Jeśli twoja wizja relacji ogranicza się do kupowania mi kwiatków i zabierania na kolacje, ale jednocześnie zatajania przede mną swoich problemów, bo są zbyt poważne, by zawracać nimi moją słodką małą główkę, to przepraszam, ale nie ma szans, byśmy się dogadali. Nie szukam kolejnego starszego braciszka, mam już takich pięciu.
Hailie Monet. Dla swoich pięciu braci jest skarbem. Dla ojca – królewną. Obcy nazwali ją perełką. Dla niego stała się diamentem.
Jaka historia może zacząć się od słowa nic? Jaką moc ma sznur pereł zawieszony na szyi i ciążący niczym błędy przeszłości? Czy Vincent, Will, Dylan, Shane i Tony nadal są w stanie chronić siostrę przed każdą krzywdą tego świata? I jak poradzą sobie z faktem, że w życiu Hailie pojawił się Adrien?
Finałowy tom historii, którą pokochały miliony czytelniczek i czytelników na całym świecie.
czy to stracony czas? tak, zdecydowanie tak. tutaj można by doczepić się absolutnie do każdej rzeczy. zaczynając od redakcji po opisy po przemyślenia postaci czy brak fabuły. nie będę omawiać tego w szczegółach, bo Moneci już wystarczająco przetestowali moją cierpliwość. dobrze jest mieć to w końcu za sobą.
Chyba mnie zwyczajnie zatkało. Po pierwsze bo dużo się działo po drugie bo to już koniec a po trzecie bo tak jak zapowiadała autorka wszystkie wątki zostały zamknięte. Wiem jedno będę tęsknić. Będę tęsknić za malutką Willa, za dziewczynką Dylana, za żartami bliźniaków, za przenikliwym spojrzeniem Vincenta, za każdym jednym razem gdy Adrien wypowiedział „Hailie Monet”, za energią Mai, za królewna Camdena, nawet będę tęsknić za Organizacją, ale szczególnie będzie mi brakować całej szalonej i niesamowitej Rodziny Monet z Hailie na czele. Tyle łez, tyle emocji, tyle domysłów a propos dalszych losów bohaterów tylko po to aby teraz odłożyć Diament części 2 na półkę do pozostałej serii z przekonaniem, że długo nie wytrzymam i jeszcze w tym roku zacznę moją przygodę z Monetami na nowo bo oni są jak słodkie uzależnienie, bez którego długo nie da się żyć.
Rodzina Monet. Ta historia od dawna jest mi bardzo bliska i czuje do niej ogromny sentyment. Uwielbiam to, że wracając do niej, za każdym razem czuję ogromny komfort. Tak też było w przypadku, gdy sięgnęłam po finałowy tom tej serii. Choć muszę przyznać, że tej części mam kilka rzeczy do zarzucenia.
Czuję lekki niedosyt związany z relacją Hailie i Adriena, bo nie odczułam między nimi głębszego uczucia. Mimo tego, że w pierwszej części IV tomu ich relacja rozwijała się w dobrą stronę, tak tutaj czegoś mi zabrakło i liczyłam na to, że między nimi dojdzie do częstszych interakcji, dzięki którym będę w stanie odczuć łączące ich uczucie. Poza tym sami bracia chwilami niezwykle mnie drażnili. Wiem, że ich nadopiekuńczość jest zabiegiem celowym, lecz w pewnych momentach było tego za dużo. W końcu ich siostra jest tutaj już dorosła i brakowało mi ich wyrozumiałości. Aleee bardzo zaplusował u mnie Vincent, który starał się podejść do tej sytuacji z głową.
Oprócz tych drobnych mankamentów bawiłam się cudownie! Nie zabrakło tutaj zwrotów akcji i momentów, które wzbudzały dreszczyk emocji. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec losów hailie i jej braci, bo tak, jak wspominałam, ta opowieść jest ze mną od długiego czasu😫 Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej książki spod pióra Werki!
