Duchy istnieją. Mieszkają w budynkach takich jak ten. Są prawdziwe. Dam Wam niejeden powód, byście w nie uwierzyli. Nazywam się Edward, a moje ciało owiewa wiatr z wielu szczelin, które powstały na przestrzeni dekad. Wiatr ten uparcie dmucha w mury, odkąd tu dotarłem z Emilią. Pamiętam, że maszerowałem z nią w dokładnie tak samo nieprzyjemną noc jak ta. I ten sam halny wiał, próbując mnie powstrzymać, bym nie dobrnął choćby do furtki. I nawet teraz, gdy już jesteśmy wewnątrz, stara się zdmuchnąć ten dom. Mój dom.
Powieść zabiera nas w głąb ludzkiego umysłu, pełnego tajemnic, czarnej magii i prób odnalezienia pytań, na które tak często nie ma dobrych odpowiedzi. To podróż przez mrok i lęk, które z każdą kolejną stroną gęstnieją i hipnotyzują czytelnika.
Jest to też historia pełna emocji i bólu, wzlotów i upadków - sentymentalna podróż człowieka, który nie może pogodzić się z własnym losem i który posunie się do wszystkiego, byle tylko ten los odwrócić.
To powieść psychologiczna – z dodatkiem grozy. Dodatkiem dla całości znaczącym, kipiącym gdzieś między stronami, powoli wzbierającym na sile, raczej w drugiej połowie powieści – ale jednak stanowiącym tylko część całości, zaledwie ułamek większej eksploracji ludzkiej psychiki, znaczenia przeszłości i tego, jak naznaczyć może nas dzieciństwo i związane z tym okresem traumy.
„Mój dom” nie jest dla początkujących, chyba że lubicie eksperymenty i skoki na głęboką wodę – kto wie, to może być dokładnie to, czego szukacie, nigdy nie wiadomo.
Ja jednak wolę zaznaczyć, że ten wyższy poziom grozy u Sablika ma w sobie więcej psychologicznych gierek niż horroru jako takiego. Ale! Akurat nawiązanie do starożytnych wierzeń irańskich uważam za bardzo ciekawy chwyt i właśnie ten element nadaje całości grozowego posmaku. Z początku można zadać pytania o jego sens, ale ten sens rysuje się z czasem, by w pełni rozkwitnąć w zaskakującym finale.
Czasami podczas lektury zastanawiałam się nad tempem powieści – Edward lubi włóczyć się po przeszłości, wywlekać nawet najmniejsze szczegóły… Czasami za wiele tych szczegółów było, za głęboko wchodziliśmy w detale, z których niewiele wynikało, przynajmniej w moim odczuciu. To tak a propos tego aspektu obyczajowego, niespieszności, o której wspomniałam.
Wyższy poziom grozy, groza miedzy gatunkami – „Mój dom” to psychologiczny horror, który jest trochę taką literacką łamigłówką Tomasza Sablika. Elementy autobiograficzne (jak wspominana „Księga dżungli” od dziadka) doprawiają całość i pozwalają doszukiwać się cząstek autora lub jego mrocznego cienia gdzieś między słowami. Ciekawy eksperyment, tego można być tutaj pewnym.
Przeczytałam wszystkie książki Tomasza Sablika i każda z nich niepokoi elementem nadnaturalnym, zgłębia mroczne zakamarki ludzkiej psychiki i wręcz hipnotyzuje. Nie inaczej jest z najnowszą powieścią „Mój dom”, która, choć napisana w zupełnie innej formie przyciągała mnie niczym magnes i z każdą stroną coraz łapczywiej chciałam poznać nie tylko historię Edwarda, ale i tajemnicę skrywaną przez jego ekscentrycznego dziadka. I nie ukrywam, że obie namieszały mi w głowie!
Podążamy za Edwardem dwiema ścieżkami. Jedną usnutą z jego wspomnień od czasów dzieciństwa do dorosłości. Przez trudną sytuację rodzinną, odejście matki, przeprowadzkę do domu dziadków. Tego domu, w którym teraz spisuje dla nas swoją historię, szczerą spowiedź i który wydaje się stawać miejscem jego obłędu.
Kolejne kartki z pamiętnika przenoszą nas do wydarzeń z przeszłości, które wydają się być kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji. Ale czy na pewno jesteśmy w stanie pojąć, co jest prawdą, a co iluzją? To, co Edward opisuje wydaje się tak zwyczajne i prawdziwe przywodząc na myśl nasze własne dzieciństwo – babcia Wanda zawsze dbająca o jego pełny brzuch, dziadek robiący magiczne sztuczki, tata biorący go zawsze na ręce po powrocie z pracy. Ale też trudne początki w szkole, koledzy, pierwsza miłość i pierwsze upokorzenie. To podróż do cudownych lat okraszonych wzlotami i upadkami, przez którą przepływamy czasem z uśmiechem, innym razem ze smutkiem czy żalem.
