Sierpień 1959 roku. Jonathan Harper, prywatny detektyw borykający się z osobistą stratą, na prośbę dawnej przyjaciółki podejmuje się rozwiązania sprawy zabójstwa Thadeusa Rosewortha, którego śmierć wzburzyła opinię publiczną i przysporzyła nie lada kłopotów Scotland Yardowi. Doskonale znając zwyczaje panujące w świecie arystokracji, Harper spodziewa się kłamstw, intryg, wzajemnych oskarżeń i animozji, jednak ani bystry umysł, ani doświadczenie nie uchronią go przed tym, czego naprawdę dotyczy „sprawa lorda“.
Nieznana przeszłość ofiary, sieć kłamstw i zbrodnia niemal doskonała doprowadzą do zaskakujących odkryć, wystawiając na próbę zaufanie Harpera nie tylko do Roseworthów, ale także do najbliższej mu osoby.
„Sprawa lorda Rosewortha” to brawurowa powieść detektywistyczna osadzona w czasach powojennej transformacji Wielkiej Brytanii, czerpiąca z najlepszych brytyjskich wzorców gatunkowych i flirtująca z czarnym kryminałem.
Elegancki, napisany pięknym językiem kryminał osadzony w sercu angielskiej arystokracji na tle ociekających brutalnością i wulgaryzmami powieści wydaje się być niczym biała lilia zakwitła niespodziewanie na bagnach. Tak odebrałam najnowszą powieść Małgorzaty Starosty „Sprawa Lorda Rosewortha”, którą już dziś możecie czytać i słuchać na Legimi. I choć oczywiście misternie spleciona intryga już do niewinnych nie należy, to niespieszny styl, pełni gracji bohaterowie i śledztwo oparte na dedukcji przywodzi na myśl najlepsze klasyczne kryminały Agathy Christie. To moje pierwsze spotkanie z twórczością wielokrotnie zachwalanej przez Was Autorki i jestem prawdziwie oczarowana!
Lord Thadeus Roseworth w dniu swoich urodzin otrzymuje zabójczy prezent, a gościom zamiast na świętowanie jubileuszu przyjdzie szykować się na jego pogrzeb. Jednak prowadzącym niezależne śledztwo Scotland Yardowi i młodemu detektywowi po przejściach wydaje się, że rodzina nie okazuje najmniejszych oznak żałoby. Końcówka lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku nadaje zupełnie innego niż współcześnie wymiaru prowadzonemu śledztwu, podobnie jak i życiu bohaterów, jednak ludzkie motywacje od wieków pozostają niezmienne.
Autorka stopniowo obnaża skrywane za fasadą arystokratycznej ogłady rodzinne tajemnice, kłamstwa i zdrady. Głęboka nienawiść do apodyktycznego lorda i łakomy kąsek, jakim jest jego majątek daje motyw niemal każdemu członkowi tej moralnie zakłamanej rodziny. Detektyw Jonathan Harper, przy znakomitej współpracy swojej asystentki, podąża kolejnymi tropami łącząc wątłe nitki tej zawiłej intrygi, która wydaje się być wręcz zbrodnią doskonałą. Skrupulatne dociekania mogą dać mu więcej odpowiedzi niż się spodziewa rzucając niespodziewanie światło ma jego osobistą tragedię.
Małgorzata Starosta oczarowała mnie atmosferą tej powieści, w której wszystkie elementy spójnie tworzą klimat ówczesnych czasów, a wyraziści bohaterowie przyciągali mnie do niej niczym magnes. Warto wspomnieć, że Autorka w tej fikcyjnej opowieści ujęła nieco prawdziwych historii, co z pewnością dodało jej autentyczności. Jej lektura była dla mnie prawdziwą przyjemnością i Was również zachęcam do czytania, lub słuchania w znakomitej interpretacji Filipa Kosiora.
