego kasanowę autostrady, ale też na wyzutego z sumienia przestępcę, celowo. Dzięki rozmieszczeniu retrospekcji dowiadujemy się rzeczy o Fabianie w równym, rozciągniętym tempie, które przez pierwszą połowę książki dostarcza ciągłych ciosów w brzuch. Bohater jest pedofilem z prawdziwego zdarzenia -- nie tylko kokietuje on swoje uczennice na skraju osiemnastki, ale w pewnym momencie dywaguje nad "adopcją" czternastoletniej, latynoskiej dziewczynki, która za sobą najpewniej ma już długi ciąg "adopcyjnych" ojczulków.
Pod żadnym pozorem nie jestem moralizatorem literatury, aczkolwiek Kosiński zdaje się uznawać takie relacje za zgoła naturalne. Od czasu lektury patrzę na sprawę Polańskiego, dobrego kolegi Kosińskiego, oskarżonego o seks z nastolatką, w innym świetle.
Myślałam zatem, że autor świadomie czyni bohatera śmieciem ludzkim -- druga połowa książki przeistacza się jednak w rycerski, szarmancki romans między Fabianem a dawną uczennicą, która zawszę ochoczo, niezależnie czy jest małolatą czy osiemnastką wchodzącą w dorosłość, z chęcią mu daje. Ich namiętny seks przyprószony jest fizozofią i zmysłową metafizyką, odnajdywaniem siebie za błoną dziewiczą partnerki. Sprowadza się jednak do żenującej ilości męskiej fantazji, ale przy okazji -- prawdziwej miłości! Na przestrzeni powieści czytamy o szczegółach jego stosunków, płciowych czy też nie, z bodaj tuzinem kobiet -- modelkami, amazonkami, a także transseksualistkami. Jednak w tle tych wszystkich romansów, trwała jedna, szczera miłość, między pięćdziesięciolatkiem a jego małolatą, w którym oboje rzucają się sobie w ramiona.
Zdaję sobie sprawę, że mój słowotok zapewne jest pełny jest buzzwordowego pustosłowia -- jednak tylko w taki sposób można wypowiedzieć się o równie pustym rdzeniu "Pasji". Przyznaję, dopóki na pierwszy plan nie wybija się dziewicza "szparka", jest ona zaskakująco ciekawa. Autor w odpowiednim tempie, wskazując na swój kunszt storytellingu, odsłania coraz to ciekawsze i bardziej szalone fakty -- z morderstwem w trakcie gry polo na czele. Później jednak wszystko jest zniweczone, bo nasz postmodernistyczny Rolland jest tak zajebisty, że brat zamordowanego nie ma Fabianowi nic za złe -- nawet tego, że obracał jego nastoletnią córą.
Nie można też zaprzeczyć, że Kosiński jest znakomitym pisarzem. Pomijając ilość talentu, która wymagana była, bym w napięciu przesuwała kolejne kartki tej męskiej epopei seksualno-końskiej, to opisy gry w polo są jednymi z najlepszych, najbardziej dynamicznych opisów walki we współczesnej literaturze. Tak, walki! Bo mieszanką ego i talentu autor zdolał przelać w sport dla snobów tyle energii i fascynacji, że zgodnie z jego zamiarem, boisko z bandą ubranych w ciasne bryczesy graczy przeistacza się w średniowieczne pole bitwy.
Nie sądzę, by pisząc o "Pasji" dało się wymyślić jakąś pointę. Kosiński był i jest ewenementem -- w literaturze, w społeczności pisarzy, w amerykańskiej śmietance. I niech taki zostanie, trochę nieodgadniony. I przy okazji totalnie obleśny, z łbem będącym zagadką dla samego Freuda.