Natomiast to, co Edward robi budzi obawy o jego zdrowie psychiczne. Okna pozaklejane kartkami, przerażony wzrok jego żony, odgłosy dobiegające z piwnicy, która ma dla niego specjalne znaczenie i z każdym dniem przybliża go ku przerażającemu finałowi. Czy dowiemy się, co nim kieruje? Dlaczego zachowuje się jak szaleniec? Co jest jego celem?
Autor doskonale balansuje między budowaniem napięcia, wręcz grozy i rozwijaniem wielowymiarowych, niepokojących postaci co sprawia, że mimo niekiedy zbyt rozbudowanych opisów przyciąga nas ku finałowi chęć poznania przyczyn, uzyskania odpowiedzi, odkrycia tajemnic. Te Autor zdradza nam stopniowo pobudzając ciekawość, by na końcu solidnie wstrząsnąć podstawami naszego pojmowania rzeczywistości i wyryć uporczywie powracający obraz w naszej pamięci.
„Mój dom” to hipnotyzująca i niespieszna opowieść nie tylko o strachu przed utratą ukochanej osoby, czy demonach przeszłości kształtujących nasze jestestwo, ale też o ludzkich słabościach, moralności, manipulacji i dążeniu do celu bez względu na wszystko. To kolejna wyjątkowa powieść Autora, której sceny będą do mnie powracać, a myśli kłębić się w głowie długo po jej odłożeniu. I kolejna, którą oceniam bardzo wysoko za ogrom emocji, które we mnie wzbudziła.
Jak mnie ta książka wymęczyła… Nie myślałam, że dam radę dobrnąć do końca, ale jakoś się udało, niestety kosztem mega zastoju czytelniczego.
Zachęcona pozytywnymi opiniami skusiłam się na lekturę niemalże zaraz po premierze. Niestety nic tu nie grało według mnie już od samego początku… Słowo od autora i wielkie podziękowania dla zespołu korektorskiego/redaktorskiego okazało się nieudanym żartem (na miejscu tych osób byłoby mi wstyd podpisywać się pod czymś takim) - choć z zasady umiem przymknąć oko na kilka potknięć typu literówki, w tej książce jest błąd na błędzie, i to tak grubego kalibru, że wytrącało mnie to z rytmu czytania, przez co krew mnie zalewała co chwilę i zgrzytałam zębami. Redakcji też jakby w ogóle nie było - ileż razy bohater wychodził z domu, by w następnym akapicie znów z niego wychodzić, ziemniaki z żaru robiły się dla niego w kilka chwil, mimo łopatologicznego opisu rozkładu domu na początku książki sam autor się pogubił w układzie pokoi, zdarzało się często, że szyk zdań był wybitnie nienaturalny, nagle autor wskakiwał na tak egzaltowane tony, że aż mdliło… mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać, ale książka już zaciera mi się we wspomnieniach. I nie, nie dam się przekonać, że to były świadome zabiegi, ponieważ nie wynikały z fabuły czy stanu emocjonalnego bohatera.
Mogłabym dać mocne trzy gwiazdki i uznałabym książkę za przegadaną i rozwleczoną, ale ok. Niestety nie dam nawet tyle, ponieważ autorowi kilku(nastu?) książek wyszła tu taka amatorszczyzna, że według mnie to nie jest książka warta zachodu. Grozy, thrillera i dobrze przedstawionych bohaterów będę szukała gdzie indziej.
Nie jestem wielką fanką horrorów, ale ten był naprawdę fajny i dobry. Przez całą książkę budowane było napięcie, i im dalej w opowieść, tym bardziej ciekawiło mnie jak się skończy. A zakończenie?! Wow było bardzo zaskakujące. Może nie był to taki horror, którego się bałam, ale byłam go bardzo ciekawa.
Przedziwna historia. Przez cały czas towarzyszy nam postać dziwnego dziadka oraz bogobojnej wystraszonej babci. Najlepsze lata życia głównego bohatera naznaczone są jednocześnie najbardziej strasznymi wspomnieniami. I ten dziadek! Dziadek, który raz zachowywał się jak fajny typ za chwilę odwalał coś tak dzikiego, że potrzebowałam chwili by zrozumieć, co tu się właśnie porobiło. Towarzyszymy Edwardowi przez wszystkie najważniejsze wydarzenia jego życia, zarówno te piękne, normalne jak i trudne oraz dziwne. Obserwujemy wszystko, co go ukształtowało i sprawiło, że kochał, a jednocześnie nienawidził własnego domu. To powolna powieść, poprzeplatana mrożącymi krew w żyłach fragmentami. Totalnie stoi klimatem oraz emocjami głównego bohatera. Albo się w to wsiąknie albo odpadnie gdzieś w połowie. Ja osobiście wsiąkłam. Chociaż przyznaję, że przez chwilę miałam problem z zakończeniem. Jednak po ułożeniu go sobie w głowie wiem, że to nie mogło skończyć się inaczej. Ostatecznie chyba zaakceptowałam wizję autora chociaż wciąż coś mi tam zgrzyta. Muszę przyznać, że najbardziej irytującą osobą przez całą książkę była dla mnie Emilia. Nawet kiedy powinnam jej współczuć, nie potrafiłam tego zrobić, bo fragmenty z młodości kobiety nastawiły mnie do niej bardzo źle.