3,5 Kryminał w klasycznym stylu, więc z jednej strony czułam się swojsko i przyjemnie wśród przesłuchiwania świadków, rodzinnych niesnasek i spadkowych tajemnic. Tylko to wszystko było aż nazbyt znajome i oklepane, nawet zwroty fabularne były dość typowe dla tego gatunku, pomijając pomyslowe wykorzystanie pewnej słynnej osobistości. Mimo wszystko wciagnęłam się i oczywiście nie żałuję zapoznania z historią. Pióro autorki również było przyjemne , natomiast z bohaterów wybijała się dla mnie tylko pani Hardcastle.
Połączenie filmu "Na noże" z Sherlockiem i Christie. Szalone, ale do pewnego momentu nawet działa, potem robi się nieprzyjemnie za bardzo poplątane, co mi odebralo część radości z prób rozwikłania zagadki samodzielnie. Czyta się lekko, język jest przyjemny, bohaterowie charakterystyczni i z humorem, gdyby tylko nie było to aż tak pokręcone, na czym fabuła traci na wiarygodności. Czasami less is more. 3.5/5
Zwykle bez problemu daje rade śledzić fabułę kryminałów w audiobooku. Tu niestety było za dużo postaci i wątków pobocznych, żeby połapać się w wersji audio. Mocno to zabrało radość ze zgłębiania tej historii. Może w wersji "widzianej" historia sprawdza się lepiej.
Klasyczny kryminał w angielskim stylu. Czyta się szybko i dość płynnie. Sprawdzi się jako wakacyjna, niezobowiązująca lektura. Mnie osobiście pozostawił z pewnym niedosytem. Miejscami "sztuczny", chociaż sam pomysł na zbrodnię ciekawy.
Żarło, żarło i zdechło. Co zaczęło się i przez większość czasu toczyło jako lektura może nie wybtna, może nie najoryginalniejsza w swoim gatunku, to jednak przyjemna, klimatyczna i ciekawa, zakończyło się... no właśnie. Nie wiadomo czym. Miało być może oryginalnie, albo enigmatycnie? Suspens? "Zostawmy niedopowiedzenia"? W rezultacie niestety dało mi ogromny niedosyt, pewną dozę rozczarowania i niedające się przegnać porównanie w głowie to tego takiego mema z rysunkiem konia, gdzie głowa narysowana jest z wielką dokładnością i detalami, a ostatnia część, to już praktycznie kilka kulawych kresek na krzyż.
Naprawdę przyjemna książka, n spodziewałam się, że mnie tak zaciekawi. Trochę był vibe Christie, ciekawe rozwiązania i plot twisty, chociaż dla siedzących w tym gatunku mogło to być średnio odkrywcze. Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałam zakończenie słuchając w audio 😭 Po przesłuchaniu dwa razy nadal nie mam pewności, że dobrze zrozumiałam, niech ktoś mi napisze na priv jak powinnam to zrozumieć xd
Książki Pani Małgorzaty Starosty lubię od dawna. Chyba wiecie i pamiętacie. Jej komedie kryminalne ociekają humorem na wysokim poziomie, a i trupów nigdy nie brakuje. Nie brakuje też przepysznych potraw, wyjątkowych przepisów, pięknych, kuszących zapachów. Tu, w SPRAWIE LORDA ROSEWORTHA, coś ewidentnie cuchnie. Czuć swąd kłamstwa na kilometr, a kto kłamie? Jest trup. To nie jego wszędzie czuć. Zastrzelony własnoręcznie czy z pomocą? A może padł z innych powodów? Ciężko stwierdzić. Faktem jest, że trup leży i nie żyje, a co lub kto to sprawił sprawdzi już detektyw. Oczywiście, że nie byle jaki!