Pierwsze rozczarowanie tego roku. I ciągle biję się z myślami, czy tom 1 czy ten był najgorszy. Pomysł był dobry, wykonanie fatalne. Po pierwsze zrealizowały się słowa braci Monet. Hailie zaczęła żyć w krainie kucyków. To wszystko stało się tak nierealne, że aż fantastyczne. Ostatnie spotkanie Organizacji jest kpiną. Wchodzi sobie randomowa dziewczynka i robi co chce. Monetowie na koniec zrobili co zamierzali i skończyło się to bez żadnych konsekwencji... WTF? Po drugie związek Adriena i Hailie... Zastanawia mnie, czy autorka kiedykolwiek była w związku. Ponieważ? On jest nierealny. Jak z największych marzeń nastolatek. Strasznie uproszczony i spłycony. Po trzecie rozjechana fabuła. Niby książka gruba, ale jednak na tym etapie jest za dużo uciekania do krainy kucyków. Za dużo wątków pobocznych, nic nie znaczących. Przez to cierpią wątki główne, bo są zbyt uproszczone. Ogromna szkoda, bo potencjał był ogromny, ale to wszystko zostało źle poprowadzone.
4/5⭐️ ogolnie patrzac na calosc to mi sie podobalo, ale brakowalo mi tego jak rozwijala sie relacja hailie i adriena jak juz ich zwiazek zostal zaakceptowany oraz organizacja sie ogarnela. jakis randek, bankietow charytatywnych, szermierki, powazniejszych rozmow o przyszlosci. bo wyszlo na to, ze rozpoczal sie ich oficjalny i powazny zwiazek i nagle koniec. tak samo zdecydowanie za malo bylo pov adriena, ktore tak bardzo mi przypadlo do gustu w poprzedniej czesci😔 liczylam tez, ze w koncu zostanie bardziej rozwiniety watek tej calej tajemnej organizacji, fakt, ze bylo tutaj wiecej niz zazwyczaj, ale dalej mam niedosyt pod tym wzgledem
praktycznie co chwile sie cos dzialo a to na duzy plus, bo nie bylo bez sensu dodawania zbednych scen byle calosc byla dluzsza.
przemiana hailie byla juz najbardziej zauwazalna, hailie jak to hailie miala swoje odpaly, ale widac roznice w porownaniu do pierwszego tomu🥹
adrien santan zdecydowanie mnie kupil, uwielbiam🛐😈
Nie byłam gotowa na rozstanie się z tymi bohaterami. Czuje się tak dziwnie z myślą, ze już nigdy pewnie o nich nie przeczytam. Ta seria towarzyszyła mi przez ostatnie półtora roku, czy to na wattpadzie czy na papierze, więc czuje się jakby mi nagle zabrakło ręki. Zaczynałam tą serie bez żadnych oczekiwań, a wręcz z pewnością, że mi się nie spodoba, po tym wszystkim co ludzie pisali na jej temat. Tymczasem ja pokochałam je zadziwiająco mocno, szczególnie ostatnie dwie części. Będę często wracać do Hailie, Adriena i tych comfort fragmentów, przy których czułam się jak w domu.
uwielbiam rodzinę monet całym sercem i zawsze kochałam powroty do trj serii, bo zawsze wiązało się to z wielkim uśmiechem i głośnym śmiechem. te książki miały w sobie tyle humoru i komfortu, po prostu były dla mnie najlepszą rozrywką, a teraz trochę nie dowierzam, że to już koniec. było idealnie, nie mam już żadnych słów. poza tym ta część była dla mnie taką trochę wymarzoną, bo odkąd haillie rzuciła nożem w adriena umierałam, czekając z niecierpliwością na ich związek, a tutaj jest tego perfekcyjne zwieńczenie.
Jakkolwiek "wattpadowa" by ta seria nie była, poważnie powiem, że po prostu coś we mnie uleczyła. To było świetne podsumowanie, a do całości myślę, że nie raz jeszcze wrócę.
2.5 Dobra, trochę o tym tomie, a później podsumowanie całej serii. Oceniam tą część najwyżej spośród wszystkich, choć mam świadomość, że niewiele odbiega od pozostałych książek. Muszę przyznać, że trochę się nudzilam. Akcja pojawia się gdzieś w ostatniej ⅓ książki i to by było na tyle. Może i było nudno, ale chyba to przez to, że autorka daje nam po prostu rzut na życie Hailie bez braci. I to właśnie dla mnie na plus - nie ma tych beznadziejnych dialogow, gdzie bluzgi byly na porządku dziennym, a także sytuacji, gdzie ta 5 bohaterów była nadopiekuńcza, kontrolująca wszystko i wszystkich oraz po prostu nie do zniesienia. Wiadomo, nie ograniczyło sie do do zera, ale przynajmniej na jakims poziomie ograniczyło. Zakończenie niczym z happy endu, ale tak mało charakterne, w dodatku ten przeskok między ostatnim rozdziałem a tym dodatkowym niezbyt mi się spodobał. Takie nagle bum - można to było ogarnąć lepiej albo zrezygnować z tego dodatkowego rozdziału. Odczuwam też, że został on tak napisany po prostu na happy end, trochę na odwal, byleby wszystko skończyło się szczęśliwie. I kurde, co to miało być za spotkanie Organizacji. Ja wiem, wszystko musi skończyć się dobrze, a tu nagle wpada Maya, a to ten pójdzie siedzieć bo why not, a i jeszcze na deser Grace *szok*. No błagam XD. A cała ta akcja z Retterem... ech. Helikopter, pałka baseballowa, tatko, ocean i co kuwa jeszcze, nie no HIT proszę państwa XD. Relacja Hailie i Adriena, którą tak chciała przybliżyć nam autorka, mogła zostać lepiej przedstawiona. Typ chyba to ratuje, bo bohaterka oprócz tego, że jest starsza, to w sumie nic się nie zmieniła. Procesy myślowe jakie były, takie nadal są. Szanuję za piłę mechaniczną, naprawdę.