Edward jest już na skraju. Nie wiemy co go do tego doprowadziło, ale jedynym co może zrobić dla siebie (i dla nas czytelników) to opisanie tego wszystkiego. Ale od samego początku, bo to on jest tutaj ważny. I ze szczegółami. Pomyślisz, że Edward jest pomylony, szalony... Kopie dół, bardzo głęboki. Ale w jakim celu? Czy to nadal jego szaleństwo...?
Ale Edward to też mały chłopiec, którego poznajemy na początku powieści, który ze względu na decyzje rodziców musiał zmienić otoczenie. Zamieszkali u dziadków na wsi. Dziadek zachowywał się dziwnie, jasne, jak to dziadek. Edwardowi jednak to imponowało. Początkowo. Bo później... To co się stało zmieniło chłopaka na zawsze.
Opinia:
To jest jedna z tych książek przy których czytasz z zapartym tchem. Jest tajemniczo i niepokojąco, jest mrocznie, a granica jakiegoś takiego niepokoju jest ciągle naginana.
Historia pisana jest w dwóch perspektywach czasowych. Jedną jest Edward z teraźniejszości, który po wszelkich swoich decyzjach chce opowiedzieć nam swoją historię, a drugą młody chłopiec, który prowadzi nas (niejako za rękę) przez swoje życie, by dotrzeć do momentu, w którym jest teraz.
Tutaj mamy trochę miszmasz gatunkowy. Poza sporą dawką elementów grozy i takich niepokojąco nadprzyrodzonych wątków, pojawi się także element sensacji czy literatury obyczajowej. Ale to koniecznie, bo jak inaczej Edward ma nam pokazać to, kim się stał i jakie zachowania go do tego doprowadziły.
Mnie wszystkie te elementy siedziały. Bardzo siedziały. Intrygowało mnie to za każdym razem coraz bardziej.
Znacie takie uczucie, kiedy wiecie, że coś się stanie, ale jeszcze nie wiecie, co, kiedy i jak? Ja tutaj miałam tak co chwilę.
Bardzo podobało mi się stopniowanie napięcia zachowania dziadka, to jakie za każdym razem karty odkrywał przed Edwardem, to że za każdym razem było coraz to intensywniej.
Jeśli liczycie na horror, w którym klimat będzie się dało kroić nożem to nie tutaj. Tutaj będzie dużo więcej wątków psychologicznych. Takich, w których sami już nie wiecie – tak jak bohater. Bo on się gubi, wątpi w swoje postępowania, zastanawia się czy to umysł mu opłata figle. Czy to wszystko się dzieje. Czy to się mu wydawało. Czy jest prawdziwe? No i ta końcówka. Czapki z głów. Idealnie i dobitnie podsumowała całość historii. Była jak taka wisienka na torcie. Ale żeby się nią rozkoszować najpierw musisz ją zjeść. Chociaż potem zastanawiasz się czy to faktycznie, było to, co zakładałeś. Ja tak miałam!
Mój dom Tomasza Sablika to książka, która mnie trochę przestraszyła. Ale nie ze względu na to, że zaliczana jest do gatunku horror, tylko ze względu na swoją objętość. Z tym horrorem to też troche nad wyrost. Bardziej zaszufladkowałabym tę historię jako powieść obyczajową z elementami grozy prowadzoną w formie pamiętnika. Taki trochę gatunkowy kogel mogel. Autor stopniowo budował napięcie wzbudzając w czytelniku niemałą ciekawość. Niespiesznie poznajemy wydarzenia z dzieciństwa Edwarda z jego perspektywy i w ten sposób wnikamy w jego umysł. Jesteśmy z nim w najważniejszych momentach, czyli w tych które go zmieniły i ukształtowały. Myślę, że ta historia przypomina trochę spowiedź w której nasz bohater tłumaczy się co nim kierowało i dlaczego. Jakby potrzebował oczyszczenia. Z początku ta historia była zupełnie zwykła, jednak im dalej w nią brnęłam tym bardziej czułam jej mrok. Słowa Edwarda budziły mój niepokój i przerażenie. Gęsta i duszna atmosfera chwyciła mnie i pochłonęła. Fabuła początkowo nie wywołała we mnie dużego przerażenia, ale zakończenie wynagradza wszystko. Jest demoniczne i niepokojąco. Od przeczytania książki minęło już trochę czasu, a ja do tej pory czuje pełzające mi po plecach ciarki i emocje, które się we mnie kłębiły.