Klimat powojennej Anglii, jej uliczki, wnętrza bogatego przybytku... dym cygar i zapach perfum. Wszystko to miesza czytelnikowi w głowie, jak mieszać umiała pani Christie. Nazwisko przywołane nieprzypadkowo, bo przy takim się znaleźć, chyba jest miło. I miło nam wszystkim być powinno, bo w naszej ojczyźnie kiec takie talenty literackie to duży powód do zadowolenia. A jak jest powód, to znaczy, że trzeba czytać! Już nie raz, i nie dwa Wam mówiłam czytajcie książki Pani Małgorzaty. Słuchać mnie proszę! I wydanie SPRAWY LORDA takie piękne! Złocone. I świeci 😁
Naprawdę świetna sprawa kryminalna! Doskonale mi się czytało, nie mogłam się doczekać zakończenia jednocześnie mając nadzieję, że książka szybko się nie skończy. Mam nadzieję, że Harper jeszcze wróci :)
That was an interesting read, a mystery set in UK not long after ww2. While the riddle was quite intriguing and I really liked the cast of the characters, along how everything tied to the main character's backstory, it was brought down by the ending. Additionally, the main detective was way too emotional and, frankly, besides the ending everyone seemed way more competent than him. Also, he had the worst opinion about everyone and then had to "realize that these weren't bad people".
The ending, unfortunately required knowledge of a relatively obscure real life crime case. That isn't a problem, I don't mind when a book expects the reader to have some outside knowledge. These time, however, it was set up in a way that you had to have *some* outside knowledge but you couldn't be too familiar with the real-life case because they author changed the culprit which was at the core of the fictional crime in the story. I also didn't like how the ending was brought and presented, especially with too many red herrings not even being addressed - not a best practice when writing a whodunnit.
bardzo szybko i przyjemnie się ją czytało, przypomina mi powieści Agathy Christie, a w szczególności jedną z moich ulubionych, "dom zbrodni", jednak zakończenie zupełnie mnie nie satysfakcjonuje, a przez ilość nazwisk pogubiłam się, brakowało mi tak ze sto stron żeby to uporządkować i wyjaśnić. główny bohater jest jednak tak sympatyczny, że mogłabym przeczytać inne książki z jego udziałem.
Książka była przyjemna do czytania, napisana całkiem ładnie. Szybko się czyta, bohaterowie realni i ciekawi. Świetnie oddany jest klimat pierwszych powieści detektywistycznych, czuć wpływ Agathy Christie i Arthura Conana Doyle’a. Jedyne co mnie lekko rozczarowało to zakończenie, ale to także ma swoje powody. Fabuła bazowana była na prawdziwej sprawie, która zakończyła się w podobny sposób. Książka nie wyróżnia się zbytnio historią, ale przyjemnie się czyta, więc polecam.
To było dokładnie to, czego się spodziewałam i czego w gruncie rzeczy oczekiwałam - przyjemne czytadełko, z sympatycznymi bohaterami, bez jakiejkolwiek wartości wow, z kilkoma dziurami, niedociągnięciami. Ale czasem mam ochotę na dokładnie tego typu ksiazke. 🙃
Kryminał w stylu "ktoś zamordował głowę arystokratycznej, brytyjskiej rodziny". Książka jest tak sztampowa, że mogłaby być wygenerowana przez A.I. Postacie są płaskie i nudne. Głównego bohatera tak na prawdę określa jedno tragiczne wydarzenie wspomniane na początku książki, poza tym nie ma on żadnych cech szczególnych. Detektyw też z niego nędzny, ponieważ prawie nie prowadzi śledztwa. Na szczęście informacje spływają do niego wartkim strumieniem od pozostałych postaci, dzieki czemu ten kryminalny koszmarek dobiega wreszcie końca. Książka jest napisana poprawnym językiem ale brakuje jej atmosfery dobrego, brytyjskiego kryminału. Porównywanie jej do twórczości Agathy Christie to jak porównywanie książek z serii "Twilight" do "Wywiadu z wampirem". Nie polecam.
