Pierwsza niespełniona miłość jest tą, którą zapamiętuje się na zawsze.
Rosie i Liam byli przyjaciółmi. Spotykali się wyłącznie latem, kiedy dziewczyna przyjeżdżała na wakacje do dziadków. Dzielące ich kilometry nie przeszkodziły w tym, by chłopak zakochał się w Rosie. Niestety słowa, które usłyszał tuż przed jej powrotem do domu, skutecznie pozbawiają go złudzeń – jego uczucia nie były odwzajemnione.
Pierwszy raz od lat postanawia nie pożegnać się z dziewczyną, dając jej tym do zrozumienia, że ich przyjaźń właśnie się zakończyła.
Czy tych dwoje będzie potrafiło odbudować to, co stracili, kiedy Rosie zamieszka u dziadków na stałe?
A może głęboko zakorzeniona niechęć i zranione uczucia przesłonią im to, co prawdziwe?
Jeśli nie przeszkadza Wam okazywanie swoich emocji podczas czytania, mam dla Was historię idealną.
Rosie i Liam znają się od młodych lat. Ich przyjaźń przetrwała wiele, mimo że mieli okazję widywać się tylko latem, bo to właśnie wtedy dziewczyna odwiedzała dziadków, którzy mieszkali obok chłopaka. Z czasem jednak coś się zmieniło, pojawiło się uczucie, pierwsza miłość. Tyle że, nie wszystko potoczyło się tak, jak powinno. Liam był przekonany, że Rosie dała mu tylko złudną nadzieję, a tak naprawdę złamała jego serce. Wtedy też postanowił się od niej odciąć, a po przyjaźni pozostał tylko kurz. Po dwóch latach spotykają się ponownie, ponieważ dziewczyna zamieszkuje u swoich dziadków. Czy to sprawi, że znów zaczną rozmawiać?
Doskonale zdaję sobie sprawę, że Autorka potrafi wzbudzać emocje. Potrafi wodzić czytelnika za nos, pociągać za odpowiednie struny. Płynnie zmienia losy bohaterów, tym samym narażając czytelnika na nerwy 😅 Przy tej książce nie można wziąć głębokiego oddechu, nawet jeśli do końca zostało mniej niż więcej, kiedy wydaje się, że Wszystko podąży już prostą drogą. NIE.
Ta konkretna historia, czytana przeze mnie kilkukrotnie, nawet odsłuchana, za każdym razem mnie wzruszała, w ten cudowny, ale i bolesny sposób. To, przez co przeszła tytułowa bohaterka, było druzgocące. Tym samym, cierpienie dotyczyło również Liama. Pięknie zostało to nawet określone w tekście (to nie jest konkretny cytat, tylko moje wspomnienie) - w tak młodym wieku dane im było przeżyć więcej złych momentów, niż starszemu człowiekowi przez całe życie. Zostali ukierunkowani doświadczeniem, które nie przyniosło samych pozytywów, ale sprawiło, że stali się silniejsi. Oczywiście po odpowiednim czasie.
Ola ukazuje piękno tej pierwszej prawdziwej miłości, ale nie szczędzi nam również ludzkich problemów, wszystkich przeciwności losu, a tych tutaj umieściła sporo. Dwie osoby, które znają każdy szczegół ze swojego wcześniejszego życia, teraz będą poznawały się z zupełnie innej strony. Ich walka o wcześniejsze uczuciami, które zakorzeniły sie bardzo głeboko stała się dla mnie czymś niezwykłym. To przepiękna, mimo że bolesna historia.
Jestem zakochana nie tylko w całej treści tej książki, ale i w samych bohaterach. Stali się bardzo bliscy mojemu sercu. Mówię tu przede wszystkim o Rosie i Liamie, ale również o tych pozostałych, pozytywnych postaciach.
Nie zabrakło tu ogromu wsparcia, którym otaczają w najgorszych momentach najbliższe osoby. W pierwszej kolejności jest to rodzina, ale ogromną rolę odgrywają również przyjaciele. Często to właśnie bliscy nam ludzie dostrzegają w nas to, co staramy się głęboko ukryć. Dlatego trzymajmy ich blisko siebie, pomogą nam przejść przez wszystko, co złe.