Książka zaczyna się naprawdę obiecująco – mroczny klimat, tajemnicza atmosfera i uczucie, że zaraz odkryjemy coś istotnego. Niestety, im dalej w fabułę, tym bardziej historia się rozwleka. Narracja przypomina rozciąganą w nieskończoność gumę – ciągle ma się wrażenie, że już za chwilę wydarzy się coś kluczowego… a tu znów nic. Dopiero w ostatnich rozdziałach pojawia się rozwiązanie – niestety dość zwyczajne, a nawet banalne.
Szkoda, bo potencjał był naprawdę duży. Gdyby sedno sprawy zostało ujawnione nieco wcześniej i dalej rozwinięte, moglibyśmy mieć do czynienia z dużo ciekawszą historią. Książkę dokończyłem głównie dlatego, że akcja rozgrywała się w moim rodzinnym mieście, co dodawało jej osobistego znaczenia.
Długo zastanawiałam się, co napisać o najnowszej powieści Tomasza Sablika, mojej pierwszej z jego dość sporego już dorobku. Zastanawiałam się, bo chociaż na pierwszy rzut oka powieść wydaje się zwyczajna, wcale taka nie jest. Nie jest też lekka ani przyjemna, chociaż czyta się ją płynnie i naprawdę dobrze. To, z jak wielką liczbą kłębiących się myśli zostawia czytelnika i z jak dużym niepokojem, który nie chce opuścić jego serca, jest wprost oszałamiające. Miałam też problem z poprawnym skategoryzowaniem książki jako gatunku, bo tego się po prostu nie da zrobić. Nie dziwi mnie, że widnieje jako horror, bo coś z niego ma, chociaż nie tak, jak się spodziewałam, poznając wcześniej inne pozycje z tego gatunku. Ale ma też coś z literatury pięknej, a nawet obyczajowej i metafizycznej może też. I może coś jeszcze bym znalazła, jednak przejdę już do książki.
Co mogę o niej powiedzieć? To proza niezwykła. Bogata w treść, wielowarstwowa, hipnotyzująca. Pełna pytań i takich na nie odpowiedzi, które zmuszają do główkowania. Nostalgiczna dla każdego, kto pamięta lata dziewięćdziesiąte i przełom millenium. Będzie dla niego jak powrót do przeszłości, który pozwoli nie tylko powspominać, ale też zastanowić się nad tym, co się zmieniło. I nie chodzi o rozwój technologiczny czy równie oczywiste sprawy, a o pojmowanie świata jako takie. O panujące przekonania, zasady lub ich brak, wyobrażenia, normy społeczne i inne. Dla młodszych wiekiem czasy, w których przyszło żyć młodemu Edwardowi, będą pewną ciekawostką, czymś, co w obecnych czasach nie jest łatwo objąć rozumem, czymś na kształt magii, co ma zresztą również walor edukacyjny.
Nie wspomniałam jeszcze, że w książce mamy do czynienia z pamiętnikiem, który w chwilach wolnych od syzyfowej pracy (Edward kopie w piwnicy) spisuje młody mężczyzna, który wraca do rodzinnego domu w Bielsku-Białej. Nie wspomniałam też, a wspomina o tym w przedmowie sam autor, że pamiętnik ów miał być znaleziony w starym domu, co sugeruje, że nie jest to fikcja, a prawda. Nie nabrałam się na to, jednak wyczuwam, że więcej niż ziarenko prawdy w tej historii jest. Ile jest autora w Edwardzie, a ile Edwarda w autorze, tego się pewnie nie dowiem. Czuć jednak w tej snutej niespiesznie opowieści inspirację, jeśli nie bezpośrednio życiem autora, to na pewno otaczającą go rzeczywistością.
Pamiętnik Edwarda dzieli jego czas na chwile, które były kiedyś i te, które są obecnie. Jego historia rozpoczyna się jedenaście lat wcześniej, kiedy jako nieśmiały, jąkający się chłopiec wraz z rodzicami przeprowadza się do domu swoich dziadków. To właśnie ten dom, z jego tajemnicami i historią kształtuje życie Edwarda. Dom staje się niemalże jednym z bohaterów powieści, pełnym własnej duszy i ukrytych sekretów. Jak wiadomo każdy dom ma duszę, jednak ten ma ją bardziej i to on i związane z nim tajemnice są źródłem pojawiającego się i rosnącego z czasem niepokoju. I grozy, której od horroru się przecież oczekuje.