Nie jest to mój ulubiony styl w kryminale, dlatego lekturę trudno mi uznać za w pełni satysfakcjonującą. Natomiast nie mogę też powiedzieć, że mi się nie podobała. Doceniam stworzenie historii w oparciu o prawdziwą sprawę z minionego wieku, doceniam nawiązania do Wielkiej Brytanii końca lat 50. i do rzeczywistych postaci. Nie doceniam natomiast zbrodni zamkniętego pomieszczenia. To nie jest mój gust, zawsze wydaje mi się za bardzo naciągany, nie klejący się kupy, a wszystkie rzucone wątki na końcu są dla mnie jak zrobienie kłębka z pociętych nici. Niby się da, ale nic z nim zrobisz 🤷🏻♀️ ale no trzeba przyznać, trochę Agatha Christie w tym wyszła.
Jestem wielką fanką Małgorzaty Starosty. Moja miłość do jej twórczości zaczęła się od serii „Pruskie baby”, którą z całego serca polecam. Mnóstwo śmiechu z trupem w tle :p. Dzisiejsza recenzja dotyczy nowej książki autorki, „Sprawa lorda Rosewortha”. Miałam ogromną przyjemność przesłuchać tę książkę wcześniej, dzięki dostępowi na platformie Legimi. Strzał w dziesiątkę był wybór lektora, ponieważ głosu użyczył Filip Kosior, dzięki któremu książka zyskała na odbiorze. „Sprawa lorda Rosewortha” to coś zupełnie innego od tego, co znamy od Małgosi. Czy świetnie się bawiłam? Oczywiście! Zazdroszczę każdemu, kto dopiero będzie czytał lub słuchał tej pozycji. Dla mnie ta książka to zupełnie nowe doświadczenie, które sprawia, że masz ochotę zarwać noc tylko po to, aby poznać zakończenie. Akcja detektywistyczna i bohaterowie z przeszłością w tle, co za tym idzie? Niezły rollercoaster emocjonalny, dzięki któremu osoby przy słabym ciśnieniu mają darmową pomoc w podwyższeniu jego.
Prywatny detektyw Jonathan Harper, stawia czoła zadaniu, które na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe, ale… Klimat typowy dla powojennej Anglii, gdzie lordowie, lady, dwory, służba – ogólnie cała ta arystokracja, która wiedzie prym na salonach i kręci się w koło wysoko postawionych i zamożnych ludzi zrobiła na mnie ogromne wrażenie ponieważ udowadnia że wszędzie dochodzi o machlojek, kłamstw, chowania pod dywan niewygodnych faktów. W pewnym momencie pogubiłam się w relacjach między postaciami, ale to tylko na plus, bo autorka potrafi tak zakręcić, że nie masz pojęcia, kto tak naprawdę jest mordercą, kto z kim oraz w jaki sposób. Jak udowodnić komuś winę, gdzie każdy ma sporo za uszami to jak „Danie z gara” weź wyłów, z czego zrobiona jest potrawa. Co zrobilibyście, gdyby wasz partner/partnerka, którego znacie od dawna… W sumie, nie będę zdradzać więcej, ale wiedz, że nic nie jest oczywiste. Moją ulubioną postacią jest pewna młoda dama, jestem pewna, że czytając rozpoznacie, o kogo chodzi :D.
Opis książki dostępny jest na każdej stronie, która oferuje sprzedaż tej pozycji, więc polecam zajrzeć. Przysięgam, że czas poświęcony na tę lekturę będzie świetnie spożytkowany. Już czekam na drugi tom.
Jako młodszy czytelnik uwielbiałam książki Agathy Christie bo oprócz zagadki kryminalnej, zawsze były pisane kwiecistym językiem. Najnowsza powieść Małgorzaty Starosta to historia bardzo w stylu lady Mallowan i już od samego początku historii byłam bardzo pozytywnie zaskoczona!
Wszystkie elementy są odkrywane wraz z upływem fabuły, więc sprawę mordestwa Lorda Rosewortha badamy razem z detektywem Harperem oraz Scotland Yardem. Całości dodaje smaczku posłowie, że w większości ta fikcyjna historia została wzbogacona o kilka elementów zaczerpniętych z życia. Jakich to polecam przeczytać już po lekturze by nie popsuć sobie wrażeń z całej opowieści.