Chciałabym napisać, że ta książka to dobra zabawa, ale to byłoby nieodpowiednie. Ta historia to droga po wyboistej ścieżce, na końcu której stwierdzimy, że mimo tych problemów, chcemy przejść przez nią ponownie. Bo to, przez co przeszli bohaterowie, daje nadzieję na szczęście mimo cierpienia i udowadnia, że nic nie zamiecie pod dywan prawdziwego uczucia. Zwłaszcza tego zbudowanego na przyjaźni.
Sięgnęłam po tę książkę bo ma 200 stron a chciałam coś na jeden wieczór. Muszę przyznać że moje oczekiwania były na prawdę bardzo niskie i być może dlatego się tak pozytywnie zaskoczyłam. Co prawda nie jest to arcydzieło i pewnie nie zapadnie mi w pamięci na długo aczkolwiek książka była na prawdę niezła. Choć nie popieram tego jak się do siebie odnosili główni bohaterowie i ich relacja jest daleka od zdrowej relacji, to książkę pochłonęłam na raz i nie żałuję.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, słyszałam o jej wcześniejszej powieściach jednak nie miałam przyjemności po żadną sięgnąć. Postanowiłam to zmienić właśnie przy książce "Goodbye, Rosie, która mocno zaciekawiła mnie swoim opisem i urzekła okładką. W książce znajdziemy motyw enemies to lovers, spotkania po latach i drugiej szansy, które ja bardzo lubię. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się w zawrotnym tempie. Ja przeczytałam ją w jeden wieczór i mimo, że było to już jakiś czas temu nadal pamiętam wszystkie emocje towarzyszące mi podczas lektury. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana i dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie zostali w ciekawy i autentyczny sposób wykreowani. To młodzi ludzie, dopiero co wkraczający w dorosłość, a już niosący na swoich barkach bardzo wiele. To postaci, które mają swoje tajemnice, a także wady i zalety, borykają się z różnymi problemami, a także często popełniają błędy, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach, podzielając podobne troski i dylematy moralne. Historia została przedstawiona z perspektywy obojga postaci, co pozwoliło mi lepiej ich poznać, dowiedzieć się co czują, myślą, z czym się zmagają, stopniowo mogłam dowiedzieć się także jakie wydarzenia z przeszłości wpłynęły na ich życie i diametralnie zmieniły ich relację, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Rosie od samego początku zaskarbiła sobie moją sympatię i z ogromnym bólem serca i łzami w oczach czytałam to co się jej przydarzyło.. Wielokrotnie miałam ochotę wejść do tej książki żeby ją wesprzeć, przytulić i zapewnić, że jeszcze będzie dobrze.. Przeczuwałam, że droga do tego momentu będzie długa, kręta i wyboista i pod tym względem się nie pomyliłam. Liam natomiast początkowo wywoływał we mnie wiele mieszanych odczuć, momentami naprawdę irytowało mnie jego zachowanie, jednak kiedy zagłębiłam się w jego historię zrozumiałam dlatego zachowywał się w taki, a nie inny sposób.. Ich relacja należy do dość skomplikowanych, trudnych i tak naprawdę ciężko było przewidzieć co wydarzy się na kolejnych stronach powieści.. Co w tym przypadku z jednej strony mi się podobało, a z drugiej mocno frustrowało. Niemniej jednak wszystko toczyło się swoim niespiesznym rytmem, pozwalając Czytelnikowi skupić się na gestach, słowach i odczuciach towarzyszących głównym postaciom. Bardzo ważnym elementem tej powieści jest zaufanie oraz przebaczenie, bez których nie można zbudować trwałej, dojrzałej i zdrowej relacji. Autorka na przykładzie swoich bohaterów pokazuje do czego może doprowadzić brak szczerej rozmowy, wyrwane z kontekstu zdanie i nieporozumienia. Czasami nie wszystko jest takim jakim wydaje się na początku. Jednocześnie udowadnia, że w odbudowywaniu równowagi psychicznej, w walce o samego sobie jest bardzo istotne wsparcie bliskich nam osób. W książce znajdziemy także wiele ważnych, życiowych i ponadczasowych tematów, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas czy naszych bliskich, mowa o stracie bliskich osób, radzeniu sobie z żałobą, atakach paniki, depresji i próbie samobójczej. Wszystko to wywołało we mnie lawinę skrajnych emocji, moje serce zostało tutaj wielokrotnie roztrzaskane na małe kawałeczki i do samego końca nie widziałam czy uda się je spowrotem poskładać.. To historia, która bezapelacyjnie skłania do głębszych przemyśleń. Cudownie spędziłam z nią czas i już teraz wiem, że będę bez zastanowienia sięgała po kolejne powieści spod pióra autorki. Zresztą po lekturze "Goodbye, Rosie" od razu zakupiłam najnowszą na tamten czas powieść Oli, czyli "At midnight". Polecam!