Charakterystyczny dla pamiętnika styl narracji podkreśla autentyczność przeżyć Edwarda. Podkreśla ją rzecz jasna również pierwszoosobowe przedstawienie wydarzeń, w czasie przeszłym w odniesieniu do kiedyś i w teraźniejszym obecnie. Duży nacisk położony jest w powieści na minione wydarzenia. Edward opisuje swoje dzieciństwo, pierwsze przyjaźnie, miłości, szczęśliwe chwile, ale również trudne momenty, takie jak przemoc w szkole czy problemy rodzinne. O bohaterach można napisać, że są dobrze wykreowani, przede wszystkim główny bohater. Ale, ponieważ narracja jest pierwszoosobowa i zostajemy zaproszeni do głowy Edwarda i w związku z tym grzebiemy sobie w niej do woli, dokładna kreacja głównego bohatera jest oczywista. Można więc powiedzieć, że poznajemy go wzdłuż i wszerz. Edward przechodzi znaczącą przemianę, którą obserwujemy poprzez jego wspomnienia i teraźniejsze zapiski, Edward też powoli popada w obłęd. Z innymi bohaterami aż tak dobrze nie ma, ale nie można narzekać na ich charakterystykę. Szczególnie ciekawą postacią jest dziadek chłopca i jego dziwne, tajemnicze i niepokojące zachowanie.
Klasycznego horroru jest może w tej książce niezbyt dużo, ot kilka faktycznie mocnych i przerażających scen, jednak szokujące zakończenie skutecznie wynagradza ten niedostatek. Do tej pory trwam w niedowierzaniu i nadal mam ciarki, a czytałam tę książkę już jakiś czas temu. Mimo, że powieść nie jest typowym horrorem, jej niepokojąca atmosfera i emocje dotykające serca sprawiają, że jest to lektura, która na długo zostaje w pamięci. Sprawdźcie, polecam 🖤
Istnieje czarna magia? Wierzycie w praktyki magiczne? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat ? Ja przyznam szczerze, że "biją" się we mnie dwa stanowiska "chciałabym" i "boję się" ....🤭
📚 RECENZJA 📚
Książka napisana w dwóch ramach czasowych, jest wnikliwą podróżą przez meandry ludzkiego umysłu. Do rąk dostajemy pamiętnik Edwarda, który pokazuje nam swoje życie od początku z perspektywy dojrzewającego chłopca - następnie nastolatka, by stać się mężczyzną wciąż poszukującym swojej tożsamości.
Skategoryzowana jako horror najnowsza powieść Tomasza Sablika "Mój dom", jest zdecydowanie czymś więcej. Jej nienachalna wielowymiarość została podkręcona klimatem małego miasteczka, z domem, stanowiącym główny fundament fabuły. Domem - otulonym egnimatycznymi tajemnicami, którym towarzyszy nastrój grozy i nienachalny niepokój. Mamy tu również głęboko zakorzenione rodzinne konflikty, podszyte mrocznymi tajemnicami. A odkrywana stopniowo ciemna sfera ludzkiej duszy i pasja uczucia, budzi respekt i nie pozwala tej książki odłożyć.
Autor w fantastyczny sposób budzi w czytelniku poczucie niepokoju, z pietyzmem kreuje postać Edwarda, popadającego w iluzoryczne szaleństwo, podsycone mroczną aurą panującą w jego ukochanym domu.
"Mój dom" to horror. Horror w którym subtelna nuta grozy, towarzyszy nam wlaściwie od samego początku tej narracji. Horror zdecydowanie niesztampowy. Horror dla inteligentnych 😜
"Mój dom" to również powieść obyczajowa, w której zdecydowanie słychać szepty przeszłości, w fenomenalny sposób przywołujące klimat cudownych lat 90. Tomasz Sablik oddaje hołd, dla beztroskiego okresu dzieciństwa i szukania swojej tożsamości. A co najbardziej fascynujące, tożsamości budowanej na kanwie, wprost niewyobrażalnych fundamentów czarnej magii. Zarys psychologiczny postaci, został przez autora stworzony wprost doskonale. W trakcie eksplorowania tej historii ukazuje wpływ traum doznanych w dzieciństwie i to jak warunkują one całe dorosłe życie-decyzje, poczynania i odruchy.
Tomasz Sablik oddaje w nasze ręce barwną kronikę życia Edwarda Municha, którą wieńczą dreszcze i wielkie zaskoczenie. Ta książka, to horror psychologiczny w najczystszej postaci.
"Mój dom" jest książką wprost niebywałą i zdecydowanie nie dla każdego. Jednak każdy wytrawny czytelnik, potrafiący docenić niespieszne prowadzoną akcję horroru psychologicznego, dostrzeże jego fenomen. Zatraci się w nim, podda emocjom i pozwoli się zaskoczyć.
Sablik w swojej powieści oszałamia rozmachem i zaskakuje finałem. Pamiętnik ten, pozostawia w czytelniku poczucie obcowania z czymś większym, mroczniejszym i straszniejszym. Poczucie do którego ja, zdecydowanie wrócę, aby przeżyć historię Edwarda jeszcze raz.
"Kimże jesteśmy bez wspomnień? Pustymi naczyniami, drzewami bez gałęzi, korytem strumyka bez wody. Nie godzę się na utratę wspomnień, więc próbuję je jakoś utrwalić...".