Historia Lorda jak i całej jego rodziny była niezwykle ciekawym przypadkiem i przyznaje, że detektyw Harper okazał się o wiele lepszym śledczym niż jego ojciec. Nie była to jednak łatwa ani prosta zagadka za to nad wyraz wciągająca. Nic nie jest tu oczywiste, tym bardziej gdy rodzina jest tak specyficzna a za pewnik można przyjąć jedynie to że wszyscy kłamią. Czy istnieje zbrodnia niemal doskonała? Każdy chciałby tak myśleć, jednak czy to możliwe dowiecie się sięgając po tę fantastyczną historię z arystokratyczną Anglią w tle. Autorka zadbała nie tylko o prawdziwe historyczne wydarzenia tamtego okresu, również sytuację kobiet jak i kwiecisty język będący odzwierciedleniem obyczajów tamtych lat.
"Sprawa lorda Rosewortha” Małgorzaty Starosty to idealna pozycja nie tylko dla fanów klasycznych kryminałów. Mówić, że bawiłam się świetnie podczas lektury, to jak nie mówiąc nic, a opis na okładce mówiący, że to brawurowa powieść detektywistyczna jest jak najbardziej prawdziwy.
Małgorzata Starosta przenosi nas do Anglii, gdzie w sierpniu 1959 roku dochodzi do śmierci Thadeusa Rosewortha. Może ta śmierć za bardzo nieobeszła by opinii publicznej, gdyby zamordowany nie należał do arystokracji. Sprawę próbuje rozwiązać prywatny detektyw Jonathan Harper, który boryka się też z osobistą tragedią. Wkrótce na światło dzienne zaczną wychodzić mroczne sekrety rodziny Roseworth, a gdzie świat arystokratów, tam pełno kłamstw, intryg, wzajemnych pretensji i oskarżeń. To co odkryje Jonathan zburzy cały, dotychczas skrzętnie budowany wizerunek rodziny.
„Sprawa lorda Rosewortha” to kryminał idealnie czerpiący z twórczości Agathy Christie. Czytając tę powieść i stopniowo odkrywając karty razem z Jonathanem miałam przed oczami jedną książkę Christie, ale nie zdradzę którą, żeby nie popsuć zabawy w odkrywaniu, kto stoi za zabójstwem lorda.
Podobało mi wszystko, od pomysłu w osadzeniu akcji w powojennej Anglii, przez skonstruowanie intrygi, aż po połączenie prawdziwych wydarzeń z fikcyjnymi. Wszystko tutaj zgrało się idealnie, dopełnione pięknym językiem i retro klimatem. Polecam gorąco.
Najnowsza książka pani Małgosi Starosty to klimatyczna, rasowa powieść detektywistyczna, której akcja toczy się w Wielkiej Brytanii pod koniec lat 50 i w której nic nie jest takim jakie się z pozoru wydaje. Mamy zamknięte, dosyć wąskie grono postaci, a cała akcja dzieje się praktycznie tylko w jednym miejscu, co nadaje wyjątkowego klimatu. Co więcej znajdzie się tu i zawiła, wielowątkowa intryga, pełna zwrotów akcji, a co najlepsze w trakcie czytania, jak to często w powieściach detektywistycznych bywa, można próbować samemu wytypować sprawcę spośród niewielkiego grona podejrzanych, chociaż muszę przyznać, że nie jest to łatwe i trzeba być dość czujnym i uważnym, żeby na koniec poskładać wszystkie wątki w jedną całość. Ponato jak na autorkę przystało książka napisana jest lekkim i przyjemnym językiem ze szczyptą humoru, chociaż jest go tu zdecydowanie mniej (a szkoda) niż w książkach, które miałam okazję czytać wcześniej, ale też umówmy się, że tym razem nie mamy do czynienia z komedią, a powieścią detektywistyczną inspirowaną czarnym kryminałem.