~○~○~○~○~○~○~○~○~○~○~○~○~○~○~○~ PODSUMOWUJĄC CAŁĄ SERIĘ... umówmy się, to nie jest nie wiadomo co. Toksyczne zachowania, które są romantyzowane. Główna bohaterka - niedynamiczna/dynamiczna w tył. Niepotrzebne bluzganie. Cringowe, bezsensowne i nieraz niewymagające pojawienia się sytuacje. Brak logicznych wyprowadzeń sytuacji. Powtarzające się schematy, brak świeżości. Bogactwo (czy wszystkie tego typu książki muszą być osadzone w tej otoczce?) I kurczę, ale tak bardzo chciałam się dowiedzieć, czym ta cholerna Organizacja jest i dupa, nie dowiedziałam się mehh. Można by tak wymieniać i wymieniać. Czy można mówić o plusach? Może o półplusach. W moim odczuciu nie aż tak najgorszy odmóżdżacz. Piszę to, bo wiem, że bywają gorsze książki, które nawet nie są z wattpada, a powodują odruch wymiotny (chyba muszę w końcu zmobilizować się do napisania jednej receznji, do której zbieram się od ponad roku). Jako audio to słuchania w tle - okej. I tylko z tej perspektywy się wypowiadam. Jest trochę akcji, choć życzyłabym sobie, żeby była wprowadzana płynniej, a nie nagle coś, a potem już nic. Czy były ciekawsze momenty - gdzieś tam na drugim planie, ale były. Czy byli bohaterowie, którzy dodawali pozytywnej atmosfery - myślę, że tak.
(Jak już się rozpisałam, to chciałam coś napisać o tym zjawisku wydawania książek z wattpada. W mojej skromnej opinii bardzo bym chciała, żeby one tam zostały. Przez wydawanie takich ot książek, konstruktywni i bardziej krytyczni czytelnicy, którzy mieli zerową bądź nikłą styczność z wattpadem, postrzegają obecnie tą przestrzeń jako negatywną, najzwyczajniej nie mają o niej zbyt dobrej opinii. Gdy sama byłam młodsza, szczególnie w czasach pandemii, kiedy biblioteki byly trochę sparaliżowane, wattpad był dla mnie całkiem niezłą rozrywką. I trochę mi przykro, że autorki chyba nie są do końca świadome efektu, który wywołały. Naprawdę dobrze wspominam te różne historie, choć nieidealne. I szkoda, bo wiem, że wattpad w oczach wielu osób nie jest już tą fajną przestrzenią, gdzie można było raczkować i próbować przygody z pisaniem. Obecnie jest tak negatywnie postrzegany i krytykowany, jak chyba jeszcze nigdy nie był.)
Jeśli ktoś przeczytał do końca, to dzięki. I cieszę się, że mogłam zakończyć tą jakże długą przygodę z Rodziną Monet 🙃.
Dla mnie... najgorsza część ze wszystkich. Pod koniec coś się tam zadziało. Dużo scen do przewidzenia. Hailie momentami mnie wkurzała. Trochę smutne że to już koniec, bo przyzwyczaiłam się już do rodziny monet. Ale więcej części byłyby już na siłę. Po tylu tomach stwierdzam że chyba moim ulubionym bratem jest Dylan. I jedyne co mogę powiedzieć na koniec: kocham Adriena Santana.😁❤️✨️
Trochę nie umiem uwierzyć, że to koniec. Nie jest mi smutno bo ten tom jest mega gruby i da się nasycić zarówno Hailie i Adrienem, braćmi Monet i akcja której również nie zabraknie ❤️