"Zapamiętaj to, co ci teraz powiem na całe życie. Nie daj sobie odebrać prawa do wolności. Jeśli czegoś nie chcesz, nie musisz tego robić. Jeśli zaś chcesz, zrób to. Nie oglądaj się na nic. Masz być szczęśliwy i robić wszystko, by tak było. Miej odwagę przeciwstawiać. Rób nie to, czego chcą inni, a to, czego chcesz ty. I nie bój się".
Czy wasz ulubiony autor potrafi was jeszcze zaskoczyć? Moja odpowiedź brzmi Tak! I takim świetnym przykładem jest właśnie sam - Tomasz Sablik.
~Autor w swojej najnowszej powieści pt. "Mój dom" stworzył dla nas historię nieoczywistą, nieprzewidywalną, momentami kontrowersyjną która niejednokrotnie zjeży włos na głowie niejednemu z nas! ~Dlatego też będąc już jakiś czas po lekturze, mając doświadczenie z innymi tytułami autora, muszę stwierdzić że "Mój dom" to opowieść "intymna", która zbiera nas w najgłębiej skrywane, zakamarki, zagmatwanej ludzkiej psychiki. ~I tak dzięki zastosowaniu formy pamiętnika w akompaniamencie perfekcyjnie utkanej fabuły oraz bohaterów drugoplanowych w pełni wnikamy do świata Edwarda Municha. Co pozwala nam mieć szczegółowy i stopniowy wgląd w całe jego całe życie, od momentu dzieciństwa (tego co go kształtowało) do teraz, czyli dorosłości w której właśnie przebywa. Przeszłość miesza się z teraźniejszą, dawkując nam pełną paletę emocji, okraszoną bólem, smutkiem, brakiem zrozumienia, traumą, niesprawiedliwością i manipulacją... ~"Mój dom" to powieść pełna tajemnic, czarnej magii, rytuałów, iluzji i pytań, na które często nie ma dobrych odpowiedzi... Fenomenalnie połączenie kilku gatunków z nieprzewidywalnym zakończeniem, które wraz z elementami grozy, fantastyki tworzy niezwykle klimatyczną powieść psychologiczną która zmusza nas do głębszych refleksji. ~Ten tytuł zapisuję w topce tego roku!
Powiem Wam, że ta książka mocno daje po głowie 🫣 Chwilę musiałam zastanowić się co o niej napisać, żeby oddać wszystkie swoje odczucia, a jednocześnie za wiele nie zdradzać.
Mamy tutaj historię zapisaną w formie pamiętnika głównego bohatera Edwarda, który dzieli się z nami wydarzeniami, odczuciami, słabościami i sukcesami jakie miały miejsce od czasów jego dzieciństwa aż do teraźniejszości.
To swoista uczta dla fanów opowieści psychologicznych z domieszką thrillera i grozy. Historii gdzie rzeczywistość miesza się ze zdarzeniami paranormalnymi.
Edward opowiada nam swoją historię od dzieciństwa i momentu przeprowadzki do domu swoich dziadków. Obok obyczajowego wątku z życia nastolatka, poznajemy mroczną stronę jego dzieciństwa. Niekiedy opowiadane przez niego wydarzenia mrożą krew w żyłach i powodują uczucie niepokoju u czytelnika.
Historia opowiadana w dwóch liniach czasowych. Kiedyś - tutaj autor pięknie buduje napięcie i małymi krokami odkrywa przed nami coraz to nowe tajemnice domu oraz rodziny Edwarda. Teraz - to czas, kiedy zagłębiamy się w moment kulminacyjny, do którego dochodzimy poznając całą historię.
Końcówka pozamiatała wszystko. Niesamowity zwrot akcji i wywrócenie wszystkiego do góry nogami.
To co mnie najbardziej intryguje w tej powieści to fakt, że nie do końca wiemy, czy to wydarzyło się naprawdę. Według informacji autora już na początku, jest to dziennik, który został znaleziony w pewnym starym domu…
Jedyne co mnie czasami męczyło, to to, że niektóre wątki były zbyt szczegółowo rozkładane na czynniki pierwsze. Ale skoro to dziennik i osobiste rozterki autora tegoż dziennika, to czy można się do tego przyczepiać?