,,Możesz coś zniszczyć, złamać w dwie sekundy i nie być w stanie tego naprawić przez resztę życia. Dlatego zanim postanowisz komuś złamać serce, choćby słowami, zastanów się…”
Zaczynając tę książkę nie wiedziałam czego się spodziewać. To godna polecenia propozycja dla wszystkich tych, którzy szukają czegoś prawdziwego i emocjonalnego w literaturze. ,,Goodbye, Rosie” opisuje niezwykle ciężkie i naznaczone cierpieniem życie Rosie, która latem spotyka się u dziadków z najlepszym przyjacielem. Kiedy udaje się do niego by się z nim pożegnać, Liam słyszy słowa, przez które zaczyna nienawidzieć Rosie. Przez splot tragicznych wydarzeń Rosie zamieszkuje u dziadków. Czy Rosie i Liam dojdą do porozumienia? Czy odbudują swoją relację? Musicie przekonać się sami 🙌
Przyznaję, że sam pomysł na historię był bardzo ciekawy. Fabuła jest bardzo emocjonalna, pełna wzruszeń i iskry, aby drążyć tekst z pasją i wielkim zainteresowaniem. Bohaterowie są świetnie wykreowani bohaterowie, z dogłębną warstwą psychologiczną.
,,Nie ma niczego dziwnego w popełnianiu błędów. Każdy je popełnia i to nie czyni nikogo wyjątkowym. Dopiero chęć naprawienia ich, podniesienia się po upadku sprawia, że jest się wyjątkiem”
,,Goodbye, Rosie” to kawał przejmującej prozy. Książka, która zostanie ze mną na długo. To literatura magnetyzująca, emocjonalna, a przy tym bardzo wyważona. Autorka ma ogromny talent do kreowania genialnych postaci. Narracja pierwszoosobowa pozwala nam dokładnie poczuć emocje i myśli Rosie oraz Liama. Historia jest pełna tajemnic, które ukrywał każdy. Wielokrotnie Autorka zagra nam na nerwach. Gdy już myślimy, że wszystko się ułoży, plot twist niczym pocisk wystrzeli nam prosto w nos. Zakończenie było doskonałe, moje serce zostało posklejane.
Nieraz przecierałam oczy, czytając książkę, ale bardzo tego potrzebowałam. W każdym rozdziale dowiadujemy się o nowych tajemnicach, nowych manipulacjach bohaterów, które na samym końcu tworzą idealną sieć powiązań. Autorka pokazuje, że nie różnimy się aż tak bardzo i jesteśmy sobie bliscy - podobnie marzymy, boimy się, kochamy i cierpimy. „Goodbye, Rosie” to książka, która wzbudza ogromne emocje i skłania do refleksji na temat ludzkiej natury. To piękna refleksja nad życiem, wspomnieniami i poświęceniem. Niezwykle plastyczny język Autorki sprawia, że każda strona jest jak obraz – pełna emocji i głębi. Ta książka przypomina, jak ważne jest, by pielęgnować relacje i doceniać każdą chwilę z bliskimi. To lektura, która zostaje w pamięci na długo po jej zakończeniu.
