Książka autorstwa Anny Mazurek „Zwierzęta łowne" od kilku dni już za mną, a ja wciąż próbuję poukładać sobie w głowie właściwe słowa, które najpełniej odzwierciedlą moje wrażenia po jej przeczytaniu. Myślicie, że to dlatego, że było tak słabo, że nie bardzo wiem co napisać, żeby nie urazić Autorki? Przeciwnie, ta książka tak mocno mnie poruszyła, że chciałabym wręcz jak najpełniej wyrazić swój podziw dla talentu pisarskiego Autorki. Oczywiście będzie to moje subiektywne zdanie, ale właśnie po to sięgam po książki z gatunku literatura piękna, żeby nie tylko móc obcować ze słowem, ale przeżyć też historię, którą jej Autor na katarach powieści chce zamieścić. A „Zwierzęta łowne” dokładnie takie są – są wyśmienicie napisane pod względem dbałości o posługiwanie się językiem polskim ze wszystkimi jego smaczkami, jak i poruszającej serce i duszę historii. I niech Was nie zwiedzie, że cała opowieść zaczyna się dość zwyczajnie, szybko okaże się, że w tej powieści jest głębia, która sprawia, że śmiało można mówić, że wiąże ona elementy dramatu, thrillera oraz literatury obyczajowej.
A wszystko dzieje się w małej, położonej gdzieś na zupełnym uboczu wsi, w której ciemny, stary las skrywa równie wiele tajemnic, co mieszkańcy tej wioski. Tak jak zatem niepokój czuć w koronach starodrzewia, tak i w duszach lokalnych mieszkańców wyraźnie wyczuwa się niepokój, napięcie i szereg wzajemnych animozji.
To właśnie tutaj na wakacje do ciotki przyjeżdża Jurek. Jest gdzieś obecnie na swoim osobistym życiowym zakręcie, nie bardzo wie, co dalej zrobić ze swoim życiem, a pobyt u ekscentrycznej ciotki Matyldy ma mu pomóc w określeniu swoich dalszych życiowych priorytetów. Tylko jak się szybko okaże mimo pozorów sielankowej, wiejskiej atmosfery pobyt w tych stronach przyniesie jeszcze więcej zamętu w jego codzienności. Spokój wsi zostaje bowiem zaburzony przez zaginięcie młodej aktywistki oraz powrót Liszki, postaci wyklętej we wsi. To właśnie ją jak potrącone zwierzę, odnajduje któregoś wieczoru Jurek na poboczu drogi. Postanawia jej pomóc i dać jej schronienie w domu ciotki. Tylko właśnie to zdarzenie stanie się głównym katalizatorem niejednej dalszej tragedii, żeby nie powiedzieć, że otworzy lokalną puszkę Pandory.
Szybko zatem okaże się, że oddzielona od reszty świata wieś skrywa wiele bolesnych wspomnień i równie wiele wciąż otwartych ran. Czy uda się zaprowadzić tu spokój i ukojenie dawnych zadr? Oj warto przeczytać, żeby na własnej skórze się przekonać.
Chociaż "Zwierzęta łowne" nie są zatem łatwą powieścią, to warto pochylić się nad nią, przede wszystkim dlatego, że w pewnym sensie jest ona opowieścią o przetrwaniu – zarówno w dosłownym, jak i metaforycznym sensie. Bohaterowie tej powieści muszą radzić sobie zarówno z własnymi demonami, ze społecznymi oczekiwaniami, jak i z dotkliwymi skutkami wychodzących na jaw tajemnic, które mogą zniszczyć ich społeczność oraz wiążące miejscowych relacje.
Uprzedzam też, że w tej książce nie zabranie przemocy. Jest ona odrębnym bohaterem powieści, a jej uwypuklenie ma zmierzać do zobrazowania dwóch skrajnych postaw bohaterów „Zwierząt łownych” – skrajnego egoizmu i wyjątkowej empatii. Przez pryzmat różnych bohaterów autorka analizuje, jak troska o siebie i o innych może prowadzić do nieoczywistych sojuszy oraz zmieniać dynamikę relacji międzyludzkich. Mazurek ukazuje, jak przemoc, zarówno fizyczna, jak i psychiczna, może rozkładać na łopatki fundamenty społeczne, prowadząc do erozji więzi międzyludzkich oraz poczucia wspólnoty.
Jeśli zatem chcecie poznać historię Jurka, Liszki i ciotki Matyldy, a przy tym spędzić chwilę z niezwykle wartościowym dziełem literackim polecam Waszej uwadze "Zwierzęta łowne" Anny Mazurek. Ta fascynująca powieść o przetrwaniu, trosce, egoizmie oraz upadku społeczności zbudowanej na przemocy, wstrząśnie Wami, a jednocześnie być może skłoni do przemyśleń nad kondycją społeczeństwa i naturą jednostki. Polecam.