Puk, puk. Kto tam? Edward ... i jego demony. Myślę, że śmiało w taki sposób można rozpocząć pisanie o tej książce. Jest ona niczym pamiętnik, spisywany dzień po dniu przez wymienionego mężczyznę. To swego rodzaju spowiedź, ale również wytłumaczenie z dokonanych czynów. "Mój dom" to fascynująca lektura. Niespieszna, wymagająca skupienia. Bardzo łatwo można pominąć to, co wydaje się być kluczowe do zrozumienia tej historii. Edward krok po kroku wprowadza czytelnika do swojego życia. Zaznajamia go z okresem dzieciństwa, rodzicami. Następnie płynnie przechodzi do czasów szkolnych, pierwszych miłości i rozczarowań. W międzyczasie opowiada o domu, który żyje, szepcze, nawołuje. Wreszcie o kochanej babci i dziadku, który go fascynuje, jednocześnie przerażając. To wszystko jest okraszone spokojem, nawet nostalgią, zupełnie nie pasującą do kryminału. Dlatego w mojej ocenie ta książka jest mieszanką. Przejmująca jej część to opowieść obyczajowa z domieszką dramatów. dopiero pod koniec czytania objawia się czytelnikowi bardziej demoniczna historia, ale w mojej ocenie to za mało. Nie czułam tu napięcia, brakło emocji. W zasadzie to 600 stron mnie troszkę znużyło. Oczekiwałam zupełnie czegoś innego. Czy było źle? Nie, ale porwać mnie nie porwała ta lektura. Natomiast podobała mi się kreacja Edwarda. Sposób w jaki autor pokazywał jego silny charakter. Raz w szczycie sławy, innym razem zupełnie poza hierarchią. Jednego dnia wychwalany w piedestały, innego wytykany palcami i szykanowany. Istna sinusoida, z której bohater potrafił wyjść obronną ręką i porażki przekładał na zalety. Gdyby nie ten dom ... by wygrał życie.
"Idę więc zamknąć oczy. Wy też to zróbcie, jeśli czytacie to nocą. Jeśli trapi was coś, nad czymś myślicie, połóżcie się i za mknijcie powieki. Ostudźcie myśli, bo one lubią się z wami droczyć. I zaśnijcie."
Edward wraz z rodzicami przenosi się do dziadków ku niepocieszeniu matki, która niebawem odchodzi. Chłopak nawiązuje silną więź z dziadkiem, który wydaje się być związany z siłą wyższą, a dom, w którym mieszkają był nasiąknięty energią. Czy dobrą czy złą? Ciężko ocenić, musicie sami się przekonać.
To moje kolejne spotkanie z książkami Autora i po jej przeczytaniu musiałam usiąść i przemyśleć czy wszystko co przeczytałam do mnie dotarło, ale od początku... Czytałam kilka dni wcześniej Windę, więc sam styl Autora mi się obył. Jest ciężki, mocny, momentami duszny, jednak tutaj... Były naprawdę powiewy świeżości. Obok szalonych i mrocznych momentów mieliśmy historie życia Edwarda, która była bardzo ciekawa. Naprawdę mnie ciekawiło co ten chłopak przeżył i dlaczego w ten sposób potoczyło się jego życie. Z drugiej strony mamy listy Edwarda, które momentami nas przerażają i niepokoją. Jednak totalnie rozumiem, dlaczego tak postępuje... zawsze jest przecież ta nadzieja i walka o ukochaną osobę, prawda?
Zakończenie totalnie rozwalające mózg. Powodujące wahania nastrojów, różne myśli, Sama przeczytałam je dwa lub trzy razy i zastanawiałam się czy wszystko zrozumiałam. Na szczęściu, spotkałam Autora na @targi_vivelo i okazało się że tak... 😅
Dla mnie to była dobra lektura, chociaż zakończenie wyprało mnie ze wszystkich emocji.
„Mój dom” Tomasza Sablika to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, ale już wiem, że z całą pewnością nie ostatnie. Jego książka wywołała we mnie wiele emocji, i bynajmniej nie chodzi tutaj tylko o grozę.
Fabuła została bardzo ciekawie przedstawiona, ponieważ historia zapisana jest w formie pamiętnika głównego bohatera, Edwarda. Edward opowiada nam o czasach dzieciństwa i wszystkich wydarzeniach, które go spotkały do czasów obecnych. Jak na pamiętnik przystało, możemy poznać emocje mężczyzny, jego rozterki, osobiste przemyślenia i bolączki. Niektóre wydarzenia są rozkładane na czynniki pierwsze i zmuszają czytelnika do głębszego pochylenia się nad nimi.
Autor bardzo umiejętnie buduje napięcie i podkręca atmosferę niepewności oraz tajemniczości związaną z domem Edwarda i jego rodziny. Wydarzenia, których był świadkiem, bądź w których brał udział, mrożą krew w żyłach i powodują uczucie ogromnego niepokoju. Jest to powieść pełna emocji — od bólu, przez miłość, po nienawiść. To historia pełna tajemnic, czarnej magii, ale przede wszystkim podróż w głąb ludzkiego umysłu i duszy.
„Mój dom” to tak naprawdę książka, o której można pisać i pisać, jednak aby nie psuć frajdy z czytania, nie chcę zdradzać więcej szczegółów. Jest to prawdziwa uczta dla fanów grozy i thrillerów psychologicznych, gdzie rzeczywistość miesza się z fikcją, a zakończenie okazuje się być totalnym zaskoczeniem. Serdecznie 𝗣𝗢𝗟𝗘𝗖𝗔𝗠!