,,Lepiej naprawiać to, co kochamy, niż zastępować czymś nowym, Rosie. A ja kocham ciebie i będę cię naprawiał”
Książka wzrusza do łez, inspiruje. Idealna dla miłośników romantycznych historii, które chwytają za serce.
Ta książka po przeczytaniu musiała swoje odczekać, nim podeszłam do pisania recenzji.
Oczywiście błyskawicznie przez nią przeszłam bo Ola ma takie lekkie pióro i wciąga nas do swojego świata, który kreuje emocjami.
Jednak nie myślcie, że była to lekka historyjka, co to to nie. To historia pełna straty, bólu, dep*esji, śmi*rci. Na stronie bodajże 190 myślałam, że mi serce stanie, ciśnienie wzrosło, puls przyspieszył a oczy rozszerzyły się w szoku.
Książka mimo swojej niewielkiej objętości jest naładowana potężną dawką emocji, wszystkich jakich tylko się da.
Rosie i Liam widywali się tylko w wakacje a z czasem poczuli coś do siebie. Jednakże nim zdążyli to wyjawić, padły pewne słowa, które przekreśliły wszystko.
Powiem Wam, że Liam momentami mnie irytował ale Rosie też zachowywała się nie lepiej. Jedno i drugie unikało się jak ognia i zamiast wyjaśnić sobie pewne rzeczy to skakali sobie do gardeł.
Nie mniej jednak jak banalnie by to nie brzmiało, takie jest życie. Ludzie boją się rozmawiać zamiast tego trwają w swojej złości, tłumią emocje albo okazują nie te właściwe.
Powiada się, że stara miłość nie rdzewieje a czyny znaczą więcej niż słowa. I ja się z tym zgadzam, mimo wszystkich przykrych słów czyny Liama mówiły co innego. Wraz z czytaniem książki, z każdymi kolejnymi kartkami widzieliśmy jego przemianę i uczestniczyliśmy w jego dojrzewaniu mentalnym.
Rosie mimo młodego wieku tak wiele przeszła, że ja się dziwię, iż nie załamała się już wcześniej i bardziej. A później ten przeklęty chłopak z jej klasy... Myślałam, że sama mu obi*ę to i owo. Szkoda mi było tej dziewczyny i niektóre jej decyzje rozumiałam doskonale. Cieszę się, że miała przy sobie dziadków i dawnego przyjaciela.
Czy to dobrze, że bohaterowie są nastolatkami? Jak dla mnie owszem! Bo kto, jak nie oni, potrzebują ukazania tego jakie jest życie i co w nim jest ważne a także jak sobie radzić z tym, co zrzuci na nas los. Warto prosić o pomoc, nikt nie powinien być sam.
Młodzi ludzie często zostają bez wsparcia gdyż uważa się, że tylko starsi przeszli w życiu swoje. Nic bardziej mylnego, bagaż doświadczeń nie ma wieku
„Samotność stała się moją najlepszą przyjaciółką. Otulała mnie ramionami, dbała o mnie, towarzyszyła mi zawsze, nigdy nie opuszczała. I choć byłam otoczona ludźmi, nie czułam przynależności do nikogo. Byłam niczyja.”
„Goodbye, Rosie” to książka, której nie wiedziałam, że potrzebuje. Gdy ją jednak przeczytałam, nie wyobrażam sobie, że mogłaby nie trafić w moje ręce.
Historia pierwszej miłości. Historia po brzegi wypełniona emocjami. Historia Liama i historia Rosie, ale czy można powiedzieć, że ich wspólna?
Autorka w wprowadza nas w świat młodych dorosłych, których życie przedwcześnie postanowiło mocno doświadczyć. Utrata najbliższych, zmiana otoczenia, złamane serca i co ważniejsze zaufanie. Jak poradzić sobie z przytłaczającymi emocjami, gdy jedyna osoba, która mogłaby nas zrozumieć, tak po prostu nas nienawidzi? Jak doprowadzić do rozmowy, gdy wydaje się, że już na nią za późno?
Nie zliczę ile razy „dorosła ja” miała ochotę krzyczeć - „pogadajcie ze sobą!”, „to wszystko nie tak!”. Nie krzyknęłam ani razu, ponieważ do głosu doszła „nastoletnia ja”, która niczym profesor na wykładzie wskazywała powody i skutki. Przywoływała w pamięci wydarzenia, które przykryła gruba warstwa kurzu i pozwoliła im wybrzmieć. Tak dobrze rozumiałam Rosie i po jakimś czasie również Liama.
Oboje nie są idealni, nie są nadwyrost dojrzali (przynajmniej na początku), ale są po prostu ludzcy. Niosą - każde swój - bagaż doświadczeń i emocji, a te bardzo łatwo przesłaniają, to co mają tuż na wyciągnięcie ręki. Nieopisany skarb w postaci drugiej duszy, która ich rozumie.
Chłonęłam każdą kolejną stronę, zaznaczając kolejne cytaty i pragnąć więcej! To się tak dobrze czytało! Gdyby nie obowiązki myślę, że spokojnie skończyłabym za pierwszym podejściem 🤭 Nie narzekam, bo dzięki temu mogłam delektować się tą książką nieco dłużej 💜 Ola świetnie oddała klimat małego miasteczka,charaktery nastolatków, którzy już chcą być traktowani jak dorośli, okraszając to zabawnymi dialogami, ale i takimi, które łamały serce.
Myślę, że nie będzie zaskoczeniem, że Rosie to dla mnie 10/10!!! 💜
Rosie jest nastolatką, która po tragicznym wydarzeniu przeprowadza się do dziadków. Do tej pory spędzała u nich tylko wakacje. W czasie, których dni mijały jej w obecności sąsiada, i jednocześnie najlepszego przyjaciela – Liama. Sęk w tym, że oboje czuli do siebie coś więcej. Niestety nie dane było im tego wyznać. Chłopak tuż przed wyjazdem dziewczyny słyszy pewne słowa i pozwala by ta wyjechała bez słowa.
Od tamtego lata minęły dwa lata, a teraz oboje mają do siebie żal i niewyjaśnione sprawy. Czy odbudują to, co utracili? A może wzajemna niechęć nie pozwoli im na powrót do tego, co mieli?
Autorka zabiera nas do świata nastolatków, którzy przeżywają swoją pierwszą miłość. Milutko. Otóż nie tu i nie z Olą.
Liam ma ogromny żal do Rosie i postanawia „odwdzięczyć” się jej za złamanie serca. W jaki sposób? A no ma różne metody by zranić dziewczynę. Jednak i sama Rosie podejmuje pewne decyzje, które ranią chłopaka, a przy okazji jej bliskich. Przez to wszystko oboje przechodzą naprawdę trudną drogę. Czy podniosą się z kolan i staną silniejsi? Ja już wiem, Wy musicie się przekonać.
Chyba zaczynam się przyzwyczajać do rollercoasteru emocjonalnego, wywoływanego piórem autorki. Tak, jak w innych pozycjach, tak tu mamy okazję by się pośmiać i popłakać. Znów przez moment wstrzymać oddech i otrzeć się o stan przedzawałowy.
Bardzo doceniam to, w jaki sposób Ola przedstawia nam losy, emocje, jak i samych bohaterów. Są oni stworzeni w tak rzeczywisty sposób, iż człowiek ma wrażenie, że istnieją naprawdę. Do tego wzbudzają taką sympatię, aż ma ochotę się ich przytulić.
„Goodbey, Rosie” to wzruszająca historia dwójki nastolatków, którzy pomimo młodego wieku muszą zmierzyć się z przeciwnościami, bólem. Muszą odnaleźć w sobie siły, aby móc walczyć o siebie samych i o tą drugą osobę.
Podsumuję to w ten sposób – nie da się odłożyć tej książki, póki nie przekonasz się, jak skończy się ta historia. A, że jest wciągająca i napisana w przyjemny, lekki sposób to sama przyjemność, by spędzić przy niej wieczór. Zaopatrzcie się tylko w chusteczki, a nie będziecie żałować.