Oj nie jest to łatwa lektura. Warstwę obyczajową, taką zwykłą opowieść o życiu chłopaka od dzieciństwa do dorosłości oplata niczym pajęczą siecią cieniutka, ale mocno wyczuwalna warstwa tajemnicy i nie zdefiniowanej grozy. Gdzieś tam w sercu czujemy czające się zło, które tylko czekać aż wypłynie. Tylko nikt nie wie czym ono jest, gdzie go szukać i jak się przed nim bronić.
Życie Edwarda poznajemy z jego pamiętnika, prowadzonego z ogromną dokładnością. Bohater szczerze opisuje wszystkie wydarzenia które były jego udziałem. Domem Edwarda, wołającym i ciągnącym go do siebie był dom dziadków. Rodzice przenieśli się tam w wyniku problemów finansowych, ale ich małżeństwa nie udało się uratować i chłopak został tam tylko z ojcem. Edward dorastał będąc pod dużym wpływem dziadków, którzy jakby walczyli o jego duszę. Babcia, uważająca że tylko wiara i kościół mogą ustrzec wnuka przed otaczającym go złem i dziadek pokazujący dziwne magiczne sztuczki, których chce nauczyć chłopca, czyniąc go niejako spadkobiercą swoich umiejętności. Dorastanie chłopaka, jego sukcesy i porażki, przyjaźnie, pierwsza miłość i poniżenie przez szkolnego gnębiciela, wydarzenia rodzinne, wszystko jest naznaczone przebywaniem w tym dziwnym miejscu.
Zakończenie książki zadziwia i wywołuje kompletny mętlik w głowie czytelnika. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, ale z pewnością nie ostatnie.
Niestety wyłamię się i moja opinia nie będzie pełna zachwytów ;) Książka zaczęła się obiecująco- tajemniczy dom, który wpływa na mieszkańców, atmosfera grozy i przeróżne znaki, które zwiastują odkrycie czegoś mrożącego krew z żyłach. Do tego intrygująca postać dziadka Edwarda, wzmianki o żonie zamkniętej w domu na siłę.. Niestety zbliżając się do połowy tego tomiszcza (15 godzin słuchania) zaczęłam się potwornie nudzić, bo sporą część książki zajmują perypetie głównego bohatera jako nastolatka. Parcie na gacie, głupkowate wybryki nastoletnich wyrostków, przemoc, cwaniakowanie, i "ch*j" w co drugim słowie. iSą też triggery- przemoc wobec zwierząt i to nie raz, nie dwa. Koncept ogólnie interesujący, chociaż mam wrażenie, że autor pozbierał kilka motywów już znanych z literatury i połączył je w jednej historii. Ogólnie niestety trochę mnie wymęczyła;)
Mój dom” to cudowna wielowątkowa i niejednoznaczna powieść osadzona głównie w latach 90, którą ciężko mi skategoryzować w ramach jakiegoś gatunku, ale na pewno nie określiłabym jej mianem horroru. Niewątpliwie jest to historia mroczna, klimatyczna, pełna tajemnic, niepokoju, a przede wszystkim emocji, autor zgrabnie balansuje wydarzeniami osadzając je na granicy rzeczywistości i zjawisk nadprzyrodzonych, sporo w niej czarnej magii, a wszystko podane jest w formie pamiętnika pozwalając zajrzeć w głąb umysłu głównego bohatera. Ponadto autor serwuje nam powieść głęboką, poruszającą wiele ważnych, podstawowych wartości w życiu człowieka pozwalając przeżywać wszystkie rozterki i problemy z Edwardem i jego przyjaciółmi, zastawiając trwały ślad w pamięci czytelnika.
„Mój dom” to hipnotyzująca powieść o strachu, dorastaniu, przyjaźni, ludzkich słabościach czy moralności, której nieszablonowe zakończenie zaskakuje, wprawiając w stupor. Książka zawładnęła mną jak tytułowy dom naszym bohaterem, gorąco polecam, bo warto, a gwarantuje, że nie czytaliście dawno czegoś takiego! Niesamowita uczta literacka.
Dobre zakończenie, ale nie do końca pasujące... jakoś mi sie to gryzło. Główny bohater kopał, kopał, nagle zawirowało i sie skończyło... takie odniosłam wrażenie.
Lubię czytać książki Pana Sablika, być może głównie ze względu na styl. Ksiazka mi sie nie dłużyła, ale czuje niedosyt tej opowieści.
Building up the thrill and disturbance, the plot is still going smoothly and not too slow. Tension is becoming your best friend throughout the story. Something unnatural is right there, under the house.
Tomasz Sablik każda kolejna powieścią udowadnia, że jest pisarzem rozwijającym się i potrafiącym całkowicie zahipnotyzować czytelnika. Absolutny majstersztyk!