Jaka to była piękna i emocjonująca ksiażka. Romans w gatunku young adult, wątek pierwszej miłości i spotkania po latach, do pełno dramatów i niedomówień, po prostu majstersztyk w wykonaniu autorki.
Rosie i Liam byli przyjaciółmi, spędzali każde lato ze sobą a ich relacja powoli przekształciła się w miłość. Niestety podczas jednych wakacji gdy para miała się pożegnać Liam usłyszał o kilka słów za dużo i uznał, że jego uczucie jest nie odwzajemnione. Ich drogi w bolesny dla obojga sposób rozeszły się.
Jednak po dwóch latach Rosie po wypadku samochodowym i śmierci rodziców przeprowadza się do dziadków na stałe. Liam wciąż ma żal do dawnej przyjaciółki i robi wszystko żeby uprzykrzyć jej życie i w pewnym stopniu ukarać za przeszłość.
Pierwsza miłość tych dwojga jednak nie była złudna i oboje w końcu przestają z nią walczyć, jednak wcześniej wypowiedziane słowa i wyrządzone krzywdy, powracają do nich jak bumerang. Brak rozmowy i wyjaśnień prowadzi naszych bohaterów przez najcięższe próby. Nie jeden stary człowiek nie ma takiego bagażu doświadczeń jak para głównych bohaterów.
To była kolejna wspaniała historia autorstwa Oli. Jeżeli ktoś zapytał mnie, która była najlepsza wymieniłabym co najmniej 10 bo nie umiałabym się zdecydować, jednak wiem, że "Goodbye, Rosie" byłaby jedną z nich.
Historia jest bardzo wzruszająca, porusza ciężkie tematy takie jak strata rodziców, depresja czy próba samobójcza. Historia daje też nadzieję, że nawet po najcięższych przeżyciach można się podnieść.
Ta książka bardzo mnie poruszyła, czytałam ja z zapartym tchem, nie mogąc przewidzieć cz będzie dalej. Pochłonęłam ja za jednym zamachem, zarówno się śmiejąc, bojąc, irytując i płacząc. Książkę czyta się szybko, fabuła rozwija się w bardzo fajnym tempie i potrafi zaskoczyć.
"Goodbye Rosie" to piękna historia o pierwszej miłości. Nastoletnia miłość, okropna tragedia, nieporozumienie. Trudne relacje, wielki bunt, silne uczucia. Książka przy której wylejmy morze łez. Nie raz złamie nasze serce. Rosie jest silną bohaterką, która mimo przeciwności stara się wyjść na prostą. A Liam jest tym, który za wszelką cenę próbuje jej pomagać.
Historia Rosie i Liama to opowieść, którą miałam okazję czytać już na #wattpad . Pamiętam jak silne emocje towarzyszyły mi kiedy czekałam na każdy kolejny rozdział. Teraz po czasie bardzo miło było wrócić do ich historii. Poznajemy ich przeszłość, znamy perspektywę dwójki bohaterów, ich odczucia. Wiemy jak zmieniały się ich uczucia, odkrycia tajemnic. Poznajemy także przyszłość bohaterów w krótkim epilogu. Polecam
Pomimo tego, ze główny bohater irytowal mnie dosc unogim slownictem, milo mi sie “brnelo” przez ta historie. Jednak nie ukrywam, ze zanim napisalam ta recenzje musialam na chwile usiasc i przmeyslec co wlasciwie czuje wzgledem tej ksiazki. Z jednej strony drazniacy mnie glowny bohater, jednak z drugiej przechodzacy taka przemianę, ktora chwycila za serce. Przynam, ze decyzje Rosie byly dla mnie zaskoczeniem. Niespodziewalam sie tego. Suma sumarum, ciesze sie, ze w koncu przysialam do tej pozycji. Polecam kazdemu, kto potrzebuje się troche powkurzac, a potem poplakac sobie jak bobr.
tak 2.75 ⭐️ historia serio miała potencjał ale była napisana jak przez 12 na wattpadzie i no cieżko mi było na to patrzeć ale tak to szybka i git sie bawiłam na niej ale na wiecej niz 3 gwiazdki nie zasluguje to taki max